nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


5 komentarzy

Garmin Fenix 3 – test/recenzja

Niniejsza recenzja dotyczy zegarka Garmin Fenix 3. Zanim przejdę do sedna – powiem tylko, że dotychczas byłem fanem marki Suunto (miałem już 3 zegarki tej firmy). Niestety dla Suunto czas się zatrzymał, a w zegarkowym biznesie, taka opinia jest chyba podwójnie niekorzystna ;-). Czy zatem podoba mi się mój nowy Garmin? Przeczytajcie.

PS. ten post NIE zawiera lokowania produktu.

Bateria i czas pracy

To zdecydowanie najważniejszy parametr zegarka w góry na jazdę poza trasą. Oddziela zabawki (jak np. Apple Watch czy zegarki z systemem Google Android Wear – których bateria starcza na parę/paręnaście godzin) od prawdziwych zegarków, na których można polegać. Bo zegarek w góry, nie może paść na zimnie, po paru godzinach, jeśli w jakimś stopniu zależy od niego nasze bezpieczeństwo.

Według zapewnień producenta Fenix 3 powinien działać do 5-6 tygodni w trybie smartwatch, bez użycia GPS, oraz 20 godzin przy ciągłym posługiwaniu się GPS. Producent nie podaje ile zegarek wytrzymuje podczas używania kompasu, wysokościomierza i okazjonalnego użycia GPS na zimnie, ale należałoby się spodziewać pewnie wartości w okolicy 5 – 10 dni i takie też dane pojawiają się w Internecie w niezależnych testach.

W chwili gdy piszę te słowa, jest środek lata i nie mam możliwości przetestowania zegarka na mrozie, wrócę więc do tego akapitu przy pierwszej nadarzającej się okazji. Ale jeśli zapewnienia producenta spełniają się choćby w 70%, a zegarek podczas normalnego użycia (smartwatch-altimetr-kompas, a do tego parędziesiąt minut GPS) działałby na ładowaniu tydzień – nadawałby się z zapasem do używania w górach.

Ekran

Robiłem tę fotkę dziś w drodze do pracy, w zamyśle chcąc pokazać jak czytelny jest wyświetlacz w pełnym słońcu świecącym wprost na zegarek. A dodatkowo wyszło, że Fenix 3 na skórzanym pasku całkiem nieźle pasuje do garnituru.

Garmin F3 ma spory ekran (sam zegarek jest też niemały). Jego wyświetlacz jest wyraźny i czytelny. Zegarek ma fabryczne ustawienie podświetlenia na 20% mocy całkowitej, warto więc od razu to zmodyfikować przynajmniej do 80% – wtedy ekran jest bardzo jasny i nie ma problemu z jego odczytaniem w nocy lub przy kiepskim oświetleniu. Włączyłem też automatyczne podświetlenie na gest ręką – ta funkcja działa dobrze: podświetlenie włącza się automatycznie za każdym razem kiedy wykonam gest ręką i spoglądam na ekran.

Bardzo istotna i wręcz zaskakująco dobra jest dla mnie jasność ekranu w pełnym słońcu. Wtedy rzecz jasna podświetlenie nie ma na to wpływu. Ma jednak wpływ technologia wykonania wyświetlacza. W bardzo jasnym świetle wyświetlacz nie „przygasa”, w dalszym ciągu nawet nieduża czcionka jest czytelna.

Reasumując – ekran Fenix 3 to bardzo mocna strona – zarówno w ciemności jak i w jasnym słońcu.

Nawigacja

Nawigacja w wykonaniu Garmina różni się od tego, do czego przywykłem np. przy użyciu apek na smartfony. Główna różnica polega na tym, że Garmin ograniczył znacznie funkcjonalność waypointów w nawigacji, zamiast nich wprowadzając nawigację po zaplanowanej trasie. Podszedłem do tego bardzo sceptycznie, jednak nie trzeba było wielu testów, aby przekonać się, że takie podejście się sprawdza. Trasę wprowadza się w aplikacji na komputerze i w sekundę transferuje się ona automatycznie do zegarka. Przytoczę tu kilka najważniejszych cech przyjętego przez Garmina podejścia do nawigacji:

  1. W momencie zejścia z założonej trasy, zegarek zgłasza alarm „off the course” i nawiguje natychmiast do najbliższego punktu na trasie.
  2. Jeśli zejdziemy z założonej trasy i będziemy dłuższy czas kluczyć (można sobie wyobrazić scenariusz obchodzenia uskoku, górki itd. których nie było na mapie, itd), zegarek nie będzie prowadził nas do miejsca w którym opuściliśmy trasę, a do najbliższego miejsca na trasie w danej chwili. Można zatem bez problemu obejść kawałki zaplanowanej trasy, na podstawie dynamicznie rozwijającej się sytuacji, a następnie wrócić na zaplanowaną trasę bez przyciskania zupełnie niczego w zegarku.
  3. Nie ma potrzeby przełączania waypointów podczas pokonywania trasy. (duża zaleta!)
  4. Podczas nawigacji mamy do dyspozycji kilka konfigurowalnych ekranów. Od podstawowych: kierunek (po trasie jeśli na niej jesteśmy, lub do trasy jeśli z niej zboczyliśmy), zarys trasy oraz naszego śladu z możliwościami zoom in/out, poprzez bardziej wymyślne: prognozowany czas ukończenia trasy, dystans od początku/ do końca, szybkość, itd.
  5. Jedyna wada przyjętego podejścia, to arbitralnie ustawiona przez producenta dopuszczalna odległość od zaplanowanej trasy (na około 20 metrów) zanim zegarek zgłosi komunikat „off the course”. Jeśli schodzimy z trasy poniżej tej wielkości, nic się nie dzieje, zegarek pokazuje nam kurs „równoległy” do zadanej trasy i reaguje tak, jakbyśmy tą trasą podążali. Jeśli schodzimy z trasy powyżej tej wielkości i poruszamy się mniej-więcej równolegle do zadanej trasy, zegarek będzie chciał nas jak najszybciej „zawrócić” na zadaną trasę, pokazując kierunek „w bok” wprost na zadaną trasę, choćby była odległa tylko o 30 czy 40 metrów. Dlatego właśnie nawigacja „po trasie” zamiast „po waypointach” wymaga odrobiny przyzwyczajenia.
  6. Wciąż da się nawigować „do waypointa”. Kłopotliwe jest jednak transferowanie waypointów z komputera/komórki do zegarka. (nie znalazłem lepszej opcji niż przepisywanie współrzędnych)
  7. Podczas nawigacji, zegarek nie korzysta z kompasu magnetycznego, a jedynie z kierunku ruchu pochodzącego z GPS. Kompas magnetyczny automatycznie włącza się automatycznie po zatrzymaniu.

Na koniec wypada dodać, że absolutnie zawsze powinniśmy mieć mapę topograficzną nieznanego terenu, w który się zapuszczamy, jednak Garmin Fenix 3 może znacznie przyśpieszyć i ułatwić nam nawigację.

Wysokościomierz i kompas

Tak jak i w moim starym Suunto, F3 jest również wyposażony w wysokościomierz barometryczny oraz kompas – te dwa urządzenia pozwalają z reguły w miarę szybko odnaleźć się na papierowej mapie. Dodatkową zaletą Garmina jest możliwość kalibracji wysokościomierza barometrycznego, wysokościomierzem GPS. Co to oznacza? Po prostu nie ma potrzeby codziennej ręcznej kalibracji (najgorzej, bywało gdy o niej zapomnieliśmy), a zamiast tego zegarek sam używa algorytmu kalibracyjnego, a po kalibracji używany jest bardzo precyzyjny i energooszczędny wysokościomierz barometryczny.

Inne funkcje sportowe

Oczywiście zegarek może nagrywać ślad GPS, prędkość, prędkość wznoszenia/opadania, prędkość maksymalną, i tak dalej. Można to potem też przeglądać na mapach na komputerze czy telefonie i analizować. Nie jestem fanem tych funkcji i zakończyłem zabawę podobnymi aplikacjami jakieś 15 lat temu, ale warto wiedzieć, że są one dostępne. Garmin Fenix 3 jest zegarkiem typu „multisport” co oznacza, że nadaje się do śledzenia wielu aktywności włączając w to np. bieganie, pływanie, jazdę na rowerze, golfa i wiele innych. Ta recenzja ma jednak na celu zbadanie możliwości i zastosowanie zegarka w dzikim górskim terenie i nie obejmuje wszystkich innych sportów.

Funkcje SmartWatch

Zegarek można połączyć do smartfona przez bluetooth i otrzymywać wszelkiego rodzaju powiadomienia (włączając w to powiadomienia z aplikacji), SMSy, maile, i tak dalej. Według zapewnień producenta, nie przekłada się to znacząco na zużycie baterii.

Czemu Fenix 3?

Trochę zajęła mi decyzja wyboru zegarka i opiszę tu krótko, co sprawiło, że wybrałem właśnie model Garmin Fenix 3.

1. Czemu nie Suunto?

Bardzo podobały mi się zegarki z serii 7R, choćby flagowy Kailash, jednak Suunto nie oferuje nawet ułamka funkcji, w które wyposażony jest Garmin, przy jednocześnie gorszej baterii. Co prawda model Ambit szczyci się dobrą baterią, ale jest również bardzo ubogi funkcyjnie w porównaniu do Garminów. Goryczy dodał fakt, że po 2 latach używania w moim Suunto Core popsuł się wysokościomierz, a sam zegarek wyglądał jakby był używany nie 2 a 20 lat. Jakość i żywotność materiałów używanych ostatnio przez Suunto pozostawia wiele do życzenia.

2. Czemu nie Fenix 5?

Zależało mi na dobrej baterii. F5 jest mniejszy, ale wg. danych producenta bateria starcza na około 60-70% czasu pracy w stosunku do modelu F3.

3. Czemu nie Android Samsunga albo Apple Watch?

Po pierwsze – dyskwalifikuje je bateria – według różnych testów, te zegarki z włączonym GPS’em działają 3-5 godzin, a bez niego 2-3 dni, po drugie ekran dotykowy (wyobraźcie sobie temperaturę w okolicy -20 i ściąganie rękawiczek za każdym razem gdy chcecie coś przestawić w zegarku)

Podsumowanie

Wydaje się, że technologia zegarków w góry – wyszła wreszcie z okresu niemowlęcego, i że Garmin Fenix 3 to dobry wybór na narty. Wrócę do tego testu zimą, w prawdziwych górskich warunkach. Sprawdzę zachowanie podstawowych opisanych parametrów: ekranu, baterii i nawigacji w praktyce…

 

 

 


1 komentarz

Ostatni zakup: Voelkl Shiro 193

Jest teraz dobry moment aby zaopatrzyć się w sprzęt Freeride. Posezonowe obniżki w sklepach. Część ludzi z branży mających dostęp do tańszego sprzętu też chce zarobić i skorzystać na czyszczeniu magazynów. Skorzystałem i kupiłem nówki Voelkl Shiro 193cm, pełen rocker, niemal 12cm pod butem i doskonałe recenzje w branżowych mediach i wśród ludzi ze środowiska, cena: mniej niż połowa katalogowej.

Gdyby ktoś chciał coś podobnego – mogę podesłać kontakt na priv…

 

 

 


Dodaj komentarz

Genialne przeceny na narty freeride w Laponii

Wiem, że wciąż wiszę notkę o Laponii (przepraszam – praca mnie przygniotła). W międzyczasie, na szybko sugestia dla wszystkich ludzi którzy wybierają się do Laponii na “spring skiing”: promocje na narty freeride.

ceny są w Koronach Szwedzkich (SEK), a ich obecne osłabienie zachęca do zakupów jeszcze bardziej…

Intersport w Kirunie jest bardzo dobrze zaopatrzony w narty freeride, i na koniec sezonu (przełom kwietnia i maja) ma BARDZO dobre promocje, jakich nie spotkacie nigdzie w Polsce. Jeśli pasują Wam narty sprzed kilku sezonów w cenach grubo poniżej 1000 PLN – warto zastanowić się i zaplanować z góry odnowienie sprzętu. Zaznaczam, że nie jest to sytuacja jednorazowa: identycznie było rok temu – z tą różnicą, że teraz zrobiłem fotki i to udokumentowałem. Bilet do Kiruny kosztuje w promocjach poniżej 1000PLN z Warszawy i Gdańska w obie strony, można więc tu za rok przylecieć, pojeździć, przelecieć się na jednym z najtańszych heli w Europie, a także odnowić sprzęt.

Wrzucam tu parę przykładów:

  • Volkl Shiro 193cm, 119mm pod butem, pełen rocker – ok. 820 PLN
  • Dynastar Cham 184cm, 115mm pod butem – ok. 780 PLN
  • Nordica Girish 193cm, 110mm pod butem – ok. 980 PLN

Tak – to są faktycznie narty sprzed paru sezonów (i to raczej sprzed 4-5 niż sprzed 2-3), ale również na te nowsze są ISTOTNE przeceny (chociaż nie aż tak dobre jak te powyżej – raczej 30-50%). Są też oczywiście narty trochę krótsze, są dla kobiet, są bardziej na tury. Ja z racji wzrostu i innych preferencji zwróciłem uwagę właśnie na te.


Dodaj komentarz

Sezon na freeride się skończył?

Nic podobnego. Jeśli usłyszycie takie stwierdzenie w kwietniu czy maju – odpowiedzcie jasno: to bzdury. Freeride w maju moze tak samo satysfakcjonujacy a często nawet lepszy niz w lutym.
Różnica między dobrym zjazdem zimą a wiosną jest jednak zasadnicza: o ile zimą szukamy maksymalnego opadu śniegu, unikamy słońca w parę dni po dużym opadzie i po prostu zależy nam aby jeździć w puchu, to wiosną szukamy właśnie słońca i wcale nie interesują nas świeże opady.
Wiosną w górach, przy ujemnych temperaturach nocą – ze śniegu robi się lodoszreń – prawdziwy beton, po którym jazda jest niebezpieczna i nieprzyjemna. Kiedy jednak na lodoszreń świeci jakiś czas słońce, jej górna warstwa mięknie i topi się. Tworzą się grudki lodu niepołączone ze sobą – wiosenny firn. Tego właśnie szukamy. Taki wiosenny firn to kwintesencja wiosennego freeride’u. Kiedy jednak podczas słonecznej pogody poczekamy zbyt długo – firn zmieni się w mokry, grząski śnieg, w którym jazda jest ciężka i trudna.

Idealne warunki nie panują z reguły długo – na danym stoku nie więcej niż godzinę-półtorej w ciągu dnia. Pocieszające jest to, że idealne warunki na jednym stoku (np. o wystawie wschodniej) będą nieco wcześniej (np. od 10 do 11), a na innym (np. o wystawie południowej) będą trochę później (np. od 11 do 12). Do tego ma znaczenie wysokość: wyżej, gdzie jest zimniej, lodoszreń stopi się później niż niżej/cieplej. W ten sposób jest szansa na fajne warunki nawet przez 3 godziny, a na mocno północnych szerokościach geograficznych, gdzie wschód słońca w maju jest np. już o godzinie 3-4 rano, nawet jeszcze dłużej w ciągu każdego dnia.

Do freeride w wiosennym firnie trzeba dostosować też sprzęt: o ile zimą można było chodzić skitoury na fokach, o tyle podejście na betonowej lodoszreni wymaga często raków, czekana, a narty musimy przypiąć wtedy do plecaka. Oczywiście jeśli mamy budżet – możemy użyć innych środków transportu: helikoptera czy skutera śnieżnego.

Lecę szukać idealnego wiosennego firnu aż za koło podbiegunowe już za 2 tygodnie – 20 kwietnia. Będę jeździł w lapońskim masywie Kebnekaise, na szwedzko-norweskiej granicy. Trzymajcie kciuki.


Dodaj komentarz

Wyprzedaże po sezonie

Sezon jeszcze się nie skończył, ale sklepy narciarskie czyszczą magazyny i robią miejsce na rowery. Warto skorzystać. Wczoraj kupiłem półsztywny pokrowiec head o długości 2 metry na dwie pary nart za dwie stówki (przecena z 590). Niestety już się skończyły, ale jest jeszcze podobny Dakine za 190…
http://www.snowshop.pl/pokrowiec-na-narty-dakine-padded-single-bozeman-2017-granatowy#19108

PS. Należałoby dodać, że nie przepadam za wyprzedażami w skiteam. Ceny bardzo wysokie, a sprzedawcy mało kompetentni. Wybór średni. Byłem parę dni temu na 17 stycznia – nie kupiłem nic.


1 komentarz

Na emeryturze też chciałbym pojeździć

fotografia – źródło: sunfrog.com

Mam 39 lat (tak, cały czas wciąż jeszcze 39) i coraz częściej myślę o tym, że kiedyś skończę pracę i będę również chciał żyć aktywnie i jeździć na nartach w fajnych miejscach. Pewnie w wieku 70 lat nie będę jeździł poza trasą, ale na pewno kilkudniowego wyjazdu w Alpy nie chciałbym sobie odmawiać. Cenowo całkiem korzystne i często przeze mnie uczęszczane jest Val di Sole, czyli Dolina Słońca we Włoszech. Pomysł jazdy za 30 lat w Val di Sole wydaje się kuszący, ale czy realny?

Wiadomo przecież, że nasze emerytury będą bardzo skromne – kilka razy mniejsze od naszych zarobków.

Stawiam więc dziś narciarski problem: co zrobić, by 2 razy w roku na kilka dni wyjechać na trasy do Val di Sole, kiedy przestanę pracować?

Do jego rozwiązania przyjmuję następujące założenia:

Założenia dotyczące oszczędzania:

  • zakładam, że kolejny rząd cofnie krok wstecz zrobiony przez PiS, i że wiek emerytalny się podwyższy – przyjmuję granicę 67 lat – co oznacza, że na emeryturę przejdę za 28 lat
  • będę chciał uniknąć podatku Belki i będę chciał być „zmuszony” do regularnego odkładania – dlatego wybiorę konto IKE lub IKZE (o różnicach możecie przeczytać tutaj: https://www.nntfi.pl/finanse-po-godzinach/ike-czy-ikze)
  • zakładam średnio 4% przyrostu odłożonych środków rocznie – oczywiście nikt mi tego nie zagwarantuje, ale muszę coś przyjąć, i sensownie jest przyjąć coś odrobinę powyżej zakładanej inflacji
  • chciałbym jeździć na narty 2 razy w roku między 67 a 77 rokiem życia – czyli przez 10 lat (po 77 roku życia planuję już spokojniejsze rozrywki)

Założenia dotyczące wyjazdu narciarskiego:

  • przelot Ryanairem w dwie strony – 250PLN – będę miał dużo czasu by upolować najtańsze bilety
  • 4 noce na miejscu – 800PLN
  • transfer z lotniska – 300PLN
  • skipass na 4 dni – 160 EUR
  • zakładam, że sam będę gotował i produkty kupował w markecie (i pewnie będą tam wtedy podobne ceny co w Polsce), ale na stoku chciałbym wypić codziennie jedno Bombardino i jeden Aperol Spritz 😉 – w sumie przez 4 dni: 40 EUR
  • łącznie za dwa wyjazdy zapłacę więc około 4500 PLN
  • uwzględnię też inflację (niższą od przyrostu środków) – na poziomie powiedzmy 2,5%. Krótka formuła w excelu i okazuje się, że te 4500PLN dziś – za 28 lat będzie warte znacznie mniej, a wszystkie podane powyżej ceny będą proporcjonalnie wyższe, w sumie równe około 8980PLN
  • potrzebuję więc uzbierać tyle, aby wypłacać te 8980PLN rocznie z mojego IKE

Z kalkulatora dostępnego na stronie https://www.nntfi.pl/kalkulatory/kalkulator-ike wynika, że jeśli dziś zacznę wpłacać na IKE 200PLN miesięcznie, to w wieku 67 lat będę mógł wypłacić z konta około 12.400 PLN rocznie przez 10 lat. A zatem starczy nie tylko na dwa wyjazdy do Val di Sole, ale też na wypad do Zakopanego i jeszcze na jakieś odświeżenie/zakupy sprzętu narciarskiego. Myślę, że w ciągu 28 lat zlikwidują kretyński zakaz chodzenia poza trasą i szlakiem, więc może uda się wyskoczyć na jakieś fajne skitury.

Rozumiecie doskonale, że ten post jest sponsorowany – nie ma co walić wam ściemy. Ale kiedy już napisałem to wszystko powyżej… Pomyślałem… „cholera, to chyba ma sens”. I obok oszczędzania i budowania kapitału na różne inne sposoby – postanowiłem sam założyć konto IKE Plus i wpłacać tam wspomniane 200PLN miesięcznie. I mimo, że post jest sponsorowany, mimo, że moja umowa na jego napisanie NIE zakładała żadnych dodatkowych kroków – to macie na to moje słowo – założyłem właśnie IKE, bo trochę sam siebie przekonałem…

Więcej informacji na temat IKE Plus znajdziecie tu: https://www.nntfi.pl/emerytura/ike