nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


Dodaj komentarz

Sezon na freeride się skończył?

Nic podobnego. Jeśli usłyszycie takie stwierdzenie w kwietniu czy maju – odpowiedzcie jasno: to bzdury. Freeride w maju moze tak samo satysfakcjonujacy a często nawet lepszy niz w lutym.
Różnica między dobrym zjazdem zimą a wiosną jest jednak zasadnicza: o ile zimą szukamy maksymalnego opadu śniegu, unikamy słońca w parę dni po dużym opadzie i po prostu zależy nam aby jeździć w puchu, to wiosną szukamy właśnie słońca i wcale nie interesują nas świeże opady.
Wiosną w górach, przy ujemnych temperaturach nocą – ze śniegu robi się lodoszreń – prawdziwy beton, po którym jazda jest niebezpieczna i nieprzyjemna. Kiedy jednak na lodoszreń świeci jakiś czas słońce, jej górna warstwa mięknie i topi się. Tworzą się grudki lodu niepołączone ze sobą – wiosenny firn. Tego właśnie szukamy. Taki wiosenny firn to kwintesencja wiosennego freeride’u. Kiedy jednak podczas słonecznej pogody poczekamy zbyt długo – firn zmieni się w mokry, grząski śnieg, w którym jazda jest ciężka i trudna.

Idealne warunki nie panują z reguły długo – na danym stoku nie więcej niż godzinę-półtorej w ciągu dnia. Pocieszające jest to, że idealne warunki na jednym stoku (np. o wystawie wschodniej) będą nieco wcześniej (np. od 10 do 11), a na innym (np. o wystawie południowej) będą trochę później (np. od 11 do 12). Do tego ma znaczenie wysokość: wyżej, gdzie jest zimniej, lodoszreń stopi się później niż niżej/cieplej. W ten sposób jest szansa na fajne warunki nawet przez 3 godziny, a na mocno północnych szerokościach geograficznych, gdzie wschód słońca w maju jest np. już o godzinie 3-4 rano, nawet jeszcze dłużej w ciągu każdego dnia.

Do freeride w wiosennym firnie trzeba dostosować też sprzęt: o ile zimą można było chodzić skitoury na fokach, o tyle podejście na betonowej lodoszreni wymaga często raków, czekana, a narty musimy przypiąć wtedy do plecaka. Oczywiście jeśli mamy budżet – możemy użyć innych środków transportu: helikoptera czy skutera śnieżnego.

Lecę szukać idealnego wiosennego firnu aż za koło podbiegunowe już za 2 tygodnie – 20 kwietnia. Będę jeździł w lapońskim masywie Kebnekaise, na szwedzko-norweskiej granicy. Trzymajcie kciuki.


Dodaj komentarz

Wyprzedaże po sezonie

Sezon jeszcze się nie skończył, ale sklepy narciarskie czyszczą magazyny i robią miejsce na rowery. Warto skorzystać. Wczoraj kupiłem półsztywny pokrowiec head o długości 2 metry na dwie pary nart za dwie stówki (przecena z 590). Niestety już się skończyły, ale jest jeszcze podobny Dakine za 190…
http://www.snowshop.pl/pokrowiec-na-narty-dakine-padded-single-bozeman-2017-granatowy#19108

PS. Należałoby dodać, że nie przepadam za wyprzedażami w skiteam. Ceny bardzo wysokie, a sprzedawcy mało kompetentni. Wybór średni. Byłem parę dni temu na 17 stycznia – nie kupiłem nic.


5 komentarzy

Instruktorzy i instruktorzy

Wróciłem właśnie z Val di Sole. Trafiłem na „Polish Days” – masa fajnych rodaków jeździła. To był spory zorganizowany wyjazd (były imprezy polskie, jacyś celebryci itd) i były też szkółki narciarstwa i sporo polskich instruktorów. Codziennie po godzinie 15 robił się mokry śnieg i spore muldy – wiadomo – jak to Włoszech w marcu. Naturalne, że ludzie gorzej sobie radzili.

Osobiście lubię takie trochę trudniejsze warunki. Lubię „wsiąść” na ogon doświadczonemu instruktorowi w niebieskiej kurtce „ITA” albo „Scuola Sci Italiana a Madonna”, który wycina muldy agresywnie, krótkim skrętem, by sprawdzić jak długo się utrzymam za nim w tempie i śladzie. Zdarza się, że nie za długo, zdarza się że jedziemy tak sobie cały stok.

Tym razem jednak byli również polscy instruktorzy… I co i rusz trafiał się instruktor oklejony naszywkami „SITN” albo „Polski Związek Narciarski”, który na muldach zwyczajnie sobie nie radził! Jeden dramatyczne wygibasy robił co chwila ratując się od gleby, inny pługował i robił stop co chwila (nie prowadząc grupy).

Sporo w życiu naoglądałem się instruktorów, którzy nie są w stanie zjechać poza trasę, czy pojechać poprawnie śmigu. Instruktorów, którzy robili swoje uprawnienia na obozach instruktorskich organizowanych przez AWF’y. Wysłuchałem *wielu* opowieści z *wielu* źródeł o takich obozach, na których chla się z egzaminatorami, a na końcu każdy kursant zdaje końcowy egzamin i dostaje uprawnienia instruktorskie. Całkiem niedawno rozmawiał ze mną instruktor bez uprawnień przewodnika, który regularnie zabiera komercyjnie grupy ludzi w góry poza trasę i twierdzi, że „daje radę bo ma instruktora”.

Jakie są przyczyny tej patoli? Czy środowisko instruktorskie jest w stanie się samo oczyścić?


2 komentarze

Italia, słoneczna Italia

Każdy freerider, nawet taki najświetniejszy, ma czasem tak, że musi powozić się po trasie, poopalać, popić trochę Aperolu.

Pisałem wam już o tym, jak wyjechać tanio do Włoch na narty: tutaj. Dwa razy do roku otwieram ten wpis, i grzecznie postępuję według udzielonej przez samego siebie instrukcji. Tak też się stało tym razem. I znowu wylądowałem w Val di Sole.

O ile poza trasą nigdy nie jeżdżę w słuchawkach, o tyle po trasie mi się zdarza.

Tym razem dzielę się więc z Wami niezbyt narciarskim tematem – playlistami jakie towarzyszą mi tego wyjazdu w słuchawkach.

  • Pierwszą playlistę nazwałem „sexy”. Muzyka jest raczej wolniejsza niż szybsza, nastrojowa, sexy – i daleko od głównego nurtu: link jest tu.
  • Druga, to „alternative”. Nie usłyszycie tych kawałków w RMF ani Zetce. To najlepsza alternatywa jaką udało mi się uzbierać: link dostępny tutaj.

Apple Music na próbę jest za free (na androidach też).

Posłuchamy razem?


2 komentarze

Trójka trójce nierówna

Uważajmy: w Tatrach TOPR ogłosił właśnie trzeci stopień zagrożenia lawinowego.

Nie mogę jednak nie zrobić małej dygresji na temat trójki, która jest dla mnie najbardziej niejasnym komunikatem spośród wszystkich. Bo o ile stopnie drugi i czwarty – są dla mnie stuprocentowo jasne i czytelne, o tyle przy trójce mam zawsze niepewność: co robić.

Czasem trójka jest taka, że przy zachowaniu dużej ostrożności, delikatnym przejeździe pojedynczo i bez obciążania pokrywy, przy dodatkowej uwadze poświęconej na obserwację gór wkoło, nawisów, slajdów itd – można działać poza trasą, szczególnie tam gdzie konsekwencje złapania przez lawinę mają spore szanse nie być śmiertelne. A czasem trójka to taka „prawie czwórka” gdzie moje umiejętności oceny się kończą i dla mnie ryzyko jest za duże (należy jasno powiedzieć: przy czwórce nie idę nigdy poza trasę). I pewnie dlatego tę trójkę bym podzielił na 3A i 3B. A która trójka jest obecnie? Nie wiem, nie jestem w górach…

Przypominam też link do aktualnego komunikatu jest tu: http://lawiny.topr.pl/