nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


5 komentarzy

Garmin Fenix 3 – test/recenzja

Niniejsza recenzja dotyczy zegarka Garmin Fenix 3. Zanim przejdę do sedna – powiem tylko, że dotychczas byłem fanem marki Suunto (miałem już 3 zegarki tej firmy). Niestety dla Suunto czas się zatrzymał, a w zegarkowym biznesie, taka opinia jest chyba podwójnie niekorzystna ;-). Czy zatem podoba mi się mój nowy Garmin? Przeczytajcie.

PS. ten post NIE zawiera lokowania produktu.

Bateria i czas pracy

To zdecydowanie najważniejszy parametr zegarka w góry na jazdę poza trasą. Oddziela zabawki (jak np. Apple Watch czy zegarki z systemem Google Android Wear – których bateria starcza na parę/paręnaście godzin) od prawdziwych zegarków, na których można polegać. Bo zegarek w góry, nie może paść na zimnie, po paru godzinach, jeśli w jakimś stopniu zależy od niego nasze bezpieczeństwo.

Według zapewnień producenta Fenix 3 powinien działać do 5-6 tygodni w trybie smartwatch, bez użycia GPS, oraz 20 godzin przy ciągłym posługiwaniu się GPS. Producent nie podaje ile zegarek wytrzymuje podczas używania kompasu, wysokościomierza i okazjonalnego użycia GPS na zimnie, ale należałoby się spodziewać pewnie wartości w okolicy 5 – 10 dni i takie też dane pojawiają się w Internecie w niezależnych testach.

W chwili gdy piszę te słowa, jest środek lata i nie mam możliwości przetestowania zegarka na mrozie, wrócę więc do tego akapitu przy pierwszej nadarzającej się okazji. Ale jeśli zapewnienia producenta spełniają się choćby w 70%, a zegarek podczas normalnego użycia (smartwatch-altimetr-kompas, a do tego parędziesiąt minut GPS) działałby na ładowaniu tydzień – nadawałby się z zapasem do używania w górach.

Ekran

Robiłem tę fotkę dziś w drodze do pracy, w zamyśle chcąc pokazać jak czytelny jest wyświetlacz w pełnym słońcu świecącym wprost na zegarek. A dodatkowo wyszło, że Fenix 3 na skórzanym pasku całkiem nieźle pasuje do garnituru.

Garmin F3 ma spory ekran (sam zegarek jest też niemały). Jego wyświetlacz jest wyraźny i czytelny. Zegarek ma fabryczne ustawienie podświetlenia na 20% mocy całkowitej, warto więc od razu to zmodyfikować przynajmniej do 80% – wtedy ekran jest bardzo jasny i nie ma problemu z jego odczytaniem w nocy lub przy kiepskim oświetleniu. Włączyłem też automatyczne podświetlenie na gest ręką – ta funkcja działa dobrze: podświetlenie włącza się automatycznie za każdym razem kiedy wykonam gest ręką i spoglądam na ekran.

Bardzo istotna i wręcz zaskakująco dobra jest dla mnie jasność ekranu w pełnym słońcu. Wtedy rzecz jasna podświetlenie nie ma na to wpływu. Ma jednak wpływ technologia wykonania wyświetlacza. W bardzo jasnym świetle wyświetlacz nie „przygasa”, w dalszym ciągu nawet nieduża czcionka jest czytelna.

Reasumując – ekran Fenix 3 to bardzo mocna strona – zarówno w ciemności jak i w jasnym słońcu.

Nawigacja

Nawigacja w wykonaniu Garmina różni się od tego, do czego przywykłem np. przy użyciu apek na smartfony. Główna różnica polega na tym, że Garmin ograniczył znacznie funkcjonalność waypointów w nawigacji, zamiast nich wprowadzając nawigację po zaplanowanej trasie. Podszedłem do tego bardzo sceptycznie, jednak nie trzeba było wielu testów, aby przekonać się, że takie podejście się sprawdza. Trasę wprowadza się w aplikacji na komputerze i w sekundę transferuje się ona automatycznie do zegarka. Przytoczę tu kilka najważniejszych cech przyjętego przez Garmina podejścia do nawigacji:

  1. W momencie zejścia z założonej trasy, zegarek zgłasza alarm „off the course” i nawiguje natychmiast do najbliższego punktu na trasie.
  2. Jeśli zejdziemy z założonej trasy i będziemy dłuższy czas kluczyć (można sobie wyobrazić scenariusz obchodzenia uskoku, górki itd. których nie było na mapie, itd), zegarek nie będzie prowadził nas do miejsca w którym opuściliśmy trasę, a do najbliższego miejsca na trasie w danej chwili. Można zatem bez problemu obejść kawałki zaplanowanej trasy, na podstawie dynamicznie rozwijającej się sytuacji, a następnie wrócić na zaplanowaną trasę bez przyciskania zupełnie niczego w zegarku.
  3. Nie ma potrzeby przełączania waypointów podczas pokonywania trasy. (duża zaleta!)
  4. Podczas nawigacji mamy do dyspozycji kilka konfigurowalnych ekranów. Od podstawowych: kierunek (po trasie jeśli na niej jesteśmy, lub do trasy jeśli z niej zboczyliśmy), zarys trasy oraz naszego śladu z możliwościami zoom in/out, poprzez bardziej wymyślne: prognozowany czas ukończenia trasy, dystans od początku/ do końca, szybkość, itd.
  5. Jedyna wada przyjętego podejścia, to arbitralnie ustawiona przez producenta dopuszczalna odległość od zaplanowanej trasy (na około 20 metrów) zanim zegarek zgłosi komunikat „off the course”. Jeśli schodzimy z trasy poniżej tej wielkości, nic się nie dzieje, zegarek pokazuje nam kurs „równoległy” do zadanej trasy i reaguje tak, jakbyśmy tą trasą podążali. Jeśli schodzimy z trasy powyżej tej wielkości i poruszamy się mniej-więcej równolegle do zadanej trasy, zegarek będzie chciał nas jak najszybciej „zawrócić” na zadaną trasę, pokazując kierunek „w bok” wprost na zadaną trasę, choćby była odległa tylko o 30 czy 40 metrów. Dlatego właśnie nawigacja „po trasie” zamiast „po waypointach” wymaga odrobiny przyzwyczajenia.
  6. Wciąż da się nawigować „do waypointa”. Kłopotliwe jest jednak transferowanie waypointów z komputera/komórki do zegarka. (nie znalazłem lepszej opcji niż przepisywanie współrzędnych)
  7. Podczas nawigacji, zegarek nie korzysta z kompasu magnetycznego, a jedynie z kierunku ruchu pochodzącego z GPS. Kompas magnetyczny automatycznie włącza się automatycznie po zatrzymaniu.

Na koniec wypada dodać, że absolutnie zawsze powinniśmy mieć mapę topograficzną nieznanego terenu, w który się zapuszczamy, jednak Garmin Fenix 3 może znacznie przyśpieszyć i ułatwić nam nawigację.

Wysokościomierz i kompas

Tak jak i w moim starym Suunto, F3 jest również wyposażony w wysokościomierz barometryczny oraz kompas – te dwa urządzenia pozwalają z reguły w miarę szybko odnaleźć się na papierowej mapie. Dodatkową zaletą Garmina jest możliwość kalibracji wysokościomierza barometrycznego, wysokościomierzem GPS. Co to oznacza? Po prostu nie ma potrzeby codziennej ręcznej kalibracji (najgorzej, bywało gdy o niej zapomnieliśmy), a zamiast tego zegarek sam używa algorytmu kalibracyjnego, a po kalibracji używany jest bardzo precyzyjny i energooszczędny wysokościomierz barometryczny.

Inne funkcje sportowe

Oczywiście zegarek może nagrywać ślad GPS, prędkość, prędkość wznoszenia/opadania, prędkość maksymalną, i tak dalej. Można to potem też przeglądać na mapach na komputerze czy telefonie i analizować. Nie jestem fanem tych funkcji i zakończyłem zabawę podobnymi aplikacjami jakieś 15 lat temu, ale warto wiedzieć, że są one dostępne. Garmin Fenix 3 jest zegarkiem typu „multisport” co oznacza, że nadaje się do śledzenia wielu aktywności włączając w to np. bieganie, pływanie, jazdę na rowerze, golfa i wiele innych. Ta recenzja ma jednak na celu zbadanie możliwości i zastosowanie zegarka w dzikim górskim terenie i nie obejmuje wszystkich innych sportów.

Funkcje SmartWatch

Zegarek można połączyć do smartfona przez bluetooth i otrzymywać wszelkiego rodzaju powiadomienia (włączając w to powiadomienia z aplikacji), SMSy, maile, i tak dalej. Według zapewnień producenta, nie przekłada się to znacząco na zużycie baterii.

Czemu Fenix 3?

Trochę zajęła mi decyzja wyboru zegarka i opiszę tu krótko, co sprawiło, że wybrałem właśnie model Garmin Fenix 3.

1. Czemu nie Suunto?

Bardzo podobały mi się zegarki z serii 7R, choćby flagowy Kailash, jednak Suunto nie oferuje nawet ułamka funkcji, w które wyposażony jest Garmin, przy jednocześnie gorszej baterii. Co prawda model Ambit szczyci się dobrą baterią, ale jest również bardzo ubogi funkcyjnie w porównaniu do Garminów. Goryczy dodał fakt, że po 2 latach używania w moim Suunto Core popsuł się wysokościomierz, a sam zegarek wyglądał jakby był używany nie 2 a 20 lat. Jakość i żywotność materiałów używanych ostatnio przez Suunto pozostawia wiele do życzenia.

2. Czemu nie Fenix 5?

Zależało mi na dobrej baterii. F5 jest mniejszy, ale wg. danych producenta bateria starcza na około 60-70% czasu pracy w stosunku do modelu F3.

3. Czemu nie Android Samsunga albo Apple Watch?

Po pierwsze – dyskwalifikuje je bateria – według różnych testów, te zegarki z włączonym GPS’em działają 3-5 godzin, a bez niego 2-3 dni, po drugie ekran dotykowy (wyobraźcie sobie temperaturę w okolicy -20 i ściąganie rękawiczek za każdym razem gdy chcecie coś przestawić w zegarku)

Podsumowanie

Wydaje się, że technologia zegarków w góry – wyszła wreszcie z okresu niemowlęcego, i że Garmin Fenix 3 to dobry wybór na narty. Wrócę do tego testu zimą, w prawdziwych górskich warunkach. Sprawdzę zachowanie podstawowych opisanych parametrów: ekranu, baterii i nawigacji w praktyce…

 

 

 


Dodaj komentarz

Test plecaków JetForce: Black Diamond i Pieps

Powoli przetwarzam video z naszego ostatniego wypadu za koło podbiegunowe. Tym razem video z testu plecaków Jetforce: Black Diamond Halo 28 i Pieps Tour Pro 34. Zobaczcie.

Z racji ograniczonego czasu trwania video, należałoby dodać jeszcze parę punktów dla porządku:

  • Oba plecaki mają dedykowane pasy do noszenia nart sposobem „na ukos”; przypięte w ten sposób narty pozwalają na uruchomienie poduszki. Niestety plecaki nie mają możliwości noszenia nart sposobem A-frame – rzecz jasna właśnie ze względu na poduszkę
  • Black Diamond Halo ma możliwość noszenia kasku na dwa sposoby: jako „garb” oraz pod plecakiem – oczywiście kask nie przeszkadza w uruchomieniu mechanizmu wyzwolenia poduszki
  • Oba plecaki mają jeszcze małe kieszonki do noszenia drobiazgów: obok kieszeni głównej, oraz jeszcze mniejsza w pasie biodrowym


Dodaj komentarz

Test plecaka Pieps Jetforce

Zalety Pieps JetForce:

  • Możliwość kilkukrotnego użycia w ciągu dnia
  • Po użyciu – brak konieczności napełniania/uzbrajania plecaka w specjalistycznych punktach, kupowania nabojów, itd – natychmiast po złożeniu plecak jest gotowy do ponownego użycia
  • Po paru minutach od uruchomienia balonu wentylator zmienia kierunek i automatycznie chowa balon. W scenariuszu zasypania daje to dodatkową komorę powietrzną do oddychania.
  • Przemyślane mocowanie nart do plecaka (jednak brak możliwości A-frame, ze wzg. na poduszkę)
  • Dwie niezależne kieszenie, dobre rozplanowanie, łatwy dostęp

Wady Pieps JetForce:

  • Dodatkowa waga baterii
  • Jak każdy plecak z poduszką – po uruchomieniu JetForce stawia istotny opór aerodynamiczny i utrudnia znacznie wyjechanie z pędzącej lawiny
  • Bateria i wentylator zajmują dużo miejsca – w efekcie z plecaka ponad 30 litrowego – pozostaje 24 litry do załadowania
  • Cena
  • Niezbyt wygodne/twarde pasy na ramiona

Serdecznie podziękowania dla Kuby za udostępnienie plecaka, dla Rafała za nagrywanie (test nagrany jeszcze w Iranie). Test poskutkował tym, że sam kupiłem JetForce – bardzo podobny ale od BlackDiamonda – model Halo 28. Postaram się zrobić dokładniejszy test tego plecaka w ciągu najbliższych tygodni.


2 komentarze

Poradnik: freeride w Iranie

Nie znalazłem w sieci poradnika dla narciarzy lecących do Iranu, więc sam napiszę parę słów na ten temat:

  • Obecnie najtaniej do Teheranu leci się liniami Ukrainian, ale warto rozważyć też greckiego Aegeana przez Ateny: ceny są niewiele wyższe a Aegeanem zabierasz narty i 20-kilową walizkę za free. Do Teheranu ma zacząć latać Lot, ale warunki przewozu nart nie są tam już tak korzystne.
  • Na lotnisku wymień kasę (dolary na riale). Nie licz na płatności kartą albo na działające z twoją kartą bankomaty. Nawet na stoku da się płacić tylko gotówką w lokalnej walucie. Cash is the king. [aktualizacja: po opublikowaniu tego posta, czytelnicy sugerują, że lepszy kurs wymiany można dostać w centrach handlowych w mieście… ja osobiście odradzam tylko hotele, ze wzg. na gorszy kurs]

Infrastruktura jest raczej stara – wygląda jak na Słowacji 20 lat temu. Sloty na narty przy gondoli nadają się tylko na carvery – moje Rossi S7 muszę wozić wewnątrz. Wystają.

  • Zaplanuj transfery i hotele jeszcze z Polski. Najlepiej użyć do tego irańskiej agencji turystycznej. Ja korzystałem z HomafaranKhorshid Savar – irandizinski@gmail.com – pomogą ci też w załatwieniu wizy (dostaniesz od nich specjalny numer z ich ministerstwa spraw zagranicznych, który przedstawisz w ich ambasadzie w Warszawie na Saskiej Kępie). Są komunikatywni i fajni. Napisz maila.
  • Wyrób wizę w Polsce przed przylotem, mimo że jest to możliwe na lotnisku. Często wyrobienie wizy na lotnisku może zająć ponad 2h. Być może uciekają ci właśnie fajne warunki narciarskie. Przygotuj się też na to, że tu nikomu się nie śpieszy: na lotnisku, na wyciągu, w hotelu. Iran to taki muzułmański PRL.

Pamiętaj że Iran to muzułmański reżim. Jeśli będziesz próbował tu bajerować laski, przemycać alkohol albo palić trawę i ktoś naśle na ciebie gwardię rewolucyjną – całkiem możliwe, że czeka cię areszt i więzienie w którym nikt nie przestrzega praw człowieka. A zatem szanuj ich kulturę i zachowuj się.

 

  • Internet w Iranie to dramat. Jest bardzo ocenzurowany i z reguły bardzo wolny. Nie ma fejsa, twittera, snapchata. Jest instagram. Fotki z jazdy załadujesz po powrocie z nart, no chyba że masz VPN. Ponoć przy jego użyciu, jest dostęp do wszystkich stron i serwisów (chociaż z reguły bardzo wolny)

Iran to nie Austria – tu prawie nikt nie jeździ poza trasą. No i bardzo dobrze – chyba dlatego chcesz tu przyjechać? W Dizin czy Tochal większość stoków pozatrasowych masz dla siebie. Nawet jeśli przez dwa dni porysujecie wszystko wkoło – to po przypięciu fok możesz rysować całą resztę kolejne parę dni. To jest właśnie całe piękno Iranu i zakładam, że tak pozostanie przez parę lat.

  • Iran to nie tylko narty. Zostaw sobie czas na Teheran. Zadziwi Cię jak przyjaźni są ludzie i jak niewiele wspólnego z rzeczywistością ma przekaz kreowany w mediach.
  • Ceny: w Dizin całodzienny skipass to koszt około 100PLN, Kebab na kolację (duża porcja z ryżem i warzywami) to 23PLN, nocleg na Tochal to około 200PLN za pokój ze śniadaniem, i jest w tym wjazd gondolą i skipass. Cena powrotnego biletu przez Lwów zaczyna się od 400-450PLN. Należy dodać koszmarne problemy z połapaniem się w tym co ile kosztuje, bo Irańczycy równolegle używają trzech systemów: Riale, Tumany i Tysiące Tumanów. Tysiąc tumanów to mniej-więcej złotówka. Wspomniany kebab kosztuje odpowiednio 230.000 Riali, 23.000 Tumanów i 23 tys. Tumanów. Nigdy nie jesteś pewny w czym akurat podana jest cena. Często myślisz, że coś jest 10 razy droższe niż jest w rzeczywistości.

Jeśli zamierzasz spać na Tochal na górze (hotel na wysokości 3600 metrów, wyciągi do 3900) – zrób wcześniej aklimatyzację – np parę nocy w Dizin (hotel na 2600). W Tochal jest zawsze na dyżurze lekarz. Żebyś mógł zostać na noc – będzie musiał zbadać ci saturację, tętno, ciśnienie itd). Szczególnie skitoury w Tochal (np na 3800) mogą być uciążliwe bez przygotowania.

„Narciarstwo jest oznaką zdrowia i tężyzny fizycznej” – mówi do nas łagodnie Imam Chomeini z plakatu. Tak się nam przynajmniej zdaje, bo łagodnie się do nas uśmiecha. Chyba nie mówiłby „śmierć niewiernym” na plakacie z narciarzem?

  • Opisane tu rady dotyczą północnego Iranu i pasma gór Elburs (nie mylić z Elbrus), w zasięgu kilkugodzinnej jazdy autem od Teheranu. W południowym Iranie jest jeszcze pasmo gór Zagros – najbliższe im lotnisko jest w kilkumilionowym mieście Shiraz. Iran zachwycił nas tak bardzo, że zamierzamy odwiedzić Zagros w ciągu najbliższych dwóch sezonów.

Więcej o Iranie na moim blogu:


5 komentarzy

Dwa zdjęcia dzięki którym zrozumiesz czemu warto spróbować freeride’u w Iranie 

Dzisiejszy post tłumaczy, czemu warto spróbować freeride’u w Iranie – na podstawie dwóch fotografii zrobionych jedna po drugiej za pomocą kamery gopro.
Zacznijmy od pierwszego zdjęcia:

To „pocztówka”. Nie ma tu żadnego filtra, zdjęcie nie zaznało przycinania ani postprocessingu. Ot – zwykły zrzut z gopro. Jest bezchmurne niebo i niczym niedotknięty wcześniej stok. Stabilna baza. Na niej może 15 cm puchu, który padał mocno przez noc. Cudowne, dosłownie wymarzone warunki. Jeśli masz normalną pracę, ale starasz się sporo jeździć poza trasą, to w Europie takie warunki i nietknięty stok masz średnio raz w życiu przez parędziesiąt minut. Albo wcale. Można wręcz pomyśleć: „pojechał do Iranu i trafiło się ślepej kurze ziarno”.
Lecz dopiero po drugim zdjęciu, już nie tak ładnym jak pierwsze, można zrozumieć prawdziwe piękno freeride’u w Iranie.

Obie fotki zostały zrobione około godziny 12 w południe, druga parędziesiąt sekund po pierwszej. I chodzi o to, że wszystkie ślady na górze za moimi plecami zostały zrobione przez nas. Każda narysowana kreska należy do jednego z nas trzech: Kuby, Rafała lub mnie. Dzięki temu można zrozumieć, że takie pocztówki jak pierwsza fotka, mógłbym robić cały dzień, gdyby tylko starczyło karty na gopro!

Dla porównania: tak wyglądają kolejki przed otwarciem pierwszej gondoli w Revelstoke, w Kanadzie, po opadzie śniegu…

W Alpach zbocze takie jak to, w zasięgu trawersu z wyciągu (zaznaczam: bez przypinania fok!) byłoby zdewastowane w ciągu 30-40 minut. Kto wjechałby wyciągiem godzinę po otwarciu nie miałby już żadnej przyjemności z jazdy. Ludzie w Alpach czy Tatrach przypinają foki i dymają o 4 rano z czołówkami, żeby zjechać *raz* w takich warunkach. Potem powtarzają te idiotyczne porzekadła typu „there are no friends on powder day” itp. Na grupach i forach freeride, nikt nie powie gdzie została zrobiona fotka pierwszej kreski w Beskidach – będą, niczym grzybiarze, zazdrośnie kisić tajemnicę dla siebie w nadziei, że jak najmniej osób dowie się o danym miejscu.

W Iranie natomiast, z reguły jesteście jedynymi freeriderami w całym ośrodku. Jeździsz w takich warunkach tydzień. Cały czas, dopóki masz siłę. Jest oczywiście – jak wszędzie – paru nieporadnych deskarzy, niepotrafiących trawersować, którzy nie mają szans na dojechanie w takie miejsca. (Iran w ogóle jest jak Polska 25 lat temu – tam deski zaczynają być trendy 🙂 i bardzo dobrze!). W Iranie nie masz po prostu konkurencji. Narty, a przede wszystkich snowboard są dla nich same w sobie wystarczająco świetne, aby nie próbować czegokolwiek więcej. Podczas kiedy oni patrzą na ciebie trochę jak na szalonego Europejczyka, ty masz całą górę dla siebie.
I dlatego wrócę na pewno do Iranu zanim zostanie zadeptany. A kto mnie czyta – wie, że zawsze staram się dzielić informacjami. Link do dokładnej geolokalizacji mojej „pocztówki” jest tu: https://goo.gl/maps/782sux65wPv – to góra Tochal, u której podnóża rozciąga się Teheran – na pohybel grzybiarzom!

 

PS. w poprzednim poście – krótkie video z Dizin – zerknijcie, a jutro-pojutrze wrzucę poradnik dla ludzi wyjeżdżających na freeride do Iranu..


Dodaj komentarz

Avaluator

15337659_1103553323027659_5985419648620464914_nPrzy okazji pisania książki, wpadł mi w ręce opis bardzo ciekawej, opracowanej w Kanadzie strategii lawinowej o nazwie Avaluator. Znam parę frame-worków lawinowych jak np. Nivo albo metoda redukcji Muntera. Znam ich wady i zalety. Tym bardziej mnie to zaciekawiło, bo i cóż jeszcze można wymyśleć w tym temacie? No a okazuje się, że można.

Postaram się zwięźle opisać czym różni się Avaluator od innych metod, i jakie są jego zalety. W założeniu Avaluatora zadaniem nie miało być odkrycie uniwersalnych praw rządzących światem, a odzwierciedlenie sposobu analizy i oceny sytuacji prowadzonej przez przewodników. W odróżnieniu od rozpowszechnionych w Europie metod, Avaluator równą wagę, co do warunków śnieżnych, przywiązuje do ukształtowania terenu. I po zastanowieniu się musimy przyznać rację że ma to sens:

Co innego przecież wydarzy się, kiedy narciarz spowoduje małą deskę na stoku, który stopniowo traci nachylenie do płaskiego, a co innego, kiedy pod takim samym stokiem i lawiną o identycznych parametrach będzie ścianka skalna. Z tej pierwszej zapewne albo wyjedzie albo lawina go co najwyżej przewróci, ta druga ma realną szansę być śmiertelna. Lawina i śnieg są te same – różnica wynika z terenu, i o to właśnie chodzi w Avaluatorze i czyni go innym od klasycznych metod oceny zagrożenia: bierze pod uwagę nie tylko warunki śnieżne, ale również teren wkoło.

Drugą zasadniczą różnicą jest wynik oceny. Podczas gdy w tradycyjnych metodach oceny zagrożenia, wynik z reguły był przedstawiany jako „go” lub „no-go”, Avaluator zostawia odpowiedzialność za decyzję po stronie narciarza: są trzy możliwe wyniki użycia Avaluatora: „uwaga”, „podwyższona uwaga” oraz „niezalecane”. I ponownie – jeśli się zastanowić – ma to głęboki sens: przy identycznej ocenie zagrożenia i w identycznych warunkach, inną decyzję o przejeździe przez zagrożony stok powinien podjąć mało doświadczony narciarz mający do wyboru inne drogi, a inną doświadczony freerider, dla którego np. w dodatku obranie innej drogi oznaczałoby wielogodzinny odwrót w górę albo np. inne niebezpieczeństwa, a obszar „podwyższona uwaga” przejedzie subtelnie i delikatnie minimalizując nacisk na pokrywę.
Poza tym wszystkim wydaje się, że wynik „go” w klasycznych metodach uwalnia mniej doświadczonych narciarzy z uważnej obserwacji terenu w którym się poruszają. A wiadomo, że zdarzają się też lawiny przy dwójce na łagodnych nastromieniach.

Avaluator jest fajnie i czytelnie wydany. Do pakietu dołączona jest plastikowa lupa i narzędzie do oceny nachylenia stoku w zależności od odległości poziomic na mapie. Dzięki wydrukowi w przyjaznym formacie, karta Avaluatora jest zawsze pod ręką, by nie trzeba było się uczyć go na pamięć. Moim celem nie jest wyczerpujący opis całej metody – chcę tylko napisać, że warto się jej przyjrzeć i zgłębić. Avaluatora możecie kupić np. w sklepie górskim 8a TUTAJ za około 50 PLN.