nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


Dodaj komentarz

Gruzja – podsumowanie

Usłyszałem ostatnio ciekawą historię: kiedy Pan Bóg rozdawał ziemię różnym narodom, wszyscy poustawiali się w kolejkę i dostawali swoje przydziały. Tylko Gruzini tańczyli się i bawili, śpiewali i pili wino. Kiedy zorientowali się że trzeba stanąć w kolejce po ziemię – było już za późno: Bóg rozdał całą ziemię i nic mu nie zostało. Jednak Gruzini prosili bardzo Boga, mówiąc, że przecież muszą mieć gdzieś swój kraj. Robili to widocznie bardzo pogodnie i grzecznie – bo Pan Bóg gdy ich wysłuchał, machnął ręką i mówi: -a niech to… macie – dam wam ten kawałek który zostawiłem dla siebie.

W tej anegdocie coś chyba musi być, bo Gruzję też scharakteryzowałbym tak:

Bardzo wyluzowany, przyjazny naród nie stroniący od zabawy, ujmująco mili ludzie no i rzeczywiście przepiękny kraj. Wyjazd na narty poza trasę, albo na trasę do nauki i stawiania pierwszych narciarskich kroków – to na pewno dobry pomysł.

Dziękujemy hostelowi Opera w Tbilisi. Jeśli tylko wybieracie się do Gruzji – warto tam się zatrzymać.

Logo_portal_krzywe_Villa Opera_Bogvi Street_facebook


Dodaj komentarz

Narty w Gudauri: za i przeciw

Trzy dni w Gudauri daje mi jakieś podstawy, aby opisać wady i zalety tego miejsca z czysto narciarskiej perspektywy. Jakie są wady Gudauri, a co sprawi, że przyjedziemy tu chętniej? Po kolei:

  • Gudauri jest przystępne cenowo: dzienny skipass to koszt 30 Lari, czyli ok. 50 PLN. Alpy są 2-3 razy droższe. Również bilet lotniczy da się dostać bardzo tanio, w chwili kiedy to piszę – do Tbilisi lata Lot, a do Kutaisi lata Wizzair. Dosłownie teraz trwa promocja na bilety do Kutaisi – za 130PLN w obie strony z opłatami: http://www.fly4free.pl/gruzja-kutaisi-z-warszawy-od-listopada-do-marca-za-130-pln/
  • Trasy w Gudauri są, z kilkoma wyjątkami raczej płaskie i nie jest ich zbyt wiele. Na pewno miejscówka idealnie nadaje się do nauki, ale obawiam się, że ktoś kto jeździ po trasach kilka lat – będzie się tu zwyczajnie nudził. Oznaczenia tras też budzą moje wątpliwości: te które tutaj są czerwone – w Alpach byłby na pewno oznaczone na niebiesko.
  • Freeride w Gudauri (i generalnie w Kaukazie) jest mocno pionierski i mało popularny. O ile po świeżym opadzie w Alpach po kilku godzinach mamy totalnie zjeżdżone stoki, to tutaj, nasze tury rozpoczeliśmy o 12 w południe i mieliśmy do dyspozycji całe góry i zbocza, na których zakładaliśmy pierwszy ślad. W całej okolicy widać było łącznie nie więcej niż czterech-pięciu innych amatorów skitouringu. Duży plus! Za kilka lat pewnie się to zmieni – więc warto wykorzystać to teraz.
  • Apres ski jest raczej ascetyczny. Głodni po turach i spragnieni słynnego gruzińskiego jedzenia – jedyne co dostaliśmy w restauracji przy jednej z dolnych stacji – to były hotdogi. Na Orlenie można kupić lepsze. Do picia był równie „szeroki” wybór: piwo, wino i wódka – przy czym wino już się skończyło, a piwo tylko z puszki. W samej miejscowości również niezbyt wiele restauracji. Typowego klubu, gdzie możnaby się napić piwa czy Cuba Libre – nie znaleźliśmy.
  • W Gudauri jest pusto. Wiemy, że druga połowa marca to końcówka sezonu, ale nawet jak na koniec sezonu jest po prostu bardzo mało ludzi. Raziły nas puste hotele i pensjonaty. Dla jednych może być to wada, dla innych zaleta.
  • Czuliśmy się tu trochę jak w latach ’90: dla Gruzinów i Rosjan – snowboard jest cool! Można usłyszeć tutaj mówione z wyższością i dumą: „My katatsja na bordach”. Deskarzy poza trasą: brak.
  • Wyciągi są raczej stare jak na standardy alpejskie: żadne krzesełko nie ma przepinania na wolniejszą linę podczas wsiadania. Skutki są dwa: mocne walnięcie w dupę można jeszcze przeżyć, ale niestety na wyciągu traci się sporo czasu, bo przez to krzesła jeżdżą dość wolno.

map_201112_lupa


3 komentarze

Hit wyjazdu…

W naszym Mitsu-Pajero leci co kilkanaście minut. Oszaleliśmy. Ten wspaniały hit piosenkarki Natali, zasłyszany najpierw w taxi a potem w pensjonacie zawładnął naszym wyjazdem do Gruzji. To prawdziwe szaleństwo! Mamy go na słuchawkach w telefonach… czy to podchodzimy na trudne odcinki, czy zjeżdżamy z potwornymi prędkościami, czy relaksujemy się z gruzińskim winem – Natali nadaje nam ton.

Posłuchajcie i wy…

Nasz rosyjski jest płochyj. Ale na tyle na ile rozumiemy postaramy się przybliżyć lirykę dla czytelników urodzonych w latach osiemdziesiątych i późniejszych, którzy nie mieli okazji nauki rosyjskiego w szkole…

W refrenie piosenki podmiot liryczny (Natali) wyraża swój podziw nad samochodem bohatera lirycznego (cyt. „O Boże kakaja maszina!”), po czym, przez wzgląd na jego auto, wyraża chęć posiadania potomostwa płci męskiej z bohaterem lirycznym (cyt. „Ja chacziu at tiebia syna”). To jednak nie wystarcza podmiotowi. Podmiot chce więcej. Potomstwo płci żeńskiej to kolejne życzenie podmiotu (cyt. „I ja chacziu at tiebia doczku”). Wydaje się, że kolejne żądania będą eskalować, i córka nie zaspokoi podmiotu, jednakże na córce podmiot poprzestaje swoich żądań w kierunku bohatera lirycznego (cyt. „Doczka i toczka” – dla niewprawnych czytelników: „Córka i kropka!”). Proste ale piękne, prawda?!

Jutro – podczas turów, zjazdów i czego tam jeszcze – w naszych uszach pobrzmiewać będzie Natali. Posłuchajcie jej i Wy!

PS. wybaczcie, że post nie o nartach – ale nie mogliśmy się powstrzymać. Jutro będzie o nartach. Promise.


Dodaj komentarz

Gruzja – ciekawostki…

Wyjazd do Gruzji, to chyba wyjazd, do którego przygotowywałem się najmniej czasu spośród wszystkich. Komplikacje prywatne, dużo pracy – to wszystko spowodowało, że w ciągu praktycznie kilku godzin zostałem „wyrwany z życia” i poleciałem do Tbilisi. Na szczęście Rafał stanął na wysokości zadania – ogarnął wszystko co było nieogarnięte: terenówkę, mapy, prognozy, sprzęt. Zrobił również research blogów i for internetowych o Gruzji – więc teraz mamy ciekawe spojrzenie na gruzińską rzeczywistość przez pryzmat tego co piszą ludzie.

Podzielę się kilkoma rzeczami:

  • Psy. Ponoć bywają dzikie i niebezpieczne. Internauci radzą, aby w każdego napotkanego psa rzucać kamieniami. Na szczęście nie stosowaliśmy się do reguły. Wszystkie które do nas podeszły były przyjazne i niegroźne. Ciekawe czy ktoś ukamienował sporo psów czytając te rady. (moje przemyślenie: polski pies nieważne czy dziki czy nie – zawsze drze ryja i szczeka i piana z pyska leci… o co kaman?)
  • Bezpieczeństwo. 20 lat temu było niebezpiecznie – porywali turystów, napadali na banki. Sakaszwili podniósł pensję policjantów, był bezlitosny dla korupcji w policji, i kolejno na wszystkich mafiozów nasłał jednostki anty-terrorystyczne i większość pozabijał a nielicznych zamknął. W Gruzji jest teraz bardzo bezpiecznie. Podobno. Potwierdzimy w niedzielę.
  • Stosunek do Polaków. Jest rzeczywiście pozytywny. Sami nawet jechaliśmy aleją Lecha Kaczyńskiego – to główna arteria z lotniska do centrum Tbilisi. Poza Kaczyńskim był jeszcze Gruzin Grigorij z Czterech Pancernych – za to też nas lubią.
  • Wjazd do Gruzji od strony Abchazji: jeśli wjedziesz do Gruzji przez ruskie terytoria, czyli od Abchazji albo Osetii – jesteś od razu aresztowany i generalnie masz przesrane. Nie jeździjcie po Abchazji.

Jutro napiszę więcej o nartach 😉 Póki co – na zdrowie – gruzińskie wina są okay 😉

photo


3 komentarze

Gruzja – dzień #1

Było świetnie.
Nasze ostrożne prognozy się sprawdziły, a decyzja o zabraniu sprzętu turowego – okazała się strzałem w dziesiątkę: górne wyciągi były jeszcze popsute, a pogoda już piękna.
Przez ostatnie dni spadł metr śniegu (to pokazuje jak „prawdziwe” są raporty ze snowforecast, i jak bardzo nie należy ich czytać).
Ponieważ śnieg padał przy huraganowym wietrze – nie było puchu, ale „trzymający” przewiany gips, więc może nie idealnie, ale na pewno mogło być gorzej.
Zrobiliśmy z Rafałem ok 1150 metrów verticala (500 działającymi wyciągami + 650 na fokach) – dobre kilkugodzinne podejście w dziczy – a potem zjazd. Świetny dzień. Nie spodziewaliśmy się tego.

Tyle na gorąco – a wieczorem napiszę coś więcej o samej Gruzji i Kaukazie.

20140319-171631.jpg