nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


5 komentarzy

Samolotem z nartami

źródło: Swiss

źródło: Swiss

Ten post to zbiór porad nt. targania ze sobą nart samolotem – różni się zdecydowanie od tego co możecie poczytać na portalach narciarskich, i powstał na bazie moich osobistych doświadczeń.

Czy na pewno brać ze sobą?

Zanim zdecydujesz się spakować narty w podróż lotniczą, musisz odpowiedzieć sobie na zasadnicze pytanie: czy to się opłaca? Jeśli na miejscu, do którego jedziesz/lecisz jest możliwość pożyczenia nart i lecisz na mniej niż 10 dni – być może znacznie taniej narty pożyczyć. Dodatkową zaletą tego rozwiązania jest możliwość przetestowania sobie różnych modeli nart. W tej sytuacji dobrym rozwiązaniem jest spakować tylko buty narciarskie (unikacie grzyba, macie but wygrzany i dopasowany do stopy, itd…)

Przykład: moja podróż na Alaskę odbywała się przez 5 lotnisk / 4 loty w każdą stronę. Za dopłatę za przewóz nart za te 8 lotów musiałbym zapłacić drugie tyle co za sam bardzo tani bilet. Okazało się, że na miejscu w górach masywu Chugach mogę pożyczyć narty. Była to bardzo dobra decyzja: oprócz wielokrotnie mniejszej ceny, mogłem pojeździć na wielu modelach, które zawsze chciałem przetestować: K2 DarkSide, K2 Pontoon, i kilka topowych modeli Dynastara.

Ok – jeśli jednak zdecydowałeś się zabrać narty: reguły linii lotniczych

Jeśli jesteś przekonany, że chcesz wziąć ze sobą narty – powinieneś zapoznać się z regułami przewozu u przewoźnika. Jeśli lecisz klasą ekonomiczną normalnymi liniami lotniczymi, standardowo obowiązująca reguła to: jedna sztuka bagażu LUB przewóz sprzętu sportowego do 23kg. Jeśli wybierzesz sprzęt sportowy zamiast normalnego bagażu – większość linii odprawi Ci *dwie* sztuki bagażu: narty i buty (czasem trzeba się o to wykłócić z osobami przy odprawie, bo nie wiedzą o tym!). Będziesz mógł spakować dużo rzeczy do pokrowca na narty i buty pod warunkiem, że ich łączna waga nie przekroczy zadanego przez linie lotnicze limitu. Pamiętaj jednak, że w tej sytuacji nie możesz odprawić normalnej sztuki bagażu. Swoje rzeczy musisz rozdysponować między pokrowce i bagaż podręczny.

Jeśli masz np. kartę frequent traveller albo senator w LOT/Lufthansa – przysługuje Ci przewóz nart oprócz standardowej sztuki bagażu: http://www.miles-and-more.com/online/portal/mam/pl/program/information?nodeid=2547184&l=en&cid=1000340

Jeśli lecisz tanimi liniami – przygotuj się na spore dopłaty za przewóz nart, ale sprawdzaj też promocje. Np. na początku zimy Wizzair często ma 2-3 dni, kiedy do rezerwacji biletu przysługuje przewóz nart za darmo: przykład: https://nakreche.com/2013/10/15/narty-za-darmo-z-wizzair-do-dzis/

Pamiętaj, że często w porcie docelowym narty nie wyjadą na podajniku wraz z innymi torbami. Szukaj punktu oznaczonego jako „oversized luggage”. Niestety nie ma tutaj sprawdzonej reguły. W części lotnisk narty wyjeżdżają razem z walizkami (mimo istnienia punktu bagażu ponadwymiarowego), w innej części przynoszą je do takich punktów. W praktyce będziesz pewnie krążyć między podajnikiem bagażu a punktem bagażu ponadwymiarowego, sprawdzając gdzie są narty.

Lotniska, gdzie narty były dostarczone na normalny podajnik: Oslo – Gardenmoen, Kiruna, Osaka, Tokio, Sapooro

Lotniska, gdzie narty były dostarczone do punktu „oversize”: Warszawa, Kraków, Sztokholm – Arlanda, Wiedeń, Mediolan – Malpensa, Molde, Zurych

Pamiętaj, że w Europie przymkną oko na 2-3kg nadbagażu, ale w Stanach czy Azji z reguły limit kilogramów egzekwują bardzo restrykcyjnie. Zdarzyło się, że podczas odprawy wyegzekwowano ode mnie maksymalne odchylenie pół kilograma! Bywa, że w takich sytuacjach musisz ad-hoc przepakować rzeczy do bagażu podręcznego, żeby nie dopłacać. W takich sytuacjach pamiętaj: najcięższe są jeansy i książki 🙂

Lecicie we dwóch / dwie / dwójkę?

Jeśli lecicie we dwójkę – najlepiej podzielić się bagażem. Sprawdzony patent, to kupno pokrowca na dwie pary nart (ale na allegro, nie w skiteam’ie – jest dużo taniej!), a następnie:

  • jedna osoba nadaje sprzęt sportowy: dwie pary nart i jedną parę butów, wypełniając pozostałe miejsce w pokrowcach ubraniami itp, pamiętając o limicie wagi,
  • druga osoba nadaje normalną walizkę z jedną parą butów.

Bagaż podręczny, bagaż rejestrowany, ABS

Pamiętaj, aby do bagażu rejestrowanego włożyć łopatę i sondę lawinową. To szczególnie istotne, bo zwykle wozisz je w plecaku, więc możesz o tym zapomnieć. Jeśli obsługa podczas kontroli bezpieczeństwa każe wyjąć Ci łopatę lub sondę – i zobaczy ich ostre krawędzie – najprawdopodobniej je stracisz.

Jeśli przewozisz plecak lawinowy typu ABS – pamiętaj, że zawiera on nieduży ładunek pirotechniczny. Zgodnie z procedurą, nie powinieneś tego plecaka odprawiać w bagażu rejestrowanym, powinieneś go zabezpieczyć przed przypadkowym „odpaleniem”, zabrać ze sobą i zgłosić to personelowi pokładowemu przed wejściem na pokład. Miałem kiedyś spore problemy z przewiezieniem takiego plecaka – na przewóz musiał wyrazić zgodę kapitan. Przekonała go ulotka z zarządzeniami IATA, oraz specyfikacja ABS’a, które miałem przy sobie. Zastanów się, czy nie lepiej wypożyczyć ABS’a na miejscu jeśli jest taka możliwość. Więcej: https://www.abs-airbag.com/us/abs-in-planes.html

Aktualizacja 30 marca: interesujące rady od Druha Marudy w komentarzach. Dzięki!


2 komentarze

Narty mam w DNA?

Segregując ostatnio rodzinne fotki, moja mama trafiła na taką:

2014-02-21 11.52.23-1

Pierwsza osoba na nartach od lewej to nie kto inny jak mój dziadek ze strony mamy – Feliks Chentko (1910-1995). Narty wyglądają na ówczesne zjazdówki długości 160-180cm – niestety detale takie jak wiązania czy buty pozostają zamazane. Kije są długie i znając wzrost dziadka wydają się mieć przynajmniej 145cm. Nie jestem w stanie podać dokładnej daty ani miejsca zrobienia fotografii. Po innych zdjęciach dziadka oraz znajomości jego życiorysu szacuję, że był to rok 1934 – 1938 gdzieś w Tatrach.

Niejaki Roman Kordys, alpinista i miłośnik narciarstwa, wspominał w wydanej w 1925 roku książce: „Narciarstwo polskie”, że na początku XX w. Zakopane było „głuchą wsią, przez turystów zupełnie nie odwiedzaną, a same narty należały w tych czasach do przyrządów tak egzotycznych, że ukazanie się narciarza na ulicach miasta wywoływało zbiegowisko”. To zapewne tłumaczy tłumek wkoło dziadka i pozostałych narciarzy na fotce. W „narciarskim” stroju dziadka uwagę przyciąga krawat (!), kamizelka, marynarka oraz uszyte zapewne specjalnie do szusowania krótsze spodnie.

 


Dodaj komentarz

Gruzja – podsumowanie

Usłyszałem ostatnio ciekawą historię: kiedy Pan Bóg rozdawał ziemię różnym narodom, wszyscy poustawiali się w kolejkę i dostawali swoje przydziały. Tylko Gruzini tańczyli się i bawili, śpiewali i pili wino. Kiedy zorientowali się że trzeba stanąć w kolejce po ziemię – było już za późno: Bóg rozdał całą ziemię i nic mu nie zostało. Jednak Gruzini prosili bardzo Boga, mówiąc, że przecież muszą mieć gdzieś swój kraj. Robili to widocznie bardzo pogodnie i grzecznie – bo Pan Bóg gdy ich wysłuchał, machnął ręką i mówi: -a niech to… macie – dam wam ten kawałek który zostawiłem dla siebie.

W tej anegdocie coś chyba musi być, bo Gruzję też scharakteryzowałbym tak:

Bardzo wyluzowany, przyjazny naród nie stroniący od zabawy, ujmująco mili ludzie no i rzeczywiście przepiękny kraj. Wyjazd na narty poza trasę, albo na trasę do nauki i stawiania pierwszych narciarskich kroków – to na pewno dobry pomysł.

Dziękujemy hostelowi Opera w Tbilisi. Jeśli tylko wybieracie się do Gruzji – warto tam się zatrzymać.

Logo_portal_krzywe_Villa Opera_Bogvi Street_facebook


Dodaj komentarz

Wrażenia z Gruzji

  • Tbilisi. Słuchajcie, na początek, muszę to napisać, bo mi to leży na sercu: Tbilisi jest brzydkie. Zabudowa bez planu, rozwalające się domy, wariacka jazda po ulicach, brak przejść dla pieszych. Po prostu Tbilisi potrzebuje kilka lat i trochę ucywilizowania, inwestycji w infrastrukturę. Poza tymi mankamentami, na pewno mogę napisać, że jest bezpiecznie. Po mieście jeździ masa policji. Poruszając się po centrum nie doświadczycie trzech minut, żeby nie zobaczyć radiowozu (wszystkie jeżdżą z włączonymi sygnałami świetlnymi).
  • Ludzie. Po prostu przemili. Głupio to napisać, ale po prostu na początku może byliśmy trochę uprzedzeni, bo wygląd przeciętnego Gruzina nie odbiega od wyglądu terrorysty z Czeczenii, albo rezydenta mafii ormiańskiej. Kajam się za to, wstydzę się swoich uprzedzeń opartych na stereotypach, bo stosunek ludzi do nas tutaj jest PRZE-miły. Ludzie są otwarci, gościnni, pomocni, uśmiechnięci, przyjacielscy.
  • Jedzenie. Tutaj znowu was zaskoczę. W necie można przeczytać, jak jest pysznie, że gruzińskie jedzenie jest wspaniałe. Będąc tutaj kilka dni, mamy trochę inne odczucia. Owszem – zdarzało się zjeść dobry barani szaszłyk Mcvadi albo kiełbasę Kupati, ale generalnie jedzenie nie urwało nam dupy. Chinkali, czyli gruzińskie pierogi, może nie są złe, ale jakoś pisząc te słowa nie mam ich ochoty powtarzać po raz trzeci. Chaczapuri (rodzaj gruzińskiej pizzy) też nie jest złe – na pewno nie. Mógłbym je zjeść jeszcze wiele razy, i na pewno spróbuję go jeszcze, jeśli kiedyś tu wrócę, ale na pewno nie będzie mi się śnić po nocach.
  • Hostel Opera. BARDZO polecam. Miła obsługa, duże, naprawdę duże pokoje. Jest po polsku! Właściciel jest z Rzeszowa, obsługa z podkarpacia. Latem organizują po Kaukazie wyprawy autami terenowymi. Przyjęli nas bardzo ciepło i fajnie. Hostel nie jest w centrum, ale jest niedaleko od metra (15 minut metrem do centrum, pół lari za bilet). Kurs taksówką z centrum to 10-15 lari. Jest tanio, czysto, przestronnie. http://operahostel.pl
  • Wypożyczalnia aut. Polecam również bardzo. Dużo lepiej wypożyczyć u Giorgi’ego, niż w sieciówkach. Jest taniej, ale też Giorgi podwiezie wam (i odbierze) auto tam gdzie/skąd chcecie, pokaże wam drogę i może jeszcze podrzuci was gdzie chcecie. Auta może nie są nowe, ale są czyste, sprawne. http://www.carrent.ge


Dodaj komentarz

Narty w Gudauri: za i przeciw

Trzy dni w Gudauri daje mi jakieś podstawy, aby opisać wady i zalety tego miejsca z czysto narciarskiej perspektywy. Jakie są wady Gudauri, a co sprawi, że przyjedziemy tu chętniej? Po kolei:

  • Gudauri jest przystępne cenowo: dzienny skipass to koszt 30 Lari, czyli ok. 50 PLN. Alpy są 2-3 razy droższe. Również bilet lotniczy da się dostać bardzo tanio, w chwili kiedy to piszę – do Tbilisi lata Lot, a do Kutaisi lata Wizzair. Dosłownie teraz trwa promocja na bilety do Kutaisi – za 130PLN w obie strony z opłatami: http://www.fly4free.pl/gruzja-kutaisi-z-warszawy-od-listopada-do-marca-za-130-pln/
  • Trasy w Gudauri są, z kilkoma wyjątkami raczej płaskie i nie jest ich zbyt wiele. Na pewno miejscówka idealnie nadaje się do nauki, ale obawiam się, że ktoś kto jeździ po trasach kilka lat – będzie się tu zwyczajnie nudził. Oznaczenia tras też budzą moje wątpliwości: te które tutaj są czerwone – w Alpach byłby na pewno oznaczone na niebiesko.
  • Freeride w Gudauri (i generalnie w Kaukazie) jest mocno pionierski i mało popularny. O ile po świeżym opadzie w Alpach po kilku godzinach mamy totalnie zjeżdżone stoki, to tutaj, nasze tury rozpoczeliśmy o 12 w południe i mieliśmy do dyspozycji całe góry i zbocza, na których zakładaliśmy pierwszy ślad. W całej okolicy widać było łącznie nie więcej niż czterech-pięciu innych amatorów skitouringu. Duży plus! Za kilka lat pewnie się to zmieni – więc warto wykorzystać to teraz.
  • Apres ski jest raczej ascetyczny. Głodni po turach i spragnieni słynnego gruzińskiego jedzenia – jedyne co dostaliśmy w restauracji przy jednej z dolnych stacji – to były hotdogi. Na Orlenie można kupić lepsze. Do picia był równie „szeroki” wybór: piwo, wino i wódka – przy czym wino już się skończyło, a piwo tylko z puszki. W samej miejscowości również niezbyt wiele restauracji. Typowego klubu, gdzie możnaby się napić piwa czy Cuba Libre – nie znaleźliśmy.
  • W Gudauri jest pusto. Wiemy, że druga połowa marca to końcówka sezonu, ale nawet jak na koniec sezonu jest po prostu bardzo mało ludzi. Raziły nas puste hotele i pensjonaty. Dla jednych może być to wada, dla innych zaleta.
  • Czuliśmy się tu trochę jak w latach ’90: dla Gruzinów i Rosjan – snowboard jest cool! Można usłyszeć tutaj mówione z wyższością i dumą: „My katatsja na bordach”. Deskarzy poza trasą: brak.
  • Wyciągi są raczej stare jak na standardy alpejskie: żadne krzesełko nie ma przepinania na wolniejszą linę podczas wsiadania. Skutki są dwa: mocne walnięcie w dupę można jeszcze przeżyć, ale niestety na wyciągu traci się sporo czasu, bo przez to krzesła jeżdżą dość wolno.

map_201112_lupa