nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


15 Komentarzy

Tanie Heliski – przegląd: ceny, lokalizacje, tipy

Czy „Tanie Heliski” to oksymoron, który ma mniej więcej tyle samo sensu co „Wegańska Wołowina” albo „Bystry PiSowiec”? Faktycznie – na rynku jest sporo ofert na helikopter przekraczających 1000 Euro dziennie, ale da się jednak wybrać znacznie tańsze perełki. Latałem helikopterem przynajmniej kilkadziesiąt razy w różnych rejonach świata i zawsze zależało mi na maksymalnym odchudzeniu ceny. Gdzie mierzyć? Dokąd jechać? Na co uważać? Przeczytajcie.

Alaska: kiedyś – bosko, teraz raczej nieaktualne

Mój rekordowo tani lot helikopterem miał miejsce właśnie w okolicy Valdez, w górach Chugach na Alasce, 7 lat temu. Zgadałem się z jednym z pilotów, który nie miał wtedy umowy „na wyłączność” z operatorem i robił „to i owo” (woził jakieś cargo, czasem turystom pokazywał Alaskę z góry, czasem był taksówką biznesmenów). Parę wieczorów przesiedzieliśmy przy piwku, żaliłem mu się, że drogie te śmigła dla chłopaka z Polski, i sam zaoferował się, że jeśli kolejnego dnia poczekam na niego w heliporcie, to jak będzie miał chwilę, podrzuci mnie na umówioną górkę za koszt paliwa po drodze. Musiałem tylko wcześniej zostawić auto przy drodze do której miałem potem zjechać, oznaczyć je na GPS, i bez żadnego przewodnika, zupełnie sam, zjechałem sobie za 50 dolarów. Nieźle co?

Nie byłem na Alasce od tamtej chwili, ale od znajomych wiem, że niestety te czasy minęły. Operatorzy bardzo się ucywilizowali (przybyło dwóch – obecnie są to: słynne Valdez Heli-Ski Guides, a oprócz nich: Alaska Rendezvous Lodge i nowe: Valdez Black-Ops oraz H2O Guides). Piloci mają sztywne umowy i latają cały sezon w barwach wybranego z nich. Wygląda to trochę jak jakaś zmowa cenowa czy oligopol, bo ceny poszły koszmarnie w górę. Obecnie należy liczyć się z ceną przynajmniej 1000$ za dzień heliski (z reguły oznacza to 6 liftów). Cena za 6 dni (łącznie z hotelem) od 10 tys. dolarów w górę. Nie moja liga.

Wydaje się więc, że obecnie na budżetowy wypad heliski Alaska raczej odpada, ale dla porządku podaję adresy operatorów:

https://www.valdezheliskiguides.com

http://www.blackopsvaldez.com

https://arlinc.com

http://www.alaskahelicopterskiing.com

Gruzja: jak w Białce, no i te procedury…

Lot otworzył połączenie do Tbilisi, a Wizzair lata regularnie do Kutaisi. Nie dziwota, że Polaków w Kaukazie teraz więcej niż Ruskich, a język polski słyszy się tak często jak w Białce. Gruzja ma też swojego operatora heliski. Ceny nie są złe, ale obłożenie jest spore. Będąc w Gudauri nie udało mi się wcisnąć na żaden wolny slot bez wcześniejszej rezerwacji, jeśli więc przymierzacie się do lotów w Gruzji – warto zarezerwować (i zapłacić) za heliski zawczasu. Wydaje się, że liczba słonecznych dni (albo przynajmniej „flyable”) w Gruzji nie jest najwyższa, ale jeśli ktoś z czytelników korzystał z heliski w Gruzji, latał śmigłem tak jak sobie zaplanował, i nie musiał czekać ani na wolny slot, ani na pogodę – zapraszam do komentowania.

Warto jednak zauważyć, że ostatnio Gruzini mają pecha: najpierw koszmarny wypadek z wyciągiem jadącym do tyłu, a teraz rozwalił im się helikopter z narciarzami – cud, że nikt nie zginął: https://www.wprost.pl/swiat/10111923/kolejny-wypadek-w-gruzinskim-kurorcie-kilka-dni-po-awarii-wyciagu-spadl-helikopter-z-turystami.html

Za trzy górki, Gruzini kasują 380 Euro, co wydaje się niezłą ceną. O ile tylko znajdą nowy helikopter. No i jeśli pasują Wam wschodnie procedury bezpieczeństwa 😉

Więcej: http://www.freeride.ge/heliskiing/

http://heliski.travel/heliski/heliksir-experience/

EDIT: spójrzcie na komentarz P.Hr. poniżej – ciekawe info dot. heliski w Gruzji. Nie wygląda to za dobrze…

Alpy: wiele opcji – można znaleźć niedrogie…

Zjeżdżałem w Alpach w szwajcarskim Zermatt z Monte Rosy i z Alphubla z operatorem Air Zermatt. To było moje „najwyższe” heli kiedykolwiek – maszyna przyziemiła w okolicy 4500m n.p.m. Cena nie była koszmarnie wygórowana, bo z obu szczytów zjeżdżaliśmy do drogi między Zermatt a Visp – i braliśmy stamtąd taksówkę z powrotem do Zermatt – więc helikopter nie musiał po nas wracać (dla chętnych poszukam dobrej mapy topo). Cena – w okolicy 160-180 franków za jeden lot była szczególnie atrakcyjna kiedy frank stał po 2 złote z małym hakiem. Teraz jest trochę gorzej, ale nie jest tak źle. Niestety ta cena NIE zawiera przewodnika. Nie jestem przekonany, czy Air Zermatt obecnie zabierze Was na pokład bez przewodnika, obawiam się, że może być to problem (warto rozważyć zabranie przewodnika IVBV z Polski – będzie taniej niż lokalnie). Dodatkowym argumentem za Air Zermatt jest wertikal: samo Zermatt leży w okolicach 1700m n.p.m, ale zjeżdżasz z 4500 na 1400-1500 – czyli ponad 3 kilometry w dół, a przecież w wielu miejscach na świecie na 3000-3500m wertikala obliczony jest cały dzień jazdy! Jeśli się nie spieszysz, robisz sporo fotek, odpoczywasz sobie i cieszysz się widokami – taki zjazd spokojnie zajmie ci znacznie więcej niż parę godzin.

Więcej: https://www.air-zermatt.ch/wordpress/en

W Alpach można dziś latać w wielu miejscach. Parę bardziej znanych to: Lech, Val d’Isere, Alagna, St. Moritz. Ceny raczej wyższe niż niższe. Ale jeśli macie jakieś pozytywne i *budżetowe* doświadczenia z tych miejsc: wypowiedzcie się w komentarzach!

Kamczatka: pogoda dla bogaczy

Firma Vertikalny Mir, dla której pracuje mój kolega-przewodnik organizuje heliski na Kamczatce nieopodal miasta Pietropawłowsk Kamczacki. Latają tam starymi i potężnymi śmigłowcami Mi-8. Do takiej maszyny wchodzi paręnaście osób (dla porównania – zachodni standard to Eurocopter: 4-5 osób + pilot + przewodnik). Wydawałoby się, że powinno być tanio, bo koszt się rozkłada? Niestety niezupełnie, bo mi Mi-8 spala koszmarne ilości paliwa, a do jego pilotażu trzeba z reguły aż dwóch osób.

Jeśli kiedyś zarobię milion monet albo wygram w lotto – to Kamczatka jest NA BANK na mojej liście: bardzo chciałbym pojeździć po wulkanach. Jeśli jednak nie będę miał tyle szczęścia… cóż. Za 6 dni Heliski i 8 godzin lotu na Kamczatce, cena to „jedynie” 6500 Euro, a do tego trzeba jeszcze na Kamczatkę dolecieć. Dwa lata temu próbowałem z operatorem negocjować pojedyncze dni albo pojedyncze loty (zamiast tygodniowego pakietu) – niestety bez rezultatu.

Więcej: http://www.vertikalny-mir.com/en/

Hokkaido: problem z pogodą

Kiedy pierwszy raz byłem na Hokkaido w 2012 roku – nikt nie mówił o helikopterach. Parę lat później otworzyło się Hokkaido Backcountry Club, które organizuje Heliski. Jeden dzień (6 zjazdów) to koszt 160 tys jenów, czyli ok. 5000 PLN. Zdecydowanie drogo – to raz. A dwa: ze względu na permanentnie niskie pułapy chmur i ciągłe opady śniegu (w końcu z czegoś to Hokkaido jest słynne, prawda?) okolica Niseko, to koszmarny problem z pogodą nadającą się do latania. Na 20 dni w życiu, które spędziłem w Niseko, może jednego dnia widziałem słońce. Jak się domyślacie, w związku z tym helikopter częściej stoi niż lata. Dobrzy znajomi mówili, że czekali 3 dni na lot i się nie doczekali.

Więcej: http://www.hokkaidobackcountryclub.com/en/heli-skiing-en/heli-skiing/

Ale ja bym na Hokkaido jechał raczej na wjazdy skuterem albo ratrakiem. Albo z foki. Nie na heli.

Rumunia: smutna historia

Dużo słyszałem Rumunach i ich dość luźnym podejściu do procedur bezpieczeństwa, lawin itp. Praktykowali ponoć smoleńskie podejście generała Błasika: „zmieścisz się śmiało” i wychodzili z założenia, że im więcej adrenaliny – tym lepiej, jeżdżąc z klientami na przykład przy lawinowej czwórce.

Poza tymi mankamentami, chłopaki były jednak bardzo miłe i ogarnięte, a ja byłem z nimi w kontakcie przez całe parę lat. Pamiętam rozmowę telefoniczną w okolicach 2012 czy może 2013 roku, i ich frustracje spowodowane pogodą. Przez dwa sezony z rzędu musieli ze względu na permanentne mgły i niskie chmury odwołać 90% lotów. Stracone zyski, wkurzeni klienci, sezon spędzony w schronisku i hotelu. Były ponoć tygodniowe grupy, które nie poleciały nigdzie nawet raz. Wkurzyło ich to tak mocno, że na kolejny sezon postanowili zmienić miejscówkę i swoją bazę heli: z pochmurnego obszaru Fagaras prznieśli się w niższe góry, na zachód, bliżej granicy z Węgrami. I faktycznie: w kolejny sezon pogoda była niemal bezchmurna. Tym razem jednak helikopter stał sporą część sezonu w heliporcie z powodu… braku śniegu.

Potem przestałem śledzić ich historię. Wiem, że część z tych przewodników przeniosła się w Alpy i zaczęła pracę u innych operatorów. Kiedy jednak sprawdzam internety – google pokazuje, że heliski w Rumunii działa. Za pakiet tygodniowy, noclegi i 6 dni śmigła liczą sobie 4700 Euro – czyli taniej niż reszta Europy. Pytanie tylko, czy jeśli zdecydujecie się na tę opcję, będziecie mieć szczęście do pogody. Na dwoje babka wróżyła… Ale na pewno powinniście bardzo precyzyjnie sprawdzić jak wyglądają warunki zwrotu kosztów (refund), i czy aby cena hotelu nie jest sztucznie zawyżona, żeby refund za brak lotów był niższy.

Więcej: https://www.mountainguide.ro/en/ski-touring-freeride-romania/heliski-in-romania/

Laponia: niezły i tani produkt

Najlepsze zostawiam na koniec. Kraina św. Mikołaja, Laponia, okolice miejscowości Riksgransen na granicy szwedzko-norwerskiej. Myślicie pewnie: „droga Skandynawia”?  Czeka was niespodzianka: w okolicy Riksgransen znam 4 heliporty i stoi w nich łącznie mniej-więcej 10 helikopterów, a przecież podaż kształtuje cenę! Okazuje się, że w kraju w którym zwykłe piwo w barze kosztuje w przeliczeniu niemal 40PLN, mamy jedno z tańszych heliski na świecie! Helikopter wywozi nas na 3 dropy (3 górki), każdy po około 600-900 metrów wertikala za 1400PLN.

Jeśli jest problem z pogodą, a nie jest nam obca mapa i umiemy powozić skuterem śnieżnym, możemy wypożyczyć go sobie za równowartość tej ceny (ale wtedy rozłoży się ona na liczbę zaangażowanych osób). Jeśli np. jesteśmy we trójkę i podjeżdżać będziemy w systemie kierowca, pasażer i narciarz na linie – mocny skuter będzie kosztował 450PLN za osobę na cały dzień. Zawsze warto mieć plan B na kiepską pogodę – i Riksgransen ten plan zapewnia i to wcale nienajgorszy.

Latałem w Szwecji już paręnaście razy. W zdecydowanej większości przypadków byłem bardzo zadowolony.

Najtańszy operator to: http://www.mountainguide.se/default2.asp?Id=10&languageId=44 – trzeba bookować wcześniej, ale w czasach przelewów SEPA wcześniejsza płatność nie jest problemem.

Trochę droższy produkt: http://abiskomountainlodge.se/vinter/heli-skiing/ – ale jeśli macie kasę – bardzo warto.

Kolejny operator, tym razem z Bjorklinden: http://bjorkliden.com/en/skiing/heliskiing/

Wszyscy trzej operatorzy są w odległości ok. 40 km od siebie: wzdłuż jedynej drogi w tym obszarze: między Kiruną a Narwikiem.

 

Wysiadka! (Laponia, Szwecja)


6 Komentarzy

Wywiad red. Małgosi Lisak w Radiu Plus – część trzecia/ostatnia

2014-11-20 08.26.00-2Czy wiecie ile rodzajów tuńczyka jest do wyboru w japońskim sushi barze? 🙂 Jeśli nie – posłuchajcie: dziś trzecia odsłona wywiadu dla Radia Plus, tym razem o wyprawie na Hokkaido. Rozmawiamy o legendarnym, japońskim puchu, o sushi i ramen, o treeskiingu, o jeździe ratrakami i skuterami śnieżnymi, o Japończykach, o adrenalinie i endorfinach. Oczywiście cała rozmowa kręci się wkoło nart poza trasą. I tak jak poprzednio: dzięki Gosi jest klimat 🙂

 

 

Linki do poprzednich części:

 


Dodaj komentarz >

Wiem, że ten blog jest o nartach – ale po prostu nie mógłbym nie wspomnieć o tych wszystkich pysznościach, które zjadłem w górach na Hokkaido. Jeśli kiedykolwiek tu będziecie (bardzo warto!), i będziecie jeździć na nartach, nie sposób nie próbować tego wszystkiego…

Przede wszystkim Japonia zaskoczyła mnie tym, że NIE udało się zjeść nam niczego kiepskiego ani nawet przeciętnego. Wszystkie, absolutnie wszystkie rzeczy były po prostu świetne.

Nie dam rady wymienić wszystkich dań i wkleić wszystkich fotek, które zrobiliśmy – ograniczę się do ciekawostek, o których ja nie słyszałem przed przyjazdem do Japonii.

2014-01-24 12.30.04

Sushi

Zaczynamy od Sushi:

  • Sushi wcale nie jest najpopularniejszym japońskim jedzeniem – jest relatywnie drogie (chociaż na pewno tańsze niż w Polsce) i wykwintne. Znacznie popularniejsze są wszelkiej maści nudle, makarony i zupy: Ramen, Udon, Soba
  • Do gotowego Sushi nie podaje się na boku Wasabi. Jeśli poprosisz o Wasabi – to tak jakbyś dał w twarz Sushi Masterowi – to oznaczałoby, że źle przyrządził ryż! (nie muszę dodawać, że nikt nie miesza Wasabi z sosem sojowym?)
  • Sos sojowy służy do przyprawienia ryby a nie ryżu. Ryż nie powinien nawet dotknąć sosu. Jeśli jesz Maki – to należy nabrać sosu między pałeczki i kapnąć kropelkę na środek kawałka Maki. Jeśli Nigiri, to ryba powinna trzymać się ryżu tak, abyś mógł ją umoczyć obracając kawałek Nigiri do góry nogami.
  • Spotkałem się z co najmniej czterema rodzajami tuńczyka w Sushi i Sashimi: od najtańszego bordowego (taki jak w Polsce), poprzez coraz jaśniejsze i bardziej tłuste, kończąc na „białym” tłustym i najdroższym. (nie był biały, ale lekko różowy)
2014-01-24 20.07.59

Grill Japoński

Grill japoński i steki

  • Jeśli sam smażysz na grillu steka – dostajesz do stołu nożyczki, żeby go pokroić przed upieczeniem – przecież na stole masz tylko pałeczki! 🙂 Jeśli steka smaży kucharz – dostajesz już pokrojonego w plasterki.
  • Wspaniałe grillowane szaszłyki Yakitori są „monotematyczne”: na każdym szaszłyku jest sama wołowina lub sama jagnięcina, lub same warzywa, etc. Zamawiasz dowolną kombinację.

Ramen – czyli moje odkrycie!

  • Każdy region w Japonii ma „swoje” Ramen. Np. Ramen na Hokkaido, to zupa miso z długim jajecznym makaronem, kukurydzą, masłem, szczypiorkiem i liśćmi Nori. Można dodać też boczek…
  • Do typowo japońskich knajp podających Ramen wchodzisz bez butów i siadasz na podłodze przy bardzo niskim stole. Kelner/kelnerka przy każdym podaniu dania/napoju klęka, żeby być na jednym poziomie z tobą
  • Ramen można a wręcz należy siorbać. Ponoć wzmacnia to jego walory smakowe.
  • Ramen je się pałeczkami i łyżką jednocześnie. Resztki samej zupy można wypić prosto z miski.
  • Ramen jest wspaniałe – najlepiej zacznij od niego. Przy okazji: zna ktoś miejsce w Warszawie gdzie dają dobre Ramen?
Zrzut ekranu 2014-02-1 o 17.42.59

Hokkaido Ramen

Yakitori

Yakitori

Jeszcze raz – wybaczcie, że zszedłem dziś z tematów narciarskich. A tymczasem… po napisaniu tego wszystkiego zrobiłem się głodny. Dziś ostatni wieczór w Osace. Jeszcze nie wiem na co się wybiorę! Ale musi być coś pycha!

Post-post scriptum: W Osace już szósta wieczorem, ale w Polsce jeszcze pora śniadaniowa – więc na sam koniec – moje dzisiejsze śniadanie w Tokio… Zapłaciłem 250 jenów – czyli 7,50PLN. Czy ktoś mówił, że Japonia jest droga?

Śniadanie dziś w Tokio

Śniadanie dziś w Tokio


7 Komentarzy

Niseko na dziko…

To było dokładnie to, po co przylatujesz na Hokkaido. Burza śnieżna wczoraj po południu i przez noc zrobiła swoje i poszła. Puch w jakim nie jeździłem nigdy w życiu… Ani na Alasce, ani we fiordach, ani w Laponii, ani w Krippenstein, ani nigdzie indziej nie doświadczyłem czegoś podobnego. Epicki, leciusieńki niczym kurz, po kolana, czasem po pas, a kilka razy w nieckach zakryło mi głowę… Ratrak zabierał nas na raczej krótkie przewyższenia – ale za to w koło nie było kompletnie nikogo i niczego, oprócz nietkniętych połaci dziewiczego śniegu.

2014-01-27 18.49.59

A skóra? Wysuszona na wietrze, podrażniona mrozem i śniegiem. Do tego jeździłem między drzewami i dostałem kilkanaście razy gałęziami po twarzy. Gillette wczoraj po burzy śnieżnej zdało egzamin bezbłędnie. Czy dziś też się uda?

2014-01-27 18.49.18

Bilans dnia to również mocno stłuczony palec… Gdzie? Nie mam pojęcia… Po prostu jak zeszły te wszystkie adrenaliny i endorfiny, to zaczął boleć… Bywa.

Na środę planujemy zorganizować skutery śnieżne, które powinny wywieźć nas znowu gdzieś daleko… Trzymajcie kciuki za więcej burz śnieżnych nocami! 😉

Co to jest Wyzwanie Gillette Hokkaido 2014? Kliknij.


23 Komentarze

Wyzwanie Gillette Hokkaido 2014

Klamka zapadła, umowa podpisana, mam sponsora, i jestem tym straaaasznie podekscytowany! Muszę się tym podzielić z Wami. To pierwszy post o Wyzwaniu Gillette Hokkaido 2014, więc pomyślałem, że podczas pisania kolejnych postów z wyprawy, ta strona posłuży jako referencja i wyjaśnienie po co lecę na Hokkaido. Najprościej będzie, jeśli wyjaśnię co jest grane w formie pytań i odpowiedzi. A zatem:

To ten nowy szejwer do testów

To ten nowy szejwer do testów

Co to jest Wyzwanie Gillette Hokkaido 2014? O co w tym chodzi?

Chodzi o to aby sprawdzić, czy w ekstremalnych warunkach pogodowych, kiedy skóra staje się wysuszona i wrażliwa, nowe maszynki Gillette Fusion ProGlide SilverTouch dają radę ogolić skórę bez podrażnień.

Czemu właśnie Hokkaido? 

Bo właśnie na Hokkaido panują ekstremalne warunki pogodowe: począwszy od ostrych, kilkudziesięcio stopniowych mrozów, poprzez silny, urywający głowę wiatr i gigantyczne, jedne z największych na świecie opady śniegu.

A jak znaleźli cię ludzie z Gillette?

Hmmm. Wygląda na to, że team z Gillette czyta blogi! Pisałem tu jakiś czas temu, że planuję wyprawę na Hokkaido, że będzie tam jakiś freeride na nartach… Ludzie z Gillette przeczytali to i widocznie uznali, że fajnie byłoby przetestować ich nową maszynkę w takich warunkach. Uważają, że jest tak dobra, że da radę. Hmmm. Pożyjemy, zobaczymy… 😉

A co z tego masz?

Na pewno dzięki ich wsparciu będę mógł wjechać na dużo, dużo więcej fajnych górek.

Będziesz wlatywał na górę helikopterem jak przy poprzednich wyprawach?

Jak pisałem na początku, na Hokkaido wieje bardzo silny wiatr, a najlepszy puch na świecie zapewniają ciężkie i nisko zawieszone chmury znad Morza Ochockiego. W tak trudnych warunkach nie latają helikoptery. Mój plan, to zorganizować jakiś ratrak i użyć go zamiast helikoptera. Mam nadzieję, że się to uda.

Będziesz teraz pisał o tej maszynce?

Przede wszystkim będę pisał o nartach – jak dotychczas. W takim samym stylu i tak samo szczerze/autentycznie/głupio/nieomylnie (niepotrzebne skreślić) jak dotychczas. A oprócz tego, o ile okaże się, że maszynka Gillette jest niezła – mogą rzeczywiście pojawiać się odniesienia i moja ocena tego produktu podczas tej wyprawy. Całość zyskuje też nową nazwę: 23 stycznia wylatuję na Wyzwanie Gillette Hokkaido 2014.


4 Komentarze >

Hokkaido Sushi

Hokkaido Sushi

Powoli dopinają się szczegóły naszej wyprawy na Hokkaido – wylatujemy z Warszawy 23 stycznia. Dla kogokolwiek wybierającego się na Hokkaido, w szczególności do Niseko – garść linków:

1. tanie linie lotnicze (połączenia do Sapporo z Tokio i Osaki – już od 90PLN za bilet z opłatami)

2. ratraki, skutery, przewodnicy:

Mt Yotei, Hokkaido

Mt Yotei, Hokkaido

3. warunki lawinowe i śniegowe w Niseko i całej Japonii – app’ka na iPhone’a (bardzo wyczerpujący opis warunków dla Niseko): https://itunes.apple.com/us/app/snowjapan-ski-snowboard-in/id393489843?mt

4. zakwaterowanie (banał, ale działa idealnie również w Japonii) – Booking: http://www.booking.com

5. mapy

Village of Samurais, Hokkaido

Village of Samurais, Hokkaido

6. przewodniki

7. pozostałe

Baza tych linków pewnie będzie się powiększać – jeśli szczególnie Cię to interesuje – zajrzyj tu raz jeszcze w lutym…


Dodaj komentarz >

snow-report_2012-03-08

typowy jednonocny opad w Niseko: 10cm świeżego puchu

Jeśli chcecie tanio pojeździć zimą i wiosną – właśnie TERAZ jest czas na to, żeby rezerwować dobre loty i miejsca…

Pisałem już o Antarktydzie (ach, te marzenia) i Grenlandii (nie uda się raczej – za drogo). Ale na mojej liście jest jeszcze całkiem sporo miejsc do zjechania. Najpierw udało nam się niespodziewanie zarezerwować Gruzję, a obecnie intensywnie szukamy z Rafałem połączeń na wyspę Hokkaido, do puchowego raju i gospodarza zimowych igrzysk olimpijskich w 1972 roku: Sapporo.

Wydaje się Wam, że Japonia jest droga? Dobrze się Wam wydaje, ale jak się pokombinuje odpowiednio dobrze i wcześnie, można znaleźć ciekawe oferty. Popatrzcie:

  • 6 dni w hostelu dla backpackersów zarezerwowanego odpowiednio wcześnie w pobliżu kultowego miasteczka Niseko u podnóża wulkanu Yōtei-zan – to 25 tys. jenów czyli około 800 PLN na głowę. Prysznice i toalety co prawda współdzielone na piętrze, ale jak powiedział mi Rafał, z którym mieszkałem przez tydzień na łodzi w norweskich fiordach: „Tam łazienki nie było wcale, a kibel notorycznie się zatykał. Cokolwiek będzie lepsze niż mieszkanie z tobą w kajucie i branie pryszniców tylko podczas zawijania do portów. Poza tym prąd będzie przez całą dobę! Czego chcieć więcej?!”
  • Nocleg w hotelu (?) kapsułowym w Tokio w oczekiwaniu na lot na Hokkaido – 150 PLN. Popatrzcie tylko na te luksusy o wymiarze 1,2×2,1×2,1 metra: http://www.first-cabin.jp.e.jr.hp.transer.com/cabin/ – cytując stronę: „mogą spać tam NAWET kobiety, więc uprasza się o miłe i kulturalne rozmowy” 🙂
  • Miska Noodli w Niseko – od 20 PLN w górę. Zestaw Sushi od 1300 jenów / 42 PLN. Więcej ciekawostek w „Lonely Planet to Hokkaido”: https://www.dropbox.com/s/sml6r5nkor7vkqh/japan-sapporo-hokkaido.pdf (15MB)
  • No i wreszcie skipass. A skipass w Niseko – trzeba przyznać – jest praktycznie dokładnie tak drogi jak w Alpach. Z tą jednak różnicą, że w Niseko spada w sezonie nawet 15 metrów pieprzonego lekuchnego puchu przyniesionego znad Morza Ochockiego. Puchu o jakim śni każdy pozatrasowy narciarz.

no żeby tylko trafił się jeszcze tani i dobry lot do kompletu… szukamy, szukamy…