nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


2 komentarze >

Jestem tu trzeci raz mniej-więcej w tym samym czasie roku (przełom kwietnia i maja) i jest dużo bardziej zimowo niż kiedykolwiek. Sypie śnieg a sporo szczytów w chmurach. W związku z tym nie lata heli i musimy sobie jakoś radzić. 

​​


5 komentarzy

Instruktorzy i instruktorzy

Wróciłem właśnie z Val di Sole. Trafiłem na „Polish Days” – masa fajnych rodaków jeździła. To był spory zorganizowany wyjazd (były imprezy polskie, jacyś celebryci itd) i były też szkółki narciarstwa i sporo polskich instruktorów. Codziennie po godzinie 15 robił się mokry śnieg i spore muldy – wiadomo – jak to Włoszech w marcu. Naturalne, że ludzie gorzej sobie radzili.

Osobiście lubię takie trochę trudniejsze warunki. Lubię „wsiąść” na ogon doświadczonemu instruktorowi w niebieskiej kurtce „ITA” albo „Scuola Sci Italiana a Madonna”, który wycina muldy agresywnie, krótkim skrętem, by sprawdzić jak długo się utrzymam za nim w tempie i śladzie. Zdarza się, że nie za długo, zdarza się że jedziemy tak sobie cały stok.

Tym razem jednak byli również polscy instruktorzy… I co i rusz trafiał się instruktor oklejony naszywkami „SITN” albo „Polski Związek Narciarski”, który na muldach zwyczajnie sobie nie radził! Jeden dramatyczne wygibasy robił co chwila ratując się od gleby, inny pługował i robił stop co chwila (nie prowadząc grupy).

Sporo w życiu naoglądałem się instruktorów, którzy nie są w stanie zjechać poza trasę, czy pojechać poprawnie śmigu. Instruktorów, którzy robili swoje uprawnienia na obozach instruktorskich organizowanych przez AWF’y. Wysłuchałem *wielu* opowieści z *wielu* źródeł o takich obozach, na których chla się z egzaminatorami, a na końcu każdy kursant zdaje końcowy egzamin i dostaje uprawnienia instruktorskie. Całkiem niedawno rozmawiał ze mną instruktor bez uprawnień przewodnika, który regularnie zabiera komercyjnie grupy ludzi w góry poza trasę i twierdzi, że „daje radę bo ma instruktora”.

Jakie są przyczyny tej patoli? Czy środowisko instruktorskie jest w stanie się samo oczyścić?


Dodaj komentarz >

spotkanie

Tych co nie są na fejsie, albo nie lubią mojego bloga na fejsie (zachęcam przy okazji – polubcie) – zapraszam serdecznie na mój wieczór autorski w kawiarni podróżniczej Szczyt Wszystkiego, przy ulicy Tarczyńskiej w Wawie, w czwartek, 16 lutego, o godzinie 19. Zaproszenie jest otwarte. Spotkanie poprowadzi Jagoda Mytych z bloga Góry Książek, a ja stawiam lampkę wina! 😉

16735287_10154993623675489_458859158_o16730785_10154993479295489_2008616130_n

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzięki za pomoc Justyna! 😉


1 komentarz >

Jedna blondynka pyta drugiej:
-Ty… To jak się w końcu mówi: “Iran” czy “Irak”?

***

W temacie kawału – jest plan na sezon.

Otwieram tym razem wcześnie – w grudniu – Ryanair sprzedawał loty do Bergamo po 39 PLN – kto przegapił – ten dupa.
Potem jeszcze przed feriami – narty z dziewczynkami w Tatrach. W tym sezonie planuję zjechać z trasy dopiero w marcu – we wspomnianym powyżej Iranie – jeśli czytacie bloga regularnie, to wiecie, że od paru miesięcy mam te bilety. Druga połowa marca to znowu Ryanair za 39 PLN, a w kwietniu heliski za kołem podbiegunowym na wiosennym firnie.
Mam też teorię, że rok po igrzyskach w Rio, w nasze lato, a argentyńską zimę, potanieją znacznie bilety do Ameryki Południowej. Biletów będę intensywnie szukał w maju i czerwcu. Jeśli moja teoria będzie prawdziwa, to w lipcu/sierpniu zakończę sezon w wymarzonym San Carlos de Bariloche.

Cały czas nie wiem, kiedy wyjdzie książka… Wydaje się, że w lutym. Przestanę Was tym póki co zamęczać – ale ten temat jest dla mnie priorytetowy.

Jakoś słabo idzie mi dieta… Grunt, że bieganie lepiej – robię regularne dziesiątki, a od tego tygodnia dochodzi mi jeszcze ski-workout z Chodakowską. Suma sumarum, powinienem być sensownie przygotowany.


Dodaj komentarz

Prisma i narty

Jest środek lata a ze wzg na olimpiadę nie lecę na płd półkulę – więc nie jeżdzę, tylko siedzę nad książką. W przerwach sprawdzam co tam w necie. No i jest appka – nazywa się prisma – i przepowiadam, że na 2-3 tygodnie wygra ona internety. Zanim wszyscy się nią znudzą i zaczną hejtować, wrzucam kilka narciarskich fotek przerobionych prismą!

A lato w Warszawie wygląda tak 😉