nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


7 Komentarzy

Czemu jesteśmy takimi chujami?

Wiedza tajemna

Ubiegły grudzień czy styczeń. Grupa fejsbukowa freeriderzy. W szczyrku spadło trochę świeżego. Facet wrzuca fotkę – fajne pole, sporo puchu, narciarz stawia piękną firankę za sobą. Daję mu lajka – warunki wyglądają naprawę extra. Ale po chwili myślę, że może w weekend będę miał chwilę by skoczyć w Beskid. Zadaję pytanie „czy mógłbyś napisać gdzie jest zrobiona fotka?”. Cisza. W końcu znajomy tego od fotki daje tylko smileysa.
Po kilku kolejnych fotkach i paru innych nieodpowiedzianych pytaniach „skąd to” – zaczynam rozumieć o co chodzi. Panowie są posiadaczami prawdziwej wiedzy tajemnej, a my – tłuszcza – porysujemy im stoki w sikret-spocie. Mamy się tylko zadowolić że łaskawy pan rzucił nam na fejsa ochłap-fotkę. Łaskawy pan? Nie – zwykły burak.

No friends

Mija jakiś czas. Czytam jakieś forum freeriderskie. Kolejny raz pojawia się hasło „no friends on a powder day”. W skrócie chodzi o to, że jak spadnie puch, to możesz zapomnieć o kolegach – musisz dbać o siebie, przepchać się po chamsku do gondoli – i olać wszystkich żeby tylko samemu założyć pierwszy ślad. Masz mieć w dupie kumpli, i oni powinni ci to potem wybaczyć bo przecież był świeży opad. Takie zwykłe, prymitywne skurwysyństwo. I jeszcze jak pięknie wytłumaczone. To może powinniśmy pójść dalej? Np. wpychać się w kolejki w supermarkecie jeśli nam się spieszy? Najłatwiej przed słabszych: przed staruszki!

Te straszne skutery

Znowu mija jakiś czas. Czytam znowu forum. Dziewczę na skitourach spotkało parę skuterów śnieżnych i wedle jej słów ich kierowcy źle się zachowywali, śmiecili. (cóż bywa: źle się zachowują czasem lekarze, czasem rowerzyści, czasem księża, a czasem uchodźcy… jednak ludzie, mieniący się inteligentnymi piętnują konkretne zachowania, a nie wszystkich ludzi należących do danej grupy… nie dzielą na „my” i „oni” niczym rządząca partia). Pod postem jednak hejt na kierowców skuterów śnieżnych. Wszystkich, wcale nie tych konkretnych. Jechanie po sterotypach. Grupowicze wymieniają się między sobą planami rozpinania żyłek między drzewami żeby skutery powstrzymać. Fala obrzydliwego, śmierdzącego hejtu.

Te straszne splitboardy

Inne forum, inna sytuacja: skitourowcy robią hejt na spliboarderów. Zakładają im w końcu bana na swoją grupę. Splitboarderzy nie mogą już na nią pisać, bo „robią bałagan”… Chyba też dlatego, że nie są „prawdziwymi narciarzami”… Tak jak czarni nie mogą być przecież „prawdziwymi polakami”.

Co się z nami stało? Czemu zachowujemy się tak dennie? Skąd w nas tyle jadu, nienawiści? Przecież wydawałoby się, że jesteśmy wyzwoloną grupą ludzi. Że sport, góry, prędkość, śnieg i wiatr dają nam dystans. Że jesteśmy uśmiechniętymi luzakami. A nie zgorzkniałymi looserami. Czy nie powinny łączyć nas wszystkich góry, miłość do tego samego sportu? Czy nie powinniśmy się cieszyć, że kolega będzie mógł fajnie zjechać w miejscu, w którym nam było dobrze tydzień temu?

Dostaję sporo maili od czytelników bloga i książki: komentujecie mało, ale po statsach i mojej skrzynce widać że czytacie. Nie wyobrażam sobie bym kogokolwiek mógł potraktować w taki sposób: zlać, przemilczeć i pysznić się, że udało mi się znaleźć pustą górkę… Dostałem dotychczas – nie przesadzam – grubo ponad 100 pytań – głównie dotyczących wyjazdów w dzikie miejsca. Zawsze znajdowałem czas by odpowiedzieć, czy pogadać przez telefon…

Zastanawiam się czasami, czy ten obrzydliwy hejt, to jakaś nasza narodowa przypadłość…