nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


15 Komentarzy

Tanie Heliski – przegląd: ceny, lokalizacje, tipy

Czy „Tanie Heliski” to oksymoron, który ma mniej więcej tyle samo sensu co „Wegańska Wołowina” albo „Bystry PiSowiec”? Faktycznie – na rynku jest sporo ofert na helikopter przekraczających 1000 Euro dziennie, ale da się jednak wybrać znacznie tańsze perełki. Latałem helikopterem przynajmniej kilkadziesiąt razy w różnych rejonach świata i zawsze zależało mi na maksymalnym odchudzeniu ceny. Gdzie mierzyć? Dokąd jechać? Na co uważać? Przeczytajcie.

Alaska: kiedyś – bosko, teraz raczej nieaktualne

Mój rekordowo tani lot helikopterem miał miejsce właśnie w okolicy Valdez, w górach Chugach na Alasce, 7 lat temu. Zgadałem się z jednym z pilotów, który nie miał wtedy umowy „na wyłączność” z operatorem i robił „to i owo” (woził jakieś cargo, czasem turystom pokazywał Alaskę z góry, czasem był taksówką biznesmenów). Parę wieczorów przesiedzieliśmy przy piwku, żaliłem mu się, że drogie te śmigła dla chłopaka z Polski, i sam zaoferował się, że jeśli kolejnego dnia poczekam na niego w heliporcie, to jak będzie miał chwilę, podrzuci mnie na umówioną górkę za koszt paliwa po drodze. Musiałem tylko wcześniej zostawić auto przy drodze do której miałem potem zjechać, oznaczyć je na GPS, i bez żadnego przewodnika, zupełnie sam, zjechałem sobie za 50 dolarów. Nieźle co?

Nie byłem na Alasce od tamtej chwili, ale od znajomych wiem, że niestety te czasy minęły. Operatorzy bardzo się ucywilizowali (przybyło dwóch – obecnie są to: słynne Valdez Heli-Ski Guides, a oprócz nich: Alaska Rendezvous Lodge i nowe: Valdez Black-Ops oraz H2O Guides). Piloci mają sztywne umowy i latają cały sezon w barwach wybranego z nich. Wygląda to trochę jak jakaś zmowa cenowa czy oligopol, bo ceny poszły koszmarnie w górę. Obecnie należy liczyć się z ceną przynajmniej 1000$ za dzień heliski (z reguły oznacza to 6 liftów). Cena za 6 dni (łącznie z hotelem) od 10 tys. dolarów w górę. Nie moja liga.

Wydaje się więc, że obecnie na budżetowy wypad heliski Alaska raczej odpada, ale dla porządku podaję adresy operatorów:

https://www.valdezheliskiguides.com

http://www.blackopsvaldez.com

https://arlinc.com

http://www.alaskahelicopterskiing.com

Gruzja: jak w Białce, no i te procedury…

Lot otworzył połączenie do Tbilisi, a Wizzair lata regularnie do Kutaisi. Nie dziwota, że Polaków w Kaukazie teraz więcej niż Ruskich, a język polski słyszy się tak często jak w Białce. Gruzja ma też swojego operatora heliski. Ceny nie są złe, ale obłożenie jest spore. Będąc w Gudauri nie udało mi się wcisnąć na żaden wolny slot bez wcześniejszej rezerwacji, jeśli więc przymierzacie się do lotów w Gruzji – warto zarezerwować (i zapłacić) za heliski zawczasu. Wydaje się, że liczba słonecznych dni (albo przynajmniej „flyable”) w Gruzji nie jest najwyższa, ale jeśli ktoś z czytelników korzystał z heliski w Gruzji, latał śmigłem tak jak sobie zaplanował, i nie musiał czekać ani na wolny slot, ani na pogodę – zapraszam do komentowania.

Warto jednak zauważyć, że ostatnio Gruzini mają pecha: najpierw koszmarny wypadek z wyciągiem jadącym do tyłu, a teraz rozwalił im się helikopter z narciarzami – cud, że nikt nie zginął: https://www.wprost.pl/swiat/10111923/kolejny-wypadek-w-gruzinskim-kurorcie-kilka-dni-po-awarii-wyciagu-spadl-helikopter-z-turystami.html

Za trzy górki, Gruzini kasują 380 Euro, co wydaje się niezłą ceną. O ile tylko znajdą nowy helikopter. No i jeśli pasują Wam wschodnie procedury bezpieczeństwa 😉

Więcej: http://www.freeride.ge/heliskiing/

http://heliski.travel/heliski/heliksir-experience/

EDIT: spójrzcie na komentarz P.Hr. poniżej – ciekawe info dot. heliski w Gruzji. Nie wygląda to za dobrze…

Alpy: wiele opcji – można znaleźć niedrogie…

Zjeżdżałem w Alpach w szwajcarskim Zermatt z Monte Rosy i z Alphubla z operatorem Air Zermatt. To było moje „najwyższe” heli kiedykolwiek – maszyna przyziemiła w okolicy 4500m n.p.m. Cena nie była koszmarnie wygórowana, bo z obu szczytów zjeżdżaliśmy do drogi między Zermatt a Visp – i braliśmy stamtąd taksówkę z powrotem do Zermatt – więc helikopter nie musiał po nas wracać (dla chętnych poszukam dobrej mapy topo). Cena – w okolicy 160-180 franków za jeden lot była szczególnie atrakcyjna kiedy frank stał po 2 złote z małym hakiem. Teraz jest trochę gorzej, ale nie jest tak źle. Niestety ta cena NIE zawiera przewodnika. Nie jestem przekonany, czy Air Zermatt obecnie zabierze Was na pokład bez przewodnika, obawiam się, że może być to problem (warto rozważyć zabranie przewodnika IVBV z Polski – będzie taniej niż lokalnie). Dodatkowym argumentem za Air Zermatt jest wertikal: samo Zermatt leży w okolicach 1700m n.p.m, ale zjeżdżasz z 4500 na 1400-1500 – czyli ponad 3 kilometry w dół, a przecież w wielu miejscach na świecie na 3000-3500m wertikala obliczony jest cały dzień jazdy! Jeśli się nie spieszysz, robisz sporo fotek, odpoczywasz sobie i cieszysz się widokami – taki zjazd spokojnie zajmie ci znacznie więcej niż parę godzin.

Więcej: https://www.air-zermatt.ch/wordpress/en

W Alpach można dziś latać w wielu miejscach. Parę bardziej znanych to: Lech, Val d’Isere, Alagna, St. Moritz. Ceny raczej wyższe niż niższe. Ale jeśli macie jakieś pozytywne i *budżetowe* doświadczenia z tych miejsc: wypowiedzcie się w komentarzach!

Kamczatka: pogoda dla bogaczy

Firma Vertikalny Mir, dla której pracuje mój kolega-przewodnik organizuje heliski na Kamczatce nieopodal miasta Pietropawłowsk Kamczacki. Latają tam starymi i potężnymi śmigłowcami Mi-8. Do takiej maszyny wchodzi paręnaście osób (dla porównania – zachodni standard to Eurocopter: 4-5 osób + pilot + przewodnik). Wydawałoby się, że powinno być tanio, bo koszt się rozkłada? Niestety niezupełnie, bo mi Mi-8 spala koszmarne ilości paliwa, a do jego pilotażu trzeba z reguły aż dwóch osób.

Jeśli kiedyś zarobię milion monet albo wygram w lotto – to Kamczatka jest NA BANK na mojej liście: bardzo chciałbym pojeździć po wulkanach. Jeśli jednak nie będę miał tyle szczęścia… cóż. Za 6 dni Heliski i 8 godzin lotu na Kamczatce, cena to „jedynie” 6500 Euro, a do tego trzeba jeszcze na Kamczatkę dolecieć. Dwa lata temu próbowałem z operatorem negocjować pojedyncze dni albo pojedyncze loty (zamiast tygodniowego pakietu) – niestety bez rezultatu.

Więcej: http://www.vertikalny-mir.com/en/

Hokkaido: problem z pogodą

Kiedy pierwszy raz byłem na Hokkaido w 2012 roku – nikt nie mówił o helikopterach. Parę lat później otworzyło się Hokkaido Backcountry Club, które organizuje Heliski. Jeden dzień (6 zjazdów) to koszt 160 tys jenów, czyli ok. 5000 PLN. Zdecydowanie drogo – to raz. A dwa: ze względu na permanentnie niskie pułapy chmur i ciągłe opady śniegu (w końcu z czegoś to Hokkaido jest słynne, prawda?) okolica Niseko, to koszmarny problem z pogodą nadającą się do latania. Na 20 dni w życiu, które spędziłem w Niseko, może jednego dnia widziałem słońce. Jak się domyślacie, w związku z tym helikopter częściej stoi niż lata. Dobrzy znajomi mówili, że czekali 3 dni na lot i się nie doczekali.

Więcej: http://www.hokkaidobackcountryclub.com/en/heli-skiing-en/heli-skiing/

Ale ja bym na Hokkaido jechał raczej na wjazdy skuterem albo ratrakiem. Albo z foki. Nie na heli.

Rumunia: smutna historia

Dużo słyszałem Rumunach i ich dość luźnym podejściu do procedur bezpieczeństwa, lawin itp. Praktykowali ponoć smoleńskie podejście generała Błasika: „zmieścisz się śmiało” i wychodzili z założenia, że im więcej adrenaliny – tym lepiej, jeżdżąc z klientami na przykład przy lawinowej czwórce.

Poza tymi mankamentami, chłopaki były jednak bardzo miłe i ogarnięte, a ja byłem z nimi w kontakcie przez całe parę lat. Pamiętam rozmowę telefoniczną w okolicach 2012 czy może 2013 roku, i ich frustracje spowodowane pogodą. Przez dwa sezony z rzędu musieli ze względu na permanentne mgły i niskie chmury odwołać 90% lotów. Stracone zyski, wkurzeni klienci, sezon spędzony w schronisku i hotelu. Były ponoć tygodniowe grupy, które nie poleciały nigdzie nawet raz. Wkurzyło ich to tak mocno, że na kolejny sezon postanowili zmienić miejscówkę i swoją bazę heli: z pochmurnego obszaru Fagaras prznieśli się w niższe góry, na zachód, bliżej granicy z Węgrami. I faktycznie: w kolejny sezon pogoda była niemal bezchmurna. Tym razem jednak helikopter stał sporą część sezonu w heliporcie z powodu… braku śniegu.

Potem przestałem śledzić ich historię. Wiem, że część z tych przewodników przeniosła się w Alpy i zaczęła pracę u innych operatorów. Kiedy jednak sprawdzam internety – google pokazuje, że heliski w Rumunii działa. Za pakiet tygodniowy, noclegi i 6 dni śmigła liczą sobie 4700 Euro – czyli taniej niż reszta Europy. Pytanie tylko, czy jeśli zdecydujecie się na tę opcję, będziecie mieć szczęście do pogody. Na dwoje babka wróżyła… Ale na pewno powinniście bardzo precyzyjnie sprawdzić jak wyglądają warunki zwrotu kosztów (refund), i czy aby cena hotelu nie jest sztucznie zawyżona, żeby refund za brak lotów był niższy.

Więcej: https://www.mountainguide.ro/en/ski-touring-freeride-romania/heliski-in-romania/

Laponia: niezły i tani produkt

Najlepsze zostawiam na koniec. Kraina św. Mikołaja, Laponia, okolice miejscowości Riksgransen na granicy szwedzko-norwerskiej. Myślicie pewnie: „droga Skandynawia”?  Czeka was niespodzianka: w okolicy Riksgransen znam 4 heliporty i stoi w nich łącznie mniej-więcej 10 helikopterów, a przecież podaż kształtuje cenę! Okazuje się, że w kraju w którym zwykłe piwo w barze kosztuje w przeliczeniu niemal 40PLN, mamy jedno z tańszych heliski na świecie! Helikopter wywozi nas na 3 dropy (3 górki), każdy po około 600-900 metrów wertikala za 1400PLN.

Jeśli jest problem z pogodą, a nie jest nam obca mapa i umiemy powozić skuterem śnieżnym, możemy wypożyczyć go sobie za równowartość tej ceny (ale wtedy rozłoży się ona na liczbę zaangażowanych osób). Jeśli np. jesteśmy we trójkę i podjeżdżać będziemy w systemie kierowca, pasażer i narciarz na linie – mocny skuter będzie kosztował 450PLN za osobę na cały dzień. Zawsze warto mieć plan B na kiepską pogodę – i Riksgransen ten plan zapewnia i to wcale nienajgorszy.

Latałem w Szwecji już paręnaście razy. W zdecydowanej większości przypadków byłem bardzo zadowolony.

Najtańszy operator to: http://www.mountainguide.se/default2.asp?Id=10&languageId=44 – trzeba bookować wcześniej, ale w czasach przelewów SEPA wcześniejsza płatność nie jest problemem.

Trochę droższy produkt: http://abiskomountainlodge.se/vinter/heli-skiing/ – ale jeśli macie kasę – bardzo warto.

Kolejny operator, tym razem z Bjorklinden: http://bjorkliden.com/en/skiing/heliskiing/

Wszyscy trzej operatorzy są w odległości ok. 40 km od siebie: wzdłuż jedynej drogi w tym obszarze: między Kiruną a Narwikiem.

 

Wysiadka! (Laponia, Szwecja)


Dodaj komentarz

Laponia – heliski


Laponia to nie Japonia. Nie spada tu 14 metrów puchu. Poza tym jest prawie maj a nie styczeń. Ale Laponia to prawdopodobnie najlepszy wiosenny śnieg w jakim miałem okazję jeździć. Dobry do jazdy wiosenny śnieg jest dość trudny do znalezienia: zbyt twardy/zmrożony – to po prostu lodoszreń. Jeżdząc po niej tracisz plomby w zębach. Zbyt miękki – chwyta narty w zakrętach i powoduje, że jazda zaczyna być walką zamiast przyjemności. Idealny „spring corn” daje ci lekki opór w zakrętach i przykrywa kilkucentrymetrową warstwą twardą szreń. Szybka, agresywna jazda po takim śniegu to prawdziwa rozkosz. 


Miałem szczęście trafić na doskonały tandem: pilot + przewodnik. Pilot umiał też jeździć poza trasą, a przewodnikowi zależało, by klienci byli zadowoleni. Dyskutowali cały czas pogodę, warunki, nasłonecznienie, stromiznę i wysokość – każdy z tych parametrów ma kluczowe znaczenie na miękkość śniegu. Do dyspozycji było dziesiątki nienazwanych szczytów i bardzo wiele wariantów tras wiodących z każdego. Pilot często okrążał każdy szczyt albo podlatywał bliżej, dyskutując trasę z przewodnikiem. Byli po prostu dobrzy. Jazda z przewodnikiem w Europie jest może mniej „dzika”, ale ma swoje bezsprzeczne zalety. 

Było zajebiście. Więcej – jutro.