nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


5 komentarzy

Diament w Beskidzie Sądeckim: Rytro

20161227_181724243_ios

fota z dziś sprzed paru godzin: PUUUSTO!

Ilekroć przypomnę sobie koszmarnie płaskie stoki i gigantyczny, dziki wręcz tłum w Białce czy Bukowinie, Witowie czy Istebnej – zniechęca mnie to mocno do nart w Polsce.
Mimo to postanowiłem spróbować ponownie. Odwiedziłem dziś Rytro w Beskidzie Sądeckim (niedaleko od Nowego Sącza) – i dla mnie jest to nieodkryty, nieoszlifowany diament wśród polskich stacji narciarskich.
Jedna, czerwona, całkiem przyzwoicie ostra trasa (szczególnie w porównaniu do wyżej wymienionych), szybka czteroosobowa kanapa, dobrze utrzymany stok i… PUSTO. Serio pusto. Zajęte może co dziesiąte krzesełko. Nie czekasz nawet chwili. Powiecie „zjazd-wjazd”? Powiecie „Alpy lepsze”? Ok. Lepsze. Ale w Rytrze za 25 złotych jeździsz do upadłego od 17 do 21. (Między 16 a 17 stok jest ratrakowany). Do tego jest dywanik dla dzieciaków i płaski orczyk dla początkujących.
Czego chcieć więcej?

Reasumując – być może nie przyjechałbym specjalnie do Rytra żeby jeździć cały tydzień po tej trasie. Zresztą pewnie nigdzie nie pojechałbym na tydzień po trasach w ogóle.

ALE:
1. Jeśli jesteście akurat w pobliżu – polecam
2. Chcecie uczyć dzieci – polecam
3. Szukacie miejsca na wypad na weekend – polecam

I zdecydowanie przy tym NIE POLECAM do żadnego z wymienionych: ani Białki, ani Bukowiny, ani Istebnej, ani Witowa. Rytro jest świetne.

PS. Meteogramy wariują i pokazują naprawdę duże opady w Beskidzie Sądeckim na jutro. Na wszelki wypadek oprócz gigantowych Salomonów, wrzuciłem też do auta parę szerokich Rossi S7. Trzymajcie kciuki. Może coś wyjdzie?


24 komentarze

Trzy porady narciarza dla deskarzy (i ankieta)


Pojeździłem chwilę na trasach i znowu trochę mi się ulało… Wiem, że być może rozpętuję gównoburzę, ale pozwólcie mi wyrazić swoją opinię. Jeśli deskarze ją przeczytają – być może będzie nam się wszystkim jeździć fajniej i bezpieczniej.

1. Postój zaraz za progiem

Będąc narciarzem – ile razy miałeś taką sytuację na stoku: czerwona albo czarna trasa, pusto, nie ma dzieciaków, nikt się nie uczy, więc dociskasz. Nie jak debil. Nie 90 czy 100kmh. Normalnie ale szybko: może 60, może 70, z pełnym panowaniem nad tym co robisz. Masz tę siedemdziesiątkę, wypadasz z kolejnego wypłaszczenia, a za pagórkiem siedzi (!) grupka snowboard’erów i debatuje w najlepsze. Zajmują niemal cały stok. Deskarze – ja rozumiem: wygodniej wam siedzieć niż stać, a w dodatku wolicie zatrzymywać się na stromym a nie na płaskim, bo potem łatwiej Wam ruszyć. Ale NA MIŁOŚĆ BOSKĄ: myślcie!!!

2. Widzenie peryferyjne

Dramat. Deskarz jest jak narciarz ślepy na jedno oko, a w dodatku odwracający głowę w drugą stronę. Nauczyłem się rozróżniać goofy i regular i mijać Was albo z daleka, albo z odpowiedniej strony. Błagam: na zatłoczonych stokach skręcajcie „za swoje plecy” mniej agresywnie. Większość narciarzy jest od Was szybsza, ale nawet jeśli jeździcie szybko – i tak istnieją od Was szybsi. Pamiętajcie o skręcaniu „za plecy”, a wszystkim nam ograniczy to kontuzji.

3. Górna stacja krzesełek/kanap

Ja PRDL – na to możnaby poświęcić osobny rozdział. Wbijcie sobie do głów że siada się i zapina wiązania tak, aby nie utrudniać przejazdu innym. Ostatnio było Was ze trzydziestu i nie było jak przejechać, za mną kolejni narciarze, kolejne krzesła dojeżdżają, robi się tłoczno i niebezpiecznie a Wy zrobiliście oblężenie górnej stacji i dopinacie te swoje buty czy cośtam. Jeeezu. Musiałem się wydostać z tego kotła i przyszlifowałem komuś dechę. Jaki był wyrzut! A zatem: zanim usadzisz dupę na stoku – rozejrzyj się i pomyśl!

 

Nie mam problemu z tym jak się ubieracie. Nawet jeśli oprócz koszulki, na kombinezon zaczniecie zakładać majtki. Nie mam problemu z tym co o sobie myślicie. Nawet jeśli najdalej od stoku byliście wysikać się w lesie parę metrów – MOŻECIE myśleć o sobie, że jesteście ekstremalnymi i wyluzowanymi freeriderami. Możecie też patrzeć na mnie z wyższością, albo myśleć o mnie samo najgorsze. Nie mam KOMPLETNIE problemu z takimi rzeczami. Nie przeszkadza mi to. Ale błagam: dla bezpieczeństwa swojego i innych – weźcie pod uwagę to, co napisałem powyżej. Pojeździmy wtedy na tych samych górkach i wyciągach – bezpieczniej.

Chętnie wysłucham też Waszych racji… A może zagłosujecie w ankiecie poniżej?


2 komentarze >

„Słońce, słońce” – powtarzają wszyscy w Madonna di Campiglio. Rzeczywiście warunki w Dolomitach na trasach bajkowe: trasy naśnieżone sztucznie i full lampa bez żadnej chmurki. Tymczasem poza trasami śniegu nie ma praktycznie wcale. W wyższych partiach, tam gdzie lodowce – jest biało, ale już odrobine niżej, brązowo-zielone połacie lasów przecinają białe wstęgi sztucznie dośnieżonych tras. Rezerwując bilety Ryanaira parę miesięcy temu myślałem „To będzie grudzień. Będzie jak to w grudniu: niskie chmury, walący śnieg”. Tymczasem jest… anomalia. Zima przesunęła się w Europie o miesiąc do przodu, choć nie zaryzykowałbym twierdzenia, że trwa miesiąc dłużej… Zmiany klimatu dostrzegają już nie tylko naukowcy skrupulatnie mierzący średnie temperatur i porównujący zdjęcia satelitarne. 

Otwarcie sezonu jest faktycznie wyjątkowe. Bez żadnej dyskusji „tu i teraz” jest fantastycznie. Nie jestem tylko przekonany, czy cieszę się *aż tak*, jak wszyscy dookoła. 


13 komentarzy

Poza trasą: pierwsze recenzje!

Rafał Urbanelis inspiruje, doradza i zaskakuje. Poza trasą to świetnie opowiedziane historie podróży z całego świata z jednym punktem stałym – narciarstwem.
Marek Kamiński – polarnik, podróżnik, pisarz

Poza trasą to inspirująca opowieść o podróżach na krańce świata, o ludziach i o narciarstwie pozatrasowym. Polecam.
Andrzej Bargiel – himalaista, skialpinista, biegacz wysokogórski

Czujecie, jak dumny jestem?! 🙂 Wychodzi na to, że to naprawdę daje się czytać! Ja pierdolę, jestem pisarzem! Będę mógł bezkarnie nosić apaszkę, mieć problem z narkotykami, a jak w pracy rzucę kurwą, to wreszcie wszyscy uznają, że po prostu jestem ekscentrykiem, a nie żadnym chamem!

Nieźle…

A co poza tym?

  • Kończy się praktycznie skład (po redakcji, dwóch korektach i po trzysetnym przeczytaniu książki jestem ledwie żyw).
  • Kończy się okładka (choć dyskusje nad projektami wciąż trwają – to jesteśmy bliżej niż dalej).
  • Na początek stycznia przewidziane są tzw. „szczotki” czyli próbny wydruk w kilkunastu egzemplarzach, w słabej jakości, na użytek wewnętrzny.
  • Premiera książki: wstępnie zaklepana na połowę lutego. Mój wspaniały wydawca ogarnia spotkanie autorskie w Empiku, patronów książki i sam nie wiem, co jeszcze, bo słabo się na tym znam.
  • I jeszcze jedno: będzie przedsprzedaż z rabatem… więcej na blogu wkrótce…


Dodaj komentarz

Dołączam do Snapchata (bakstejdż kontent)

Nakreche ma już FB i Instagrama. Chciałem spróbować w snapchata. Wiem – zorientowałem się jakieś dwa lata za późno. W każdym razie założenie jest takie, by snapchat był relacją “zza kulis” tego co dzieję się w moim narciarskim życiu. Będą więc snapy na gorąco, o całych przygotowaniach do wyjazdów, z podróży i fotki, czy filmiki “na żywo” bez obrabiania.

Jestem z generacji X, a jak wiemy, generacja X słabo w snapchata – więc Drodzy Millenialsi wybaczcie – tłumaczę rzeczy dla was oczywiste (które nie były WCALE oczywiste dla mnie) – ale napiszę teraz do swojej grupy rówieśniczej:
Instalujecie snap’a na swoim telefonie i klikając w niezbyt jasny sposób naciskacie po tych różnych ikonkach i przesuwających się to w lewo to w prawo ekranach – dojdziecie w końcu do kamery. Potem przesuwacie kamerę tak, by uchwycić ekran waszego komputera i to logo – to się nazywa snapcode i jest czymś w rodzaju kodu QR – potem przyciskacie palcem na nim na ekranie:

nakreche-snapcode

Jeśli czytacie ten tekst na telefonie, to musicie wyszukać usera “nakreche” i tam będą moje snapy do odtworzenia. Snap da się otworzyć tylko przez określoną ilość czasu, potem znika. I właśnie dlatego te snapy mogą być durne i nie do końca przemyślane (w odróżnieniu do wymuskanego instagrama). Ale to zdaje się była idea tego medium. Tak więc nie do końca pewnie, i z lekką podnietą – zrobiłem parę snapów. Czekają tam na Was w kolejce wśród moich „stories”.

Docelowo na snapchacie znajdziecie dużo więcej informacji o bieżących sprawach niż na blogu. Chciałbym też uruchomić na blogu content tylko dla snapchaterrów. Czy wyjdzie? Zobaczymy.

Do zobaczenia na snapchacie…


8 komentarzy

Porządny ręczny serwis nart przed sezonem

Nie pisałem dotychczas na blogu zbyt wiele o serwisie nart, bo nie miałem o nim niezbyt wielkiego pojęcia. Oddawałem narty fachowcom – z różnym skutkiem – czasem było drogo, czasem tanio, czasem dobrze, czasem kiepsko. Zdarzyło się, że maszyna w jednym serwisów na skutek niefachowego użycia przyszlifowała mi mocno ślizg narty, niemalże go niszcząc. Dobry serwis jest więc kluczowym elementem przygotowania nart do sezonu. Pozwala cieszyć się nartą dłużej, lepiej, jeździć znacznie bardziej efektywnie, a być może również efektownie. Szukałem różnych źródeł, aby dowiedzieć się o serwisowaniu trochę więcej, ale często informacje w necie i na forach nie są sprawdzone, wydają się wydumane.

20161201_205229000_ios

Dlatego odwiedziłem ostatnio serwis Ski Race Center, i jego właściciela – Jacka Mieszczaka, byłego zawodnika i reprezentanta Polski. Jacek przygotował do sezonu moje narty, krok po kroku opowiadając jak to się robi, w bardzo przystępny sposób. Nie chcę by wyszła z tego postu laurka, ale naprawdę rzadko spotyka się osoby, które robią coś z pasją, mają na dany temat ogromną, popartą doświadczeniem wiedzę, a na dodatek umieją o tym bardzo ciekawie opowiadać.

 

Dzisiejszy post jest zatem dla wszystkich, którzy zadają sobie pytanie: “co dzieje się z moją nartą, kiedy oddam ją do serwisu ręcznego, i po co w zasadzie to wszystko?”.

1. Pazur
20161129_115401517_ios
Bezpośrednio przy krawędzi narty jest cienka warstwa tworzywa, tzw. ABS. Często warstwa ta wystaje odrobinę albo jest w jednej płaszczyźnie z krawędzią narty. Aby nie przeszkadzała nam w ostrzeniu narty – należy ją trochę podciąć. W tym celu używamy narzędzia, na które serwismeni mówią “pazur”. Po użyciu pazura, narta jest gotowa do ostrzenia, a krawędź odpowiednio wyeksponowana do obróbki pilnikiem.

2. Ostrzenie krawędzi
20161201_205455000_ios
Żadna maszyna nie naostrzy krawędzi tak jak człowiek z dobrym diamentowym pilnikiem. Maszyna nie nada też precyzyjnych kątów krawędziom. Jest z tym co prawda lepiej niż kilkanaście lat temu, ale wciąż dobrze naostrzone narty przygotowuje się ręcznie: zarówno dla zawodników jak i amatorów. Co ciekawe krawędź narty nie ma kąta równego 90 stopni, zwykle jego wartość wynosi 88-87st. W stosunku do płaszczyzny ślizgu – jest podcięta ułamek stopnia w górę (nieco więcej w przypadku nart zjazdowych i skicrossowych, gdzie częściej jeździ się na płaskiej narcie,mniej na krawędzi, która jak wiadomo ślizga się wolniej niż sam ślizg). Dzięki temu narta jest szybsza i łatwiej przechodzi ze skrętu w skręt. Ostrzenie zaczynamy grubym pilnikiem, a kończymy drobnym, następnie (jeśli posiadamy) wyrównujemy i polerujemy diamentem

3. Smarowanie
20161201_205941000_ios
Jeśli smar – to tylko na gorąco: Najpierw kultowa scena z filmów freeride – kapanie smarem na ślizg narty, a następnie wprasowywanie go w temperaturze optymalnej dla danego smaru (w naszym przypadku było to 120 stopni). Zupełnie innych smarów używa się jeśli startujemy w zawodach – wtedy warstw może być kilka, również rodzaj należy dostosować do temperatury, rodzaju śniegu  i wilgotności powietrza. W przypadku amatorów jeżdżących po trasach stosuje się uniwersalne smary, dobrą praktyką jest również smarowanie na bieżąco smarami bazowymi, tzw. hydrokarbonowymi, w naszym przypadku użyliśmy smaru bazowego o zakresie temperatur od -14 do -4. Po nasmarowaniu narta musi ostygnąć (najlepiej parę godzin).
4. Cyklina
20161201_210103000_ios
Cyklinowanie nart to po prostu proces usuwania zbędnej warstwy smaru ze ślizgów. Narzędzie do cyklinowania nazywa się po prostu cykliną i jest zwyczejnie naostrzonym kawałkiem plexi.

5. Szczotkowanie
20161201_210204000_ios
Po przejechaniu nart cykliną należy je wyszczotkować i wypolerować. Najwygodniej użyć okrągłej szczotki obracanej na przystosowanej do tego osi napędzanej wiertarką. Często robi się to też ręcznie.
Tak przygotowane narty są gotowe do jazdy. Prosto? Być może. Zdziwilibyście się jednak ile słyszałem historii o serwisach (szczególnie tych przy supermarketach), które uszkodziły komuś ślizgi, albo np. przykręciły wiązania tył do przodu w twin-tipach. Narty nie są tanie, dlatego warto oddać je komuś, kto zajmie się nimi z należytą starannością. I taki właśnie jest Ski Race Center przy Alejach Jerozolimskich w Pruszkowie – trzon zespołu stanowią pasjonaci nart. Można pogadać o planach na sezon, można wybrać sprzęt, zasięgnąć fachowej porady i można świetnie przygotować narty.
Uważam, że ten serwis wybije się szybko na czołówkę stołecznych serwisów narciarskich. Polecam z całego serca.