nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


2 Komentarze

Poradnik: freeride w Iranie

Nie znalazłem w sieci poradnika dla narciarzy lecących do Iranu, więc sam napiszę parę słów na ten temat:

  • Obecnie najtaniej do Teheranu leci się liniami Ukrainian, ale warto rozważyć też greckiego Aegeana przez Ateny: ceny są niewiele wyższe a Aegeanem zabierasz narty i 20-kilową walizkę za free. Do Teheranu ma zacząć latać Lot, ale warunki przewozu nart nie są tam już tak korzystne.
  • Na lotnisku wymień kasę (dolary na riale). Nie licz na płatności kartą albo na działające z twoją kartą bankomaty. Nawet na stoku da się płacić tylko gotówką w lokalnej walucie. Cash is the king. [aktualizacja: po opublikowaniu tego posta, czytelnicy sugerują, że lepszy kurs wymiany można dostać w centrach handlowych w mieście… ja osobiście odradzam tylko hotele, ze wzg. na gorszy kurs]

Infrastruktura jest raczej stara – wygląda jak na Słowacji 20 lat temu. Sloty na narty przy gondoli nadają się tylko na carvery – moje Rossi S7 muszę wozić wewnątrz. Wystają.

  • Zaplanuj transfery i hotele jeszcze z Polski. Najlepiej użyć do tego irańskiej agencji turystycznej. Ja korzystałem z HomafaranKhorshid Savar – irandizinski@gmail.com – pomogą ci też w załatwieniu wizy (dostaniesz od nich specjalny numer z ich ministerstwa spraw zagranicznych, który przedstawisz w ich ambasadzie w Warszawie na Saskiej Kępie). Są komunikatywni i fajni. Napisz maila.
  • Wyrób wizę w Polsce przed przylotem, mimo że jest to możliwe na lotnisku. Często wyrobienie wizy na lotnisku może zająć ponad 2h. Być może uciekają ci właśnie fajne warunki narciarskie. Przygotuj się też na to, że tu nikomu się nie śpieszy: na lotnisku, na wyciągu, w hotelu. Iran to taki muzułmański PRL.

Pamiętaj że Iran to muzułmański reżim. Jeśli będziesz próbował tu bajerować laski, przemycać alkohol albo palić trawę i ktoś naśle na ciebie gwardię rewolucyjną – całkiem możliwe, że czeka cię areszt i więzienie w którym nikt nie przestrzega praw człowieka. A zatem szanuj ich kulturę i zachowuj się.

 

  • Internet w Iranie to dramat. Jest bardzo ocenzurowany i z reguły bardzo wolny. Nie ma fejsa, twittera, snapchata. Jest instagram. Fotki z jazdy załadujesz po powrocie z nart, no chyba że masz VPN. Ponoć przy jego użyciu, jest dostęp do wszystkich stron i serwisów (chociaż z reguły bardzo wolny)

Iran to nie Austria – tu prawie nikt nie jeździ poza trasą. No i bardzo dobrze – chyba dlatego chcesz tu przyjechać? W Dizin czy Tochal większość stoków pozatrasowych masz dla siebie. Nawet jeśli przez dwa dni porysujecie wszystko wkoło – to po przypięciu fok możesz rysować całą resztę kolejne parę dni. To jest właśnie całe piękno Iranu i zakładam, że tak pozostanie przez parę lat.

  • Iran to nie tylko narty. Zostaw sobie czas na Teheran. Zadziwi Cię jak przyjaźni są ludzie i jak niewiele wspólnego z rzeczywistością ma przekaz kreowany w mediach.
  • Ceny: w Dizin całodzienny skipass to koszt około 100PLN, Kebab na kolację (duża porcja z ryżem i warzywami) to 23PLN, nocleg na Tochal to około 200PLN za pokój ze śniadaniem, i jest w tym wjazd gondolą i skipass. Cena powrotnego biletu przez Lwów zaczyna się od 400-450PLN. Należy dodać koszmarne problemy z połapaniem się w tym co ile kosztuje, bo Irańczycy równolegle używają trzech systemów: Riale, Tumany i Tysiące Tumanów. Tysiąc tumanów to mniej-więcej złotówka. Wspomniany kebab kosztuje odpowiednio 230.000 Riali, 23.000 Tumanów i 23 tys. Tumanów. Nigdy nie jesteś pewny w czym akurat podana jest cena. Często myślisz, że coś jest 10 razy droższe niż jest w rzeczywistości.

Jeśli zamierzasz spać na Tochal na górze (hotel na wysokości 3600 metrów, wyciągi do 3900) – zrób wcześniej aklimatyzację – np parę nocy w Dizin (hotel na 2600). W Tochal jest zawsze na dyżurze lekarz. Żebyś mógł zostać na noc – będzie musiał zbadać ci saturację, tętno, ciśnienie itd). Szczególnie skitoury w Tochal (np na 3800) mogą być uciążliwe bez przygotowania.

„Narciarstwo jest oznaką zdrowia i tężyzny fizycznej” – mówi do nas łagodnie Imam Chomeini z plakatu. Tak się nam przynajmniej zdaje, bo łagodnie się do nas uśmiecha. Chyba nie mówiłby „śmierć niewiernym” na plakacie z narciarzem?

  • Opisane tu rady dotyczą północnego Iranu i pasma gór Elburs (nie mylić z Elbrus), w zasięgu kilkugodzinnej jazdy autem od Teheranu. W południowym Iranie jest jeszcze pasmo gór Zagros – najbliższe im lotnisko jest w kilkumilionowym mieście Shiraz. Iran zachwycił nas tak bardzo, że zamierzamy odwiedzić Zagros w ciągu najbliższych dwóch sezonów.

Więcej o Iranie na moim blogu:


4 Komentarze

Wciąż tylko rocker i rocker: o co w tym chodzi?

Pisałem już o marketingowych potworkach Salomona i Atomica na temat rockera tutaj. Tamten tekst dotyczył w zasadzie nieuczciwości samych redaktorów i portali narciarskich, tym razem jednak chciałbym napisać coś więcej o samym rockerze.

Na różnych modelach z rockerem jeżdżę od roku 2005 – czyli od 8 lat, więc na początku nie wiedziałem do końca o co im chodzi, że rocker to „nowość” i „przełom”. Przede wszystkim obie pary moich osobistych Rossi, a poza nimi inne narty poza trasę które testowałem od NAPRAWDĘ wielu lat: np. K2, Dynastar czy Salomon – miały/mają wszystkie konstrukcję rockera. Jak pisałem w poprzedniej notce na ten temat – profil rockera poza trasę wprowadził Volant Spatula 12 lat temu i żadna to nowość ani przełom.

Chcąc przekonać się samemu o co kaman, pożyczyłem zatem ostatnio tak często wybrandzlowanego „nowego” rockera od Salomona na trasy, model: Enduro RX800. Taki akurat był dostępny. Na początku chcę zastrzec (gdyby ktoś jeszcze nie zauważył – hehe), że jestem choć jeżdżę trzydzieści lat, to jestem takim małym misiem i bardzo daleko mi do Alberto Tomby czy sióstr Tlałek. Opisuję więc swoje prywatne, subiektywne odczucia z jazdy, które niekoniecznie muszą zgadzać się z oficjalną linią producentów i sponsorowanych przez nich zawodników.

Do rzeczy! Wpiąłem się i jak to dziś w modzie na stokach – rozkraczyłem się niczym Jenna Jameson za swoich najlepszych czasów: nogi szeroko, tyłek wypięty, ręce z przodu (tylko głowy za siebie nie odwracałem). No i przejechałem się kilka razy po ubitym, gibając się jak p*****ny rezus: to w prawo to w lewo. No i co? I co? Jak spisał się ten „nowy” rocker? Hmmm. No ja się nie znam. Ale dla mnie to zwykła, przeciętna, normalna narta carvingowa na trasę, jak dziesiątki innych. Narta skręca łatwo – wystarczy się trochę przechylić, można jeździć jak po szynach: bez problemu, bez uślizgiwania krawędzi. No ale dokładnie tak samo się jeździ na zwykłej slalomowej krótkiej narcie carvingowej. Autentycznie – nie widzę żadnej różnicy.

Nie można na tym jeździć ani specjalnie szybko i nie masz kontroli przy większych prędkościach – bo narta za krótka (168cm), nie pojeździsz poza trasą – bo za bardzo taliowana (78mm pod butem). Ot, zwykły, normalny carving. Bez żadnego przełomu, i bez rewolucji – to na pewno. A dla mnie – małego misia – praktycznie bez różnicy.

Ktoś powie: „ale w pucharze świata używają rockera więc musi być dobry”. Okay. Ten argument kupuję. Tylko, że ja niestety:

  • nie wyczuwam różnicy w smaku między 30-letnim a 12-letnim Chivas Regalem
  • nie słyszę różnicy w kablach stereo z CD do wzmacniacza między takimi pozłacanymi za półtora klocka a takimi za pięć złociszy z MediaMarktu
  • nie czuję również różnicy między zwykłą krótką slalomką na trasy sprzed 3 lat – a taką z rockerem z tego sezonu. Taki już ze mnie plebejczyk, cham i burak. Nie twierdzę, że nie ma ludzi którzy poczuliby różnicę! Absolutnie. Jestem wręcz pewien, że tacy się znajdą. Ja niestety (stety?) do nich się nie zaliczam. Zaryzykowałbym nawet tezę, że wśród czytelników tego bloga również nie znajdą się tacy, którzy wyczuliby różnicę, gdyby rockerowe i nie-rockerowe narty na trasę zakleić im czarną taśmą i kazać poznać na ślepo. Ale tego nigdy nie sprawdzimy, nawet jakoś zacznie się pienić, że by potrafił. No przysięgam: nie ogarniam całego szumu wkoło rockera.

Napisałem, że nie ogarniam? Hmmm. Może powinienem raczej napisać „nie popieram”, bo jednak raczej ogarniam o co chodzi producentom, sklepom sportowym i wszystkim sponsorowanym przez nich ludziom. Otóż ich zdaniem: „Masz przestarzałe narty bez rockera? Wymień! Kup nowe! Wyrzuć stare! Potrzebujesz rockera! Potrzebujesz naszych nowych nart! Potrzebujesz wydać pieniądze! TERAZ!”

I chyba to jest dobre podsumowanie o co chodzi z tym rockerem. Nie dajcie się wkręcać innym. Również tym, co „wypróbowali i uwierzyli”. Czasem sami nie wiedzą, że rocker ich buja!wink

Na zakończenie mój alaskański edit na rockerach K2 Dark Side: