nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


2 Komentarze

Dopasowanie butów narciarskich czyli bootfitting: warto spróbować

Na początku napiszę, że na bootfittingu kompletnie się nie znam i opisuję to z pozycji klienta…

Kupiłem ostatnio nowe buty narciarskie: bardzo twarda skorupa – 130 wg. Salomona, przeznaczone na freeride i freetouring.

O ile w sklepie wszystko wydawało się okay (spędziłem w butach 40 minut), o tyle na stoku objawił się fizyczny mankament mojej prawej stopy: mam wystającą lekko ponad standardowy kształt kość podbicia. Gołym okiem tego nie widać, w miękkich butach narciarskich nie ma problemu, ale gdy włożyłem nogi do 130-ek Salomona, po półtorej godziny jazdy ból stawał się nie do zniesienia. Miałem dokładnie ten problem już kiedyś – dawno temu, po kupnie twardych Lange’ów. Wtedy zniechęciłem się, sprzedałem je i kupiłem znacznie bardziej miękkie skiturowe Black Diamondy, które służyły mi do wszelkiej jazdy na nartach.

Po powrocie postanowiłem jednak zasięgnąć rady specjalisty – oddałem buty do warszawskiego serwisu NTN przy Potockiej. Czemu NTN? Znam ich profesjonalizm przy przygotowywaniu nart, nigdy mnie nie zawiedli. I wiem też, że przygotowują buty zawodnikom narciarstwa alpejskiego. To zupełnie inna liga niż ja. W super gigancie czy biegu zjazdowym but przez kilka minut musi być ze stopą jednością. Do granicy bólu. Widziałem kiedyś jak przygotowali buty jednemu juniorowi, i zachęcony ich profesjonalizmem zdecydowałem się powierzyć to zadanie właśnie im.

Cały proces bootfittingu odbył się w kilku etapach:

Najpierw specjalista zrobił ze mną dokładny wywiad: jak jeżdżę, gdzie jeżdżę, po jakich trasach, lub poza trasą po jakich nachyleniach, w jakim śniegu, ile dni w roku, czy również podchodzę, i tak dalej… Potem pogadaliśmy o dyskomforcie. Przymierzałem buty w różnych konfiguracjach, próbując dociskać stopy, palce, zapięcia. W bolące miejsce zostało wysmarowane markerem, a następnie została przyłożona kalka, włożyłem stopę do buta – dzięki temu było wiadomo precyzyjnie które miejsce skorupy jest problemem.

Problem w przypadku moich butów dodatkowo był taki, że problematyczne miejsce wypadało w pobliżu uszczelki. Odpadało więc frezowanie skorupy, by buty nie straciły szczelności. Ponieważ jednak chodziło tylko o milimetr czy może dwa, precyzyjnie została spiłowana w jedynym miejscu klamra, a dodatkowo wsadzono pod piętę wkładkę, która spowodowała minimalne cofnięcie stopy w bucie. Potem mierzyłem buta jeszcze dwa razy zanim został zmontowany.

Jak wspomniałem wcześniej – całe uciskanie w kość było dość nieoczywiste i objawiało się dopiero po pewnym czasie (przy mierzeniu nowego buta w sklepie wszystko wydawało się okej), więc jeśli mam być szczery, po dwukrotnym mierzeniu butów po całym procesie bootfittingu sam już nie byłem pewny co będzie na śniegu: czy dyskomfort pozostanie, czy nie i ew. jak wielki. Wszystko miało okazać się na okazać podczas jazdy.

Rezultat przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Buty dopiąłem znacznie mocniej niż kiedy sprawiały ból i przejeździłem w nich cztery dni bez absolutnie żadnego problemu. Nie musiałem w zasadzie ich odpinać ani luzować. Jestem ogromnie zadowolony z pracy NTN. Całość kosztowała 140PLN i trochę czasu – 3 czy 4 wizyty na Potockiej. Ale jak widać było warto. Polecam ten serwis z całych sił: to już kolejny raz, gdy dali radę.

Sam słabo znając się na bootfittingu, opisałem tu tylko swoje doświadczenia z pozycji klienta. Więcej o całym procesie bootfittingu i terminach takich jak termoformowanie, odbarczanie, itp. dowiecie się z artykułu NTN: http://www.ntn.pl/artykuly/sprzet/buty-narciarskie-dobor-i-personalizacja/

Autor tego artykułu poleca również sprawdzonych bootfitterów z Krakowa, Bielska i Trójmiasta.


8 Komentarzy

Porządny ręczny serwis nart przed sezonem

Nie pisałem dotychczas na blogu zbyt wiele o serwisie nart, bo nie miałem o nim niezbyt wielkiego pojęcia. Oddawałem narty fachowcom – z różnym skutkiem – czasem było drogo, czasem tanio, czasem dobrze, czasem kiepsko. Zdarzyło się, że maszyna w jednym serwisów na skutek niefachowego użycia przyszlifowała mi mocno ślizg narty, niemalże go niszcząc. Dobry serwis jest więc kluczowym elementem przygotowania nart do sezonu. Pozwala cieszyć się nartą dłużej, lepiej, jeździć znacznie bardziej efektywnie, a być może również efektownie. Szukałem różnych źródeł, aby dowiedzieć się o serwisowaniu trochę więcej, ale często informacje w necie i na forach nie są sprawdzone, wydają się wydumane.

20161201_205229000_ios

Dlatego odwiedziłem ostatnio serwis Ski Race Center, i jego właściciela – Jacka Mieszczaka, byłego zawodnika i reprezentanta Polski. Jacek przygotował do sezonu moje narty, krok po kroku opowiadając jak to się robi, w bardzo przystępny sposób. Nie chcę by wyszła z tego postu laurka, ale naprawdę rzadko spotyka się osoby, które robią coś z pasją, mają na dany temat ogromną, popartą doświadczeniem wiedzę, a na dodatek umieją o tym bardzo ciekawie opowiadać.

 

Dzisiejszy post jest zatem dla wszystkich, którzy zadają sobie pytanie: “co dzieje się z moją nartą, kiedy oddam ją do serwisu ręcznego, i po co w zasadzie to wszystko?”.

1. Pazur
20161129_115401517_ios
Bezpośrednio przy krawędzi narty jest cienka warstwa tworzywa, tzw. ABS. Często warstwa ta wystaje odrobinę albo jest w jednej płaszczyźnie z krawędzią narty. Aby nie przeszkadzała nam w ostrzeniu narty – należy ją trochę podciąć. W tym celu używamy narzędzia, na które serwismeni mówią “pazur”. Po użyciu pazura, narta jest gotowa do ostrzenia, a krawędź odpowiednio wyeksponowana do obróbki pilnikiem.

2. Ostrzenie krawędzi
20161201_205455000_ios
Żadna maszyna nie naostrzy krawędzi tak jak człowiek z dobrym diamentowym pilnikiem. Maszyna nie nada też precyzyjnych kątów krawędziom. Jest z tym co prawda lepiej niż kilkanaście lat temu, ale wciąż dobrze naostrzone narty przygotowuje się ręcznie: zarówno dla zawodników jak i amatorów. Co ciekawe krawędź narty nie ma kąta równego 90 stopni, zwykle jego wartość wynosi 88-87st. W stosunku do płaszczyzny ślizgu – jest podcięta ułamek stopnia w górę (nieco więcej w przypadku nart zjazdowych i skicrossowych, gdzie częściej jeździ się na płaskiej narcie,mniej na krawędzi, która jak wiadomo ślizga się wolniej niż sam ślizg). Dzięki temu narta jest szybsza i łatwiej przechodzi ze skrętu w skręt. Ostrzenie zaczynamy grubym pilnikiem, a kończymy drobnym, następnie (jeśli posiadamy) wyrównujemy i polerujemy diamentem

3. Smarowanie
20161201_205941000_ios
Jeśli smar – to tylko na gorąco: Najpierw kultowa scena z filmów freeride – kapanie smarem na ślizg narty, a następnie wprasowywanie go w temperaturze optymalnej dla danego smaru (w naszym przypadku było to 120 stopni). Zupełnie innych smarów używa się jeśli startujemy w zawodach – wtedy warstw może być kilka, również rodzaj należy dostosować do temperatury, rodzaju śniegu  i wilgotności powietrza. W przypadku amatorów jeżdżących po trasach stosuje się uniwersalne smary, dobrą praktyką jest również smarowanie na bieżąco smarami bazowymi, tzw. hydrokarbonowymi, w naszym przypadku użyliśmy smaru bazowego o zakresie temperatur od -14 do -4. Po nasmarowaniu narta musi ostygnąć (najlepiej parę godzin).
4. Cyklina
20161201_210103000_ios
Cyklinowanie nart to po prostu proces usuwania zbędnej warstwy smaru ze ślizgów. Narzędzie do cyklinowania nazywa się po prostu cykliną i jest zwyczejnie naostrzonym kawałkiem plexi.

5. Szczotkowanie
20161201_210204000_ios
Po przejechaniu nart cykliną należy je wyszczotkować i wypolerować. Najwygodniej użyć okrągłej szczotki obracanej na przystosowanej do tego osi napędzanej wiertarką. Często robi się to też ręcznie.
Tak przygotowane narty są gotowe do jazdy. Prosto? Być może. Zdziwilibyście się jednak ile słyszałem historii o serwisach (szczególnie tych przy supermarketach), które uszkodziły komuś ślizgi, albo np. przykręciły wiązania tył do przodu w twin-tipach. Narty nie są tanie, dlatego warto oddać je komuś, kto zajmie się nimi z należytą starannością. I taki właśnie jest Ski Race Center przy Alejach Jerozolimskich w Pruszkowie – trzon zespołu stanowią pasjonaci nart. Można pogadać o planach na sezon, można wybrać sprzęt, zasięgnąć fachowej porady i można świetnie przygotować narty.
Uważam, że ten serwis wybije się szybko na czołówkę stołecznych serwisów narciarskich. Polecam z całego serca.