nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie

Ubezpieczenia: nie daj się przerobić…

8 komentarzy

Historia

Mieliście pecha i połamaliście się na nartach? Ja miałem. W Austrii, niemalże na trasie, przeskakiwałem przez linę zabezpieczającą, jechałem dość szybko i dość pechowo: mi udało się przeskoczyć nad liną. Niestety nie całkiem. Same narty wleciały pod linę, po czym lina (a właściwie potężna, gruba cuma) naciągnęła się i dobiła mnie do ziemi. Roztrzaskałem nadgarstek, złamałem nos, straciłem przytomność. Kiedy doszedłem do siebie i zjechałem do stacji kolejki – zadzwoniłem do ubezpieczyciela: miły pan poinformował mnie nawet gdzie jest najbliższy ortopeda i kazał dzwonić jak tylko będę miał szczegóły nt. swojego stanu zdrowia. Na miejscu u lekarza, prześwietlenie – i okazuje się, że niezbędna jest operacja nadgarstka, a więc jazda do szpitala w Innsbrucku, i szacowanie kosztu. Po kilku godzinach lekarz daje wstępną wycenę operacji: 5000 EUR. Lekarze mówią, że nie należy czekać i każdy dzień zwłoki grozi komplikacjami. Operacja powinna nastąpić jak najszybciej.

Tu muszę zrobić dygresję. Otóż wtedy nie wiedziałem, a teraz zgodnie z powiedzeniem „mądry Polak po szkodzie”, wiem, że w interesie ubezpieczyciela najlepszy możliwy ruch, to sprowadzenie pacjenta do Polski, gdzie nie płaci już za leczenie. A więc z ich punktu widzenia dużo lepiej i mniej ryzykownie jest zapłacić nawet za wysłanie prywatnej karetki z załogą z Polski po chorego, niż zostawianie go na operację poza Polską. Operacja grozi powikłaniami, nieprzewidzianym leczeniem, dłuższym pobytem w szpitalu, itd. – a wszystko to przekłada się na dramatyczny wzrost kosztów, które ponosi ubezpieczyciel. Koniec dygresji.

A więc, w drodze do szpitala w Innsbrucku, za moimi plecami (a oficjalnie: w trosce o mnie) ubezpieczyciel kontaktuje się z lekarzami i zadaje im dziwne pytania w stylu „czy transport do Polski będzie zagrażał mojemu zdrowiu lub życiu“. Lekarze albo są niedoświadczeni, albo szczerze odpowiadają precyzyjnie na zadane umiejętnie pytania, no że przecież nie umrę. Rozmowy z lekarzami są umiejętnie kierowane i nagrywane. Po tych konsultacjach ubezpieczyciel dzwoni do mnie i informuje mnie, że nie zamierza płacić za operację, ale może przysłać po mnie karetkę (wie, że na kolejny dzień mam bilety lotnicze do Polski, więc to nawet niekonieczne), a potem, po powrocie do kraju pomoże mi w uzyskaniu pomocy medycznej w Polsce. Off’em konsultant informuje mnie, że przecież wolę leżeć w szpitalu w Polsce, gdzie są lepsze możliwości komunikacji, dogadania się, i gdzie może odwiedzić mnie rodzina. Zgadzam się w końcu. Po przylocie do kraju czeka na mnie niespodzianka: ubezpieczyciel informuje mnie, że może przekazać mi telefony do prywatnych lub państwowych szpitali ortopedycznych (!!!) i na tym kończy się jego rola. Za opiekę w kraju mam płacić sobie sam, i żebym lepiej przeczytał sobie OWU (ogólne warunki ubezpieczenia) – przecież sam się na nie zgodziłem.

Finał

W Szpitalu MSW każą czekać mi na operację dwa miesiące. Za operację w prywatnej klinice CMC płacę… dużo. Z własnej kieszeni.

Lekcja do zapamiętania

Jeśli chcesz mieć operację za granicą, wystąp do lekarza o oświadczenie, najlepiej na piśmie, że transport do kraju i/lub zwłoka w operacji będzie działać na Twoją szkodę. Wtedy, nawet jeśli ubezpieczyciel odmówi zapłaty za operację (a zdarza się i tak), bez problemu wygrasz tę kasę po reklamacji, a w najgorszym razie przed sądem. Bądź twardy, nie ulegaj sugestiom ubezpieczyciela. Niech Twoje zdrowie będzie dla Ciebie priorytetem. Oni chcą zapłacić jak najmniej a Ty chcesz wyzdrowieć bez problemu – więc niestety Wasze cele są często sprzeczne.

Wiem, że najwygodniej ubezpieczyć się w mBanku (tak wtedy zrobiłem ja). A więc uczcie się na moich błędach i nie róbcie tak. Patrzcie na statystyki na których ubezpieczycieli wpływa najmniej skarg, zróbcie research w sieci, ale nie polegajcie do przesady na niepewnych forach internetowych (niestety duże korporacje wynajmują coraz częściej całe agencje ludzi którzy chodzą po forach i wypisują bzdury). Ja mam obecnie następującą strategię z ubezpieczycielami:

  • Na wyjazdy na stoki – ubezpieczam się w PZU (najniższy odsetek skarg w stosunku do liczby ubezpieczonych)
  • Na wyjazdy poza trasę – ubezpieczam się w Warcie (mają bardzo dobry produkt „sporty ekstremalne”, który pokrywa koszty ratunkowe i medyczne, kiedy jeździsz poza wyznaczonymi trasami).

Oczywiście należy spodziewać się, że wspomniani ubezpieczyciele też będą chcieli sprowadzić Was za wszelką cenę do kraju, po to tylko, żeby na miejscu o Was zapomnieć – ale po przeczytaniu tego tekstu wiecie przynajmniej jak się przed tym bronić.

  • NIGDY nie ubezpieczam się w mBanku ani Multibanku. Pomijając już nawet to, że warianty mały i średni nie pokrywają kosztów ratownictwa, to każdy z wariantów posiada następujące wyłączenie – paragraf 16, punkt 5 OWU: „BRE Ubezpieczenia nie pokrywa kosztów pierwotnej rekonstrukcji aparatu więzadłowego kolana”. A zatem nie zapłacą Wam za najczęstszą kontuzję u narciarzy, nawet przy dopłaceniu do składki za uprawianie sportów zimowych. Jak dla mnie: całe BRE traci wiarygodność sensownego ubezpieczyciela. Składka u nich jest prosta do wykupienia – to fakt – ale czy sensowna?

Na koniec wypada życzyć Wam, abyście nigdy nie musieli korzystać z porad z tego posta.

8 thoughts on “Ubezpieczenia: nie daj się przerobić…

  1. Następnym razem kup ubezpieczenie w jakimś normalnym kraju.

    W Austrii za kilkadziesiąt euro można było w zeszłym sezonie kupić roczne ubezpieczenie obowiązujące także w przypadku uprawiania freeride na całym świecie. Trzeba by pogoglować ( ja to widzialem hintertux ).

    ( online zawsze masz https://www.worldnomads.com/travel-insurance/adventure-travel-insurance.aspx które uwzględnia prawie wszystkie ciekawe sporty – nie ma tam kite-skiing jest tylko Kiteboarding on land )

  2. piszę o ubezpieczeniu na jedno i na drugie
    w worldnomads stoi : We focus cover on overseas medical & evacuation expenses.

    • ok. przeczytałem – odradzam.

      niestety ubezpieczenie worldnomads nie obejmuje poszukiwan i akcji ratunkowej („medical evacuation” to jest TYLKO transport medyczny do domu).

      to podstawowe ograniczenia, chociaz jest jeszcze kilka, ktore również je dyskwalifikują.

      ZDECYDOWANIE bardziej polecam WARTĘ.

  3. hmm, no nie wczytalem sie, a tam rzeczywiscie stoi:

    any search and rescue expenses (including costs charged by a Government, regulated authority or private organisation) in connection with finding and rescuing you, unless first approved by us.

    Nie ma to jak dzwonic spod lawiny i pytać czy zaakceptują poszukiwanie 😦

    ale nie zniechęcałbym się tym przykładem co podałem, tylko poszukał dalej, typowo narciarskiego ubezpieczenia

  4. No więc wreszcie znalazłem to o czym wspominałem :
    >W Austrii za kilkadziesiąt euro można było w zeszłym sezonie kupić roczne ubezpieczenie obowiązujące także w przypadku uprawiania freeride na całym świecie.

    Chodzi o ubezpieczenie niemieckiego związku narciarskiego która dla mieszkańców UE obowiązuje na całym świecie

    http://www.ski-online.de/ski-insurance/dsv-classic-plus.html

    50Euro za rok, a dla rodziny za rok 116,5Euro – to tyle co w warcie jeden rodzinny wyjazd.

  5. My spouse and I stumbled over here coming from a different page and thought I might as well check
    things out. I like what I see so now i’m following you.
    Look forward to exploring your web page yet again.

Skomentuj tutaj (pole email możesz zostawić puste)...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s