nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


1 komentarz

Maaaaarrakesh! Come to Maaaaarrakesh!

W tak odległe i dzikie rejony – nigdy nie jeżdżę dla samych nart. Kto czytał parę rozdziałów mojej książki – wie, że liczy się dla mnie zasmakowanie lokalnej kultury, rozmowa z drugim człowiekiem. Zanurzenie.

Ale jest też coś bardziej przyziemnego. Bo w takich miejscach jak Atlas – dzikich i nienastawionych na masowego turystę – zawsze może coś zawieźć, coś może się nie udać. Mogą zamknąć wyciągi (jak teraz), mogą zamknąć jedyną drogę, może być bardzo lawiniasto, może nie być śniegu, czy najbardziej prozaicznie: może nie być pogody. Dobrze więc mieć plan B, coś poza nartami, kiedy okaże się, że plan A zawiódł.

Nie… Nie mogę powiedzieć, że Maroko zawiodło. Było fajnie: pojeździłem w Afryce, narysowałem parę kresek na świeżym śniegu zdala od alpejskich tłumów, zasmakowałem wysokich i dzikich gór bez pizzy i wi-fi w każdej dolinie – a to wszystko w **naprawdę** niedużym budżecie! O to przecież chodziło, i wyłączone wyciągi nie popsuły mi humoru (chociaż fakt: musiałem sporo podchodzić i liczyłem na więcej zjazdów).

Fotki z dziś poniżej, a ja pakuję się do Marrakeszu. Plan A był całkiem okay, i czas sprawdzić jak ma się plan B. Coś mówi mi, że tam też nie będzie źle!


4 Komentarze

Hello Africa, tell me how you doing!

W podróży najbardziej liczy się ekipa… To prawda… Uwielbiam jechać na drugi koniec świata z Kubą, czy z Rafałem. Nawet gdy wiem, że ten drugi będzie jęczał, że podróż zajęła nam więcej czasu niż damy radę zjechać – wiem, że potem będziemy takie wyprawy wspominać przez lata. Ekipa jest cholernie ważna przy naszych eskapadach. Wiem, że na chłopakach mogę zawsze polegać. Tak jest lepiej, bezpieczniej, pewniej.

Ale czasem można zjeżdżać też bez ekipy – i jestem przekonany, że wcale nie musi być źle. Tak było na Alasce, tak było w Chile. Tak jest teraz. Wyjeżdżam z Marrakeszu, by zjechać parę razy solo w Atlasie Wysokim, w Maroko. Nie jeździłem jeszcze nigdy w Afryce. To mój piąty kontynent na nartach, poza trasą. I zostały jeszcze tylko dwa! 😉

Palmy i wielbłądy – a w tle ośnieżone szczyty potężnego Atlasu Wysokiego. Dziś będę spał na 2600.


7 Komentarzy

Polacy na K2 czyli stu tragarzy…

Tak, to nie pomyłka: stu tragarzy. http://wyborcza.pl/7,154903,22849620,polscy-himalaisci-w-drodze-pod-k2-od-10-do-70-stopni-i-pod.html
Stu tragarzy potrzebuje grupka Polaków, która dostała bańkę od rządu, by zdobyć K2. Wspinanie i himalaizm to piękny sport – szczególnie wejścia w stylu alpejskim…

Poza tym – samotne obcowanie z górami, wsłuchanie się w siebie, natura i cisza wkoło… To jest coś czego ja szukam w górach. A stu tragarzy… Ciekawym, czy media napiszą, gdy któryś z nich zginie, albo straci z powodu odmrożeń palce czy dłoń… Pochylą się wtedy dziennikarze?
I nie: nie hejtuję, niech sobie robią co chcą – mają w końcu naszą kasę… Życzę im, by się udało i pewnie będę śledził te wszystkie wiadomości… Chcę tylko powiedzieć, że jednak stu tragarzy to NIE jest moja wrażliwość. Znacznie większy podziw niż ta grupka, budzi we mnie np. Kurtyka, Raganowicz czy Tomaszewski.

I jeszcze jedno – smutne, że strony kręcące bekę z samorozwoju i coachingu, drą przy okazji łacha z himalaizmu:

 


4 Komentarze

Poza nartami

Istnieją recenzje książek zamówione przez wydawcę, istnieją też recenzje pisane po znajomości, albo na bieda-blogach „za książkę” i istnieją wreszcie recenzje niezależne. Tych ostatnich jest bardzo niewiele, i właśnie do tej ostatniej kategorii zaliczam recenzje Beaty Słamy słynącej z ciętego, ironicznego pióra, której teksty powodują często zamęt w środowisku górskim. Słama została nawet niedawno zlinczowana przez koterię paru niepodpisanych z nazwiska bieda-wydawców za krytyczne wypowiedzi o ich książkach, czy gazetach.

Powiem szczerze, że właśnie jej recenzji obawiałem się najbardziej – a to, że może wyjmie jakieś niefortunne sformułowanie z kontekstu, że obśmieje styl albo treść, i że podsumuje, bym jednak lepiej pozostał przy jeździe na nartach a nie pisaniu. No i w ostatnich „Tatrach” ukazał się jej obszerny tekst z recenzjami kilku książek górskich. Dostało się znowu kilku wydawcom, autorom i redaktorom – z czego wnioskuję, że Słama próbą linczu niebardzo się przejęła.

Z tym większą satysfakcją wrzucam tu stronę z recenzją „Poza trasą” – bo lepszej nie mógłbym sobie wymarzyć! Przeczytajcie tylko! Jeśli natomiast chodzi o same „Tatry” – tematem przewodnim numeru są dzieciaki w górach – jest m.in. o tym jak je chronić ale też jak bezpiecznie otwierać im przestrzeń. Znajdziemy tam jak zwykle sporo aktualności o TOPR i TPN, a do tego wywiady ze wspinaczami i obszerne omówienie tatrzańskiej fauny. Tatry do kupienia online: http://tatry.tpn.pl

A co z moją książką? Nie chcę zapeszać, ale muszę się pochwalić, że prowadzę rozmowy z jednym z wydawców zza oceanu dotyczące wydania „Poza trasą” po angielsku!!! Czy wydanie „Off Track” jest w ogóle możliwe? Ciężko w to uwierzyć, tym bardziej, że znalazłbym się w naprawdę wąskim gronie przekładanych polskich autorów, i byłbym bodaj jedynym (?) piszącym na górskie tematy. Cóż, w ciągu paru miesięcy pewnie będzie wiadomo…

Poza tym, idzie sezon, więc nawet jeśli nie interesuje Was mój książkowy reportaż, w „Poza trasą” znajdziecie sporo „mięsa” – a więc informacji logistycznych i narciarskich mogących się przydać w podróży w te wszystkie opisywane dzikie miejsca. Polecam!

Książka do kupienia online tutaj: https://goo.gl/8Cb4hv – zostały też pojedyncze sztuki w empikach w większych miastach – dostępność do sprawdzenia tu: https://goo.gl/cGkZUh


Dodaj komentarz >

Jak pisze Lonely Planet: „60 milionów lat temu doszło do dramatycznego zderzenia dwóch płyt tektonicznych: płyty euroazjatyckiej i afrykańskiej”. W wyniku tej kolizji, na terenie obecnego Maroka wypiętrzyły się góry: Atlas Wysoki, dzięki czemu można dziś pojeździć na nartach w Afryce. Śnieg pada tam od grudnia do marca. No i mam już bilety: Marakesz, połowa lutego. Lecę solo i też uwielbiam takie wyjazdy.

PS. A jak warun będzie słaby, to najwyżej pogadam z lokalsami, zjem trochę kuskusu, skręcę gibona no i kupię jakiś dywan.*

*) maroko słynie z kuskusu, uprawy marihuany i produkcji dywanów.