nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


5 komentarzy

Instruktorzy i instruktorzy

Wróciłem właśnie z Val di Sole. Trafiłem na „Polish Days” – masa fajnych rodaków jeździła. To był spory zorganizowany wyjazd (były imprezy polskie, jacyś celebryci itd) i były też szkółki narciarstwa i sporo polskich instruktorów. Codziennie po godzinie 15 robił się mokry śnieg i spore muldy – wiadomo – jak to Włoszech w marcu. Naturalne, że ludzie gorzej sobie radzili.

Osobiście lubię takie trochę trudniejsze warunki. Lubię „wsiąść” na ogon doświadczonemu instruktorowi w niebieskiej kurtce „ITA” albo „Scuola Sci Italiana a Madonna”, który wycina muldy agresywnie, krótkim skrętem, by sprawdzić jak długo się utrzymam za nim w tempie i śladzie. Zdarza się, że nie za długo, zdarza się że jedziemy tak sobie cały stok.

Tym razem jednak byli również polscy instruktorzy… I co i rusz trafiał się instruktor oklejony naszywkami „SITN” albo „Polski Związek Narciarski”, który na muldach zwyczajnie sobie nie radził! Jeden dramatyczne wygibasy robił co chwila ratując się od gleby, inny pługował i robił stop co chwila (nie prowadząc grupy).

Sporo w życiu naoglądałem się instruktorów, którzy nie są w stanie zjechać poza trasę, czy pojechać poprawnie śmigu. Instruktorów, którzy robili swoje uprawnienia na obozach instruktorskich organizowanych przez AWF’y. Wysłuchałem *wielu* opowieści z *wielu* źródeł o takich obozach, na których chla się z egzaminatorami, a na końcu każdy kursant zdaje końcowy egzamin i dostaje uprawnienia instruktorskie. Całkiem niedawno rozmawiał ze mną instruktor bez uprawnień przewodnika, który regularnie zabiera komercyjnie grupy ludzi w góry poza trasę i twierdzi, że „daje radę bo ma instruktora”.

Jakie są przyczyny tej patoli? Czy środowisko instruktorskie jest w stanie się samo oczyścić?


2 komentarze

Italia, słoneczna Italia

Każdy freerider, nawet taki najświetniejszy, ma czasem tak, że musi powozić się po trasie, poopalać, popić trochę Aperolu.

Pisałem wam już o tym, jak wyjechać tanio do Włoch na narty: tutaj. Dwa razy do roku otwieram ten wpis, i grzecznie postępuję według udzielonej przez samego siebie instrukcji. Tak też się stało tym razem. I znowu wylądowałem w Val di Sole.

O ile poza trasą nigdy nie jeżdżę w słuchawkach, o tyle po trasie mi się zdarza.

Tym razem dzielę się więc z Wami niezbyt narciarskim tematem – playlistami jakie towarzyszą mi tego wyjazdu w słuchawkach.

  • Pierwszą playlistę nazwałem „sexy”. Muzyka jest raczej wolniejsza niż szybsza, nastrojowa, sexy – i daleko od głównego nurtu: link jest tu.
  • Druga, to „alternative”. Nie usłyszycie tych kawałków w RMF ani Zetce. To najlepsza alternatywa jaką udało mi się uzbierać: link dostępny tutaj.

Apple Music na próbę jest za free (na androidach też).

Posłuchamy razem?


2 komentarze

Trójka trójce nierówna

Uważajmy: w Tatrach TOPR ogłosił właśnie trzeci stopień zagrożenia lawinowego.

Nie mogę jednak nie zrobić małej dygresji na temat trójki, która jest dla mnie najbardziej niejasnym komunikatem spośród wszystkich. Bo o ile stopnie drugi i czwarty – są dla mnie stuprocentowo jasne i czytelne, o tyle przy trójce mam zawsze niepewność: co robić.

Czasem trójka jest taka, że przy zachowaniu dużej ostrożności, delikatnym przejeździe pojedynczo i bez obciążania pokrywy, przy dodatkowej uwadze poświęconej na obserwację gór wkoło, nawisów, slajdów itd – można działać poza trasą, szczególnie tam gdzie konsekwencje złapania przez lawinę mają spore szanse nie być śmiertelne. A czasem trójka to taka „prawie czwórka” gdzie moje umiejętności oceny się kończą i dla mnie ryzyko jest za duże (należy jasno powiedzieć: przy czwórce nie idę nigdy poza trasę). I pewnie dlatego tę trójkę bym podzielił na 3A i 3B. A która trójka jest obecnie? Nie wiem, nie jestem w górach…

Przypominam też link do aktualnego komunikatu jest tu: http://lawiny.topr.pl/


1 komentarz

Na emeryturze też chciałbym pojeździć

fotografia – źródło: sunfrog.com

Mam 39 lat (tak, cały czas wciąż jeszcze 39) i coraz częściej myślę o tym, że kiedyś skończę pracę i będę również chciał żyć aktywnie i jeździć na nartach w fajnych miejscach. Pewnie w wieku 70 lat nie będę jeździł poza trasą, ale na pewno kilkudniowego wyjazdu w Alpy nie chciałbym sobie odmawiać. Cenowo całkiem korzystne i często przeze mnie uczęszczane jest Val di Sole, czyli Dolina Słońca we Włoszech. Pomysł jazdy za 30 lat w Val di Sole wydaje się kuszący, ale czy realny?

Wiadomo przecież, że nasze emerytury będą bardzo skromne – kilka razy mniejsze od naszych zarobków.

Stawiam więc dziś narciarski problem: co zrobić, by 2 razy w roku na kilka dni wyjechać na trasy do Val di Sole, kiedy przestanę pracować?

Do jego rozwiązania przyjmuję następujące założenia:

Założenia dotyczące oszczędzania:

  • zakładam, że kolejny rząd cofnie krok wstecz zrobiony przez PiS, i że wiek emerytalny się podwyższy – przyjmuję granicę 67 lat – co oznacza, że na emeryturę przejdę za 28 lat
  • będę chciał uniknąć podatku Belki i będę chciał być „zmuszony” do regularnego odkładania – dlatego wybiorę konto IKE lub IKZE (o różnicach możecie przeczytać tutaj: https://www.nntfi.pl/finanse-po-godzinach/ike-czy-ikze)
  • zakładam średnio 4% przyrostu odłożonych środków rocznie – oczywiście nikt mi tego nie zagwarantuje, ale muszę coś przyjąć, i sensownie jest przyjąć coś odrobinę powyżej zakładanej inflacji
  • chciałbym jeździć na narty 2 razy w roku między 67 a 77 rokiem życia – czyli przez 10 lat (po 77 roku życia planuję już spokojniejsze rozrywki)

Założenia dotyczące wyjazdu narciarskiego:

  • przelot Ryanairem w dwie strony – 250PLN – będę miał dużo czasu by upolować najtańsze bilety
  • 4 noce na miejscu – 800PLN
  • transfer z lotniska – 300PLN
  • skipass na 4 dni – 160 EUR
  • zakładam, że sam będę gotował i produkty kupował w markecie (i pewnie będą tam wtedy podobne ceny co w Polsce), ale na stoku chciałbym wypić codziennie jedno Bombardino i jeden Aperol Spritz 😉 – w sumie przez 4 dni: 40 EUR
  • łącznie za dwa wyjazdy zapłacę więc około 4500 PLN
  • uwzględnię też inflację (niższą od przyrostu środków) – na poziomie powiedzmy 2,5%. Krótka formuła w excelu i okazuje się, że te 4500PLN dziś – za 28 lat będzie warte znacznie mniej, a wszystkie podane powyżej ceny będą proporcjonalnie wyższe, w sumie równe około 8980PLN
  • potrzebuję więc uzbierać tyle, aby wypłacać te 8980PLN rocznie z mojego IKE

Z kalkulatora dostępnego na stronie https://www.nntfi.pl/kalkulatory/kalkulator-ike wynika, że jeśli dziś zacznę wpłacać na IKE 200PLN miesięcznie, to w wieku 67 lat będę mógł wypłacić z konta około 12.400 PLN rocznie przez 10 lat. A zatem starczy nie tylko na dwa wyjazdy do Val di Sole, ale też na wypad do Zakopanego i jeszcze na jakieś odświeżenie/zakupy sprzętu narciarskiego. Myślę, że w ciągu 28 lat zlikwidują kretyński zakaz chodzenia poza trasą i szlakiem, więc może uda się wyskoczyć na jakieś fajne skitury.

Rozumiecie doskonale, że ten post jest sponsorowany – nie ma co walić wam ściemy. Ale kiedy już napisałem to wszystko powyżej… Pomyślałem… „cholera, to chyba ma sens”. I obok oszczędzania i budowania kapitału na różne inne sposoby – postanowiłem sam założyć konto IKE Plus i wpłacać tam wspomniane 200PLN miesięcznie. I mimo, że post jest sponsorowany, mimo, że moja umowa na jego napisanie NIE zakładała żadnych dodatkowych kroków – to macie na to moje słowo – założyłem właśnie IKE, bo trochę sam siebie przekonałem…

Więcej informacji na temat IKE Plus znajdziecie tu: https://www.nntfi.pl/emerytura/ike