nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


3 Komentarze >

Energizer Ultimate Lithium

Energizer Ultimate Lithium

Słuchajcie, dziś tak na szybko i wydawałoby się nie na temat o nartach – ale tylko z pozoru… BATERIE.
Akurat robię sprawdzenie sprzętu: latarka czołowa i nadajnik lawinowy – potrzebują po 3 małe paluszki, do tego chcę kupić dobre baterie do nadajnika satelitarnego…
Wy być może dodatkowo potrzebujecie baterie do kamer czy aparatów.
Szybka rada na dziś: na narty NIE kupujcie baterii alkalicznych, a TYLKO baterie litowe.
1. bateria litowa ma dużo lepszą charakterystykę w niskich temperaturach i np. przy -10 stopniach będzie trzymać do 7-8 razy dłużej niż standardowe baterie alkaliczne
2. bateria litowa jest o 1/3 lżejsza od alkalicznej. szczególnie jeśli jedziesz na skitury – waga plecaka ma kluczowe znaczenie

Oba te punkty to istotny powód dla którego baterie litowe są idealne w urządzeniach które zabieracie na narty.

Baterie litowe ciężko dostać i z reguły nie ma ich w Media Marktach czy Saturnach…
Ja osobiście kupuję zawsze L92 Energizera Ultimate Lithium – na Allegro paczka 4 sztuki po 20PLN.
POLECAM! 😉


4 Komentarze

Gdzie do cholery jest Urbanelis?

To już jutro – 14 sierpnia! O 6 rano pociąg do Berlina, potem samolot do Madrytu i po kilkudziesięciu godzinach w podróży – Santiago de Chile!

Dzięki uprzejmości firmy SPOT LCC, udostępniam stronę, gdzie możecie na bieżąco śledzić moje położenie wysyłane przez nadajnik satelitarny, który będę nosił przy sobie. Widać będzie zawsze ostatnich kilka dni mojej lokalizacji.

Link będzie dostępny cały czas podczas podróży, tu na blogu w panelu po prawej stronie. Zapraszam!
Gdzie do cholery jest Urbanelis?

 


8 Komentarzy

Marzenia (znowu) się spełniają…

To już kolejny raz, kiedy tu na tym blogu okazuje się, że jestem cholernym szczęściarzem!

Zacząłem go pisać 2 lata temu chyba przede wszystkim dla siebie. Czytało go kilkoro znajomych, moja mama i redaktor działu sportowego GW. Potem trochę więcej i więcej ludzi. Po jakimś czasie odszedłem z serwisów sportowych GW, zmieniłem platformę i stałem się niezależnym bloggerem. Wy – czyli czytelnicy i komentatorzy rośliście w siłę, co zawsze niezmiennie strasznie mnie kręciło i radowało… Dorobiłem się w międzyczasie nawet jakiegoś hejtu. Systematycznie rósł ruch organiczny z google, ale pojawili się też stali czytelnicy i komentatorzy (w tym miejscu ukłony dla Arka, Wojtiego, Marcina, Pnk, Emila, Fanki, Druha Marudy, Strendżer Gerl, Mii, KA, XC, Edyty, Someone i Anonymous! – wybaczcie jeśli o kimś zapomniałem! Dzięki za Wasze komentarze, to dzięki Wam ten blog jest ciekawszy, żywy i przyciąga ludzi!).

Wreszcie w ubiegłym roku przyszła absolutna niespodzianka – olśnienie: okazało się, że znalazła się firma, która jest gotowa zapłacić mi – czyli jakiemuś chłopakowi z korporacji, który pisze sobie bloga o nartach – sporo kasy za to, żeby pozjeżdżał w jednym z najlepszych puchów na świecie – w Japonii. Tak zaczęło się „Wyzwanie Gillette Hokkaido 2014” – i mówiąc szczerze, nie mógłbym wymarzyć sobie tego lepiej…

Kochani, dzisiejszy dzień jest równie wspaniały. Chciałem przedstawić Wam kogoś bardzo fajnego – partnera swojej wyprawy do Chile i całego sezonu 2014/2015. To UVEX!

10592156_10204565984897822_1172713492_n

UVEX, miło mi gościć Cię na blogu – poznaj proszę, to właśnie moi czytelnicy, mam nadzieję, że będziesz czuł się tu dobrze!

Z góry zapowiadam, że z uwagi na rodzaj produktów UVEX’a, musicie wybaczyć mi sporą liczbę selfie w nadchodzącym sezonie! Uff, nie przypuszczałem nigdy, że umowa sponsorska będzie moim usprawiedliwieniem, żeby się polansować! 😉

PPS. Now, who’s the king?! 🙂 Cieszcie się ze mną! HA! 🙂

 


14 Komentarzy

Narty i odpowiedzialność społeczna

WhatisCSRJeździsz na nartach, ale chciałbyś robić to odpowiedzialnie w stosunku do swojego otoczenia: do innych ludzi i do środowiska.

Co to oznacza? Wydaje mi się, że jest kilka aspektów odpowiedzialnej społecznie jazdy na nartach… Przyznaję się od razu, że nie wszystkim daję radę sprostać. Staram się jednak zwracać na to uwagę…

Wpływ na otoczenie

Czy bierzesz pod uwagę, że do tych gór gdzie akurat jeździsz, być może będą chciały przyjechać Twoje dzieci albo wnuki? Chciałbyś, żeby zachwyciły się nimi tak jak zachwyciłeś się Ty? Zostaw je więc czyste. Nieśmiecenie w górach to chyba frazes – nie wierzę, że doświadczony turysta zostawia w górach papierki albo puste butelki. Pamiętaj tylko, że jeżeli Twój wpływ na góry będzie minimalny, jest szansa, że będą one służyć dobrze również i następnym pokoleniom.

Ski-touring vs Heli-ski

Pojawia się coraz więcej informacji na temat tego jak negatywnie heliskiing wpływa na zwierzęta górskie i jak zanieczyszcza środowisko i góry.

To fakt: helikoptery robią masę hałasu, płoszą zwierzęta, i przeszkadzają innym ludziom, którzy przyszli w góry. W wielu miejscach loty helikopterów w celach innych niż ratownicze lub patrolowe (a więc w celach turystycznych i sportowych) są zwyczajnie zakazane. Tak jest w Norwegii, Tatrach, w dużej części Włoch i Francji.

Z drugiej strony powstały jednak rozprawy naukowe jak np. ta na temat wpływu Heli-ski na Karibu, które dowodzą, że heli-skiing nie ma większego wpływu na populacje dzikich zwierząt w górach.

Kolejna rzecz: podobnie jak i auta – również cywilne helikoptery stały się bardziej „eko” niż kiedyś: spalają mniej paliwa, i mają jasno określoną emisję CO2 do atmosfery. Nawet jeśli wierzyć opracowaniom jak to wymienione powyżej i uznać, że podobnie jak na auta – należy na helikoptery nakładać normy emisji spalin i w zamian za to pozwolić im latać – trzeba przyznać, że latanie hordami helikopterów po parkach narodowych – to rzeczywiście słaby pomysł.

Można mieć różne podejścia do wpływu heliskiingu na środowisko, ale trzeba przyznać fakt: jeśli RZECZYWISCIE zależy Ci na absolutnie minimalnym wpływie na środowisko, powinieneś przestawić się z helikoptera na własne nogi, a więc wejść na górę samemu, żeby samemu z niej zjechać. I w tym sensie zgadzam się w całej rozciągłości: ski-touring jest formą narciarstwa pozatrasowego, z którego rzeczywiście czerpiesz najwięcej satysfakcji z kontaktu z górami i otaczającą naturą. A przyjemność i satysfakcja z wdrapania się o tysiąc metrów w górę często przewyższa przyjemność dzikiego zjazdu w puchu.

Problem chiński

Czułbyś się lepiej, wiedząc, że siedmiolatek nie stracił palców robiąc Twoje narty? Albo, że nie zostały zrobione w fabryce, która koszmarnie truje ziemię? Jeśli tak, pewnie wolałbyś, żeby nie były robione w Chinach… Jeśli ma to dla Ciebie znaczenie, będziesz chciał unikać nart K2, Voelkl i Liberty. Pozostali więksi producenci: Rossignol, Kastle, Salomon, Head, Dynastar, Blizzard, Stockli – robią swoje narty w USA i Europie, gdzie respektowane są prawa człowieka, prawa pracy i środowisko naturalne – a więc „nasz” system wartości. Nie w każdej dziedzinie taki wybór istnieje. Często jeśli chcemy mieć zapewniony podstawowy poziom egzystencji – jesteśmy zdani na chińskie produkty. Jednak jak widać przy kupnie nart – jest wybór. Może warto z niego skorzystać?

Firmy narciarskie hołdujące zasadom odpowiedzialności społecznej

North Face

Pamiętacie jak spaliła się fabryka ciuchów w Bangladeszu i zginęło setki szwaczek pracujących po kilkanaście godzin dziennie, siedem dni w tygodniu za marne grosze? Pamiętacie jak strasznie miał to w dupie polski LPP/Reserved? Cóż. Nie wszystkie firmy tak się zachowały. North Face przystąpił do porozumień ograniczających chciwość prezesów (czy raczej sam swą chciwość poskromił) i zdziałał całkiem sporo. Tu możecie przeczytać więcej: http://wecare.vfc.com/ Poza tą inicjatywą North Face angażuje się w ochronę środowiska, klimatu i naszej planety. Więcej: http://expeditionsustainability.com/

Uvex

Uvex sponsoruje Kowalczyk i Stocha, ale wydaje się poważnie traktować sponsoring nawet w tych dziedzinach, które nie przynoszą mu ekstremalnej popularności, splendoru i prawdopodobnie zwrotu z takiej inwestycji. To dobrze świadczy o firmie. Polski oddział Uvex’a zaangażowany jest we wsparcie dla młodych, obiecujących sportowców, a także dla sportowców niepełnosprawnych. Lajkujemy. Więcej: http://www.uvex.com.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=21&Itemid=512

Mammut

Również Mammut poważnie podchodzi do spraw odpowiedzialności społecznej. Deklarują, że dbają o traktowanie fair zarówno pracowników swoich, jak i tych w całym swoim łańcuchu dostaw – firma jest członkiem organizacji Fair Wear. Produkty Mammuta są też produkowane w sposób przyjazdy dla środowiska. Więcej: http://www.mammut.ch/images/CR_Infoflyer_EN.pdf 

Peak Performance

Bardzo poważnie do tematu CSR podchodzi Peak Performance. Na swojej stronie listują dokładnie działania i zasady którym hołdują. Wszystko brzmi dość konkretnie (w przeciwieństwie do bełkotu nt. CSR wielu dużych korporacji). Przykłady? Proszę bardzo: firma nie akceptuje wełny z merynosów z gospodarstw na których dochodzi do celowego okaleczania owiec podczas golenia, wprowadziła monitoring swoich dostawców w obszarze wpływu jaki wywierają na środowisko naturalne przy produkcji komponentów odzieży. PP stawia na trwałość produktów: ma sieć punktów w których można niedrogo zreperować ich ubrania bez względu na ich wiek – niestety nie wiem nic o tym w Polsce – ale jeśli kogoś to zainteresuje – obiecuję zbadać temat.

Pozostali

Myślicie, że wszystkie marki narciarskie angażują się w działalność pro-społeczną? Niestety nie. Większość nie robi nic, a niektóre robią sobie wręcz z tego jaja. Np. Intersport chwali się, że w ramach odpowiedzialności społecznej wprowadził karty lojalnościowe dla klientów (WTF?!) i że organizuje testy nart w luksusowych alpejskich hotelach. To nie żart. Tak piszą na swojej stronie.

a Wy?

A Wy macie coś do dodania w tym temacie?

A może bez sensu, że poruszam taki temat na blogu narciarskim?


8 Komentarzy

Gogle czy okulary?

Często obserwuję instruktorów czy przewodników. Podpatruję trochę jak pracują, ale też patrzę na sprzęt jakiego używają. Jest jednak kilka rzeczy co do których ci ludzie nie są wcale zgodni: jedna z nich – to ochrona oczu. Wielu znajomych przewodników czy instruktorów używa gogli. Ale jest też co najmniej kilku, którzy w identycznych warunkach wolą jeździć w okularach… Co więc wybrać? Na co się zdecydować?

gogle

na Hokkiaido w goglach (buff na twarzy)

Każda z tych rzeczy ma swoje wady i zalety.

Oto wady gogli:

 

  • W bardzo ostrym słońcu lepiej od gogli radzą sobie dobre okulary
  • Gogle (nawet drogie modele z wielką szybą) mają mniejsze pole widzenia
  • Kiedy masz problem z przegrzewaniem się (np przy skiturach albo intensywnej jeździe poza trasą) – gogle będą dużo bardziej parować
  • Na naprawdę ciepłą pogodę, albo na duży wysiłek fizyczny – gogle są zbyt ciepłe

 

okulary

w Kaukazie w okularach (buff na czole)

Oto wady okularów:

 

  • Kask i okulary nie zawsze pasują do siebie
  • Okulary nie ochronią oczu od śniegu i wiatru tak dobrze jak gogle
  • Okulary nie nadają się na duży mróz
  • Kiedy upadniesz – okulary łatwiej spadną Ci w śnieg
  • Okulary nie ochraniają dużej części twarzy tak dobrze jak gogle (np. od gałęzi, firnu przy upadku itd)

Co robię ja? Jak pisałem wielokrotnie – zawsze jeżdżę z plecakiem i z reguły wożę ze sobą jedno i drugie. Dodatkowo – jeśli zabrałem akurat ciemne gogle na ostre słońce – do plecaka chowam jasne, żółte okulary na mgłę, a jeśli zakładam jasne gogle, wtedy do plecaka idą mocne okulary przeciwsłoneczne.

A Wy jaki macie patent? Jeśli jeździcie bez plecaka – wolicie okulary czy gogle?


2 Komentarze

Bielizna

Dziś będzie o tym co tygrysy lubią najbardziej: seksowna bielizna!

Na rynku mamy konkurujące dwa podejścia do bielizny narciarskiej: syntetyki lub wełna merynosów (to takie owieczki). Syntetyki – to kosmiczna technologia – tkanina ma właściwości hydrofobowe od wewnętrznej strony – innymi słowy odprowadza wodę od ciała na zewnątrz. Dodatkowo często spotyka się szycie srebrną nitką, która ma działanie bakteriobójcze a co za tym powinno powodować, że ciuchy nie będą śmierdzieć. Poza tym syntetyki są dość trwałe i mogą mieć modny krój… Cóż…

Pamiętacie jak pisałem o izolatorach? (tutaj) Zdecydowanie odradzałem wam wtedy naturalny puch gęsi lub kaczy i polecałem syntetyczny Primaloft. W przypadku bielizny – robię zwrot o 180 stopni. TYLKO merynosy! Wełniana koszulka i kalesony z naturalnej wełny merynosów ma niesamowite właściwości. Po pierwsze jest super przyjemną w dotyku tkaniną. Po drugie nawet jeśli się spocisz – czujesz się w niej komfortowo – nie klei się nieprzyjemnie do ciała jak syntetyk. Po trzecie schnie bardzo szybko – nawet szybciej jeśli jest na tobie. Po czwarte – bardzo ważne, jeśli wychodzisz na kilka dni np. na skitury, waga plecaka jest bardzo istotna i nie masz wielu zmian bielizny do dyspozycji: merynos nie śmierdzi. To bardzo krytyczne – w innym przypadku, po tych kilku dniach w syntetyku straciłbyś resztki szacunku do samego siebie. Merynosa wystarczy przewietrzyć i po prostu nie śmierdzi.

Jeśli biegasz (a jeśli biegasz, to zakładam, że biegasz pewnie w syntetyku) to kojarzysz na pewno to nieprzyjemne uczucie, kiedy zatrzymasz się na kilka minut, twój pot się schładza, syntetyk nie przylega idealnie do ciała i po chwili jest ci zimno i nieprzyjemnie… Tego wszystkie nie doświadczasz, jeśli nosisz Merynosa.

Merynos

Merynos

Tym razem zamiast mojej fotografii – na fotce: Merynos. Jestem przekonany, że wolicie Merynosa bardziej niż mnie w kalesonach. 😉

Warto jeszcze dodać na sam koniec, że na wielu forach internetowych znajdziecie fanów bielizny syntetycznej. Piszą oni, że nie czują dyskomfortu związanego z nieprzyjemnym uczuciem noszenia syntetyku. Piszą, że niewiele się pocą i syntetyki im nie śmierdzą. O ile w przypadku membrany czy izolatora – można powoływać się na badania i z autorytetem stwierdzać, że jedna tkanina jest lepsza od innej – o tyle w przypadku bielizny wchodzimy w szarą strefę: bardzo wiele zależy od osobistych odczuć związanych z konkretnymi tkaninami i z gustem. Warto mieć swoje zdanie. Ja akurat wolę Merynosa.

Jeśli jesteś zainteresowany moimi innymi szafiarskimi postami, znajdziesz je poniżej:


2 Komentarze

Raki i czekan na skitury

Podchodzisz na nartach. Robi się coraz bardziej stromo. Foki przestają trzymać i narty zaczynają się zsuwać do tyłu mimo zamontowanych noży. Zygzakowanie nie pomaga albo wręcz nie jest możliwe, bo nie ma na nie miejsca. Być może jesteś w rynnie lub żlebie. Potrzeba Ci dobrego trzymania, dobrej przyczepności, i jest na tyle stromo, że dwie nogi z fokami na nartach i kijki przestają wystarczać.

To właśnie moment, gdy jesteś zmuszony zrobić zmianę ekwipunku. Zdejmujesz narty i przyczepiasz je do plecaka razem z kijami, wyjmujesz czekan i raki.

Nie zawsze na turach stajesz przed taką koniecznością. Często wiesz, że będzie łagodnie i nie ma sensu targać ze sobą tego całego szpeja. Ale kiedy już wiesz, że może być ostrzej – trzeba się przygotować.

Czy kupować raki i czekan?

Jeśli nie jesteś jeszcze pewny/pewna do czego będzie Ci potrzebny – czy będziesz używał sprzętu zimą czy latem, czy do turów, czy do wspinaczki czy turystycznie, czy będzie potrzebny jeden czekan czy dwa – wstrzymałbym się z kupnem i pożyczał sprzęt w dobrej wypożyczalni. Są tam fachowcy, którzy dobrze doradzą ci w wyborze. Jeśli natomiast już wiesz, do czego będą potrzebne: wiesz, że chcesz wchodzić z nartami, zimą w głębokim śniegu albo po lodowcu – wydaje się, że możesz podjąć decyzję.

Na jaki sprzęt się zdecydować?

Lekkie aluminowe raki koszykowe Black Diamond

lekkie aluminowe raki koszykowe Black Diamond – 10 kolców, cena ok. 300PLN

Raki

Nie chcesz ciężkich stalowych raków, które służą do chodzenia po skałach, kamieniach i piargach. Potrzebne ci będą lekkie raki aluminiowe: 10-12 kolców. Aluminium nie powygina się na śniegu i lodzie. Dobrze będzie jeśli raki będą pasować na twoje turowe buty narciarskie jak i na normalne buty do trekkingu.

Jako amator – nie używam raków automatycznych ani półautomatycznych (nadających się do alpinistycznego obuwia technicznego), a popularnych raków koszykowych: mają dość łatwy sposób zakładania i jednocześnie wystarczają póki co na podejścia na które się porywam. Jednocześnie pasują zarówno na buty trekkingowe jak i skiturowe.

Pamiętaj, żeby do raków koniecznie dokupić neoprenowy pokrowiec. Jeśli włożysz je do plecaka bez niego – jest duża szansa, że zniszczysz sobie coś w plecaku, albo przedziurawisz rakami sam plecak.

Dziaba, czyli czekan

czekan do skiturów

czekan do skiturów Petzl: 50cm, 340g. cena ok. 250PLN

Lekki, aluminiowy i raczej krótki. Na pewno nie będziesz targać ze sobą stalowego żelastwa na plecach. Nie będziesz wykuwał nic w skałach i kamieniach, a na lód i śnieg – aluminium na pewno wystarczy. Jeśli nie jesteś ski-alpinistą, czekan nie musi mieć łopatki do robienia stanowiska. Podstawowe kryterium wyboru czekana do turów to waga. Im więcej będziesz chodził – tym bardziej będzie to dla ciebie oczywiste.

Czekan powinien mięć pętlę nadgarstkową, która pomoże utrzymać go w ręku przy ewentualnym nieszczęśliwym ześlizgu.

Reguły dla turystyki górskiej mówiące o długości czekana: wzrost minus 100cm nie mają zastosowania w czekanach do ski-alpinizmu czy skiturów. Tym czekanem nie będziesz się podpierał! Kup raczej krótszy niż dłuższy: często będziesz w śnieg wbijał nie ostrze, a stylisko (tak!) trzymając czekan za głowicę. Poza tym dłuższy czekan – to większy zamach. Mając 190 cm wzrostu uważam, że czekan długości 50-55cm jest dla mnie w sam raz.

Jeden czekan czy dwa?

Większości ludzi wystarcza jeden czekan, ale są fani lodowej wspinaczki, którzy twierdzą, że bywają w miejscach, gdzie z jednym czekanem nie dałoby się podejść. Nigdy nie byłem w takich miejscach i nie używałem dwóch czekanów. Nie umiem zakładać stanowisk, poręczować gór ani wchodzić po skałkach. To jest blog narciarski, a nie alpinistyczny. Mam dużo szacunku dla kolegów – alpinistów: w tym temacie jestem małym misiem i wszystko przede mną: mam świadomość swoich ograniczeń i tu Wam nawet nie próbuję doradzać. Ja mam jeden czekan a nie dwa. Jeśli szukacie specjalistycznego sprzętu ski-alpinistycznego – polecam strony:

Jeśli natomiast interesują Cię moje pozostałe notki dotyczące sprzętu amatorskiego sprzętu skiturowego, to są tutaj:


6 Komentarzy

Izolatory

Kontynuując moje posty szafiarskie, dziś chciałem napisać o warstwie izolującej.

Na początek, wyobraź sobie skiturowe podejście lub wymagający fizycznie zjazd poza trasą. Jesteś ubrany/ubrana lekko: bielizna termiczna, jakiś niezbyt gruby polar i nieocieplona kurtka z membrany. Zjeżdżasz, podchodzisz, wykonujesz jakiś wysiłek – wszystko jest okay – nie jest ci zimno. I nagle następuje chwila przerwy: może akurat siedzisz na krzesełku które powoli jedzie w górę i pizga w ciebie wiatr, może czekasz na helikopter, a może odpoczywasz po intensywnym turowym podejściu i coś właśnie pałaszujesz. Po kilku minutach w tym stroju, w temperaturze poniżej zera robi ci się zimno. Na takie właśnie okazje w Twoim plecaku jest ci niezbędna dodatkowa wydajna izolacja. Dodatkowy polar nie zagrzeje cię za bardzo – potrzeba ci czegoś znacznie lepszego. Na rynku istnieją trzy wiodące rodzaje izolatorów:

  • Naturalny puch gęsi lub kaczy
  • Syntetyczna tkanina Thinsulate
  • Syntetyczna tkanina Primaloft

Puch gęsi jest najlepszym izolatorem z nich wszystkich: w testach izolacji wypada zdecydowanie najlepiej, jest również najlżejszy, najtrwalszy i pakuje się do najmniejszych rozmiarów. Byłoby idealnie gdyby nie jedna zasadnicza wada: puch nasiąka wodą. Nawet jeśli masz na sobie dobry wodoszczelny Gore-tex, po tym jak się spocisz – puchówka namoknie jak pielucha. Co gorsza zrobi się ciężka i przestanie cię izolować. Puch koszmarnie ciężko wysuszyć, a nie ma nic gorszego niż wiecznie wilgotna puchowa kurtka. Z tego powodu dla mnie puch odpada i wyobrażam sobie jedyną sytuację, gdzie puchówka wygra z syntetykiem: Antarktyda. Jest najbardziej suchym kontynentem na świecie i jest tam zbyt zimno, aby było wilgotno. Jeśli nie jedziesz na Antarktydę: wybierz syntetyk. Masz alergię: wybierz syntetyk. Jesteś weganką – wybierz syntetyk (przy jego produkcji nie zabito żadnego ptaka).

W grze pozostają więc dwie, dość porównywalne tkaniny syntetyczne: Thinsulate i Primaloft. Zadna z nich nie nasiąka wodą. Primaloft, przy zadanej masie izoluje odrobinę lepiej, i pakuje się do małych rozmiarów trochę lepiej niż Thinsulate. Thinsulate natomiast jest ponoć odrobinę trwalszy niż Primaloft. Nie jestem w stanie tego zweryfikować, ale różne asy na forach twierdzą, że parametry obu tkanin pogarszają się w czasie, przy czym degradacja Thinsulate następuje cokolwiek wolniej niż degradacja Primaloft – jeśli ma to dla ciebie znaczenie. Jest jeszcze jeden argument za Thinsulate: jest tańszy, przy czym nie jest to duża różnica w cenie.

Mój wybór to Primaloft ze względu na lepsze parametry i lepszą „pakowalność” do plecaka. Tradycyjnie już prę ostro na szkło i prezentuję się tutaj w Primalofcie firmy Spyder.

Dobrze dopasowany Primaloft można zakładać zarówno pod, jak i na membranę. (przy czym pod membranę jest znacznie wydajniejszy. na membranę ma sens tylko na krótko i tylko wtedy gdy nie pada)

Dobrze dopasowany Primaloft można zakładać zarówno pod, jak i na membranę. (przy czym pod membranę jest znacznie wydajniejszy. na membranę ma sens tylko na krótko i tylko wtedy gdy nie pada)

Spakowany primaloft. Dla porównania rozmiarów: smartfon.

Spakowany primaloft. Dla porównania rozmiarów: smartfon.

Dodatkowe uwagi przy kupnie izolatora:

  • Kurtka powinna być dopasowana. Przymierzaj na polar: nie powinna wisieć, powinna być lekko taliowana i przylegać – wtedy będzie lepiej spełniać swoje zadanie
  • Dobrze, gdy w zestawie z kurtką jest worek do którego można ją ubić, lub gdy jest wyposażona w dużą wewnętrzną kieszeń do której się ją samą wkłada
  • Jeśli szukasz dobrych promocji, nie musisz mieć koniecznie modeli z ostatniego sezonu w modnych kolorach i możesz trochę pojeździć lub poszukać w necie – znajdziesz kurtki Primaloft i Thinsulate poniżej 400PLN.

Jeśli jesteś zainteresowany moimi innymi szafiarskimi postami, to zachęcam do przeczytania:

To jak: mam pisać teraz o bieliźnie, czy nie? 🙂