nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


15 Komentarzy

Diagnostyka wiązań narciarskich na maszynie

Problemy z wiązaniami i ich nieprawidłowe ustawienie prowadzi często do poważnych wypadków zakończonych uszczerbkiem na zdrowiu. Zdarza się, że wiązania nie wypinają się, kiedy powinny. Znam przypadki, kiedy podczas prowizorycznych testów, wiązania (czasem tylko w jednej narcie) z niewiadomej przyczyny blokowały się i uniemożliwiały wypięcie po przyłożeniu dowolnie dużej siły dającej się wygenerować w domowych warunkach. Dodatkowym problemem są stosowane w ostatnich latach i używane przez wielu freeriderów różne standardy buta narciarskiego: skiturowe, freeturowe, alpejskie, a ostatnio z wymiennymi wkladkami do podeszwy. Niektóre buty z niektórymi wiązaniami zwyczajnie nie chcą się wypinać.

Krok 1: przmocowanie narty w maszynie

Panaceum na te problemy jest test i ustawienie wiązań na specjalnej maszynie do mierzenia siły wypięcia wiązań. Ponieważ kupiłem ostatnio nowe buty, których skorupa była odrobinę krótsza od starych – musiałem i tak wyregulować wiązania. Postanowiłem podczas regulacji przetestować swoje wiązania na takiej maszynie, a przy okazji podyskutować z fachowcami na temat regulacji wiązań.

Okazuje się, że przyczyną problemów opisanych powyżej jest budowa sprężyn w wiązaniach. Sprężyny te mogą również mieć niejednorodną i różną od siebie strukturę, mogą też być trochę inaczej zahartowane, przez co identycznie ustawione na lewej i prawej narcie mogą w rzeczywistości mieć różną siłę wypięć. Sprężyny mogą się również starzeć, przez co rzeczywista siła wypięcia nie będzie odpowiadać tej którą widzimy ustawioną na skali DIN wiązania. Jeśli sprężyna była ustawiona długi czas na konkretną siłę, a następnie wyregulowano wiązanie inaczej – może wystąpić podobny efekt „pamięci” sprężyny. Wszystko to przemawia właśnie za regularną diagnostyką wiązań.

Krok 2: wprowadzenie parametrów

Działanie maszyny polega na przyłożeniu rosnącej siły do wpiętego w wiązanie buta i sprawdzeniu kiedy wiązanie się wypnie. Test powtarzany jest dla tylnej części wiązania (wypięcie pionowe) i dla przedniej (wypięcie boczne). Przed testem należy wprowadzić do maszyny parametry narciarza: płeć, wagę, wiek, wzrost, umiejętności/styl jazdy i długość skorupy buta. Po przeprowadzonym teście maszyna pokazuje serwisantowi jak należy skorygować ustawienia wiązań, a po korekcie test jest powtarzany. Na końcu, po finalnej weryfikacji otrzymujemy wydruk ze wszystkimi parametrami obliczonymi przez maszynę. Na zachodzie takie wydruki mogą być wymagane przez ubezpieczyciela w razie wypadku, jednak w Polsce nie znam ubezpieczyciela, który tego by wymagał.
Po ustawieniu wiązań może zdarzyć się, że lewa i prawa narta będzie miała nieco inne parametry ustawień wiązań – i nie ma w tym nic dziwnego, bo dokładnie tak działa maszyna, mierząc faktyczne siły wypięć a nie polegając na skali DIN skalibrowanej przez producenta.

Krok 3: wpięcie buta i włożenie do buta siłownika

Wypada dodać, że nie wszystkie maszyny nadają się do testowania wiązań pinowych (w szczególności np. ta na której ustawiane były moje wiązania na fotkach). Jak opisał mi czytelnik – Mariusz Jasiński z Wrocławia, do testowania pinów nadają się w szczególności (ale zapewne nie tylko) maszyny firmy Montana (wcześniej pod logo Wälzholz-Huber) z serii Jetbond ST/SK i Jetbond M. Faktycznie – zweryfikowałem to – Mariusz ma rację.
Jeśli więc jesteście w 95% populacji narciarzy i macie wiązania alpejskie lub skrzynkowe (frame) – nie macie się czym przejmować – każda maszyna da radę, ale jeśli używacie wiązań pinowych (technicznych), musicie dopytać serwisanta o kompatybilność maszyny z Waszymi wiązaniami. Raz jeszcze podziękowania dla Mariusza za ten risercz.

Tak wygląda wypięcie buta na maszynie podczas testów:

 

Na koniec napiszę tylko, że w polskim internecie jest sporo tekstów reklamowych (nigdzie nie oznaczonych jako reklamowe – to niestety zmora sieci), powtarzających słowo-w-słowo różne bezsensowne mity (np. to, że w fakt, że na nartę freeride’ową działa większy moment siły jest jakimś powodem do innej diagnostyki wiązań, itp.). Wszystkie te teksty reklamują jedną jedyną maszynę diagnostyczną: Jetbond. Nie ma nic złego w Montana Jetbond, i nie ma nic złego w maszynach konkurencyjnych firm, np: Wintersteiger, o ile każda z nich obsługiwana jest przez przeszkolonego fachowca. Nie polecę Wam więc żadnej konkretnej maszyny. Napiszę tylko, że jestem zwolenników małych, nie-sieciowych serwisów, gdzie rotacja pracowników nie jest duża, i korporacja nie wyznacza targetów. W małych serwisach pracują często sami właściciele i pasjonaci narciarstwa (a nie przypadkowi ludzie) i moje osobiste doświadczenia z takimi serwisami są DUŻO lepsze. Nie będę więc polecał Wam serwisów w supermarketach, Decathlonach, czy w Ski Team.

Koszt diagnostyki i regulacji wiązań na maszynie:

  • Warszawa, Legion Serwis przy ul. Belgradzkiej (na Ursynowie, niedaleko metra Natolin): 30 PLN standard, 50 PLN ekspres (to tam testowałem swoje)
  • Kraków: Rowmix przy ul. Mogilskiej (na Grzegórzkach): 35 PLN – poza sezonem zadzwońcie wcześniej, czy na pewno maszyna jest dostępna
  • Wrocław: Koenig Serwis przy al. Hallera (niedaleko SkyTower): 39 PLN
  • jeśli znacie ceny i punkty w innych miastach – piszcie śmiało w komentarzach

Wydaje się, że warto wydać nieco ponad trzy dychy i mieć pewność, że nasze wiązania wypinają się prawidłowo.

PS. na tym blogu zdarzają się wpisy powstające przy współpracy z różnymi firmami i takie sytuacje są zawsze jasno oznaczone. Ten wpis nie jest przez kogokolwiek sponsorowany.