nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


8 komentarzy

Założyć pierwszą kreskę…

(aktualizacja 31 stycznia 2016)

Założyć pierwszą kreskę, pierwszy ślad? Tak. To właśnie po to telepaliśmy się tyle godzin i wróciliśmy tu po dwóch latach. Jest jak miało być.

Wiele osób mówi „puch”, kiedy tak naprawdę nie jeździło albo nawet nie widziało nigdy nietkniętego, świeżego, nieprzewianego parumetrowego puchu. To właśnie po to tu przylecieliśmy. Ostatnie parę dni jeździmy w miejscach, gdzie padasz na pysk o godzinie piętnastej, a ze zmęczenia nogi drżą ci w kolanach, ale dalej wszystkie ślady jakie widzisz założone na zboczu należą do ciebie i kumpla. I mógłbyś je dalej zakładać na świeżo bez przecinania kolejne godziny, gdybyś tylko miał siłę…

Byłem w wielu miejscach. Czasem była przygoda, sztucery, obca kultura, helikoptery, dzień polarny, wjazd na koniach, niedźwiedzie, łodzie, cudowne widoki, niesamowita dzicz czy wspaniała, surowa natura wkoło. To było świetne, i nigdy nie dałbym sobie odebrać tych wspaniałych chwil. Ale nigdzie na świecie nie było nigdy takich warunków narciarskich i tak pewnego, nieprzejeżdżonego puchu jak na Hokkaido w Japonii. Nigdzie nie założyłem w górach tylu pierwszych kresek, co tu.

Kolejna porcja fotek tutaj (i dorzucam świeże) – a pod fotkami dwie ważne rzeczy, które nasunęły się nam po tych kilku dniach jazdy:






img_0112


Spotkaliśmy kilku freeriderów przez ostatni tydzień, i w związku z tym jeszcze jedna refleksja na koniec. Jeśli już pofatygujesz się na drugi koniec świata, by pojeździć – aby wycisnąć z tego jak najwięcej – musisz pamiętać o dwóch bardzo ważnych rzeczach:

  • Sprawdzanie prognozy pogody kilka razy dziennie i dynamiczna adaptacja swoich planów/noclegów/dojazdów do tych prognóz, by zawsze mieć pod nartą konkretną grubość świeżego puchu,
  • Znajomość okolicy i odpowiednie przygotowanie (net, fora, własne doświadczenie), by nie zjeżdżać w tłumie Australijczyków, i by cały czas zakładać świeże ślady do końca jazdy każdego dnia.

Oba te punkty są bardzo ważne by Twoja kasa za bilet lotniczy nie poszła w błoto. Pamiętaj, że sama rezerwacja noclegu np. w Niseko niewiele da – i bez spełnienia powyższych punktów możesz się mocno sfrustrować.


Dodaj komentarz

Japonia – nie ma rozczarowania :-)

No cóż. Czekałem na ponowny przyjazd do Japonii długo. Zbudowałem oczekiwania. I wiecie co? Nie zawiodłem się! Jazda za skuterami śnieżnymi z legendą japońskiego freeride – Parem Dhalinem – to podstawa dla każdego kto lubi jazdę poza trasami i jest akurat w okolicy. Poniżej parę fotek. Będę sukcesywnie wrzucał więcej. Jedyne moje zmartwienie – to słońce (bardzo rzadki gość na Hokkaido w styczniu), które wyszło zza chmur na godzinę czy dwie. Jeździło się nawet miło – ale pozostaje niestety pytanie co z jutrem. Oby napadało dużo śniegu. W przeciwnym wypadku może trzeba będzie szukać szczęścia (i puchu) w lasach. 

   
    
    
 


1 komentarz >

No to lecimy. 

Na szybko: wygląda na to, że mimo że w Niseko spadło w tym roku ponad 7 metrów śniegu – opady na najbliższe dni będą nader skromne – po parę cm na dobę. Lepiej ma być w Kiroro, Otaru i Rututsu. Mamy już z Rafałem obczajone połączenia z tymi wioskami. Gdzieś powinno padać. 

Zaglądajcie. 

  


Dodaj komentarz

Serwisy Narciarskie: Warszawa i Kraków

skiservice-kleinCo to jest dobry serwis narciarski?

  • To serwis, w którym usługa serwisowa zostanie przeprowadzona profesjonalnie, bez naciągania na zbędne/kosztowne zabiegi
  • To serwis, w którym narty są dla właścicieli pasją: nie tylko ich serwisowanie, ale też jazda na nartach w różnych formach – dzięki czemu klient dostaje bardzo praktyczne porady dotyczące sprzętu i korzystania z niego, również w zależności od swoich umiejętności i techniki
  • To serwis, w którym można zatrzymać się odrobinę dłużej, niż na dwie minuty i zapłatę za usługę, i pogadać o doświadczeniach i planach wyjazdowych, gdzie właściciel interesuje się tematem nie tylko kurtuazyjnie, sam inicjuje dyskusje, pyta, odpowiada i służy radą

Mieszkam teraz w Warszawie, a w Krakowie mieszkałem niemal 2 lata – i jestem w stanie polecić Wam serwisy w obu tych miastach. Oba sprawdzone przeze mnie osobiście, oba spełniające powyższe kryteria w 100%.

W obu znajdziecie profesjonalistów i pasjonatów, ludzi związanych z narciarstwem, którzy pracują z pasją, wiedzą i ogromnym doświadczeniem.

Na koniec oznajmiam (na wypadek gdyby jakiś hejter ze skionline się pytał): nie dostałem żadnych benefitów materialnych lub niematerialnych od żadnego z powyżej wymienionych, a właściciele nie są moją rodziną lub znajomymi. W obu zapłaciłem normalne, cennikowe stawki za serwisowanie moich nart. To nie jest żaden sponsorowany content, a po prostu moja opinia. Można? Można.


Dodaj komentarz >

Rekordowe zaspy w Japonii


2 komentarze

Plecak Black Diamond Dawn Patrol 32 + Avalung

Mój stary, wysłużony plecak Rossignola ma już 10 lat. Przyszedl czas, by go wymienić. Pisałem już wcześniej, czemu nie zdecyduję się na plecak z poduszkami powietrznymi ABS. W tej sytuacji dość jasny stał się wybór plecaka Avalung. Dla przypomnienia: w przypadku zasypania lawiną, technologia Avalung polega na pobieraniu tlenu z pokrywy śnieżnej wkoło zasypanej osoby i odprowadzania dwutlenku węgla z dala od głowy zasypanego. Zwiększa to istotnie szanse zasypanego na przeżycie pod lawiną nawet do kilku godzin.

zawartość plecaka

zawartość mojego starego plecaka

Drugi wymóg to pojemność plecaka. Wożę zawsze sporo sprzętu. Począwszy od łopaty, sondy, apteczki, folii NRC, poprzez ubranie takie jak kurtka-izolator, czapka, buff, a skończywszy na gadżetach jak np. na latarce czołowej, monopodzie do gopro, dodatkowym banku energii do gopro i telefonu czy nadajniku satelitarnym. Czasem dochodzi do tego czekan, raki albo większy aparat fotograficzny. Mój plecak musi być więc pojemny: trzydzieści litrów to absolutne minimum. Jeśli odchudzę taki trzydziestolitrowy plecak o zbędne rzeczy, powinien wystarczyć również do spakowania się na jedną noc – wystarczy tylko przytroczyć śpiwór, karimatę i spakować małą, półkilogramową płachtę biwakową.

image

skitury: Norwegia 2013

Kolejna cecha mojego plecaka jaka jest dla mnie bardzo istotna (obok Avalunga i dużej pojemności) – to możliwość przyczepienia do plecaka szerokich freeride’owych nart. Chcę nosić je w tzw. A-frame (rama w kształcie litery „A”), czyli równoległe ze spięciem rzepem na górze – tak jak na zdjęciu obok. Takie mocowanie jest pewne, stanowi stabilną ramę i jest przeze mnie ulubione na wszelkiego rodzaju skiturach. Ważne są wytrzymałe paski mocujące i zapięcia.

A więc podsumowując, szukałem plecaka z następującymi parametrami:

  • avalung
  • pojemność powyżej 30L
  • możliwość równoległego noszenia nart

Wszystkie te cechy spełnił plecak Black Diamond, model Dawn Patrol 32. Cena to około 850PLN. Zamówiłem go w Alpinsklep na warszawskim Mokotowie – i tu zaczęły się schody. Miał być po tygodniu – nie doszedł nawet w ciągu miesiąca. Wszystkiemu był ponoć winny polski dystrybutor Black Diamonda i tajemniczy „system” który coś źle wyświetlał. Otrzymałem solenne zapewnienia, że nikt w Polsce nie jest w stanie ściągnąć tego plecaka a oni zrobili wszystko, by specjalnie dla mnie był. Wszedłem na brytyjskiego amazona i kliknąłem „kup”. Po dziesięciu dniach plecak został dostarczony do domu.

po lewej lekko wypakowany plecak, po prawej na moich plecach, wypakowany, z przyczepionymi nartami, kaskiem i czekanem

Black Diamond Dawn 32: po lewej lekko wypakowany plecak, po prawej na moich plecach, wypakowany, z przyczepionymi nartami, kaskiem i czekanem

Po przetestowaniu mam parę uwag. Obok spełnienia wszystkich powyżej opisanych przeze mnie cech, to co podoba mi się w Dawn Partol 32, to:

  • bardzo stabilna rama, szerokie wygodne szelki
  • dwie osobne główne komory: jedna ładowana normalnie od góry – druga od pleców z szerokim dostępem do całej zawartości
  • dużo małych kieszeni: w pasie biodrowym, wewnątrz dużych kieszeni
  • wytrzymały materiał
  • fajny patent do noszenia kasku
  • miejsce na czekan

Minusy:

  • brak bocznych kieszeni
  • brak klasycznej klapy z góry pod którą można dołożyć kurtkę lub wystające przedmioty
  • nie kupujcie w Alpinsport na warszawskim Mokotowie, ani przez polskiego dystrybutora Black Diamonda – najlepiej wybrać od razu Amazon