nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


6 Komentarzy >

Nie macie pomysłu na tapetę na pulpicie? Oto owoc mojej zabawy trzema aplikacjami w smartfonie…

Ta fotka pochodzi z wyjazdu w norweskie fiordy w kwietniu 2013:

2014-04-20 23.05.39

A ta z ostatniego wyjazdu w Kaukaz – marzec 2014:

2014-04-21 08.57.13

Pamiętacie Mezo i Lajnera – „Pasja”?

 


7 Komentarzy

Niseko na dziko…

To było dokładnie to, po co przylatujesz na Hokkaido. Burza śnieżna wczoraj po południu i przez noc zrobiła swoje i poszła. Puch w jakim nie jeździłem nigdy w życiu… Ani na Alasce, ani we fiordach, ani w Laponii, ani w Krippenstein, ani nigdzie indziej nie doświadczyłem czegoś podobnego. Epicki, leciusieńki niczym kurz, po kolana, czasem po pas, a kilka razy w nieckach zakryło mi głowę… Ratrak zabierał nas na raczej krótkie przewyższenia – ale za to w koło nie było kompletnie nikogo i niczego, oprócz nietkniętych połaci dziewiczego śniegu.

2014-01-27 18.49.59

A skóra? Wysuszona na wietrze, podrażniona mrozem i śniegiem. Do tego jeździłem między drzewami i dostałem kilkanaście razy gałęziami po twarzy. Gillette wczoraj po burzy śnieżnej zdało egzamin bezbłędnie. Czy dziś też się uda?

2014-01-27 18.49.18

Bilans dnia to również mocno stłuczony palec… Gdzie? Nie mam pojęcia… Po prostu jak zeszły te wszystkie adrenaliny i endorfiny, to zaczął boleć… Bywa.

Na środę planujemy zorganizować skutery śnieżne, które powinny wywieźć nas znowu gdzieś daleko… Trzymajcie kciuki za więcej burz śnieżnych nocami! 😉

Co to jest Wyzwanie Gillette Hokkaido 2014? Kliknij.


Dodaj komentarz

Dzień #1

Pogoda nas nie rozpieściła. Po pierwsze ostatnie kilka dni nic nie padało, więc poza trasą wszystko ostro zryte starymi śladami. W dodatku było ciepło – przez co śnieg „usiadł” i się zbił. Dziś pogoda się zmieniła: warunki do jazdy wciąż trudne. Słaba widoczność, miejscami lawiniasto, bardzo silny wiatr, temperatura w okolicy -5 – -10, a odczuwalna na pewno sporo niżej. Pod koniec jazdy zerwała się poważna burza śnieżna – i pozamykali wszystkie wyciągi. Testowałem Gillette no i Marcin z Rafałem pomogli mi kręcić film (dzięki!). Maszynka spisała się super – naprawdę po dniu jazdy w takiej pogodzie, po goleniu skóra jest gładka i niepodrażniona. Mam nadzieję, że film zrobiony w tych warunkach będzie nadawał się do zmontowania.

Jest możliwe że burza śnieżna będzie trwała jutro, a wyciągi pozostaną  zamknięte. Dla nas nie jest to takie złe, bo jeśli otworzą je pojutrze albo kolejnego dnia, to obok wyciągów zrobi się fajny puszek, a na jutro udało się zorganizować ratrak, więc burze śnieżne nie będą nam straszne. A przynajmniej nie uniemożliwią wyjazdu na górę.

Foto z dziś poniżej. Trzymajcie kciuki za dużo śniegu, mało wiatru i w miarę niską temperaturę.

off-piste w Niseko

off-piste w Niseko

Czym jest Wyzwanie Gillette Hokkaido 2014? – kliknij…


Dodaj komentarz >

Tak jak pisałem w ub. tygodniu – są już rozkłady na zimę/wiosnę. Niestety nie ma tanich połączeń na Grenlandię. Szukam już od kilku dni i wszystkie opcje kosztują ponad 4000PLN, czyli grubo ponad mój target.

Ciekawostka: Warszawa-Tokio przez Moskwę – to cena poniżej 2000PLN Aerofłotem… Noc w Tokio, i potem lot do Sapporo na wyspie Hokkaido – to 290PLN. A na Hokkaido w lutym ponoć wspaniały puch. Intensywnie przeszukuję fora mówiące o off-piste w Japonii. Póki co – sprawa jest rozwojowa i zachęcająca…


2 Komentarze

Kijki – sprawa niebanalna…

Z pozoru wydawałoby się: dziwny temat. Co szczególnego może być w kijach do freeride czy do turów w porównaniu do zwykłych kijków? A jednak!

Różnic jest kilka – zarówno przy wyborze kijów jak i w ich użyciu. Jeśli dopiero zaczynacie przygodę z freeridem czy z turami – warto przeczytać ten tekst. Od czego zacząć?

Talerzyki

Niezależnie od tego, czy tylko zjeżdżasz poza trasą, czy oprócz tego podchodzisz – potrzebujesz czegoś, co zatrzyma się w kopnym śniegu i da ci oparcie. Zatem wszelkiego rodzaju talerzyki o średnicy kilku centymetrów możesz zostawić w domu. Potrzebujesz czegoś większego – minimum 10-12 centymetrów średnicy. Jazda poza trasą to nie zabawa po ubitym, gdzie przy skręcie w zasadzie nie wbijasz kijka. W jeździe poza trasą bardzo często kijek musi dać potrzebne wsparcie, musisz być w stanie się na nim oprzeć.

Jazda z kijkiem ze zbyt małym talerzykiem

Jazda z kijkiem ze zbyt małym talerzykiem

Na zdjęciu obok jadę bez freeride’owych talerzyków: kijek zanurzył się w śnieg dobre 50 centymetrów i oparł dopiero na skale. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, mimo skałek wkoło. Kupcie sobie duże talerzyki, gdy chcecie mieć lepsze oparcie niż ja na fotce.

Teleskop

Przydatną sprawą przy turach są kije rozkładane teleskopowo: dzięki zmiennej długości możesz rozłożyć je do podejścia (wygodnie mieć o 10-20cm dłuższe), i złożyć do normalnej długości do zjazdu. Nawet gdy nie chodzisz na turach, przy zjeździe poza trasą mogą zdarzyć się długie, płaskie fragmenty gdy trzeba biec na zjazdowych nartach stylem łyżwowym – czasem po kilka kilometrów. Wtedy do biegu łyżwą również znacznie wygodniej i wydajniej rozłożyć sobie kije na 20cm dłużej. Kolejna zaleta teleskopu, to możliwość złożenia i przyczepienia do plecaka.

Uchwyt pod rękojeścią

Drugi uchwyt, nazywany często „drugi grip” – przydaje się podczas zygzakowania na turach i w trakcie trawersów. Wtedy kijek który jest wyżej łapiemy pod standardowym uchwytem – za grip, a kijek który jest niżej normalnie. Przy zmianie kierunku zmieniamy chwyt kija.

Taśma na nadgarstek

Taśma na nadgarstek została wymyślona chyba po to, aby po kilku piwach przy zjeździe po trasie, kiedy kijek wypadnie nam z ręki – nie został na stoku i nie trzeba było po niego podchodzić. Cóż. Mi nie wypadają kijki z ręki.

Jednak we wszystkich lawinowo-ryzykownych sytuacjach podczas podejścia, i cały czas podczas zjazdu – nadgarstek NIE MOŻE być przełożony przez taśmę. Powody są co najmniej dwa: po pierwsze – jeśli złapie cię lawina: musisz kijów się pozbyć natychmiast. Kije zaczepione do rąk to niepotrzebne obciążenie i ograniczenie ruchów, a statystyki pokazują, że osoby które pozbędą się wszelkiego sprzętu mają większe szanse znaleźć się na górze lawiny po jej zatrzymaniu. Po drugie: jeśli podczas zjazdu z dużą szybkością koniec kijka zaklinuje się np. między skałami czy gałeziami, to założona na nadgarstek taśma bez większych problemów wyrwie ci bark ze stawu. Nigdy nie miałem takiej kontuzji, ale kolega opowiadał, że jest mocno nieprzyjemna – więc chyba nie chcesz jej doświadczać…

Niektórzy moi koledzy jeżdżący poza trasami, po kupnie kijów obcinają taśmy na nadgarstek. Cóż. Być może nie byłbym aż tak radykalny: taśma przydaje się np. podczas transportu nart i kijów. Należy jednak kategorycznie pamiętać o jej nieużywaniu podczas zjazdów poza trasą.


10 Komentarzy

Ski-touring w Norwegii: przygotowania

SolliJuż tylko trzy tygodnie zostało do ukoronowania sezonu w norweskich fiordach. Bilety już kupione: Warszawa-Kopenhaga-Oslo-Molde. A w Molde – górskiej stolicy Norwegii – czekać na nas będzie ponad 100-letni drewniany szkuner Solli i jej kapitan (chyba trochę młodszy?). W norweskich górach Møre og Romsdal helikoptery są zakazane. Ratraków, wyciągów, ubitych tras, tłumu i innych elementów psujących krajobraz i nastrój – też rzecz jasna brak. A zatem czekają nas podejścia na fokach i zjazdy w totalnej dziczy, czyli to co tygrysy lubią najbardziej. Łódka przez tydzień będzie naszym mieszkaniem i jednocześnie pływającą bazą wypadową z której rozpoczynać będziemy podejścia. Nie szykujemy się na specjalne wygody: pod pokładem śpi się na kilku drewnianych kojach – to samo pomieszczenie pełni też rolę messy. Netu pewnie nie będzie. Jeść będziemy to co złowimy i sobie ugotujemy. Do dzikiego brzegu w większości miejsc zapewne nie da się przybijać samym statkiem, więc trzeba zabrać ponton i co rano na raty przewozić nim cały sprzęt na brzeg. Mimo wszystko zapowiada się fajna zabawa.

Planujemy dzienne przewyższenia po około 1000 metrów verticala. Trzymamy kciuki za pogodę i ostro przygotowujemy się kondycyjnie do wyprawy. Wylot: 20 kwietnia. Więcej info na bieżąco na blogu…


Dodaj komentarz

Kasprowy: trzecia droga i tury na Kopę Kondracką

Pisałem ostatnio o jeździe w Kotle Goryczkowym. Kasprowy – to rzeczywiście najlepsza górka w Polsce, ale co zrobić jeśli komuś nudzi się jazda  góra-dół po obu stronach i chce trochę więcej emocji? Jest na to rada: to off-piste z Kasprowego „trzecią drogą” – tzn. w Świńską Dolinę. A dodatkowy wariant jaki zrobiliśmy tego dnia, to podejście na Kopę Kondracką na fokach i turowym sprzęcie.

Droga nie jest bardzo trudna i jeśli jeździliście już poza trasą – nie powinien to być duży problem. Odradzam jednak ten szlak dla osób zupełnie początkujących, które nigdy nie jeździły poza trasą nawet, jeśli świetnie radzą sobie na najstromszych ubitych trasach w Alpach. Trasę tę robiliśmy jakieś 4-5 lat temu. A wygląda ona następująco (kolor różowy – podejścia, kolor zielony – zjazd):

mapa zjazdu z Kasprowego i podejścia na Kopę Kondracką

mapa zjazdu z Kasprowego i podejścia na Kopę Kondracką

Kluczowa sprawa, to siódma rano pod kolejką na Kasprowy Wierch: do Kuźnic nie dowiezie Was wtedy żaden busik, więc trzeba się szarpnąć na taksówkę. To bardzo ważne, żeby nie ustawił się już ogon na pół godziny – a tak często bywa o 7:30 kiedy rusza na górę pierwszy wagonik. A więc bez śniadania, pod kolejką, zwarci i gotowi ze sprzętem. Śniadanie możecie zjeść na Kasprowym – pyszna jajecznica na słoninie – bardzo polecam.

Na początku nie ma potrzeby przypinać fok, a wiązania turowe również w pozycji zablokowanej. Jeśli nie zamierzacie robić wariantu podejścia na Kopę – możecie generalnie użyć tylko sprzętu zjazdowego. Drogę rozpoczynamy jadąc kawałek regularną trasą która prowadzi do Kotła Goryczkowego. Trasę opuszczamy w miejscu gdzie zakręca o 180 stopni w prawo. Przechodzimy przez liny zabezpieczające i jedziemy granią w kierunku Goryczkowej Czuby. Mijamy trochę bokiem Pośredni Wierch Goryczkowy i dojeżdżamy do miejsca z którego można zjechać w Świńską Dolinę. W tym miejscu z reguły mocno wieje wiatr, i bardzo istotne jest zagrożenie obrywającymi się nawisami śniegu – nie chcecie zapewne skończyć jak ten Pan z Warszawy. Nie chcecie się też pomylić i zjechać na Słowację. Z tych wszystkich powodów dobrze przynajmniej za pierwszym razem wziąć przewodnika albo kogoś kto tamtędy jechał. Nie musimy wtedy polegać na samej mapie – szczególnie przy kiepskiej pogodzie może być trudno trafić. Zjazd w Dolinę Świńską – to już czysty freeride i wszelkie przyjemności temu towarzyszące. Tu fotka:

kopa1

Kiedy dojedziecie do Hali Kondratowej możecie dalej jechać w dół do Kuźnic… Tak jak pisałem – byliśmy na sprzęcie turowym, a w planach mieliśmy wariant skiturowy na Kondracką Kopę. Zjazd i podejście dobrze widać na mapie. A dwie fotki poniżej zrobione na są Hali Kondratowej: przypinamy fotki, a potem ruszamy w górę na Kopę.

kopa2

kopa3

Oczywiście nie muszę chyba przypominać Wam o pełnym sprzęcie lawinowym: sonda, nadajnik, łopata – to absolutne minimum. Wydaje się, że trasa nie jest zbyt wymagająca do podejścia i sprzęt typu raki czy czekan można zostawić w domu, chyba że idziecie naprawdę późną wiosną po zmrożonym śniegu: wtedy trasę można skrócić i wchodzić pod górę po stromym z nartami na plecach i w rakach na butach. Do wszystkiego oczywiście obowiązkowo naładowana komórka, mapa, kompas, GPS. Szerzej o sprzęcie już pisałem tutaj – zachęcam do przeczytania. I to chyba tyle w temacie notki.


Dodaj komentarz

Ski-touring w Tatrach: Morskie Oko i Mnichowe Plecy

Dziś coś z rodzimego podwórka: skitury na Mnichowe Plecy i zjazd do Morskiego Oka. Dla tych, co znają Tatry – to pewnie standardowa trasa. Dla tych co nie znają – warto spróbować. Ja uważam się za początkującego amatora ski-turingu i na tej trasie czułem się super. Mapa wygląda następująco (podejście zaznaczone jest na różowo, zjazd na zielono):

Parametry trasy: Różnica poziomów: około 700 metrów. Czas podejścia: około 4 godziny, czas zjazdu do jeziora: poniżej 20 minut, potem trawers jeziora i zjazd do parkingu – nie więcej niż pół godziny.

Początek na parkingu i już tam można zapiąć narty bez fok – stamtąd bardzo łagodne podejście do schroniska nad Morskim Okiem. W schronisku porządna jajecznica i ruszamy dalej. Na fotce poniżej obok schroniska Mnich (czubata górka po środku zdjęcia) wygląda bardzo stromo i skaliście – dlatego na jego plecy wchodzimy „od tyłu“ (jak to na plecy) – i tamtędy można podejść całkiem wysoko bez sprzętu asekuracyjnego:

Przecięcie Żlebów: Marchwicznego, Urwanego i Szerokiego – to miejsce schodzenia lawin: trzeba tam uważać. Na fotce widać, że co wyrośnie – to co jakiś czas jest koszone przez mniejsze czy większe lawiny. W tle widać Morskie Oko. Najbezpieczniej robić ten trawers rzecz jasna przy jedynce-dwójce. Nie zawsze jednak są tak komfortowe i stabilne warunki do poruszania. Słaba trójka bez przewodnika to już jakieś ryzyko. Na mocną trójkę bez przewodnika chyba bym się nie porwał sam:

W pobliżu Mnichowego Kotła jest już zbyt stromo, żeby wchodzić w linii prostej nawet z fokami i harszlami – jak widać robimy zygzaki:

A to już zjazd z pleców – nie dalej niż 100 metrów od szczytu:

Tutaj znowu w kotle, ale tym razem zjazd trochę z innej perspektywy:

A tutaj już ostatnia fotka i trawers po powierzchni Morskiego Oka – to był fajny dzień!