nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie

Ubezpieczenie na narty: nie daj się oszukać…

8 Komentarzy

W 2012 roku napisałem posta o ubezpieczeniach. W statystykach widzę, że często trafiacie tu z google. Minęło 6 lat. Pojawiły się nowe produkty, nowe opcje, a niektóre warunki ubezpieczeń nie są już aktualne. Postanowiłem więc przepisać ten post od nowa.

Historia

Mieliście pecha i połamaliście się na nartach? Ja miałem. Dawno temu, w Austrii, niedaleko od trasy, przeskakiwałem przez linę zabezpieczającą, jechałem dość szybko i dość pechowo: mi udało się przeskoczyć nad liną. Niestety nie całkiem. Same narty wpadły pod linę, po czym lina (a właściwie potężna, gruba cuma) naciągnęła się i dobiła mnie do ziemi. Roztrzaskałem nadgarstek, złamałem nos, straciłem przytomność. Kiedy doszedłem do siebie i zjechałem do stacji kolejki – zadzwoniłem do ubezpieczyciela: miły pan poinformował mnie nawet gdzie jest najbliższy ortopeda i kazał dzwonić jak tylko będę miał szczegóły nt. swojego stanu zdrowia. Na miejscu u lekarza, prześwietlenie – i okazuje się, że niezbędna jest operacja nadgarstka, a więc jazda do szpitala w Innsbrucku, i szacowanie kosztu. Po kilku godzinach lekarz daje wstępną wycenę operacji: 5000 EUR. Lekarze mówią, że nie należy czekać i każdy dzień zwłoki grozi komplikacjami. Operacja powinna nastąpić jak najszybciej.

Tu muszę zrobić dygresję. Otóż wtedy nie wiedziałem, a teraz zgodnie z powiedzeniem „mądry Polak po szkodzie”, wiem, że w interesie ubezpieczyciela najlepszy możliwy ruch, to sprowadzenie pacjenta do Polski, gdzie nie płaci już za leczenie. A więc z ich punktu widzenia dużo lepiej i mniej ryzykownie jest zapłacić nawet za wysłanie prywatnej karetki z załogą z Polski po chorego, niż zostawianie go na operację poza Polską. Operacja grozi powikłaniami, nieprzewidzianym leczeniem, dłuższym pobytem w szpitalu, itd. – a wszystko to przekłada się na dramatyczny wzrost kosztów, które ponosi ubezpieczyciel. Koniec dygresji.

A więc, w drodze do szpitala w Innsbrucku, za moimi plecami (a oficjalnie: w trosce o mnie) ubezpieczyciel kontaktuje się z lekarzami i zadaje im dziwne pytania w stylu „czy transport do Polski będzie zagrażał mojemu zdrowiu lub życiu“. Lekarze albo są niedoświadczeni, albo szczerze odpowiadają precyzyjnie na zadane umiejętnie pytania, no że „przecież nie umrę”. Rozmowy z lekarzami są umiejętnie kierowane i nagrywane. Po tych konsultacjach ubezpieczyciel dzwoni do mnie i informuje mnie, że nie zamierza płacić za operację, ale może przysłać po mnie karetkę (wiedząc, że na kolejny dzień mam bilety lotnicze do Polski, więc to nawet nie jest konieczne). Potem, po powrocie do kraju pomoże mi w uzyskaniu pomocy medycznej w Polsce. Off’em konsultant informuje mnie, że przecież wolę leżeć w szpitalu w Polsce, gdzie są lepsze możliwości komunikacji, dogadania się, i gdzie może odwiedzić mnie rodzina. Zgadzam się w końcu. Po przylocie do kraju czeka na mnie niespodzianka: ubezpieczyciel informuje mnie, że może przekazać mi telefony do prywatnych lub państwowych szpitali ortopedycznych (!!!) i na tym kończy się jego rola. Za opiekę w kraju mam płacić sobie sam, i żebym lepiej przeczytał sobie OWU (ogólne warunki ubezpieczenia) – przecież sam się na nie zgodziłem.

Finał

W Szpitalu MSW każą czekać mi na operację dwa miesiące. Za operację w prywatnej klinice CMC płacę… dużo. Z własnej kieszeni. Tak wygląda mój nadgarstek po operacji:

Minęło 10 lat, ale blizny wciąż bardzo widoczne.

Lekcja do zapamiętania

  • Jeśli miałeś wypadek, i chcesz mieć operację za granicą, wystąp do lokalnego lekarza o oświadczenie, najlepiej na piśmie, że transport do kraju i/lub zwłoka w operacji będzie działać na twoją szkodę. Wtedy, nawet jeśli ubezpieczyciel odmówi zapłaty za operację (a zdarza się i tak), bez problemu wygrasz tę kasę po reklamacji, a w najgorszym razie przed sądem.
  • Bądź twardy, nie ulegaj sugestiom ubezpieczyciela. Niech twoje zdrowie będzie dla Ciebie priorytetem. Oni chcą zapłacić jak najmniej a ty chcesz wyzdrowieć bez problemu – niestety wasze cele są sprzeczne.

Ubezpieczenia: kogo unikać?

Pamiętaj: duże korporacje wynajmują coraz częściej całe agencje ludzi którzy chodzą po forach i wypisują bzdury. Nie ufaj nieznajomym ludziom polecającym produkty ubezpieczeniowe na forach narciarskich. Pod tym postem wykasowałem już dwie trzy opinie śmierdzące płatnym spamem.

Wiem, że najwygodniej ubezpieczyć się w mBanku (tak wtedy zrobiłem ja). Bardzo wygodne i bardzo szybkie ubezpieczenie. Pomińmy nawet opisaną przeze mnie sytuację, gdy ubezpieczyciel w mojej ocenie zadziałał nieetycznie. Pamiętaj, że:

  • warianty mały i średni w mBanku nie pokrywają kosztów ratownictwa,
  • każdy z wariantów posiada następujące wyłączenie – paragraf 16, punkt 5 OWU: „BRE Ubezpieczenia nie pokrywa kosztów pierwotnej rekonstrukcji aparatu więzadłowego kolana”. A zatem nie zapłacą Wam za najczęstszą kontuzję u narciarzy, nawet przy dopłaceniu do składki za uprawianie sportów zimowych. Moim zdaniem, przez to wyłączenie mBank/Multibank traci wiarygodność sensownego ubezpieczyciela na narty. Mam konto w mBanku – lubię ich całkiem, a składka u nich jest prosta do wykupienia – to fakt – ale czy sensowna? Odradzam.

Gdzie się ubezpieczać?

Obecnie – w roku 2018, moim zdaniem istnieją trzy warianty ubezpieczenia poza trasę warte rozważenia. Aby jednak wybrać swój produkt należy dokładnie przestudiować wyłączenia, a więc przypadki, w których ubezpieczyciel wyłącza swoją odpowiedzialność. Oczywiście nie chodzi mi o przypadki gdy jesteś pijany w trupa albo próbujesz popełnić samobójstwo – w razie takiego wypadku nie licz, że którykolwiek ubezpieczyciel wypłaci nawet pół grosza. Ważne jednak są wyłączenia, które często zdarzają się w narciarskiej praktyce (czyli np. takie, które dyskwalifikują wspomniany mBank). Wziąwszy to wszystko pod uwagę warto rozważyć:

  • PZU/PZA (czyli efekt współdziałania Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń oraz Polskiego Związku Alpinistycznego). Oba podmioty stworzyły wspólnie produkt ubezpieczeniowy o nazwie „Bezpieczny Powrót”. Opłacasz jedną składkę rocznie. W zależności od parametrów jakie wybierzesz – cena będzie wynosiła od około 200 do 1000 PLN, a typowo dla mnie około 350 PLN na rok. Ważne wyłączenia: to ubezpieczenie nie działa na Arktyce. Zadałem pytanie co ubezpieczyciel rozumie przez Arktykę (nawet wikipedia podaje różne definicje). Odpowiedzieli grzecznie, że wg. ich definicji Arktyka to wszystko wewnątrz obu kół podbiegunowych. A więc nie licz na zwrot kosztów i pomoc, jeśli wypadek przydarzy ci się w Laponii, na Spitsbergenie, albo na Lofotach. W podstawowym pakiecie nie ma również ochrony powyżej 6000 metrów, a więc jeśli jesteś kozakiem który jeździ w najwyższych rejonach Tien-Szan, Karakorum czy Himalajów – musisz ubezpieczyć się w innym miejscu; więcej: https://pza.iexpert.pl/main
  • Alpenverein – to znany produkt, który kupuje masa riderów z krajów zachodnich. Działa podobnie jak PZU/PZA – czyli na zasadzie składki rocznej. Są trochę inne wyłączenia i zasady. W szczególności warto pamiętać, że nie są objęte ochroną wszelkie wypadki z udziałem pojazdów mechanicznych. Jeśli więc rozwalisz się podczas holu na skuterze śnieżnym, albo w helikopterze w Gruzji – płacisz za ratunek i leczenie sam. Do tego produktu moim zdaniem warto wykupić zwykłe ubezpieczenie turystyczne. więcej: http://www.alpenverein.pl/polska
  • Warta – produkt o nazwie „sporty ekstremalne” –  nie ma wykluczeń o których wspomniałem powyżej tzn. tych, które mają Alpenverein albo PZU/PZA, ale nie ma też możliwości opłacenia składki rocznej: każdy wyjazd na narty musisz opłacić oddzielnie. W zależności od konkretnych parametrów ubezpieczenia, ochrona na około 10-dniowy wyjazd będzie kosztowała około 150-400 PLN.

Jeśli jeździsz po trasie również możesz wykupić powyższe ubezpieczenia i wydaje się, że nawet dla narciarzy trasowych ma to głębszy sens.

8 thoughts on “Ubezpieczenie na narty: nie daj się oszukać…

  1. Następnym razem kup ubezpieczenie w jakimś normalnym kraju.

    W Austrii za kilkadziesiąt euro można było w zeszłym sezonie kupić roczne ubezpieczenie obowiązujące także w przypadku uprawiania freeride na całym świecie. Trzeba by pogoglować ( ja to widzialem hintertux ).

    ( online zawsze masz https://www.worldnomads.com/travel-insurance/adventure-travel-insurance.aspx które uwzględnia prawie wszystkie ciekawe sporty – nie ma tam kite-skiing jest tylko Kiteboarding on land )

  2. piszę o ubezpieczeniu na jedno i na drugie
    w worldnomads stoi : We focus cover on overseas medical & evacuation expenses.

    • ok. przeczytałem – odradzam.

      niestety ubezpieczenie worldnomads nie obejmuje poszukiwan i akcji ratunkowej („medical evacuation” to jest TYLKO transport medyczny do domu).

      to podstawowe ograniczenia, chociaz jest jeszcze kilka, ktore również je dyskwalifikują.

      ZDECYDOWANIE bardziej polecam WARTĘ.

  3. hmm, no nie wczytalem sie, a tam rzeczywiscie stoi:

    any search and rescue expenses (including costs charged by a Government, regulated authority or private organisation) in connection with finding and rescuing you, unless first approved by us.

    Nie ma to jak dzwonic spod lawiny i pytać czy zaakceptują poszukiwanie 😦

    ale nie zniechęcałbym się tym przykładem co podałem, tylko poszukał dalej, typowo narciarskiego ubezpieczenia

  4. No więc wreszcie znalazłem to o czym wspominałem :
    >W Austrii za kilkadziesiąt euro można było w zeszłym sezonie kupić roczne ubezpieczenie obowiązujące także w przypadku uprawiania freeride na całym świecie.

    Chodzi o ubezpieczenie niemieckiego związku narciarskiego która dla mieszkańców UE obowiązuje na całym świecie

    http://www.ski-online.de/ski-insurance/dsv-classic-plus.html

    50Euro za rok, a dla rodziny za rok 116,5Euro – to tyle co w warcie jeden rodzinny wyjazd.

  5. My spouse and I stumbled over here coming from a different page and thought I might as well check
    things out. I like what I see so now i’m following you.
    Look forward to exploring your web page yet again.

Skomentuj tutaj (pole email jest nieobowiązkowe)...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s