nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


Dodaj komentarz

Czemu jesteśmy takimi chujami?

Wiedza tajemna

Ubiegły grudzień czy styczeń. Grupa fejsbukowa freeriderzy. W szczyrku spadło trochę świeżego. Facet wrzuca fotkę – fajne pole, sporo puchu, narciarz stawia piękną firankę za sobą. Daję mu lajka – warunki wyglądają naprawę extra. Ale po chwili myślę, że może w weekend będę miał chwilę by skoczyć w Beskid. Zadaję pytanie „czy mógłbyś napisać gdzie jest zrobiona fotka?”. Cisza. W końcu znajomy tego od fotki daje tylko smileysa.
Po kilku kolejnych fotkach i paru innych nieodpowiedzianych pytaniach „skąd to” – zaczynam rozumieć o co chodzi. Panowie są posiadaczami prawdziwej wiedzy tajemnej, a my – tłuszcza – porysujemy im stoki w sikret-spocie. Mamy się tylko zadowolić że łaskawy pan rzucił nam na fejsa ochłap-fotkę. Łaskawy pan? Nie – zwykły burak.

No friends

Mija jakiś czas. Czytam jakieś forum freeriderskie. Kolejny raz pojawia się hasło „no friends on a powder day”. W skrócie chodzi o to, że jak spadnie puch, to możesz zapomnieć o kolegach – musisz dbać o siebie, przepchać się po chamsku do gondoli – i olać wszystkich żeby tylko samemu założyć pierwszy ślad. Masz mieć w dupie kumpli, i oni powinni ci to potem wybaczyć bo przecież był świeży opad. Takie zwykłe, prymitywne skurwysyństwo. I jeszcze jak pięknie wytłumaczone. To może powinniśmy pójść dalej? Np. wpychać się w kolejki w supermarkecie jeśli nam się spieszy? Najłatwiej przed słabszych: przed staruszki!

Te straszne skutery

Znowu mija jakiś czas. Czytam znowu forum. Dziewczę na skitourach spotkało parę skuterów śnieżnych i wedle jej słów ich kierowcy źle się zachowywali, śmiecili. (cóż bywa: źle się zachowują czasem lekarze, czasem rowerzyści, czasem księża, a czasem uchodźcy… jednak ludzie, mieniący się inteligentnymi piętnują konkretne zachowania, a nie wszystkich ludzi należących do danej grupy… nie dzielą na „my” i „oni” niczym rządząca partia). Pod postem jednak hejt na kierowców skuterów śnieżnych. Wszystkich, wcale nie tych konkretnych. Jechanie po sterotypach. Grupowicze wymieniają się między sobą planami rozpinania żyłek między drzewami żeby skutery powstrzymać. Fala obrzydliwego, śmierdzącego hejtu.

Te straszne splitboardy

Inne forum, inna sytuacja: skitourowcy robią hejt na spliboarderów. Zakładają im w końcu bana na swoją grupę. Splitboarderzy nie mogą już na nią pisać, bo „robią bałagan”… Chyba też dlatego, że nie są „prawdziwymi narciarzami”… Tak jak czarni nie mogą być przecież „prawdziwymi polakami”.

Co się z nami stało? Czemu zachowujemy się tak dennie? Skąd w nas tyle jadu, nienawiści? Przecież wydawałoby się, że jesteśmy wyzwoloną grupą ludzi. Że sport, góry, prędkość, śnieg i wiatr dają nam dystans. Że jesteśmy uśmiechniętymi luzakami. A nie zgorzkniałymi looserami. Czy nie powinny łączyć nas wszystkich góry, miłość do tego samego sportu? Czy nie powinniśmy się cieszyć, że kolega będzie mógł fajnie zjechać w miejscu, w którym nam było dobrze tydzień temu?

Dostaję sporo maili od czytelników bloga i książki: komentujecie mało, ale po statsach i mojej skrzynce widać że czytacie. Nie wyobrażam sobie bym kogokolwiek mógł potraktować w taki sposób: zlać, przemilczeć i pysznić się, że udało mi się znaleźć pustą górkę… Dostałem dotychczas – nie przesadzam – grubo ponad 100 pytań – głównie dotyczących wyjazdów w dzikie miejsca. Zawsze znajdowałem czas by odpowiedzieć, czy pogadać przez telefon…

Zastanawiam się czasami, czy ten obrzydliwy hejt, to jakaś nasza narodowa przypadłość…


Dodaj komentarz >

Wychodzi na to, że reportaż z listopadowego Logo chyba się dobrze wczytał, bo w grudniowym jest kolejny: tym razem o freeride na Spitsbergenie. Takietam moje reportażowe wynurzenia. Jak ktoś książkę czytał, to niespodzianek nie będzie. Tuż za moim reportażem, Franek Przeradzki przedstawia i tłumaczy słownik narciarski – tak na luzie i miło – można się uśmiechnąć. Poza tym jak to w Logo – dużo o stylu dla modnych facetów, sporo gadżetów. Grudniowy numer od wczoraj w kioskach.


4 Komentarze

Poza nartami

Istnieją recenzje książek zamówione przez wydawcę, istnieją też recenzje pisane po znajomości, albo na bieda-blogach „za książkę” i istnieją wreszcie recenzje niezależne. Tych ostatnich jest bardzo niewiele, i właśnie do tej ostatniej kategorii zaliczam recenzje Beaty Słamy słynącej z ciętego, ironicznego pióra, której teksty powodują często zamęt w środowisku górskim. Słama została nawet niedawno zlinczowana przez koterię paru niepodpisanych z nazwiska bieda-wydawców za krytyczne wypowiedzi o ich książkach, czy gazetach.

Powiem szczerze, że właśnie jej recenzji obawiałem się najbardziej – a to, że może wyjmie jakieś niefortunne sformułowanie z kontekstu, że obśmieje styl albo treść, i że podsumuje, bym jednak lepiej pozostał przy jeździe na nartach a nie pisaniu. No i w ostatnich „Tatrach” ukazał się jej obszerny tekst z recenzjami kilku książek górskich. Dostało się znowu kilku wydawcom, autorom i redaktorom – z czego wnioskuję, że Słama próbą linczu niebardzo się przejęła.

Z tym większą satysfakcją wrzucam tu stronę z recenzją „Poza trasą” – bo lepszej nie mógłbym sobie wymarzyć! Przeczytajcie tylko! Jeśli natomiast chodzi o same „Tatry” – tematem przewodnim numeru są dzieciaki w górach – jest m.in. o tym jak je chronić ale też jak bezpiecznie otwierać im przestrzeń. Znajdziemy tam jak zwykle sporo aktualności o TOPR i TPN, a do tego wywiady ze wspinaczami i obszerne omówienie tatrzańskiej fauny. Tatry do kupienia online: http://tatry.tpn.pl

A co z moją książką? Nie chcę zapeszać, ale muszę się pochwalić, że prowadzę rozmowy z jednym z wydawców zza oceanu dotyczące wydania „Poza trasą” po angielsku!!! Czy wydanie „Off Track” jest w ogóle możliwe? Ciężko w to uwierzyć, tym bardziej, że znalazłbym się w naprawdę wąskim gronie przekładanych polskich autorów, i byłbym bodaj jedynym (?) piszącym na górskie tematy. Cóż, w ciągu paru miesięcy pewnie będzie wiadomo…

Poza tym, idzie sezon, więc nawet jeśli nie interesuje Was mój książkowy reportaż, w „Poza trasą” znajdziecie sporo „mięsa” – a więc informacji logistycznych i narciarskich mogących się przydać w podróży w te wszystkie opisywane dzikie miejsca. Polecam!

Książka do kupienia online tutaj: https://goo.gl/8Cb4hv – zostały też pojedyncze sztuki w empikach w większych miastach – dostępność do sprawdzenia tu: https://goo.gl/cGkZUh


Dodaj komentarz >

Jak pisze Lonely Planet: „60 milionów lat temu doszło do dramatycznego zderzenia dwóch płyt tektonicznych: płyty euroazjatyckiej i afrykańskiej”. W wyniku tej kolizji, na terenie obecnego Maroka wypiętrzyły się góry: Atlas Wysoki, dzięki czemu można dziś pojeździć na nartach w Afryce. Śnieg pada tam od grudnia do marca. No i mam już bilety: Marakesz, połowa lutego. Lecę solo i też uwielbiam takie wyjazdy.

PS. A jak warun będzie słaby, to najwyżej pogadam z lokalsami, zjem trochę kuskusu, skręcę gibona no i kupię jakiś dywan.*

*) maroko słynie z kuskusu, uprawy marihuany i produkcji dywanów.