nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


11 Komentarzy

Styl jazdy na nartach po trasie

Zbieram się do tej notki już jakiś czas, szczególnie, że nawet tu – na blogu spotkałem się z krytyką wrzucając fotki z jazdy ze złączonymi kolanami. Internet znawców ma wielu, więc pozwólcie, że i ja napiszę swoją opinię w temacie, chociaż bardzo chcę uniknąć dyskusji „o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy”.

A więc od początku: na ubitych stokach widać ludzi jeżdżących dwoma stylami, lub na sposoby zbliżone do dwóch stylów narciarskich. Podsumujmy je krótko (style, nie osoby):

Styl pierwszy: znacznie bardziej dzisiaj popularny: carving. długi skręt, jazda jak po szynach, w znacznym rozkroku. Tego uczą współcześnie instruktorzy narciarstwa. Tak też jeździ się dzisiaj w pucharze świata.

Styl drugi: coraz mniej liczny na ubitych trasach: klasyczna szkoła narciarska. Kolana razem, kontrola prędkości poprzez uślizgiwanie nart, krótki skręt, dużo bardziej wyprostowana pozycja. Jednym słowem: oldschool.

oldschool vs carving

oldschool vs carving

Umiem jeździć jednym i drugim. A kiedy jeżdżę którym stylem?

  • Na trasie, jeśli jest ranek, idealnie wyratrakowany stok, sztruks i dobra widoczność, a ja mam akurat przypięte jakieś dobre carvery – zdarza mi się jeździć carvingiem, szczególnie na czerwonych trasach przy znacznych prędkościach. Taki carving sprawia sporo przyjemności, i szczególnie z dobrej twardej i długiej narty jesteś w stanie wycisnąć więcej, niż gdybyś jezdził klasycznie. Kiedy wchodzę w zakresy powyżej 70kmh a moje freerideowe narty zaczynają niebezpiecznie wibrować – dobry twardy carver, wypięta dupa i jazda „na tramwaj” to jest to. Należy dodać, że aby taka jazda była bezpieczna na stoku musi panować dodatkowo dobra widoczność i nie może być tłumu. Oceniam, że warunki sprzyjające tej technice panują średnio w nie więcej niż 5% czasu spędzonego na nartach na trasach.
  • Poza trasą, w puchu, szreni, na firnie, w gipsie nie masz wyboru. Jeśli nie umiesz jeździć klasycznym, krótkim skrętem – nie masz szans. Wypięte dupsko i rozkraczone nogi znacznie pogorszą twoją sytuację. Przy bardzo mocnych kolanach możesz próbować carvingu na twardszym firnie, o ile do tego stok jest wystarczająco szeroki na twoje długie skręty. Poza tym jednym wyjątkiem poza trasą rządzi oldschool.
  • Jeśli na trasie panują kiepskie warunki, są spore muldy, oblodzenia, kawałki kopnego śniegu, a w dodatku stok jest ostry – mamy wtedy warunki które oddzielają chłopców od mężczyzn. Naprawdę wąska, bardzo wąska grupa ludzi potrafi jeździć w takiej sytuacji carvingowo. Większość carvingowców idzie do knajpy, a gdy muldy stają się zbyt wysokie, by przecinać je długim skrętem, ostatni i najbardziej zatwardziali z nich przełączają się na krótki skręt i zbliżają do siebie kolana niczym dziewice.
  • Jeśli na stoku panuje tłok lub jest kiepska widoczność – automatycznie zwalniam i rezygnuję z carvingu, bo carving – oznacza dla mnie duże prędkości, a wolny carving to żadna przyjemność. Widziałem na stokach sporo wypadków powodowanych przez bezmyślnych idiotów jeżdżących carvingowo z prędkością, która nie odpowiadała warunkom. Przy znacznych wychyłach w stylu carvingowym sporo czasu nie jedziesz w dół stoku, a w poprzek: od lewej do prawej, mając przy tym dużą prędkość. Jeśli jest dużo ludzi, o niebezpieczny wypadek w tej sytuacji naprawdę nietrudno.

A Wy? Jakim stylem jeździcie?


Dodaj komentarz

Sölden – kontynuacja…

Niestety czas wracac do pracy – a szkoda – od 7 stycznia w Soelden maja krecic nowego Bonda! Niestety nie wystąpię.
Na początku trochę ponarzekałem, ale w sumie jednak było fajnie. Otworzyli dużo więcej wyciągów (pewnie ktoś czyta bloga) i tłum się zluzował. Miałem okazję pożyczyć najwyższy model gigantowy Atomica i oficjalną „wyścigówkę” zjazdową Salomona i przetestować je na słynnej Schwarzkogl – opiszę wkrótce wrażenia, a póki co – trochę fotek z Soelden…

/home/wpcom/public_html/wp-content/blogs.dir/e4f/49188765/files/2015/01/img_1251.jpg

/home/wpcom/public_html/wp-content/blogs.dir/e4f/49188765/files/2015/01/img_1250.jpg

/home/wpcom/public_html/wp-content/blogs.dir/e4f/49188765/files/2015/01/img_1249.jpg


Dodaj komentarz

Sylwester w Zako

Rano od dziewiątej jeździłem na Harendzie. Dobiłem się, wróciłem do pokoju i poszedłem na spacer do Doliny Kościeliskiej na dobre 3 czy 4 godziny. Było przepięknie. Wrócłem jak już było ciemno. Padnięty. Niestety wieczór Sylwestrowy – więc nie ma szans zjeść w żadnej karczmie, bo wszędzie przygotowania do zabawy. Pizzeria nie przyjmuje zamówień na telefon bo są przeciążeni, w centrum nie ma gdzie zaparkować i do taksówki też nie da się dodzwonić. Na moje szczęście była otwarta Żabka za rogiem. Kupiłem jakiś ser i kabanosy. O dziwo mieli nawet ciepłe pieczywo. Bardzo szybko dopadł mnie sen. Koło północy obudziło mnie na chwilę jak łomotali petardami. Bardzo wszyscy się chyba cieszyli. Jest Nowy Rok, 7:50 rano. Zbieram się pojeźdźić. Wszystkiego Dobrego w Dwa Piętnastym.

IMG_1030

IMG_1017


2 Komentarze

Istebna czy Wisła? (czyli wrażenia z weekendu)

Miałem mus wyskoczyć w weekend na narty. Czasu mało, praca w piątek, praca w poniedziałek: dwa dni jazdy. Za daleko na Słowację czy w Alpy – została Polska. Kasprowy nieczynny. Więc skończyło się na poszukiwaniu czegokolwiek, gdzie tylko dosypali śniegu armatkami. W środku tygodnia nie byli pewni czy dadzą radę otworzyć Jaworzynę i Wierchomlę, więc zdecydowałem, że trzeba jechać gdzieś gdzie bankowo będą warunki. Zostały w zasadzie dwie opcje: Białka albo Śląsk Cieszyński. Bardzo nie przepadam za Kotelnicą, Białką i przyległościami, więc wybór padł na Wisłę i Istebną.

Co polecam? Jakie mam wrażenia z obu miejsc? Zarówno Wisła w Soszowie jak i Istebna na Złotym Groniu postarały się o śnieg. Nigdzie nie wystawały kamienie, trasa była w obu miejscach przygotowana od rana, kolejki bardzo małe tu i tu. W obu miejscach szybkie, wydajne krzesełka – sprawnie działają, trochę walą w dupę, ale nie przesadzajmy – klaps w dupę nikomu jeszcze nie zaszkodził. Również ceny karnetów bardzo podobne: 30 PLN za godzinę, 40 za dwie, 50 za trzy, 60 za karnet od godziny 8 do 13.tej. W Istebnej byłem w sobotę, a w Wiśle w niedzielę: w obu przypadkach parkingi bardzo pojemne, udało się zaparkować nie dalej niż 2 minuty spaceru od dolnej stacji. W obu miejscach otwarte wypożyczalnie sprzętu (nie korzystałem), w obu da się zjeść śniadanie, czy napić sie herbaty (ceny identyczne: jajecznica z trzech jajek: 8 PLN). Wiadomo było, że nie porywam się poza trasy, że otwiera się sezon i że po prostu chcę złapać trochę śniegu, wiatru i prędkości na przygotowanym stoku.

Jakie zatem były różnice? Zasadnicze. Przede wszystkim: wyciąg Złoty Groń kłamie. Łże grubo i po chamsku. Na ich stronie stoi jak wół, że na Złotym Groniu otwarte jest 1,3km tras. To wielka-wieeeelka ściema – i nigdy więcej nie wierzcie w to co zobaczycie na ich stronie. Otwarta była *jedna* trasa o długości 400, moooże 500 metrów. Bardzo płaska, dla początkujących. Trasa ta przedstawiana w górnym odcinku jako czerwona to również wielka ściema. Jest płasko. Bardzo płasko. Jazda znudziła mnie w zasadzie po 30 minutach. Oczywiście o refundacji z powodu niezgodności faktów z opisem na stronie nie ma mowy (byłem gotów pojechać gdzieś indziej). Istebna nadaje się dla rodzin z dziećmi. Ale nawet rodziny z dziećmi powinny BARDZO uważać na informacje na stronie – Istebna po prostu kłamie.

A Soszów/Wisła? Dużo lepiej. Jedna otwarta trasa – ale tym razem pełna zgodność opisu z sytuacją: długość 800-900 metrów, trasa czerwona – zgodnie z tym co wszyscy rozumiemy jako czerwona. Nie zbyt płaska, nie zbyt trudna – idealna na otwarcie sezonu.

Nie macie chyba wątpliwości co polecam? Wybierajcie się do Wisły do Soszowa. Nie są to Alpy, ale można fajnie otworzyć sezon i pośmigać bez strasznego tłoku w fajnych warunkach. Poniżej mapki obu miejsc.

Ściema! Nie wierzcie w te odległości ani w informacje na stronie stoku!

Ściema! Nie wierzcie w te odległości ani w informacje na stronie stoku!

Wisła - Soszów: na otwarcie sezonu jeździłem czerwoną jedynką...

Wisła – Soszów: na otwarcie sezonu jeździłem czerwoną jedynką…


8 Komentarzy

Portillo, Chile: na trasach

Pisałem już o swojej przygodzie w Portillo TUTAJ. Winien jestem jednak bardziej rzeczowy opis tego miejsca, gdyby ktoś z Was chciał pojechać tam na trasy – a uwierzcie – jest po co. (na wszelki wypadek dodam, że ponieważ to Ameryka Południowa – nazwę tej miejscowości na argentyńsko-chilijskiej granicy czytamy „Portijo”)

Portillo na trasie

Portillo na trasie

To co szokuje w Portillo to liczba czarnych tras. I mówię tu o takich prawdziwych czarnych-czarnych a nie o jakichś włoskich-czarnych albo ciemno-bordowych. Po prostu czarnych jest ponad połowa a reszta to czerwone. Niebieska jest chyba jedna czy dwie – i to bardziej na zasadzie łącznika między czarnymi trasami, albo zjazdu do samego dołu. Tu po prostu jest stromo i bardzo stromo. Nie kojarzę miejscowości w Alpach gdzie byłoby wszędzie TAK stromo jak w Portillo. Na tych najstromszych trasach mamy do dyspozycji specjalne czteroosobowe bardzo szybkie wyciągi talerzykowe: taki „kwartet” talerzyków jest tylko jeden na całym wyciągu, porusza się w przód i tył, i jest uruchamiany na życzenie przez operatora. Wjazd trwa kilkadziesiąt sekund i jest naprawdę szybki. Po wjeździe poprzeczka z talerzykami wraca na swoje miejsce na dole. Ponieważ chętnych jest bardzo niewielu – większość czasu wyciąg stoi. Nie ma żadnych kolejek, po prostu podjeżdżasz, wpinasz się, kciuk w górę do obsługi i ziuuuum na górę. Nie widziałem tego systemu nigdzie w Europie.

Kolejna szokująca rzecz: Portillo otoczone jest zewsząd wysokimi, stromymi i bliskimi górami. Słońce zagląda tutaj naprawdę na krótko. Nie ma restauracji na stokach, nie widać rodzin z dziećmi, nie zaznacie tutaj Apres-ski, nie ma snow-parków, nie wejdziecie po nartach do jacuzzi, a masaż może Wam zrobić najwyżej partner albo partnerka.

Trenują za to reprezentacje narciarstwa alpejskiego. I to nie bylejakie. Widziałem Austriaków i Amerykanów! Przyznaję bez bicia że od czasów Pirmina Zurbiggena i Alberto Tomby, czyli od jakichś 20 lat, jestem na bakier ze znajomością alpejczyków, więc nikogo nie rozpoznałem – ale w sierpniu jeździła tam reprezentacja pieprzonej Austrii i Team USA – czyli sam szczyt pucharu świata! Panowie przez rozgrzewkę nosili na kombinezonach jakieś polary, ale po godzinie je zdjęli i zasuwali w „gumach” w narodowe barwy. Do tego na stoku były obecne całe ich ekipy, trenerzy, obsługa, a wszystkie przejazdy były rejestrowane na video – po prostu full profeska.

Stoki w Portillo są doskonale utrzymane i puste. 90% krzeseł jeździ również pusta. Pozatrasowe narty oprócz mnie nosił tylko Javier, o którym pisałem już wcześniej. To istny raj zarówno dla ludzi którzy szukają wymagających tras i chcą pośmigać na tyczkach, ale też dla freaków narciarstwa pozatrasowego – jak ja. Wypadałoby dodać, że aby cieszyć się fajną i szybką jazdą po trasie, trzeba mieć do tego dobre, twarde narty gigantowe, a nie zbyt miękkie i zbyt szerokie Rossi S7, które miałem ze sobą.

Portillo polecam zdecydowanie bardziej niż pozostałe dwa chilijskie ośrodki w których byłem: Valle Nevado i El Colorado. Jedyny jego mankament, to odległość od Santiago de Chile – ponad 2 godziny drogi, w tym jazda słynną górską drogą „Chrystus Odkupiciel” o której też pisałem już tutaj.

 


3 Komentarze

Stubai: polecam!

Stubai off-piste

Stubai off-piste

Kilkadziesiąt kilometrów od Innsbrucka znajduje się perełka – jeden z lepszych kurortów narciarskich w Tyrolu: Stubai w dolinie Stubaital. Czemu zdecydowałem się opisać Stubai?

Bo Stubai to moim zdaniem świetne miejsce w które możecie pojechać w mieszanej grupie: na trasy i poza trasy. Zwolennicy jazdy po trasach na pewno będą zadowoleni, a ci którzy jeżdżą poza trasą nie powinni być zawiedzeni. 26 wyciągów daje dostęp zarówno do 35 wyznaczonych tras, jak i do licznych terenów off-piste. Czasem, żeby założyć świeży ślad w puchu trzeba kawałek podejść – warto więc zabrać ze sobą sprzęt skiturowy lub freeturowy.

Równocześnie na Stubai dostaniecie to wszystko co w innych dużych, poważnych stacjach narciarskich: przedszkola i szkółki narciarskie, bazę gazstronomiczną / apres-ski, snow parki, wypożyczalnie sprzętu i ponad setkę kilometrów tras dla ludzi, którzy jeżdżą po trasie. To po prostu dobrze naoliwiona, porządna austriacka maszyna do robienia biznesu.

Stubai jest całkiem blisko Polski w porównaniu zarówno do włoskich Dolomitów (2-3 godziny bliżej), jak i Szwajcarii czy Francji (5-10 godzin bliżej). Maksymalna wysokość szczytu Schaufelspitze – około 3200 mnpm daje gwarancję śniegu i warunków zarówno jesienią jak i późną wiosną. To właśnie na Stubai można zjeżdżać poza trasą, kiedy w czołowych freeride’owych miejscówkach Karyntii dopiero zaczyna sypać śnieg i wystają jeszcze kamienie.

Osobiście upodobałem sobie dolinę Stubaital jeszcze w jednym celu: za każdym razem, kiedy jadę autem np. do Włoch, niezależnie od pory roku nocuję właśnie w dolinie Stubai: zaledwie 15 minut od autostrady Innsbruck-Brenner-Verona, a przy tym wspaniałe krajobrazy i czyste powietrze niezmiennie pozytywnie mnie nakręcają i wprawiają w dobry nastrój.

Trochę luźnych linków:

Kwatery i hotele w dolinie: http://tinyurl.com/m94y97e

Link do listy otwartych wyciągów i tras: http://www.stubaier-gletscher.com/eng/Winter/Stubai-Live/Open-Lifts

Dojazd z Wawy: http://goo.gl/maps/fhYOX i z Krk: http://goo.gl/maps/qWwEr

Jeśli nie w smak Wam ponad 10 godzin w aucie, a do Monachium akurat latają tanie linie (a warto sprawdzać Norwegiana), to do Stubaia dostaniecie się w niecałe 3 godziny pociągiem z lotniska w Monachium: http://tinyurl.com/onhquax. Pozostałe lotniska to rzecz jasna Innsbruck (tak w ogóle, to kto tam lata, do cholery? taki potencjał ma to lotnisko!), Mediolan, Bergamo, Verona.


22 Komentarze

Damskie kurtki narciarskie

Wstęp

Był już na blogu temat kurtek narciarskich. Okazuje się jednak, że damska kurtka narciarska to ZUPEŁNIE coś innego niż kurtka narciarska. Podchodzę zatem do tematu na nowo trochę inaczej: po pierwsze zakładam, że czytelniczka tego posta jeździ rekreacyjnie po trasie. Po drugie temat „damska kurtka narciarska” narzuca mi nowy aspekt / nowe spojrzenie, w temacie którego zupełnie nie czuję się ekspertem: STYL. Zobaczmy co z tego wyjdzie. Drogie Czytelniczki: TO DLA WAS!

Praktyka

Zanim przejdziemy do kolorów, fasonów i obowiązującej mody – zacznijmy od rzeczy podstawowych. No bo w końcu co z tego, że Twoja kurtka będzie w modnym odcieniu, jeżeli nie będzie oddychać albo chronić od wiatru, a Ty będziesz zaparzać się lub marznąć w niej na stoku?

A więc po pierwsze dobra membrana. Membrana ma dwa zadania: po pierwsze, powinna nie przepuszczać wody i wiatru z zewnątrz. Po drugie powinna przepuszczać na zewnątrz parę wodną i umożliwić „oddychanie” Twojego ciała. To właśnie krytyczne parametry, które Twoja membrana powinna spełnić. Ja jestem fanem membrany Gore-Tex, ale aby nie ograniczać się za nadto i pozwolić dobrać i krój i kolor (o tym za chwilę), dobra będzie też dowolna uznana membrana firm outdoorowych. Jeżesli wybierzesz membranę: Omni-Tech (Columbia), Membrain (Marmot), Hyvent (North Face) – będziesz zadowolona. Te wszystkie marki produkują dobre kurtki i dobre membrany. Jeśli wybierzesz membranę Gore-Tex – pamiętaj, że firma Gore-Tex pozwala szyć innym firmom ubrania ze swojej membrany. Jeśli zdecydujesz się więc na Gore-Tex mniej uznanej (i tańszej) firmy – to wiedz, że o ile Gore-Tex pozwolił pokazać na niej swoje logo, to odzież była audytowana i sprawdzona przez doświadczonych fachowców z Gore-Tex. Jeśli więc są metki Gore-Tex, nie powinnaś być zawiedziona parametrami technicznymi i wytrzymałością nawet, jeśli po raz pierwszy widzisz daną markę.

Po drugie ocieplenie: zakładam, że jako czytelniczka tego posta,  jeździsz głównie po trasach, i wolisz nie brać ze sobą plecaka. W tej sytuacji, nie polecam Ci kupować dodatkowego izolatora (tak jak robię to ja) i wozić go w plecaku, a zamiast tego ocieplenie powinno być w samej kurtce. Odradzam zdecydowanie naturalne ocieplenie puchowe: będzie namakać i po kilku godzinach intensywniejszej jazdy – Twoja kurtka narciarska będzie mokrą pieluchą, którą w dodatku cholernie trudno wysuszyć. Zdecydowanie lepiej sprawdzają się sztuczne ocieplenia takie jak Thinsulate albo Primaloft. To patentowane rozwiązania, których używają masowo producenci kurtek. Te tkaniny całkiem nieźle izolują (tzn. będzie Ci ciepło!), a z drugiej strony kompletnie nie namakają wodą, potem, etc. Zakładam też, że dogadałabyś się z kilkoma kobietami które pracują ze mną w biurze: pewnie podchodzisz do klimatyzatora, wiecznie podkręcasz temperaturę i permanentnie narzekasz na panujący w biurze mróz. Jeżeli tak jest rzeczywiście – chyba lepiej będzie jak kupisz kurtkę mocniej docieploną niż cienką.

Po trzecie: dodatki, kieszenie itp. Pisałem już o tym w ogólnym rozdziale o membranach, więc jeśli chcesz szczegółów – przeczytaj to: https://nakreche.com/2013/12/01/gore-tex/, a w telegraficznym skrócie: ja jeżdżę z plecakiem. A Ty potrzebujesz wielu wewnętrzych i zewnętrzych kieszeni (na okulary, szmatkę do gogli, skipass, balsam do ust, chusteczki, komórkę, pieniądze, krem do opalania). Dobrze będzie, jeśli kurtka będzie mieć wodoszczelne suwaki i wywietrzniki pod pachami. Zastanów się też nad kapturem, i przymierzaj wtedy kurtkę razem z kaskiem – sprawdź, czy kaptur wchodzi na kask.

Ach kobiety…

Gdyby temat był o kurtkach męskich – w zasadzie tutaj mógłby być już koniec posta. Kobiety w tej materii są jednak inne. Ponieważ nie umiem powiedzieć sam co jest modne a co nie – sprawdziłem kilka stron plotkarskich i blogów, podglądając co też się „nosi”. Chciałbym spróbować to ocenić od strony praktycznej. Przejrzyjmy więc co w temacie damskich kurtek proponują blogerki modowe i co noszą na stoku celebryci:

SkiStyle

peak performance supreme turin jacket

Na sezon 2014 jedna z tych praktyczniejszych kurtek proponowanych przez portal SkiStyle – pochodzi z damskiej kolekcji PeakPerformance. Dobra firma, dobra membrana, dużo kieszeni, fajne taliowanie. Lubię podkreśloną talię, więc Skistyle idzie tu w parze z moim osobistym gustem… Więcej dowiecie się na: http://www.skistyle.net/2013/10/ski-fashion-2014-welcome-back.html

Kasia Tusk

DSC_2917(1)

Kasia Tusk używa zwykłej puchówki od Peek&Cloppenberg – wygląda bardzo ładnie, ale jednak stanowczo ją odradzam. Zdecydowanie lepsze będą syntentyki. Mam też wątpliwości co do liczby kieszeni i praktycznego użycia tej kurki na stoku. Ale naprawdę wygląda fajnie. Więcej pomysłów Pani Kasi na jej blogu – Make Life Easier: http://www.makelifeeasier.pl/moda/ski-fashion

Shea Marie

ski6

PeaceLoveShea proponuje porządną kurtkę narciarską Roxy z dobrym ociepleniem, membraną i kieszeniami. Technicznie – super. Stylowo – nie mam uprawnień do wypowiadania się. Oceńcie sami na: http://peaceloveshea.com/skiing-in-the-alps/ 

Kate Hudson

gwiazdy-na-nartach-15977127

Ja sam i kilku znajomych mamy bezpieczne (i do tej pory myślałem, że chyba niemodne) połączenia: czerwona kurtka, czarne spodnie. Poza tym czerwony jest dobrze widoczny na tle śniegu, a przy tym mocno rozróżnialny od czarnych skał czy kamieni – a więc łatwiej będzie zobaczyć mnie np. z helikoptera. Myślałem, że kobietom natomiast kolor czerwony kojarzy się z namiętnością: czerwone usta, czerwona podwiązka, czerwna sukienka – to są te „prawidłowe” czerwone zestawy… A tu nagle jakieś czterokilowe buciory w których ledwo do toalety się mieścisz, a fryzura spod kasku wygląda jak po ośmiogodzinnej drzemce… Hmmm… Myślałem, że to nie wygląda w głowach kobiet zbyt namiętnie i bardzo rzadko widywałem na stoku dziewczyny w czerwonym… A tu jednak! Kate Hudson nosi profesjonalną damską narciarską czerwono-czarną kurtkę. Można mieć drobne zastrzeżenia co do długości (czy przy upadku na pewno nie wpadnie do środka śnieg, mimo wewnętrznego kołnierza który widać na fotce? czy aby nereczki się nie przeziębią?), ale trzeba przyznać: Kate wygląda świetnie!

Więcej: http://www.papilot.pl/z-zycia-gwiazd/16438/8/Zimowe-szalenstwo-gwiazd-Podgladamy-celebrytow-na-nartach-desce-i-lyzwach-LOVE-IT.html#galleryimage

Kate Rozz

068dafe9c6a06d7ba7266044fcf17d9b6bec0016

Kilka lat temu zauważyłem na stoku „trend matrymonialno-komunijny”: kobiety całe na biało, kremowo albo jasno-szaro. Chciałem Ci to stanowczo odradzić. Mocno niepraktyczne. Ubrudzisz ją bardzo szybko, a z każdym czyszczeniem membrana w Twojej kurtce będzie sprawować się coraz gorzej: z jednej strony będzie coraz bardziej przemakalna, z drugiej, mikropory do przepuszczania powietrza mogą zatykać się proszkiem czy płynem i kurtka przestanie oddychać – a Ty przez to się w niej zaparzysz na stoku. A więc jasną kurtkę Kate Rozz odradzam, mimo, że wygląda chyba fajnie? Więcej: http://www.pudelek.pl/artykul/64211/kate_rozz_chwali_sie_wyjazdem_na_narty/

 

Kim Kardashian

297a7ce7926efd82cbe638f187c267900701c0b8

Kim jeździ w futrze. To chyba zostawię bez komentarza… Sami oceńcie. Więcej: http://www.pudelek.pl/artykul/62359/kim_kardashian_w_futrze_na_nartach/

Podsumowanie

Jeśli masz ochotę poczytać moje inne posty o ciuchach (ale dużo bardziej techniczne niż ten ;-)) – to zapraszam:

A w sprawach stylu może wypowiedzą się same czytelniczki? Do tej pory zgromadziłem chyba kilka? Co się podoba a co nie? 🙂


5 Komentarzy

Sofia, Vitosha

Jestem właśnie w Sofii. To widok z biura:

Vitusha

Vitosha

Góra nazywa się Vitosha (Witosza po naszemu) i da się na niej jeździć. 1000 metrów różnicy wzniesień i wysokość bezwzględna 2290 metrów nad poziomem morza. Dolna stacja wyciągu to zaledwie 12km od centrum Sofii.

Niestety, nawet gdybym wziął jakieś spodnie, kurtke i udałoby się pożyczyć sprzęt – jest jeszcze za wcześnie. Co prawda spadł już tu pierwszy śnieg, ale Vitosha jest z reguły gotowa na jazdę w drugiej połowie grudnia lub na Nowy Rok.

Dla wybierających się do Sofii i chcących pojeździć:

Jestem daleki od polecania tego miejsca w sensie celowego podróżowania do Sofii po to żeby jeździć na nartach – ale skoro już musimy tam być i akurat są warunki do jazdy – to czemu nie…

Aktualizacja 9 kwietnia 2014: popatrzcie też na rady chdnisxa w komentarzach – CENNE!

Vitosha: mapa tras

Vitosha: mapa tras