nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


20 Komentarzy

Deskarze – część 1 – porównanie

Odwieczna wojna… Playstation kontra XBox, Commodore kontra Atari, PO kontra PiS, no i oczywiście: narty kontra snowboard… W każdej z tych wojen, jeśli chociaż trochę opowiesz się za przeciwnikiem, jeśli dasz mu argumenty, albo przyznasz choć trochę racji – jesteś już wrogiem we własnym obozie… zdradziłeś… Czas jasno opowiedzieć się za jedną ze stron…

Do napisania tej notki skłonił mnie kolega, który wysłał mi poniższy link: http://www.mechanicsofsport.com/skiing/learning_to_ski/snowboarders.html (ukłony Bartku, jeśli to czytasz)

Autor tej wspaniałej strony zamieszcza tabelkę z porównaniem mentalności narciarzy i deskarzy. Bardzo to fajne, kiedy można wrzucić wszystkich do jednego wora. Pomyślałem więc, że zilustruję tę tabelkę kilkoma fotkami – z jednej strony moimi, lub moich kolegów narciarzy. Z drugiej – fotkami podobnymi do fotek koleżanek i kolegów deskarzy których z reguły widuję na stokach.

A więc po kolei:

Likes to cruise around the mountain

Narciarz lubi powozić się po górce tu i tam…

Likes to attack the mountain

Deskarz woli zaatakować górę!

Enjoys the views

Narciarz napawa się widokami

to chyba najfajniejsza fotka z wyjazdu - nie wymaga komentarza...

Views are nice, but snowboarding comes first

Widoki są fajne, ale dla deskarza przede wszystkim liczy się snowboard!

Sees a piste as a route around the mountain

Narciarz postrzega stok jako trasę z góry na dół

image

Sees a piste as a big playground

Deskarz postrzega stok jako duży plac zabaw!

Likes to ski a variety of terrain and tour the mountain

Narciarz lubi pojeździć na różnym terenie i objechać górki

Not so interested in touring, quite happy to stay wherever is good

Deskarza nie interesuje zwiedzanie, woli zostać tam gdzie jest fajnie

Doesn’t want to do anything too crazy

Narciarz nie chce robić niczego zbyt zwariowanego

96e499086a

Wants to test them self

Deskarz chce poddać się próbie!

Sees lumps and gradient changes in the piste as obstacles

Dla narciarza muldy i stromizny to przeszkody

Sees any lump or gradient change as a feature to jump or pull tricks off of

Deskarz postrzega muldy i stromizny jako coś na czym można się pobawić!

Kochani: czy i kiedy wreszcie rozprawimy się ze stereotypem super-fajnego, odjechanego deskarza i jego nudnego kolegi: narciarza?


4 Komentarze

Niepotrzebny (?) gadżet

Przeczytałem ostatnio o goglach z ekranem LCD:

http://m.onet.pl/gadzety/gadzety,pqb84?utm_medium=referral&utm_source=onetnews

Moja opinia: to nie jest potrzebne nikomu, a wystarczyłaby jedna bardzo ważna funkcja i bardzo poważnie zastanawiałbym się nad kupnem.

Po co komu prędkość z jaką się jedzie? Na stokach nie ma ograniczeń prędkości… Po co ludziom którzy jeżdżą poza trasą w dzikich terenach, gdzie często nie ma zasięgu podgląd na SMSy w goglach?! Nawet jeśli jeździsz po trasie – przecież możesz wyjąć telefon z kieszeni jak jedziesz gondolą… Po co przejechany dystans na nartach? Co zrobię z tymi danymi nieważne, czy na trasie, czy poza?

A wystarczyłby wąski, poziomy jednokolorowy ekran LCD sparowany z iOS lub Androidem, i wbudowany kompas pokazujący kierunek i odległość do ustawionego na telefonie Way-Point’a. Tak niewiele i tak wiele jednocześnie… Idąc na skitury, zjeżdżając na dziko bardzo często tracę czas na postój, wyciąganie mapy, orientowanie jej i wyznaczanie kierunku marszu lub jazdy. Gdyby gogle nie pokazywały durnej prędkości i SMS’ów – a miałyby ten prosty patent – na serio przemyślałbym kupno…

A tak… moim zdaniem – bez sensu…


5 Komentarzy

Sofia, Vitosha

Jestem właśnie w Sofii. To widok z biura:

Vitusha

Vitosha

Góra nazywa się Vitosha (Witosza po naszemu) i da się na niej jeździć. 1000 metrów różnicy wzniesień i wysokość bezwzględna 2290 metrów nad poziomem morza. Dolna stacja wyciągu to zaledwie 12km od centrum Sofii.

Niestety, nawet gdybym wziął jakieś spodnie, kurtke i udałoby się pożyczyć sprzęt – jest jeszcze za wcześnie. Co prawda spadł już tu pierwszy śnieg, ale Vitosha jest z reguły gotowa na jazdę w drugiej połowie grudnia lub na Nowy Rok.

Dla wybierających się do Sofii i chcących pojeździć:

Jestem daleki od polecania tego miejsca w sensie celowego podróżowania do Sofii po to żeby jeździć na nartach – ale skoro już musimy tam być i akurat są warunki do jazdy – to czemu nie…

Aktualizacja 9 kwietnia 2014: popatrzcie też na rady chdnisxa w komentarzach – CENNE!

Vitosha: mapa tras

Vitosha: mapa tras


5 Komentarzy

Dokąd na trasę?

Jak co roku, jest teraz taki moment, że z pewnością kilkoro znajomych zadzwoni do mnie i zada mi to samo pytanie: „Rafał, to gdzie pojechać na narty w Alpy? Poleć coś.”.

Nieważne czy narty z rodziną, z paczką, czy wyjazd męski czy w dwie pary… Warianty są różne. Ale lista wspólnych warunków jakie najczęściej słyszę w takich sytuacjach, to:

  1. ma być nie za drogo
  2. ma być nie za daleko
  3. ma być fajna pogoda
  4. ma być śnieg i dużo tras

 

Po takim wstępie od razu skreślam Francję i Szwajcarię. Nie da się tam dojechać „na raz” autem bez noclegu, a samolotem jest raczej za drogo. Po chwili zastanowienia odpadają również Niemcy – Alp tam za wiele nie ma, a te porządne miejsca w Niemczech, jak Garmisch-Partenkirchen do tanich na pewno nie należą.

W grze pozostają zatem Włochy i Austria, a tu rozstrzygającym warunkiem jest pogoda.

Bo choć czy to Tyrol (Austria), czy Południowy Tyrol (Włochy) – a geograficznie to z reguły nie więcej niż kilkadziesiąt kilometrów w linii prostej – istnieją w sieci wytłumaczenia naukowe, czemu statystycznie we Włoszech jest więcej słońca. Meteorolodzy ględzą coś, że te chmury jakoś magicznie zatrzymują się nad najwyższymi graniami oddzielającymi Austrię i Włochy i pozostają w Austrii, i że tworzą się bardziej na północnych niż południowych zboczach. Nie wiem dokładnie i chyba nie o to chodzi, żeby tłumaczyć czemu tak jest. Faktem jest, że jeśli sprawdzicie statystyki słonecznych dni w roku – miejscówki narciarskie w Austrii nie mają porównania do tych we Włoszech.

A więc Włochy. A co we Włoszech? Odrzucam od razu te dalekie z Polski regiony jak np. wspaniała Dolina Aosty, gdzie jedzie się autem tyle co do Francji. Trzeba wybierać Dolomity. Ponieważ kolejny warunek przekazywany przez znajomych mówi, że ma być sporo tras, stoków i pewny śnieg nawet wiosną, odrzucamy te mniejsze miejscowości, jak Vipiteno, Passo Tonale i kilka innych. Zostaje nam kilka największych: Kronplatz, Val Gardena, Bormio/Livigno czy Cortina d’Ampezzo no i słynna Madonna di Campiglio. Z tych wszystkich miejscówek moim zdaniem najbardziej przystępny cenowo zespół trzech kurortów w Dolinie Słońca: Folgarida, Marilleva i Madonna di Campiglio.

Rzućcie okiem np. na to – byłem tam kilka lat temu:

http://www.interhome.pl/wlochy/trentino-poludniowy-tyrol/marilleva-1400/apartamenty-residence-albare-it3650.200.16/

Czteroosobowe mieszkanie z wyposażoną kuchnią to koszt około 2200-2600 PLN za tydzień (cena różni się w zależności od miesiąca). Jeśli jedziecie we czwórkę – na głowę wychodzi 550-650 PLN! Na terenie kompleksu jest spożywczak, więc nie musicie stołować się w knajpach, ale najważniejsze jest to, że te mieszkania są położone niemal NA TRASIE: wychodzicie, zapinacie dechy i jazda.

Uprzedzam jednak: słowo „apartament” w tytule – to lekka przesada: ot, zwykły kwadrat w Alpach – nie liczcie na luksusy – kompleks ma już ze 30 lat i czasy świetności za sobą. Musicie też wiedzieć, że te mieszkania są po „tańszej” stronie górki – czyli we Folgaridzie i Marillevie, w przeciwieństwie do luksusowej i szpanerskiej Madonny. Oczywiście jeśli kupicie skipass na całe Val Di Sole – macie bezproblemowy dostęp do stoków w całej Dolinie czyli grubo powyżej 100 kilometrów tras. A jeśli jedziecie naprawdę późną wiosną i obawiacie się o śnieg – kilkanaście kilometrów dalej jest zawsze w razie czego lodowiec.

Podsumowując: polecam Wam Marillevę i uważam, że w takiej cenie ciężko będzie dostać czegoś co byłoby: nie za daleko, ze sporą szansą na fajną pogodę i z dostępem do takiej liczby tras.


9 Komentarzy

Narty latem w Europie

Lato. Narty. Wydawałoby się, że te dwie rzeczy nie chodzą w parze. Większość ludzi którym mówię, że ostatni weekend jeździłem na nartach patrzy na mnie jak na wariata. A jednak! Nic bardziej mylnego.

W lipcu też da się pojeździć – i to całkiem przyjemnie. Może tylko po trasie, może nie przez cały dzień, może nie wszędzie. Okay. Ale: jest przynajmniej kilka znanych i fajnych ośrodków które po wjechaniu na odpowiednią wysokość (z reguły powyżej 3000 metrów) oferują kilkanaście/kilkadziesiąt kilometrów utrzymanych tras, sporą szansę fajnej pogody i całkiem puste stoki. W dodatku jeśli mamy szczęście – spotkamy w takich miejscach trenujących do olimpiady czy pucharu świata zawodników.

Co zatem robić, żeby fajnie pojeździć? Jest kilka zasad, których warto się trzymać:

1. Wstań wcześnie

Ponieważ słońce wschodzi wcześnie i operuje latem mocno – około g. 12-13 na stokach robi się wodno-lodowa breja. W krytycznym momencie ze śniegu zmieszanego z wodą może zrobić się zawiesina w którą narta bez stawiania oporów nawet w ruchu na boki. W takich warunkach można się już tylko ciąć. Dlatego trzeba wykorzystać każdą chwilę od samego rana, wjechać na górę pierwszą kolejką (czasem 7:45, czasem 8:15) i wykorzystać czas do oporu.

2. Użyj kremu z wysokim faktorem

Widziałem poparzonych ludzi na lodowcach. Jeśli zapomnicie się posmarować – możecie popsuć sobie wyjazd. Nie zapomnijcie o uszach i karku. I grubo kremu. Grubo.

3. Ostrożnie z krótkim rękawem. 

Wiem, że wygląda fajnie i jeździ się przyjemnie. Ale szczególnie przy szybkim zjeździe upadek i poślizg po bardzo ostrym firnie (malusieńkich grudkach lodu) może skończyć się poważnymi otarciami (oby tylko do krwi).

Tux Latem

A gdzie jeździć? Do niedawna latem moje ulubione było Soelden. Teraz niestety latem jest zamknięte dla narciarzy a otwarte tylko dla pederastów. Przepraszam. Pedestrianów. Mimo to jest jeszcze kilka miejsc do rozważenia:

1. Zaczynam oczywiście od najlepszego moim zdaniem Hintertux w dolinie Zillertal – ostatni zjazd z autostrady przed Innsbruckiem. 22km tras. All year round.

2. Masyw Dachstein w Karyntii. Bliżej dla Polaków niż Tyrol. Kilkanaście kilo utrzymanych tras. Fajnie.

3. Polsko-rosyjski „Kic” czyli Kitzsteinhorn w Kaprun / Zell am see. Nie lubię tego miejsca i nie polecam. Ale latem da się jeździć jeśli macie mus.

4. Szwajcarskie Zermatt i jazda na lodowcu Theodul. Ponad 25 km tras. W zimie w Zermatt jest doskonałe alpejskie Heli, a w lecie można jeździć po trasach. Jednak dla nas – Polaków: trochę drogo i trochę daleko.

Reasumując: jeśli jedziecie z Polski – polecam Tux i Dachstein. Szczególnie gdy dochodzi do nas kolejna pieprzona fala upałów – fajnie zrelaksować się na lodowcu!


6 Komentarzy

Krippenstein: czysty ski-touring

Nasz cel tym razem to schronisko Wiesberghaus w samym centrum masywu Dachstein, powrót planujemy tego samego dnia. Wszystko zaczyna się bardzo pozytywnie. Od samego rana wydaje się, że nie musimy się spieszyć. Po luźnym i długim śniadaniu zbieramy się do kolejki i wyjeżdżamy na Hoher Krippenstein. Kawałek nartostradą i na wysokości około 1700m schodzimy z trasy, przypinamy foki i rozpoczynamy marsz. Teren zróżnicowany: trochę płaskiego, trochę podejść (ale nie bardzo ostrych – tylko takich gdzie raczej nie musisz robić zygzaków), trochę zjazdów, które bez odpinania fok zawsze nieporadnie wychodzą. Świeci słonko a w uszach słuchawki. Dopisują humory.

Po połowie drogi zaczyna psuć się pogoda. Marsz zajmuje nam trochę więcej niż się spodziewaliśmy: nie ma wytyczonych szlaków, czasem tylko spotykamy drogowskaz albo tyczke. Do tego od połowy drogi nie ma żadnych śladów – nikt tędy nie szedł od ostatniego opadu śniegu – czyli to my „wytyczamy” trasę, to po naszych śladach będą chodzić inni. W związku z tym musimy często wyciągać mapę, wspomagać się GPS’em, sprawdzać kierunek na kompasie, upewniać się, że nie błądzimy – wszystko sporo zajmuje. Oprócz tego jest duże zachmurzenie, więc przy braku żadnych śladów na śniegu – światło jest bardzo płaskie – często nie widać stromizny stoków, zdarza się nam w ostatniej chwili korygować kierunek podejścia czy zjazdu. To wszystko wydłuża nam marsz. W 3/4 drogi w myślach mamy zupę gulaszową którą zjemy w schronisku – chce nam się jej bardzo. Mamy nadzieję lekko podsuszyć rzeczy, napić się herbaty, odpocząć trochę. Dochodzimy do przełęczy z której widać już schronisko. Jednocześnie zaczyna sypać śnieg i widzimy bardzo niskie chmury sunące w naszą stronę. Oceniamy, że do schroniska mamy 30-40 minut. Na zegarku dochodzi trzecia. Czy damy radę wrócić przed zmierzchem? Mało czasu. Mam w plecaku latarkę czołową, ale wolałbym jej nie używać. Po krótkiej naradzie decyzja: wracamy. Zamiast gulaszowej wciągamy obrzydliwe żele energetyczne i wio z powrotem. Mapa poniżej pokazuje mniej-więcej naszą trasę.

Zrzut ekranu 2013-03-29 o 08.35.57

Założyliśmy foki i zeszliśmy z trasy w punkcie po prawej stronie z napisem „start”. Potem żółte punkty pośrednie do nawigacji. Schronisko to niebieski znacznik „target” po lewej. Niebieska strzałka to miejsce w którym zawróciliśmy. Jak widać: zaledwie 600 metrów w linii prostej od celu.

Rada dla wybierających się do Wiesberghaus: zacznijcie wcześniej niż my. A analiza na chłodno: zakładając, że w schronisku nie udałoby się (i nie chcielibyśmy) zanocować, że z powrotem byłaby mgła lub chmury i pamiętając, że nie mieliśmy namiotu, śpiworów, a plecaki mieliśmy przygotowane „na jeden dzień” – myślę, że była dobra decyzja. Tylko te żele ohydne.


Dodaj komentarz

Krippenstein: ski-touring i freeride

Dialog:

-Jadę w Alpy

-Dokąd?

-Krippenstein

-(znak zapytania w oczach, nic mi to nie mówi)

Tak: wśród narciarzy jeżdżących po trasach, Krippenstein znaczy niewiele: wielka gondola na górę, spora różnica wzniesień, ale praktycznie tylko jedna główna dziesięciokilometrowa trasa plus kilka krótkich dochodzących. Brak snowparków dla nastolatków. Jak na Alpy nic szczególnego. Wiele jest miejsc z dłuższymi trasami i lepszym Après-ski.

Dla narciarstwa pozatrasowego to jednak mekka. Nieprzebrane tereny bez wyciągów, ratraków i ubitych tras. Do tego specyficzne położenie geograficzne powodujące, że spada tu znacznie więcej puchu niż gdzie indziej w Alpach. Nie na darmo rok w rok Krippenstein otrzymuje wyróżnienia od organizacji zrzeszających freeriderów. Skład gondoli do której wchodzi kilkadziesiąt osób wygląda inaczej niż we Włoszech czy innych austriackich wioskach: bardzo niewiele osób trzyma niewinne slalomki czy gigantki. Jest też niezbyt wiele snowboardów. Większość ludzi wyposażona jest w długie i szerokie pozatrasowe „łopaty”, bardzo często z wiązaniami freeturowymi. Pod rozpiętymi kurtkami widać nadajniki lawinowe, wiele osób nosi spore plecaki a z nich wystają trzonki łopatek czy sondy.

Jesteśmy tutaj z Rafałem już drugi raz w sezonie 2012/2013. Tym razem sami we dwóch. W planach były głównie skitury, ale 20cm świeżego puchu w nocy nie pozwala nam skupić się na czystym podchodzeniu. Po pierwszym zdobytym szczycie – puszczamy się w dół w kopny śnieg: nieczęsto w Alpach ma się tyle szczęścia i takie warunki. Dziś w nocy, kiedy to piszę – jest już czyste niebo, pewnie nie popada – więc pewnie jutro będą już typowe tury: trasa już ustalona, mapa przeanalizowana, waypointy naniesione na GPS. Jest niestety lawinowa trójka, więc trzeba mocno uważać.

A film poniżej z dzisiaj, świeżo zmontowany:


2 Komentarze

Mazury: kite-skiing (cont’d)

A więc byłem i trochę pośmigałem. Najpierw słowo o warunkach na mrągowskim jeziorze Czos w ostatnią sobotę: temperatura -5 stopni, piękne słońce, gruby lód przykryty ponad 30cm warstwą przewianego śniegu, wiatr zmienny, północny – z reguły poniżej 10 węzłów ale w porywach aż do 30.

Jak widać na filmie poniżej – były momenty, kiedy kite leżał na ziemi niewzruszony, a były i takie, gdy można było się całkiem szybko poślizgać. Mimo tak zmiennych warunków, miałem sporo radości przebywania na powietrzu przy takiej pięknej pogodzie i weekend uważam za bardzo udany. Jeszcze raz podziękowania dla KiteJunkies za latawiec: okazało się przy tym, że czasem jeszcze nie czuję się zbyt pewnie – szczególnie przy ostrych szkwałach, a pomocy instruktora momentami naprawdę mi brakowało. No ale dałem radę.

Moje plany na lato ilustruje fotografia poniżej. A Wam kto będzie podpinał linki do latawca?

fot: KiteJunkies