nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


7 Komentarzy

Nowy plecak lawinowy od Black Diamond: Jetforce Airbag

Na rynku pojawił się nowy plecak lawinowy od firmy Black Diamond. Wydaje się, że jest istotnie różny od plecaków lawinowych produkowanych dotychczas, w tym od słynnych ABS’ów. Główna różnica polega na użyciu wysokowydajnego wentylatora na baterie w celu napełnienia poduszek powietrznych. Rozwiązanie to posiada interesujące cechy i zalety:

  • Nie potrzebujesz nabojów sprężonego powietrza. Po prostu, w przypadku użycia poduszki, po powrocie do domu ładujesz baterię i jesteś gotowy do wypadu następnego dnia. Dzięki temu, możesz trenować odpalanie plecaka i w zasadzie nic to nie kosztuje.
  • Jedna bateria wystarcza na 3 odpalenia, a więc nawet w trakcie jednego dnia możesz uruchomić poduszkę kilka razy. Dzięki temu przy złapaniu nawet przez niewielką lawinę – unikasz myślenia „a może dam radę wyjechać” i nie musisz „oszczędzać” poduszki. Jeśli czujesz się odrobinę zagrożony – odpalasz.
  • Po około trzech minutach od uruchomienia, wentylator zmienia kierunek i poduszka jest zasysana do środka. Dzięki temu: po pierwsze dużo łatwiej składa się ją do kolejnego użycia, ale co ważniejsze, w przypadku całkowitego zasypania, za twoją głową powstaje potężna kieszeń powietrzna, która istotnie przedłuży czas twojego przeżycia.
  • Ponieważ w plecaku nie ma pojemników pod wysokim ciśnieniem ani ładunków pirotechnicznych – możesz go bez problemu przewozić samolotem.

Plecak jest sprzedawany w trzech pojemnościach: 11, 28 i 40 litrów – a więc sensowne jednodniowe modele.

Jedyną wadą jest bardzo wysoka cena: w chwili obecnej około 850 euro.

Specyfikacja:

http://eu.blackdiamondequipment.com/en/jetforce-airbag/ 

Więcej o plecaku możecie obejrzeć na tym video:

 


5 Komentarzy

Gogle czy okulary?

Często obserwuję instruktorów czy przewodników. Podpatruję trochę jak pracują, ale też patrzę na sprzęt jakiego używają. Jest jednak kilka rzeczy co do których ci ludzie nie są wcale zgodni: jedna z nich – to ochrona oczu. Wielu znajomych przewodników czy instruktorów używa gogli. Ale jest też co najmniej kilku, którzy w identycznych warunkach wolą jeździć w okularach… Co więc wybrać? Na co się zdecydować?

gogle

na Hokkiaido w goglach (buff na twarzy)

Każda z tych rzeczy ma swoje wady i zalety.

Oto wady gogli:

 

  • W bardzo ostrym słońcu lepiej od gogli radzą sobie dobre okulary
  • Gogle (nawet drogie modele z wielką szybą) mają mniejsze pole widzenia
  • Kiedy masz problem z przegrzewaniem się (np przy skiturach albo intensywnej jeździe poza trasą) – gogle będą dużo bardziej parować
  • Na naprawdę ciepłą pogodę, albo na duży wysiłek fizyczny – gogle są zbyt ciepłe

 

okulary

w Kaukazie w okularach (buff na czole)

Oto wady okularów:

 

  • Kask i okulary nie zawsze pasują do siebie
  • Okulary nie ochronią oczu od śniegu i wiatru tak dobrze jak gogle
  • Okulary nie nadają się na duży mróz
  • Kiedy upadniesz – okulary łatwiej spadną Ci w śnieg
  • Okulary nie ochraniają dużej części twarzy tak dobrze jak gogle (np. od gałęzi, firnu przy upadku itd)

Co robię ja? Jak pisałem wielokrotnie – zawsze jeżdżę z plecakiem i z reguły wożę ze sobą jedno i drugie. Dodatkowo – jeśli zabrałem akurat ciemne gogle na ostre słońce – do plecaka chowam jasne, żółte okulary na mgłę, a jeśli zakładam jasne gogle, wtedy do plecaka idą mocne okulary przeciwsłoneczne.

A Wy jaki macie patent? Jeśli jeździcie bez plecaka – wolicie okulary czy gogle?


2 Komentarze

Raki i czekan na skitury

Podchodzisz na nartach. Robi się coraz bardziej stromo. Foki przestają trzymać i narty zaczynają się zsuwać do tyłu mimo zamontowanych noży. Zygzakowanie nie pomaga albo wręcz nie jest możliwe, bo nie ma na nie miejsca. Być może jesteś w rynnie lub żlebie. Potrzeba Ci dobrego trzymania, dobrej przyczepności, i jest na tyle stromo, że dwie nogi z fokami na nartach i kijki przestają wystarczać.

To właśnie moment, gdy jesteś zmuszony zrobić zmianę ekwipunku. Zdejmujesz narty i przyczepiasz je do plecaka razem z kijami, wyjmujesz czekan i raki.

Nie zawsze na turach stajesz przed taką koniecznością. Często wiesz, że będzie łagodnie i nie ma sensu targać ze sobą tego całego szpeja. Ale kiedy już wiesz, że może być ostrzej – trzeba się przygotować.

Czy kupować raki i czekan?

Jeśli nie jesteś jeszcze pewny/pewna do czego będzie Ci potrzebny – czy będziesz używał sprzętu zimą czy latem, czy do turów, czy do wspinaczki czy turystycznie, czy będzie potrzebny jeden czekan czy dwa – wstrzymałbym się z kupnem i pożyczał sprzęt w dobrej wypożyczalni. Są tam fachowcy, którzy dobrze doradzą ci w wyborze. Jeśli natomiast już wiesz, do czego będą potrzebne: wiesz, że chcesz wchodzić z nartami, zimą w głębokim śniegu albo po lodowcu – wydaje się, że możesz podjąć decyzję.

Na jaki sprzęt się zdecydować?

Lekkie aluminowe raki koszykowe Black Diamond

lekkie aluminowe raki koszykowe Black Diamond – 10 kolców, cena ok. 300PLN

Raki

Nie chcesz ciężkich stalowych raków, które służą do chodzenia po skałach, kamieniach i piargach. Potrzebne ci będą lekkie raki aluminiowe: 10-12 kolców. Aluminium nie powygina się na śniegu i lodzie. Dobrze będzie jeśli raki będą pasować na twoje turowe buty narciarskie jak i na normalne buty do trekkingu.

Jako amator – nie używam raków automatycznych ani półautomatycznych (nadających się do alpinistycznego obuwia technicznego), a popularnych raków koszykowych: mają dość łatwy sposób zakładania i jednocześnie wystarczają póki co na podejścia na które się porywam. Jednocześnie pasują zarówno na buty trekkingowe jak i skiturowe.

Pamiętaj, żeby do raków koniecznie dokupić neoprenowy pokrowiec. Jeśli włożysz je do plecaka bez niego – jest duża szansa, że zniszczysz sobie coś w plecaku, albo przedziurawisz rakami sam plecak.

Dziaba, czyli czekan

czekan do skiturów

czekan do skiturów Petzl: 50cm, 340g. cena ok. 250PLN

Lekki, aluminiowy i raczej krótki. Na pewno nie będziesz targać ze sobą stalowego żelastwa na plecach. Nie będziesz wykuwał nic w skałach i kamieniach, a na lód i śnieg – aluminium na pewno wystarczy. Jeśli nie jesteś ski-alpinistą, czekan nie musi mieć łopatki do robienia stanowiska. Podstawowe kryterium wyboru czekana do turów to waga. Im więcej będziesz chodził – tym bardziej będzie to dla ciebie oczywiste.

Czekan powinien mięć pętlę nadgarstkową, która pomoże utrzymać go w ręku przy ewentualnym nieszczęśliwym ześlizgu.

Reguły dla turystyki górskiej mówiące o długości czekana: wzrost minus 100cm nie mają zastosowania w czekanach do ski-alpinizmu czy skiturów. Tym czekanem nie będziesz się podpierał! Kup raczej krótszy niż dłuższy: często będziesz w śnieg wbijał nie ostrze, a stylisko (tak!) trzymając czekan za głowicę. Poza tym dłuższy czekan – to większy zamach. Mając 190 cm wzrostu uważam, że czekan długości 50-55cm jest dla mnie w sam raz.

Jeden czekan czy dwa?

Większości ludzi wystarcza jeden czekan, ale są fani lodowej wspinaczki, którzy twierdzą, że bywają w miejscach, gdzie z jednym czekanem nie dałoby się podejść. Nigdy nie byłem w takich miejscach i nie używałem dwóch czekanów. Nie umiem zakładać stanowisk, poręczować gór ani wchodzić po skałkach. To jest blog narciarski, a nie alpinistyczny. Mam dużo szacunku dla kolegów – alpinistów: w tym temacie jestem małym misiem i wszystko przede mną: mam świadomość swoich ograniczeń i tu Wam nawet nie próbuję doradzać. Ja mam jeden czekan a nie dwa. Jeśli szukacie specjalistycznego sprzętu ski-alpinistycznego – polecam strony:

Jeśli natomiast interesują Cię moje pozostałe notki dotyczące sprzętu amatorskiego sprzętu skiturowego, to są tutaj:


6 Komentarzy

Izolatory

Kontynuując moje posty szafiarskie, dziś chciałem napisać o warstwie izolującej.

Na początek, wyobraź sobie skiturowe podejście lub wymagający fizycznie zjazd poza trasą. Jesteś ubrany/ubrana lekko: bielizna termiczna, jakiś niezbyt gruby polar i nieocieplona kurtka z membrany. Zjeżdżasz, podchodzisz, wykonujesz jakiś wysiłek – wszystko jest okay – nie jest ci zimno. I nagle następuje chwila przerwy: może akurat siedzisz na krzesełku które powoli jedzie w górę i pizga w ciebie wiatr, może czekasz na helikopter, a może odpoczywasz po intensywnym turowym podejściu i coś właśnie pałaszujesz. Po kilku minutach w tym stroju, w temperaturze poniżej zera robi ci się zimno. Na takie właśnie okazje w Twoim plecaku jest ci niezbędna dodatkowa wydajna izolacja. Dodatkowy polar nie zagrzeje cię za bardzo – potrzeba ci czegoś znacznie lepszego. Na rynku istnieją trzy wiodące rodzaje izolatorów:

  • Naturalny puch gęsi lub kaczy
  • Syntetyczna tkanina Thinsulate
  • Syntetyczna tkanina Primaloft

Puch gęsi jest najlepszym izolatorem z nich wszystkich: w testach izolacji wypada zdecydowanie najlepiej, jest również najlżejszy, najtrwalszy i pakuje się do najmniejszych rozmiarów. Byłoby idealnie gdyby nie jedna zasadnicza wada: puch nasiąka wodą. Nawet jeśli masz na sobie dobry wodoszczelny Gore-tex, po tym jak się spocisz – puchówka namoknie jak pielucha. Co gorsza zrobi się ciężka i przestanie cię izolować. Puch koszmarnie ciężko wysuszyć, a nie ma nic gorszego niż wiecznie wilgotna puchowa kurtka. Z tego powodu dla mnie puch odpada i wyobrażam sobie jedyną sytuację, gdzie puchówka wygra z syntetykiem: Antarktyda. Jest najbardziej suchym kontynentem na świecie i jest tam zbyt zimno, aby było wilgotno. Jeśli nie jedziesz na Antarktydę: wybierz syntetyk. Masz alergię: wybierz syntetyk. Jesteś weganką – wybierz syntetyk (przy jego produkcji nie zabito żadnego ptaka).

W grze pozostają więc dwie, dość porównywalne tkaniny syntetyczne: Thinsulate i Primaloft. Zadna z nich nie nasiąka wodą. Primaloft, przy zadanej masie izoluje odrobinę lepiej, i pakuje się do małych rozmiarów trochę lepiej niż Thinsulate. Thinsulate natomiast jest ponoć odrobinę trwalszy niż Primaloft. Nie jestem w stanie tego zweryfikować, ale różne asy na forach twierdzą, że parametry obu tkanin pogarszają się w czasie, przy czym degradacja Thinsulate następuje cokolwiek wolniej niż degradacja Primaloft – jeśli ma to dla ciebie znaczenie. Jest jeszcze jeden argument za Thinsulate: jest tańszy, przy czym nie jest to duża różnica w cenie.

Mój wybór to Primaloft ze względu na lepsze parametry i lepszą „pakowalność” do plecaka. Tradycyjnie już prę ostro na szkło i prezentuję się tutaj w Primalofcie firmy Spyder.

Dobrze dopasowany Primaloft można zakładać zarówno pod, jak i na membranę. (przy czym pod membranę jest znacznie wydajniejszy. na membranę ma sens tylko na krótko i tylko wtedy gdy nie pada)

Dobrze dopasowany Primaloft można zakładać zarówno pod, jak i na membranę. (przy czym pod membranę jest znacznie wydajniejszy. na membranę ma sens tylko na krótko i tylko wtedy gdy nie pada)

Spakowany primaloft. Dla porównania rozmiarów: smartfon.

Spakowany primaloft. Dla porównania rozmiarów: smartfon.

Dodatkowe uwagi przy kupnie izolatora:

  • Kurtka powinna być dopasowana. Przymierzaj na polar: nie powinna wisieć, powinna być lekko taliowana i przylegać – wtedy będzie lepiej spełniać swoje zadanie
  • Dobrze, gdy w zestawie z kurtką jest worek do którego można ją ubić, lub gdy jest wyposażona w dużą wewnętrzną kieszeń do której się ją samą wkłada
  • Jeśli szukasz dobrych promocji, nie musisz mieć koniecznie modeli z ostatniego sezonu w modnych kolorach i możesz trochę pojeździć lub poszukać w necie – znajdziesz kurtki Primaloft i Thinsulate poniżej 400PLN.

Jeśli jesteś zainteresowany moimi innymi szafiarskimi postami, to zachęcam do przeczytania:

To jak: mam pisać teraz o bieliźnie, czy nie? 🙂


4 Komentarze

Niepotrzebny (?) gadżet

Przeczytałem ostatnio o goglach z ekranem LCD:

http://m.onet.pl/gadzety/gadzety,pqb84?utm_medium=referral&utm_source=onetnews

Moja opinia: to nie jest potrzebne nikomu, a wystarczyłaby jedna bardzo ważna funkcja i bardzo poważnie zastanawiałbym się nad kupnem.

Po co komu prędkość z jaką się jedzie? Na stokach nie ma ograniczeń prędkości… Po co ludziom którzy jeżdżą poza trasą w dzikich terenach, gdzie często nie ma zasięgu podgląd na SMSy w goglach?! Nawet jeśli jeździsz po trasie – przecież możesz wyjąć telefon z kieszeni jak jedziesz gondolą… Po co przejechany dystans na nartach? Co zrobię z tymi danymi nieważne, czy na trasie, czy poza?

A wystarczyłby wąski, poziomy jednokolorowy ekran LCD sparowany z iOS lub Androidem, i wbudowany kompas pokazujący kierunek i odległość do ustawionego na telefonie Way-Point’a. Tak niewiele i tak wiele jednocześnie… Idąc na skitury, zjeżdżając na dziko bardzo często tracę czas na postój, wyciąganie mapy, orientowanie jej i wyznaczanie kierunku marszu lub jazdy. Gdyby gogle nie pokazywały durnej prędkości i SMS’ów – a miałyby ten prosty patent – na serio przemyślałbym kupno…

A tak… moim zdaniem – bez sensu…


5 Komentarzy

Powrót do biegówek…

Biegałem na nartach bardzo dawno temu. Pomyślałem: skoro biegam teraz bez nart, a przerwę świąteczną spędzam na Mazurach, gdzie szlaków do biegówek jest sporo – może tak by wrócić do biegania na nartach?

Jak zrobić to budżetowo?

Po pierwsze – postanowiłem, że zacznę od kupna podstawowych, jak najtańszych butów, a narty i kije spróbuję pożyczyć.

Po drugie strój – będzie miksem stroju do biegania i narciarskiego: wewnętrzna warstwa to dwuczęściowa bielizna termiczna jaką zakładam na narty, na to getry do biegania, polar i cienki gore-tex. Powinno się sprawdzić.

Buty do biegówek: Rossignol X3. W promocji i w necie da się je dostać poniżej 300PLN.

Buty do biegówek: Rossignol X3. W promocji i w necie da się je dostać poniżej 300PLN.

Dość dobry poradnik do dobierania butów możecie znaleźć tutaj – nie ma sensu żebym się powtarzał:

Moje dodatkowe rady: inaczej niż w narciarstwie alpejskim, gdzie każdy but pasuje do każdego wiązania – w narciarstwie klasycznym / biegowym – istnieją dwa główne standardy używane obecnie. Są to: SNS oraz NNN. Buty SNS będą pasować tylko do wiązań SNS i analogicznie buty NNN będą pasować do wiązań NNN.

  • SNS, to głównie wiązania i buty Salomona oraz kilku firm zależnych
  • NNN, to wiązania pozostałych producentów. Narty z wiązaniami w systemie NNN mają wszystkie wypożyczalnie biegówek z jakimi udało mi się skontaktować na Mazurach i w Warszawie. Jeśli chcecie pożyczać narty – jak ja – wtedy system NNN to JEDYNA sensowna opcja. Poza tym między SNS a NNN, różnice są w zasadzie jedynie marketingowe.

Odwiedziłem kilka sklepów sportowych w poszukiwaniu czegoś niedrogiego, i od razu mogę wam stanowczo odradzić Intersport. Jak już pisałem w kilku miejscach na tym blogu sklepy Intersport współpracują z firmą Amer Sports – producentem sprzętu Salomona i Atomica (myśleliście, że Salomon i Atomic to konkurencja? heh).  Co za tym idzie w dwóch sklepach Intersport jakie odwiedziłem nie uświadczyłem innych butów niż te w systemie SNS (do których, jak piszę powyżej nie da się wypożyczyć biegówek w znanych mi wypożyczalniach). Na dodatek sprzedawcy w Intersport nie wydawali się chętni aby poinformować (albo wręcz nie wiedzieli?), że istnieje inny, znacznie bardziej popularny system wiązań nart biegowych: NNN.

Trochę lepiej, chociaż daleko od ideału było w sklepach Ski Team. Był rozsądny wybór sprzętu w obu systemach. Sprzedawcy za bardzo się na tym nie znali, nie umieli czegokolwiek doradzić (patrzyli na mnie z wyższością typu „co za cienias będzie jeździł na biegówkach jak baba, nie to co my – hardkory”), ale był chociaż wybór.

Na Mazurach spadło w ten weekend sporo śniegu. Jeśli uda mi się pobiegać w sezonie – na pewno wrzucę coś na bloga…


2 Komentarze

Kijki – sprawa niebanalna…

Z pozoru wydawałoby się: dziwny temat. Co szczególnego może być w kijach do freeride czy do turów w porównaniu do zwykłych kijków? A jednak!

Różnic jest kilka – zarówno przy wyborze kijów jak i w ich użyciu. Jeśli dopiero zaczynacie przygodę z freeridem czy z turami – warto przeczytać ten tekst. Od czego zacząć?

Talerzyki

Niezależnie od tego, czy tylko zjeżdżasz poza trasą, czy oprócz tego podchodzisz – potrzebujesz czegoś, co zatrzyma się w kopnym śniegu i da ci oparcie. Zatem wszelkiego rodzaju talerzyki o średnicy kilku centymetrów możesz zostawić w domu. Potrzebujesz czegoś większego – minimum 10-12 centymetrów średnicy. Jazda poza trasą to nie zabawa po ubitym, gdzie przy skręcie w zasadzie nie wbijasz kijka. W jeździe poza trasą bardzo często kijek musi dać potrzebne wsparcie, musisz być w stanie się na nim oprzeć.

Jazda z kijkiem ze zbyt małym talerzykiem

Jazda z kijkiem ze zbyt małym talerzykiem

Na zdjęciu obok jadę bez freeride’owych talerzyków: kijek zanurzył się w śnieg dobre 50 centymetrów i oparł dopiero na skale. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, mimo skałek wkoło. Kupcie sobie duże talerzyki, gdy chcecie mieć lepsze oparcie niż ja na fotce.

Teleskop

Przydatną sprawą przy turach są kije rozkładane teleskopowo: dzięki zmiennej długości możesz rozłożyć je do podejścia (wygodnie mieć o 10-20cm dłuższe), i złożyć do normalnej długości do zjazdu. Nawet gdy nie chodzisz na turach, przy zjeździe poza trasą mogą zdarzyć się długie, płaskie fragmenty gdy trzeba biec na zjazdowych nartach stylem łyżwowym – czasem po kilka kilometrów. Wtedy do biegu łyżwą również znacznie wygodniej i wydajniej rozłożyć sobie kije na 20cm dłużej. Kolejna zaleta teleskopu, to możliwość złożenia i przyczepienia do plecaka.

Uchwyt pod rękojeścią

Drugi uchwyt, nazywany często „drugi grip” – przydaje się podczas zygzakowania na turach i w trakcie trawersów. Wtedy kijek który jest wyżej łapiemy pod standardowym uchwytem – za grip, a kijek który jest niżej normalnie. Przy zmianie kierunku zmieniamy chwyt kija.

Taśma na nadgarstek

Taśma na nadgarstek została wymyślona chyba po to, aby po kilku piwach przy zjeździe po trasie, kiedy kijek wypadnie nam z ręki – nie został na stoku i nie trzeba było po niego podchodzić. Cóż. Mi nie wypadają kijki z ręki.

Jednak we wszystkich lawinowo-ryzykownych sytuacjach podczas podejścia, i cały czas podczas zjazdu – nadgarstek NIE MOŻE być przełożony przez taśmę. Powody są co najmniej dwa: po pierwsze – jeśli złapie cię lawina: musisz kijów się pozbyć natychmiast. Kije zaczepione do rąk to niepotrzebne obciążenie i ograniczenie ruchów, a statystyki pokazują, że osoby które pozbędą się wszelkiego sprzętu mają większe szanse znaleźć się na górze lawiny po jej zatrzymaniu. Po drugie: jeśli podczas zjazdu z dużą szybkością koniec kijka zaklinuje się np. między skałami czy gałeziami, to założona na nadgarstek taśma bez większych problemów wyrwie ci bark ze stawu. Nigdy nie miałem takiej kontuzji, ale kolega opowiadał, że jest mocno nieprzyjemna – więc chyba nie chcesz jej doświadczać…

Niektórzy moi koledzy jeżdżący poza trasami, po kupnie kijów obcinają taśmy na nadgarstek. Cóż. Być może nie byłbym aż tak radykalny: taśma przydaje się np. podczas transportu nart i kijów. Należy jednak kategorycznie pamiętać o jej nieużywaniu podczas zjazdów poza trasą.


8 Komentarzy

Foki i Foczki

Na tury zacząłem chodzić jakieś 5-6 lat temu, ale ponieważ chodziłem raczej rzadko – sprzęt z reguły pożyczałem. Jeśli nie jesteście zdecydowani, lub nie chodzicie zbyt często – tak jest taniej. Poza tym możecie przetestować sobie różny sprzęt i wybrać swój ulubiony. Jeśli jednak jesteście pewni, że ski-touring to coś co Was pociągnie dalej, macie już pewien ogląd na sprawę i jakieś doświadczenie w temacie – warto zastanowić się nad kupnem swojego sprzętu…

Chciałbym więc napisać serię postów o ski-touringu i sprzęcie turowym (komentowaliście wcześniej jeszcze na blogu „nanarty”, aby tak zrobić). Niniejsza notka jest pierwszą, z cyklu która będzie o tym traktować. Sezon na tury w zasadzie się dopiero rozpoczyna, albo co najmniej jest w pełni – więc myślę, że jakoś się wpiszę w czas i kontekst.

Dziś rzecz będzie o fokach. Foki to nic innego jak kawałki materiału które przyklejamy na spód narty, mające włos skierowany w jednym kierunku. Dzięki temu nartę można z niewielkim oporem ciągnąć po śniegu do przodu, pod górę, ale nawet przy całkiem sporej stromiźnie narta nie będzie się zsuwać do tyłu. Nazwa „foki” pochodzi od foczego futra które było niegdyś stosowane w tym celu. Po angielsku foki to „skins” – i tego nie znajdziecie w żadnym słowniku.

Naklejanie fok na narty

Naklejanie fok na narty

Jak dzielimy foki ze względu na materiał:

  • nylonowe – bardzo trwałe, ale wolne: tzn. stawiają znaczny opór przy ciągnięciu narty w górę
  • moherowe (hehe) – bardzo szybkie, ale mało odporne na uszkodzenia mechaniczne – szczególnie jeśli decydujemy się zjechać kawałek bez zdejmowania fok – powinniśmy bardzo uważać na kamienie jeśli mamy założone moherowe foki.
  • nylonowo-moherowe – rozsądny kompromis między trwałością a szybkością. Sam takich używam obecnie.

A który rodzaj jest dla kogo? Które są najlepsze? Cóż: jeśli jesteś doświadczonym tour-skierem, jesteś przed jakimś poważnym trawersem czy wycieczką która zajmie kilka dni – to na pewno nie czytasz mojego poradnika dla początkujących, bo sam wiesz dobrze co wybrać. I pewnie wybierzesz czyste mohery.

Jeśli natomiast głównie zjeżdżasz, czasem decydujesz się na podejścia, nie jesteś fanem touringu i chcesz jedne foki na kilka lat – kup nylonowe.

Jeśli trochę już podchodzisz, rozwijasz się w tym kierunku, wybierasz się w coraz dłuższe trasy – pewnie mix nylonowo-moherowy jaki mam ja – będzie dla Ciebie dobrym kompromisem.

Do samego materiału na foki musisz dokupić: zaczepy na przód nart i haczyki na tył, siatkę do naklejania fok i ich przechowywania, przewiewny i wytrzymały futerał. Są dostępne foki bez tylnych zaczepów (wtedy można je stosować do różnych długości nart) ale niezbyt je polecam: foka powinna trzymać się wtedy na kleju, ale przy długim podejściu tył będzie się odklejał, namoknie, potem zamarznie, nie będzie się chciał kleić i komfort podejścia będzie niższy.

Foki możesz kupić wstępnie przygotowane, lub „z metra”.

  • z metra: szczególnie jeśli dużo chodzisz, foka się zużywa, a zaczepy możesz użyć wielokrotnie – kup „z metra”, wyjdzie taniej, chociaż foki mogą być troszkę gorszej jakości
  • pół-gotowe: z reguły zaczepy z tyłu są już przymocowane, trzeba tylko dostosować długość, dokręcić przednie zaczepy i dociąć. Wyjdzie trochę drożej, ale z reguły mamy już w komplecie pokrowiec, siatkę, nóż do cięcia i zaczepy.

A jak jest z szerokością foki? Foka nie powinna zakrywać krawędzi nart i być od nich odsunięta na przynajmniej 1-2mm z każdej strony. Jeśli zatem nie zamierzamy docinać fok – musimy kupić foki 3-4mm węższe niż nasza narta w talii. Foki nie trzeba wtedy docinać, ale w szerokich miejscach narty – foka będzie tylko wąskim paskiem – a co za tym idzie – nie będzie tak dobrze „trzymać”, czyli narta będzie bardziej podatna na przesuwanie się do tyłu na stromiznach.

Zdecydowanie lepiej kupić więc zbyt szerokie foki które potem docinamy dokładnie do swoich nart.

Ciekawy materiał o docinaniu fok Black Diamonda możecie obejrzeć tutaj:

Jaka jest cena fok? Niestety nie są tanie: jeśli kupujesz z metra – musisz liczyć się z ceną nawet ok 1 PLN za centymetr – czyli nawet 400 PLN na dwumetrowe narty. Jeśli kupujesz gotowe – to koszt 500-600PLN, ale masz wszystko w komplecie.

Gorąco polecam kupno fok w dobrym górskim sklepie, gdzie po pierwsze wiedzą jak to przechowywać, aby klej nie wysechł, nie spłynął i gdzie towar schodzi im na bieżąco, w dużych ilościach.

Pozostałe notki o sprzęcie skiturowym: