nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


11 komentarzy

Rodzaje śniegu

Eskimosi są w stanie ponoć rozróżnić ponad 200 rodzajów śniegu. Przegooglowałem kilkanaście źródeł na ten temat, i moim zdaniem żadne z nich w pełni nie wyczerpuje tematu, a już na pewno nie odnosi się wystarczająco do jazdy na nartach. Pozwólcie więc, że spróbuję…

Zrzut ekranu 2014-02-17 o 17.20.07

W tle można posłuchać „Snow” by Red Hot Chili Peppers (kliknijcie „play” poniżej), a w tabelce rodzaje śniegu, które ja umiem rozróżnić, w kolejności mojej osobistej preferencji do jazdy na nartach. Pominąłem coś?

 

Puch  Nie będę oryginalny. Puch rządzi. Z tą tylko różnicą, że bardzo wielu ludzi i portali używa modnej nazwy „puch” („idziemy na puch”, „jazda w puchu”, „puchowy raj”), kiedy tak naprawdę nigdy w puchu nie jeździli, ani nawet go nie widzieli. Jeżdżąc poza trasami od ponad 10 lat – w prawdziwym puchu przejeździłem maksymalnie kilka dni: jeśli miałeś okazję jeździć w prawdziwym puchu po pas albo głębszym – jesteś szczęściarzem. Co ciekawe, jazda w prawdziwym puchu nie wymaga dużych umiejętności technicznych: jeśli masz odpowiednie narty – po prostu płyniesz w śniegu bez większego wysiłku. Istnieje tylko zagrożenie lawinowe o którym trzeba pamiętać.
Zsiadły puch  Kiedy puch poleży kilkadziesiąt godzin, nie ma wiatru i nie świeci na niego słońce – śnieg zapada się pod własnym ciężarem i tworzy się zsiadły puch. Jest go istotnie mniej (np. po opadzie 20cm na drugi dzień jest tylko 10-15cm zsiadłego puchu) i jest cięższy od świeżego puchu, ale w dalszym ciągu fajnie się w nim jeździ. Po jeździe w zsiadłym puchu widzisz dużo wyraźniej swój ślad, niż ma to miejsce w świeżym puchu.
Gips  Kiedy na puch powieje wiatr, albo już w czasie opadu mocno wieje – tworzy się gips. Jest dużo bardziej zbity i ciężki niż puch, ale da się w nim fajnie jeździć pod warunkiem nabrania istotnej prędkości i mocnych kolan. Jeśli jeździsz po gipsie, a w pobliżu jest las – warto rozważyć wjechanie do niego: jest poważna szansa, że w lesie nie wiało tak mocno i nie ma gipsu, a zamiast niego jest puch lub zsiadły puch.
Lodoszreń  Jeżeli za dnia świeci słońce, a nocą panuje mróz, tworzy się szreń. Jeżeli takie warunki panują wiele dni z rzędu, a warstwa szreni jest wystarczająco gruba, żeby cię utrzymać bez zapadania się głąb – też można po takim śniegu fajnie pojeździć. Pod lodoszrenią jest zsiadły puch, ale wcale nie chcesz się do niego dostać. Jeśli szreń jest gruba – dobrze wybierać takie stoki, które złapały trochę słońca i ją zmiękczyły. Często takie warunki są zbliżone do ubitego śniegu na stokach narciarskich. Dają dobre trzymanie w zakrętach.
Firn  Firn to małe, nieregularne, mokre grudki lodu – występuje często na lodowcach. Nadaje się całkiem dobrze do jazdy, występuje zarówno na trasach jak i poza nimi. Typowo wiosenny śnieg.
Ubity  Czym jest ubity śnieg – każdy wie. Występuje na przygotowanych trasach narciarskich. Da się po nim jeździć szybko, można uprawiać funcarving, body-carving, itd. W tej tabelce jest to też dla mnie punkt decydujący. Jeśli właśnie leży rodzaj śniegu będący powyżej tego miejsca w tabelce – wolę jeździć poza trasą, jeśli jest poniżej – wolę zostać na trasie.
Sztuczny ubity  To samo co powyżej, ale cokolwiek bardziej mokry, ciężki i grudkowy. Po ubiciu jest w sumie podobny do zwykłego śniegu ubitego, ale jest trochę od niego wolniejszy.
Mokry  Ciężki, nasiąknięty śnieg na skutek dodatnich temperatur przez pewien okres czasu. Niezbyt przyjemny do jazdy. Jazda poza trasą wymaga siły fizycznej, wymaga dużo podskoków i dostawiania nart. Mokry śnieg jest wolny, klei się do nart i mocno utrudnia trawersowanie gór.
Szreń łamliwa  Tu zaczynają się poważne schody… Szreń łamliwa tworzy się identycznie jak lodoszreń, ale krócej: w dzień świeci słońce i roztapia warstwę, w nocy mróz mrozi i tak przez kilka dni. Na górze tworzy się twarda warstwa, a pod spodem jest miękko. Szreń łamliwa jest na tyle wytrzymała, że nie łamie się przy jeździe na wprost, ale załamuje się przy kantowaniu i skrętach. Jazda na szreni łamliwej przestaje być dla mnie przyjemnością, a zaczyna być walką o przetrwanie.
Lód  Jeździliście 20 lat temu na Nosalu na samej górze? Jak nie, no to nie wiecie, co znaczy prawdziwy lód na stoku… 😉 Lód, jak sama nazwa wskazuje, to po prostu kurewsko twarda, nie załamywalna warstwa, do której potrzebujesz krawędzi ostrych jak brzytwa. Przy nieostrych krawędziach narta nie daje oporu bocznego i ślizga się swobodnie – dlatego na lodzie łatwo stracić równowagę, a upadek nie należy do przyjemnych. Lód występuje też w dzikich terenach, np. wiosną w zacienionych wąwozach i rynnach na lodowcach. Jeśli występuje poza trasą, jazda jest bardzo niebezpieczna nie tylko ze względu na uraz przy upadku, ale też przez niemożność zatrzymania się i niekontrolowany ześlizg po stoku. Przy podejściach turowych po lodzie potrzebujesz harszli. Po jednym dniu jazdy na lodzie, z reguły twoje krawędzie wymagają ponownego ostrzenia.
Zawiesina  Kiedy głębokiego śniegu jest dużo, ale temperatura przez wiele dni i nocy grubo przekracza zero po dodatniej stronie, ze śniegu tworzy się wodno-śnieżna zawiesina – koloid, która nie daje żadnego oporu bocznego. W takiej zawiesinie jazda na nartach jest po prostu niemożliwa: niezależnie od tego jak ustawisz nartę – zsuwa się ona w dół po najkrótszej drodze, bez możliwości kantowania ani ustawienia kierunku. Jeśli zawiesiny jest grubo – po tym jak włożysz w nią nartę, zawiesina zalewa nartę od góry.


7 komentarzy

Dziękuję Gillette!

Dzisiejszym postem kończę (póki co) współpracę z Zespołem Gillette i chciałbym im za to niniejszym serdecznie podziękować. Miałem dziś okazję poznać cały Team: po pierwsze świetna organizacja całej imprezy Gillette Extreme Ride, po drugie pozytywnie zakręceni Brand Managerowie Gillette, po trzecie naprawdę dobry produkt. Dzięki współpracy mogłem wjechać na naprawdę fajne i niedostępne górki, mogłem przetestować produkt i raz jeszcze powtarzam: maszynka zdała test.

Poniżej jeszcze finalny film z Wyzwania Gillette Hokkaido 2014: ci którzy śledzili bloga, pewnie widzieli większość ujęć, więc jakoś szczególnie chyba ich nie zaskoczę. Dla przypomnienia, link – czym było Wyzwanie Gillette Hokkaido 2014.


3 komentarze

Spotkanie…

Jeździ co roku w Alpy… Słyszał, że najlepiej to jest w Aspen i w Kolorado… Mówię nieśmiało, że chyba nie za bardzo… To znaczy, jak mieszkasz w Kolorado – to super na pewno. Jak w Krakowie mieszkałem, to jeździłem przecież do Kasiny Wielkiej i nie narzekałem. Ale, żeby tam specjalnie – to ja niespecjalnie… Przerywa, że w Kanadzie to jest dopiero podobno… Do Kanady to nawet jeżdżą Amerykanie, a Amerykanie przecież się chyba znają, tak? Raz nawet zjechał obok trasy w Kaprun… Kawałek co prawda, ale ciężko było. Wjechał w takie muldy czy w coś. Wybiło go w górę. Na metr albo dwa. Ale się wyratował. No i czarnymi jeździ. Samymi czarnymi. Bez problemu. Na swoich Voelklach. Stylem karwingowym. A na czym ja? Nie na Voelklach?! Co?! Na czym?! Haha! Voelkl to jest przecież jak BMW wśród nart. Kolega mu mówił, a kolega się zna. Ma najdroższy model z tego sezonu. Niemiecka technologia, nie pogadasz.

A tak w ogóle to poza trasą jest bez sensu! Albo, żeby tak podchodzić. Chyba by głupi był. On woli zjeżdżać po ubitym. No i po co do tej Japonii? Jakie oni tam góry mają? Co?! 1000 metrów?! Ha! On był na 3000. Po co to wszystko? On wsiada do swojego BMW, kilka godzin, dwie paki na liczniku i jest w Kaprun. I to jest komfort prawdziwy, na podgrzewanych fotelach, a nie w ekonomicznej klasie gnieść się tyle godzin. No chyba że na Sushi. Ale nie, w sumie też nie… Najlepsze Sushi jest w Warszawie. Czy jadłem w Sakanie?

Kurde…