nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


10 Komentarzy

Spot Gen3: test i recenzja

Właśnie dostałem od firmy SPOT LLC, nadajnik satelitarny SPOT GEN3. Serdeczne pozdrowienia dla SPOT LLC, i zgodnie z umową robię test urządzenia…

Do czego służy SPOT?

Spot jest odbiornikiem sygnału GPS oraz jednokierunkowym nadajnikiem satelitarnym wykorzystującym sieć satelitów Globalstar. Spot potrafi nadać do satelity Wasze położenie wraz z określonym komunikatem. Ten komunikat (określony wcześniej) zostanie następnie przekazany przez satelity do centrum operacyjnego SPOT i w zależności od jego treści w odpowiedni sposób przetworzony. Urządzenie ma możliwość nadawania następujących typów komunikatów:

GEN3_lead

  • śledzenie: Twoja pozycja zostaje po prostu zapisania na serwerach SPOT. Istnieje możliwość konfiguracji strony i śledzenia Twojej pozycji na google maps przez osoby którym wyślemy linka. (np. przez Twoją rodzinę, znajomych)
  • dwa komunikaty standardowe: Twoja pozycja wraz ze wcześniej zdefiniowanym jednym dwóch komunikatów zostanie wysłana do uprzednio zdefiniowanej listy mailingowej. (np. „Cześć, u mnie wszystko okay. Dobrej Nocy!”)
  • HELP: w momencie kiedy Twoje życie NIE jest zagrożone, ale potrzebujesz pomocy (np. złapałeś gumę, skończyło ci się paliwo, itd) – komunikat HELP wysyłany jest do uprzednio zdefiniowanej listy mailingowej (UWAGA: o komunikacie HELP nie są informowane żadne służby ratunkowe)
  • SOS: w sytuacji zagrożenia życia, informowane są służby SAR (Search & Rescue) danego kraju/obszaru na którym się znajdujemy, oraz koordynująca jednostka poszukiwawczo-ratunkowa GEOS International Emergency Response Coordination Center (IERCC). W zależności od obszaru na którym się znajdujesz, GEOS zawiadomi policję, straż przybrzeżną, ambasady, jednostki poszukiwawcze, górskie pogotowia, itd. GEOS zadzwoni również do wcześniej zdefiniowanych kontaktów aby dowiedzieć się dodatkowych szczegółów nt. Twojego wyposażenia, umiejętności, planu podróży, i innych szczegółów, które mogą pomóc jednostkom poszukiwawczym. Dlatego powinniśmy przed podróżą zapewnić, aby kontakty zdefiniowane w serwisie SPOT były aktualne.

Dla kogo jest SPOT?

Spot jest dla ludzi, których wyprawy odbywają się poza terenem na którym jest zasięg telefonów komórkowych, czyli np. pilotów, podróżników, alpinistów, rybaków, backpackersów, żeglarzy, kierowców off-road, myśliwych oraz rzecz jasna: narciarzy pozatrasowych. 🙂

W sytuacji kiedy nie ma zasięgu komórkowego, SPOT pozwala na stałą, niezawodną transmisję Twojego położenia, a także wezwanie pomocy gdy jest to konieczne.

Czy SPOT jest jedyny na rynku? Czy jest konkurencja do niego?

Nie jest jedyny. Jest konkurencja. Nazywa sie Delorme inReach. Warto przedyskutować różnice między oboma nadajnikami – bo są istotne…

SPOT GEN3

Delorme inReach SE

Simplex/Duplex SPOT jest nadajnikiem jednokierunkowym, co oznacza, że nie jest w stanie dostać potwierdzenia, że komunikat został wysłany i odebrany przez satelitę. Jeśli np. jesteśmy na skraju obszaru zasięgu satelity, albo nasz nadajnik nie jest skierowany pionowo w górę – może zdarzyć się, że sygnał nie zostanie odebrany przez satelitę. W przypadku SPOT’a nie dowiemy się o tym. Delorme inReach SE jest nadajnikiem dwukierunkowym (duplex), co oznacza, że będziemy mieć potwierdzenie, że wysłany przez nas sygnał został odebrany przez satelitę i przekazany dalej.
Baterie 4 alkaliczne litowo-jonowe paluszki odporne na niskie temperatury. Urządzenie będzie działać i wysyłać komunikaty przez kilka tygodni bez konieczności wymiany baterii. W razie potrzeby możemy zabrać ze sobą drugi komplet baterii. Wewnętrzna bateria ładowana przez ładowarkę – starcza na maksymalnie kilka dni w zależności od warunków. To niestety główny problem tego rozwiązania. Aby być pewnym działania urządzenia od którego zależy nasze życie trzeba go codziennie ładować. Często podczas podróży nie ma kontaktów i napięcia – wtedy Delorme inReach staje się nieprzydatny.
Zasięg SPOT jest obsługiwany przez flotę 40 satelitów Globalstar. Ich orbity nie pokrywają obszarów ekstremalnie wysuniętych na północ i południe. Oznacza to, że SPOT nie będzie działał na Antarktydzie, oraz na Spitsbergenie, północnej Grenlandii i południowej Patagonii. Poza tym, aby zapewnić komunikację, satelita musi znajdować się w zasięgu stacji naziemnej Globalstar. Obecnie istnieje kilka luk w rozmieszczeniu stacji naziemnych – głównie na środku oceanów oraz jedna na terytorium Indii. Dokładny zasięg opisany jest poniżej. Delorme InReach obsługiwany jest przez flotę niemal 70 satelitów Iridium obejmującą bez wyjątków 100% powierzchni kuli ziemskiej. To znacząca przewaga Delorme o ile wybieramy się w ekstremalnie północne lub południowe obszary.
Wygląd/wielkość/obsługa SPOT jest bardzo zwarty, niewielki i trywialny w obsłudze. Jest wielkości grubej puderniczki. Delorme InReach ma sporo większe rozmiary, porównywalne do pierwszych telefonów komórkowych Centertela. Do obsługi nadajnika jest stworzony dość toporny system operacyjny i kolorowy energożerny wyświetlacz.
Koszt i abonament Koszt SPOT’a w Polsce zaczyna się od około 1000 PLN, a w USA od 100 dolarów. Abonament na SPOT’a kosztuje 100-150 dolarów rocznie. Są też opcje miesięczne. Nie znalazłem Delorme w Polsce, w Stanach jest trzykrotnie droższy niż SPOT: cena zaczyna się od 300 dolarów. Abonament na Delorme zawierający śledzenie to 25 dolarów miesięcznie (nie da się go zawiesić), czyli ok. 300 dolarów rocznie. To sporo drożej niż SPOT.

Co wybieram? Cóż. Mam w ręku SPOT’a i uważam, że jest cholernie dobrym urządzeniem. Nie zdecydowałbym się na pewno na Delorme ze względu na konieczność częstego ładowania i wewnętrzną baterię, słabo odporną na niskie temperatury.

Zasięg SPOT’a

Tutaj trzeba być ostrożnym. Poniżej moja osobista specyfikacja zasięgu ze szczególnym uwzględnieniem gór i obszarów często pokrytych śniegiem.

W zasięgu: cała Europa (m.in. całe Alpy, Norwegia, Laponia, Tatry, Karpaty, Pireneje), całe kontynentalne Stany i Kanada, Alaska, Japonia, Kamczatka, duża część Chile, Islandia, część Grenlandii, Kaukaz, duża część Pamiru, Tien-Szan, Nowa Zelandia.

Poza zasięgiem: arktyczna część Kanady, Spitsbergen, Patagonia, Antarktyda, północna część Grenlandii, Himalaje, część Karakorum, część Tien-Szan i Pamiru.

spot_coverage_feb12_14

oficjalna mapa zasięgu (czerwiec 2014)

Podsumowanie

Bardzo polecam SPOT’a wszystkim narciarzom pozatrasowym. Z pewnością stanie się stałym towarzyszem moich wycieczek, co będziecie też widzieć na tym blogu…

SPOT’a kupicie i więcej o nim przeczytacie TUTAJ.

 


3 Komentarze

Stubai: polecam!

Stubai off-piste

Stubai off-piste

Kilkadziesiąt kilometrów od Innsbrucka znajduje się perełka – jeden z lepszych kurortów narciarskich w Tyrolu: Stubai w dolinie Stubaital. Czemu zdecydowałem się opisać Stubai?

Bo Stubai to moim zdaniem świetne miejsce w które możecie pojechać w mieszanej grupie: na trasy i poza trasy. Zwolennicy jazdy po trasach na pewno będą zadowoleni, a ci którzy jeżdżą poza trasą nie powinni być zawiedzeni. 26 wyciągów daje dostęp zarówno do 35 wyznaczonych tras, jak i do licznych terenów off-piste. Czasem, żeby założyć świeży ślad w puchu trzeba kawałek podejść – warto więc zabrać ze sobą sprzęt skiturowy lub freeturowy.

Równocześnie na Stubai dostaniecie to wszystko co w innych dużych, poważnych stacjach narciarskich: przedszkola i szkółki narciarskie, bazę gazstronomiczną / apres-ski, snow parki, wypożyczalnie sprzętu i ponad setkę kilometrów tras dla ludzi, którzy jeżdżą po trasie. To po prostu dobrze naoliwiona, porządna austriacka maszyna do robienia biznesu.

Stubai jest całkiem blisko Polski w porównaniu zarówno do włoskich Dolomitów (2-3 godziny bliżej), jak i Szwajcarii czy Francji (5-10 godzin bliżej). Maksymalna wysokość szczytu Schaufelspitze – około 3200 mnpm daje gwarancję śniegu i warunków zarówno jesienią jak i późną wiosną. To właśnie na Stubai można zjeżdżać poza trasą, kiedy w czołowych freeride’owych miejscówkach Karyntii dopiero zaczyna sypać śnieg i wystają jeszcze kamienie.

Osobiście upodobałem sobie dolinę Stubaital jeszcze w jednym celu: za każdym razem, kiedy jadę autem np. do Włoch, niezależnie od pory roku nocuję właśnie w dolinie Stubai: zaledwie 15 minut od autostrady Innsbruck-Brenner-Verona, a przy tym wspaniałe krajobrazy i czyste powietrze niezmiennie pozytywnie mnie nakręcają i wprawiają w dobry nastrój.

Trochę luźnych linków:

Kwatery i hotele w dolinie: http://tinyurl.com/m94y97e

Link do listy otwartych wyciągów i tras: http://www.stubaier-gletscher.com/eng/Winter/Stubai-Live/Open-Lifts

Dojazd z Wawy: http://goo.gl/maps/fhYOX i z Krk: http://goo.gl/maps/qWwEr

Jeśli nie w smak Wam ponad 10 godzin w aucie, a do Monachium akurat latają tanie linie (a warto sprawdzać Norwegiana), to do Stubaia dostaniecie się w niecałe 3 godziny pociągiem z lotniska w Monachium: http://tinyurl.com/onhquax. Pozostałe lotniska to rzecz jasna Innsbruck (tak w ogóle, to kto tam lata, do cholery? taki potencjał ma to lotnisko!), Mediolan, Bergamo, Verona.


14 Komentarzy

Narty i odpowiedzialność społeczna

WhatisCSRJeździsz na nartach, ale chciałbyś robić to odpowiedzialnie w stosunku do swojego otoczenia: do innych ludzi i do środowiska.

Co to oznacza? Wydaje mi się, że jest kilka aspektów odpowiedzialnej społecznie jazdy na nartach… Przyznaję się od razu, że nie wszystkim daję radę sprostać. Staram się jednak zwracać na to uwagę…

Wpływ na otoczenie

Czy bierzesz pod uwagę, że do tych gór gdzie akurat jeździsz, być może będą chciały przyjechać Twoje dzieci albo wnuki? Chciałbyś, żeby zachwyciły się nimi tak jak zachwyciłeś się Ty? Zostaw je więc czyste. Nieśmiecenie w górach to chyba frazes – nie wierzę, że doświadczony turysta zostawia w górach papierki albo puste butelki. Pamiętaj tylko, że jeżeli Twój wpływ na góry będzie minimalny, jest szansa, że będą one służyć dobrze również i następnym pokoleniom.

Ski-touring vs Heli-ski

Pojawia się coraz więcej informacji na temat tego jak negatywnie heliskiing wpływa na zwierzęta górskie i jak zanieczyszcza środowisko i góry.

To fakt: helikoptery robią masę hałasu, płoszą zwierzęta, i przeszkadzają innym ludziom, którzy przyszli w góry. W wielu miejscach loty helikopterów w celach innych niż ratownicze lub patrolowe (a więc w celach turystycznych i sportowych) są zwyczajnie zakazane. Tak jest w Norwegii, Tatrach, w dużej części Włoch i Francji.

Z drugiej strony powstały jednak rozprawy naukowe jak np. ta na temat wpływu Heli-ski na Karibu, które dowodzą, że heli-skiing nie ma większego wpływu na populacje dzikich zwierząt w górach.

Kolejna rzecz: podobnie jak i auta – również cywilne helikoptery stały się bardziej „eko” niż kiedyś: spalają mniej paliwa, i mają jasno określoną emisję CO2 do atmosfery. Nawet jeśli wierzyć opracowaniom jak to wymienione powyżej i uznać, że podobnie jak na auta – należy na helikoptery nakładać normy emisji spalin i w zamian za to pozwolić im latać – trzeba przyznać, że latanie hordami helikopterów po parkach narodowych – to rzeczywiście słaby pomysł.

Można mieć różne podejścia do wpływu heliskiingu na środowisko, ale trzeba przyznać fakt: jeśli RZECZYWISCIE zależy Ci na absolutnie minimalnym wpływie na środowisko, powinieneś przestawić się z helikoptera na własne nogi, a więc wejść na górę samemu, żeby samemu z niej zjechać. I w tym sensie zgadzam się w całej rozciągłości: ski-touring jest formą narciarstwa pozatrasowego, z którego rzeczywiście czerpiesz najwięcej satysfakcji z kontaktu z górami i otaczającą naturą. A przyjemność i satysfakcja z wdrapania się o tysiąc metrów w górę często przewyższa przyjemność dzikiego zjazdu w puchu.

Problem chiński

Czułbyś się lepiej, wiedząc, że siedmiolatek nie stracił palców robiąc Twoje narty? Albo, że nie zostały zrobione w fabryce, która koszmarnie truje ziemię? Jeśli tak, pewnie wolałbyś, żeby nie były robione w Chinach… Jeśli ma to dla Ciebie znaczenie, będziesz chciał unikać nart K2, Voelkl i Liberty. Pozostali więksi producenci: Rossignol, Kastle, Salomon, Head, Dynastar, Blizzard, Stockli – robią swoje narty w USA i Europie, gdzie respektowane są prawa człowieka, prawa pracy i środowisko naturalne – a więc „nasz” system wartości. Nie w każdej dziedzinie taki wybór istnieje. Często jeśli chcemy mieć zapewniony podstawowy poziom egzystencji – jesteśmy zdani na chińskie produkty. Jednak jak widać przy kupnie nart – jest wybór. Może warto z niego skorzystać?

Firmy narciarskie hołdujące zasadom odpowiedzialności społecznej

North Face

Pamiętacie jak spaliła się fabryka ciuchów w Bangladeszu i zginęło setki szwaczek pracujących po kilkanaście godzin dziennie, siedem dni w tygodniu za marne grosze? Pamiętacie jak strasznie miał to w dupie polski LPP/Reserved? Cóż. Nie wszystkie firmy tak się zachowały. North Face przystąpił do porozumień ograniczających chciwość prezesów (czy raczej sam swą chciwość poskromił) i zdziałał całkiem sporo. Tu możecie przeczytać więcej: http://wecare.vfc.com/ Poza tą inicjatywą North Face angażuje się w ochronę środowiska, klimatu i naszej planety. Więcej: http://expeditionsustainability.com/

Uvex

Uvex sponsoruje Kowalczyk i Stocha, ale wydaje się poważnie traktować sponsoring nawet w tych dziedzinach, które nie przynoszą mu ekstremalnej popularności, splendoru i prawdopodobnie zwrotu z takiej inwestycji. To dobrze świadczy o firmie. Polski oddział Uvex’a zaangażowany jest we wsparcie dla młodych, obiecujących sportowców, a także dla sportowców niepełnosprawnych. Lajkujemy. Więcej: http://www.uvex.com.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=21&Itemid=512

Mammut

Również Mammut poważnie podchodzi do spraw odpowiedzialności społecznej. Deklarują, że dbają o traktowanie fair zarówno pracowników swoich, jak i tych w całym swoim łańcuchu dostaw – firma jest członkiem organizacji Fair Wear. Produkty Mammuta są też produkowane w sposób przyjazdy dla środowiska. Więcej: http://www.mammut.ch/images/CR_Infoflyer_EN.pdf 

Peak Performance

Bardzo poważnie do tematu CSR podchodzi Peak Performance. Na swojej stronie listują dokładnie działania i zasady którym hołdują. Wszystko brzmi dość konkretnie (w przeciwieństwie do bełkotu nt. CSR wielu dużych korporacji). Przykłady? Proszę bardzo: firma nie akceptuje wełny z merynosów z gospodarstw na których dochodzi do celowego okaleczania owiec podczas golenia, wprowadziła monitoring swoich dostawców w obszarze wpływu jaki wywierają na środowisko naturalne przy produkcji komponentów odzieży. PP stawia na trwałość produktów: ma sieć punktów w których można niedrogo zreperować ich ubrania bez względu na ich wiek – niestety nie wiem nic o tym w Polsce – ale jeśli kogoś to zainteresuje – obiecuję zbadać temat.

Pozostali

Myślicie, że wszystkie marki narciarskie angażują się w działalność pro-społeczną? Niestety nie. Większość nie robi nic, a niektóre robią sobie wręcz z tego jaja. Np. Intersport chwali się, że w ramach odpowiedzialności społecznej wprowadził karty lojalnościowe dla klientów (WTF?!) i że organizuje testy nart w luksusowych alpejskich hotelach. To nie żart. Tak piszą na swojej stronie.

a Wy?

A Wy macie coś do dodania w tym temacie?

A może bez sensu, że poruszam taki temat na blogu narciarskim?


22 Komentarze

Damskie kurtki narciarskie

Wstęp

Był już na blogu temat kurtek narciarskich. Okazuje się jednak, że damska kurtka narciarska to ZUPEŁNIE coś innego niż kurtka narciarska. Podchodzę zatem do tematu na nowo trochę inaczej: po pierwsze zakładam, że czytelniczka tego posta jeździ rekreacyjnie po trasie. Po drugie temat „damska kurtka narciarska” narzuca mi nowy aspekt / nowe spojrzenie, w temacie którego zupełnie nie czuję się ekspertem: STYL. Zobaczmy co z tego wyjdzie. Drogie Czytelniczki: TO DLA WAS!

Praktyka

Zanim przejdziemy do kolorów, fasonów i obowiązującej mody – zacznijmy od rzeczy podstawowych. No bo w końcu co z tego, że Twoja kurtka będzie w modnym odcieniu, jeżeli nie będzie oddychać albo chronić od wiatru, a Ty będziesz zaparzać się lub marznąć w niej na stoku?

A więc po pierwsze dobra membrana. Membrana ma dwa zadania: po pierwsze, powinna nie przepuszczać wody i wiatru z zewnątrz. Po drugie powinna przepuszczać na zewnątrz parę wodną i umożliwić „oddychanie” Twojego ciała. To właśnie krytyczne parametry, które Twoja membrana powinna spełnić. Ja jestem fanem membrany Gore-Tex, ale aby nie ograniczać się za nadto i pozwolić dobrać i krój i kolor (o tym za chwilę), dobra będzie też dowolna uznana membrana firm outdoorowych. Jeżesli wybierzesz membranę: Omni-Tech (Columbia), Membrain (Marmot), Hyvent (North Face) – będziesz zadowolona. Te wszystkie marki produkują dobre kurtki i dobre membrany. Jeśli wybierzesz membranę Gore-Tex – pamiętaj, że firma Gore-Tex pozwala szyć innym firmom ubrania ze swojej membrany. Jeśli zdecydujesz się więc na Gore-Tex mniej uznanej (i tańszej) firmy – to wiedz, że o ile Gore-Tex pozwolił pokazać na niej swoje logo, to odzież była audytowana i sprawdzona przez doświadczonych fachowców z Gore-Tex. Jeśli więc są metki Gore-Tex, nie powinnaś być zawiedziona parametrami technicznymi i wytrzymałością nawet, jeśli po raz pierwszy widzisz daną markę.

Po drugie ocieplenie: zakładam, że jako czytelniczka tego posta,  jeździsz głównie po trasach, i wolisz nie brać ze sobą plecaka. W tej sytuacji, nie polecam Ci kupować dodatkowego izolatora (tak jak robię to ja) i wozić go w plecaku, a zamiast tego ocieplenie powinno być w samej kurtce. Odradzam zdecydowanie naturalne ocieplenie puchowe: będzie namakać i po kilku godzinach intensywniejszej jazdy – Twoja kurtka narciarska będzie mokrą pieluchą, którą w dodatku cholernie trudno wysuszyć. Zdecydowanie lepiej sprawdzają się sztuczne ocieplenia takie jak Thinsulate albo Primaloft. To patentowane rozwiązania, których używają masowo producenci kurtek. Te tkaniny całkiem nieźle izolują (tzn. będzie Ci ciepło!), a z drugiej strony kompletnie nie namakają wodą, potem, etc. Zakładam też, że dogadałabyś się z kilkoma kobietami które pracują ze mną w biurze: pewnie podchodzisz do klimatyzatora, wiecznie podkręcasz temperaturę i permanentnie narzekasz na panujący w biurze mróz. Jeżeli tak jest rzeczywiście – chyba lepiej będzie jak kupisz kurtkę mocniej docieploną niż cienką.

Po trzecie: dodatki, kieszenie itp. Pisałem już o tym w ogólnym rozdziale o membranach, więc jeśli chcesz szczegółów – przeczytaj to: https://nakreche.com/2013/12/01/gore-tex/, a w telegraficznym skrócie: ja jeżdżę z plecakiem. A Ty potrzebujesz wielu wewnętrzych i zewnętrzych kieszeni (na okulary, szmatkę do gogli, skipass, balsam do ust, chusteczki, komórkę, pieniądze, krem do opalania). Dobrze będzie, jeśli kurtka będzie mieć wodoszczelne suwaki i wywietrzniki pod pachami. Zastanów się też nad kapturem, i przymierzaj wtedy kurtkę razem z kaskiem – sprawdź, czy kaptur wchodzi na kask.

Ach kobiety…

Gdyby temat był o kurtkach męskich – w zasadzie tutaj mógłby być już koniec posta. Kobiety w tej materii są jednak inne. Ponieważ nie umiem powiedzieć sam co jest modne a co nie – sprawdziłem kilka stron plotkarskich i blogów, podglądając co też się „nosi”. Chciałbym spróbować to ocenić od strony praktycznej. Przejrzyjmy więc co w temacie damskich kurtek proponują blogerki modowe i co noszą na stoku celebryci:

SkiStyle

peak performance supreme turin jacket

Na sezon 2014 jedna z tych praktyczniejszych kurtek proponowanych przez portal SkiStyle – pochodzi z damskiej kolekcji PeakPerformance. Dobra firma, dobra membrana, dużo kieszeni, fajne taliowanie. Lubię podkreśloną talię, więc Skistyle idzie tu w parze z moim osobistym gustem… Więcej dowiecie się na: http://www.skistyle.net/2013/10/ski-fashion-2014-welcome-back.html

Kasia Tusk

DSC_2917(1)

Kasia Tusk używa zwykłej puchówki od Peek&Cloppenberg – wygląda bardzo ładnie, ale jednak stanowczo ją odradzam. Zdecydowanie lepsze będą syntentyki. Mam też wątpliwości co do liczby kieszeni i praktycznego użycia tej kurki na stoku. Ale naprawdę wygląda fajnie. Więcej pomysłów Pani Kasi na jej blogu – Make Life Easier: http://www.makelifeeasier.pl/moda/ski-fashion

Shea Marie

ski6

PeaceLoveShea proponuje porządną kurtkę narciarską Roxy z dobrym ociepleniem, membraną i kieszeniami. Technicznie – super. Stylowo – nie mam uprawnień do wypowiadania się. Oceńcie sami na: http://peaceloveshea.com/skiing-in-the-alps/ 

Kate Hudson

gwiazdy-na-nartach-15977127

Ja sam i kilku znajomych mamy bezpieczne (i do tej pory myślałem, że chyba niemodne) połączenia: czerwona kurtka, czarne spodnie. Poza tym czerwony jest dobrze widoczny na tle śniegu, a przy tym mocno rozróżnialny od czarnych skał czy kamieni – a więc łatwiej będzie zobaczyć mnie np. z helikoptera. Myślałem, że kobietom natomiast kolor czerwony kojarzy się z namiętnością: czerwone usta, czerwona podwiązka, czerwna sukienka – to są te „prawidłowe” czerwone zestawy… A tu nagle jakieś czterokilowe buciory w których ledwo do toalety się mieścisz, a fryzura spod kasku wygląda jak po ośmiogodzinnej drzemce… Hmmm… Myślałem, że to nie wygląda w głowach kobiet zbyt namiętnie i bardzo rzadko widywałem na stoku dziewczyny w czerwonym… A tu jednak! Kate Hudson nosi profesjonalną damską narciarską czerwono-czarną kurtkę. Można mieć drobne zastrzeżenia co do długości (czy przy upadku na pewno nie wpadnie do środka śnieg, mimo wewnętrznego kołnierza który widać na fotce? czy aby nereczki się nie przeziębią?), ale trzeba przyznać: Kate wygląda świetnie!

Więcej: http://www.papilot.pl/z-zycia-gwiazd/16438/8/Zimowe-szalenstwo-gwiazd-Podgladamy-celebrytow-na-nartach-desce-i-lyzwach-LOVE-IT.html#galleryimage

Kate Rozz

068dafe9c6a06d7ba7266044fcf17d9b6bec0016

Kilka lat temu zauważyłem na stoku „trend matrymonialno-komunijny”: kobiety całe na biało, kremowo albo jasno-szaro. Chciałem Ci to stanowczo odradzić. Mocno niepraktyczne. Ubrudzisz ją bardzo szybko, a z każdym czyszczeniem membrana w Twojej kurtce będzie sprawować się coraz gorzej: z jednej strony będzie coraz bardziej przemakalna, z drugiej, mikropory do przepuszczania powietrza mogą zatykać się proszkiem czy płynem i kurtka przestanie oddychać – a Ty przez to się w niej zaparzysz na stoku. A więc jasną kurtkę Kate Rozz odradzam, mimo, że wygląda chyba fajnie? Więcej: http://www.pudelek.pl/artykul/64211/kate_rozz_chwali_sie_wyjazdem_na_narty/

 

Kim Kardashian

297a7ce7926efd82cbe638f187c267900701c0b8

Kim jeździ w futrze. To chyba zostawię bez komentarza… Sami oceńcie. Więcej: http://www.pudelek.pl/artykul/62359/kim_kardashian_w_futrze_na_nartach/

Podsumowanie

Jeśli masz ochotę poczytać moje inne posty o ciuchach (ale dużo bardziej techniczne niż ten ;-)) – to zapraszam:

A w sprawach stylu może wypowiedzą się same czytelniczki? Do tej pory zgromadziłem chyba kilka? Co się podoba a co nie? 🙂


10 Komentarzy

Głosowanie na Apres-ski

Słuchajcie. Są święta, więc dziś bardziej lajtowo…

Jesteśmy wszyscy obżarci do granic możliwości. Więc ja idę dalej z tematem i zarządzam głosowanie na najlepsze żarcie po nartach. Poniżej kilka propozycji.

Alaskański Łosoś z Pacyfiku a do niego butelka Alaskan Amber

Przepyszny dziki łosoś z Pacyfiku. Mieszkańcy Alaski są bardzo dumni z łososia, który nie jest hodowany na farmach i karmiony paszą i antybiotykami jak te z Norwegii czy Szkocji. I rzeczywiście alaskański łosoś jest przepyszny. O ile w Anchorage można znaleźć całkiem dobre i wykwintne restauracje, o tyle okolice Valdez, to proste przydrożne bary i zwykły fish&chips. Do niego butelka piwa Alaskan Amber 🙂 Niewiele rzeczy smakowało mi lepiej.

2014-04-19 21.05.57

Japońskie Yakitori i Sake

Japonia to nie tylko sushi. Często po nartach na Hokkaido chodziliśmy na przepyszne szaszłyki Yakitori. Moje ulubione – to wołowe (na fotce) lub jagnięce, ale mogą też być z kurczakiem czy warzywami. Japońska wołowina jest równie pyszna jak argentyńska. Do Yakitori oczywiście buteleczka Sake. Yakitori zawsze wprawiało nas w wyśmienity humor po nartach. Zaraz, zaraz… A może to było Sake? 😉

2014-04-19 21.09.11

Tyrolski Tafelspitz i Flying Hirsch

Moim ulubionym daniem w Tyrolu jest Tafelspitz podawany na sposób wiedeński. To po prostu wołowina gotowana w rosole (podawana w garnku z zupą i warzywami), a obok niej: chrzan, pure i szpinak na ostro z czosnkiem. Jeśli nie jedliście – bardzo polecam. Za fotki specjalne podziękowania dla Łukasza. Twierdzi, że na fotce jest dinozaur 🙂 Po sycącym Tafelspitz można skusić się na kilka „latających jelonków” (patrz: foto)

2014-04-19 21.05.09

Gruzińskie Chaczapuri zapijane gruzińskim winem

Gruzini słyną z pysznego wina, którego wypiliśmy sporo jeżdżąc w Kaukazie. A co do wina? Chaczapuri, czyli gruziński rodzaj pizzy, na trochę innym cieście, z trochę innym tłustym serem, którego na dodatek jest dużo więcej, niż mozarelli we włoskiej wersji. Innymi słowy Chaczapuri to kaloryczna, serowa bomba, czyli idealnie na uzupełniający energię Apres-ski po męczącym dniu spędzonym na turach…

2014-04-19 21.11.21

 

No to jak? Głosujecie na coś? A może proponujecie własne wnioski/potrawy? Śmiało. I Wesołych Świąt!


Dodaj komentarz

Przełom w ratownictwie górskim? Wątpię…

Kolega powiedział mi ostatnio „już nie muszę wydawać kilku stów na nadajnik lawinowy – jest na to apka na ajfona!”. Zbadałem to…

Aplikacja rzeczywiście jest do ściągnięcia pod adresem: http://www.isis-application.com/en/

2014-04-06 15.29.30W skrócie w działaniu aplikacji chodzi o to, aby wszsycy członkowie danej ekspedycji/narciarze mieli iphone’y z uruchomioną aplikacją iSIS. W przypadku zejścia lawiny narciarze, których nie złapałaby lawina przełączają swoje iphone’y w tryb odbioru i poszukują zaginionych. Koncepcja prosta – identyczna jak w przypadku nadajników lawinowych. Niby wszystko ładnie, pięknie. A sama aplikacja reklamuje się nawet jako „rewolucja w ratownictwie górskim”.

W czym więc problem? Otóż moim zdaniem taka aplikacja jest bardzo niebezpieczna, a problemów jest co najmniej kilka:

  • Aplikacja do wyszukiwania używa protokołu Bluetooth na częstotliwości 2,4GHz. Dla porównania: klasyczne nadajniki lawinowe operują na częstotliwości 457kHz – i częstotliwość ta została dobrana tak, aby jak najlepiej propagować się przez śnieg i lód. Bluetooth na pewno nie będzie działał tak dobrze. Zasięg Bluetooth to 10m w idealnych warunkach, ale pod śniegiem może spaść o połowę. Zasięg nadajników lawinowych w praktyce (testowałem osobiście pod śniegiem) to co najmniej 30 metrów.  Przy lawinie nawet średniej wielkości nie ma szans na złapanie początkowego sygnału w rozsądnym czasie przy zasięgu rzędu 5-7 metrów. W szczególnych przypadkach złapanie jakiegokolwiek sygnału z iPhone’a może okazać się niemożliwe.
  • 2014-04-06 15.26.24iPhone ma jedną antenę Bluetooth i nie jest w stanie pokazać kierunku lokalizowanego urządzenia, a jedynie siłę jego sygnału. Nadajnik lawinowy ma 3 anteny i pokazuje dość precyzyjnie kierunek do zasypanej osoby.
  • Ekran telefonu jest trudny do obsługi w rękawiczkach i słabo widoczny w jaskrawym słońcu. Ekran mojego nadajnika BCA Tracker2 to stare, sprawdzone diody LED widocznie bardzo dobrze nawet w najjaśniejszym słońcu.
  • W świetle powyższego inne argumenty to w zasadzie szczegóły: nadajnik jest wodoszczelny, ma baterie trzymające wiele godzin i noszony jest na specjalnej uprzęży przy ciele, przez co nie ma ryzyka, że znajdzie się w przypadkowym miejscu kiedy lawina „rozbierze” cię z plecaka czy kurtki.

Reasumując: aplikacja iSis (i inne podobne) i zawarte w niej informacje są nie tylko nadużyciem ale zwykłym oszustwem. Szczerze odradzam używanie tego software’u w górach poza trasą.


Dodaj komentarz

Narty w Gudauri: za i przeciw

Trzy dni w Gudauri daje mi jakieś podstawy, aby opisać wady i zalety tego miejsca z czysto narciarskiej perspektywy. Jakie są wady Gudauri, a co sprawi, że przyjedziemy tu chętniej? Po kolei:

  • Gudauri jest przystępne cenowo: dzienny skipass to koszt 30 Lari, czyli ok. 50 PLN. Alpy są 2-3 razy droższe. Również bilet lotniczy da się dostać bardzo tanio, w chwili kiedy to piszę – do Tbilisi lata Lot, a do Kutaisi lata Wizzair. Dosłownie teraz trwa promocja na bilety do Kutaisi – za 130PLN w obie strony z opłatami: http://www.fly4free.pl/gruzja-kutaisi-z-warszawy-od-listopada-do-marca-za-130-pln/
  • Trasy w Gudauri są, z kilkoma wyjątkami raczej płaskie i nie jest ich zbyt wiele. Na pewno miejscówka idealnie nadaje się do nauki, ale obawiam się, że ktoś kto jeździ po trasach kilka lat – będzie się tu zwyczajnie nudził. Oznaczenia tras też budzą moje wątpliwości: te które tutaj są czerwone – w Alpach byłby na pewno oznaczone na niebiesko.
  • Freeride w Gudauri (i generalnie w Kaukazie) jest mocno pionierski i mało popularny. O ile po świeżym opadzie w Alpach po kilku godzinach mamy totalnie zjeżdżone stoki, to tutaj, nasze tury rozpoczeliśmy o 12 w południe i mieliśmy do dyspozycji całe góry i zbocza, na których zakładaliśmy pierwszy ślad. W całej okolicy widać było łącznie nie więcej niż czterech-pięciu innych amatorów skitouringu. Duży plus! Za kilka lat pewnie się to zmieni – więc warto wykorzystać to teraz.
  • Apres ski jest raczej ascetyczny. Głodni po turach i spragnieni słynnego gruzińskiego jedzenia – jedyne co dostaliśmy w restauracji przy jednej z dolnych stacji – to były hotdogi. Na Orlenie można kupić lepsze. Do picia był równie „szeroki” wybór: piwo, wino i wódka – przy czym wino już się skończyło, a piwo tylko z puszki. W samej miejscowości również niezbyt wiele restauracji. Typowego klubu, gdzie możnaby się napić piwa czy Cuba Libre – nie znaleźliśmy.
  • W Gudauri jest pusto. Wiemy, że druga połowa marca to końcówka sezonu, ale nawet jak na koniec sezonu jest po prostu bardzo mało ludzi. Raziły nas puste hotele i pensjonaty. Dla jednych może być to wada, dla innych zaleta.
  • Czuliśmy się tu trochę jak w latach ’90: dla Gruzinów i Rosjan – snowboard jest cool! Można usłyszeć tutaj mówione z wyższością i dumą: „My katatsja na bordach”. Deskarzy poza trasą: brak.
  • Wyciągi są raczej stare jak na standardy alpejskie: żadne krzesełko nie ma przepinania na wolniejszą linę podczas wsiadania. Skutki są dwa: mocne walnięcie w dupę można jeszcze przeżyć, ale niestety na wyciągu traci się sporo czasu, bo przez to krzesła jeżdżą dość wolno.

map_201112_lupa


6 Komentarzy

Izolatory

Kontynuując moje posty szafiarskie, dziś chciałem napisać o warstwie izolującej.

Na początek, wyobraź sobie skiturowe podejście lub wymagający fizycznie zjazd poza trasą. Jesteś ubrany/ubrana lekko: bielizna termiczna, jakiś niezbyt gruby polar i nieocieplona kurtka z membrany. Zjeżdżasz, podchodzisz, wykonujesz jakiś wysiłek – wszystko jest okay – nie jest ci zimno. I nagle następuje chwila przerwy: może akurat siedzisz na krzesełku które powoli jedzie w górę i pizga w ciebie wiatr, może czekasz na helikopter, a może odpoczywasz po intensywnym turowym podejściu i coś właśnie pałaszujesz. Po kilku minutach w tym stroju, w temperaturze poniżej zera robi ci się zimno. Na takie właśnie okazje w Twoim plecaku jest ci niezbędna dodatkowa wydajna izolacja. Dodatkowy polar nie zagrzeje cię za bardzo – potrzeba ci czegoś znacznie lepszego. Na rynku istnieją trzy wiodące rodzaje izolatorów:

  • Naturalny puch gęsi lub kaczy
  • Syntetyczna tkanina Thinsulate
  • Syntetyczna tkanina Primaloft

Puch gęsi jest najlepszym izolatorem z nich wszystkich: w testach izolacji wypada zdecydowanie najlepiej, jest również najlżejszy, najtrwalszy i pakuje się do najmniejszych rozmiarów. Byłoby idealnie gdyby nie jedna zasadnicza wada: puch nasiąka wodą. Nawet jeśli masz na sobie dobry wodoszczelny Gore-tex, po tym jak się spocisz – puchówka namoknie jak pielucha. Co gorsza zrobi się ciężka i przestanie cię izolować. Puch koszmarnie ciężko wysuszyć, a nie ma nic gorszego niż wiecznie wilgotna puchowa kurtka. Z tego powodu dla mnie puch odpada i wyobrażam sobie jedyną sytuację, gdzie puchówka wygra z syntetykiem: Antarktyda. Jest najbardziej suchym kontynentem na świecie i jest tam zbyt zimno, aby było wilgotno. Jeśli nie jedziesz na Antarktydę: wybierz syntetyk. Masz alergię: wybierz syntetyk. Jesteś weganką – wybierz syntetyk (przy jego produkcji nie zabito żadnego ptaka).

W grze pozostają więc dwie, dość porównywalne tkaniny syntetyczne: Thinsulate i Primaloft. Zadna z nich nie nasiąka wodą. Primaloft, przy zadanej masie izoluje odrobinę lepiej, i pakuje się do małych rozmiarów trochę lepiej niż Thinsulate. Thinsulate natomiast jest ponoć odrobinę trwalszy niż Primaloft. Nie jestem w stanie tego zweryfikować, ale różne asy na forach twierdzą, że parametry obu tkanin pogarszają się w czasie, przy czym degradacja Thinsulate następuje cokolwiek wolniej niż degradacja Primaloft – jeśli ma to dla ciebie znaczenie. Jest jeszcze jeden argument za Thinsulate: jest tańszy, przy czym nie jest to duża różnica w cenie.

Mój wybór to Primaloft ze względu na lepsze parametry i lepszą „pakowalność” do plecaka. Tradycyjnie już prę ostro na szkło i prezentuję się tutaj w Primalofcie firmy Spyder.

Dobrze dopasowany Primaloft można zakładać zarówno pod, jak i na membranę. (przy czym pod membranę jest znacznie wydajniejszy. na membranę ma sens tylko na krótko i tylko wtedy gdy nie pada)

Dobrze dopasowany Primaloft można zakładać zarówno pod, jak i na membranę. (przy czym pod membranę jest znacznie wydajniejszy. na membranę ma sens tylko na krótko i tylko wtedy gdy nie pada)

Spakowany primaloft. Dla porównania rozmiarów: smartfon.

Spakowany primaloft. Dla porównania rozmiarów: smartfon.

Dodatkowe uwagi przy kupnie izolatora:

  • Kurtka powinna być dopasowana. Przymierzaj na polar: nie powinna wisieć, powinna być lekko taliowana i przylegać – wtedy będzie lepiej spełniać swoje zadanie
  • Dobrze, gdy w zestawie z kurtką jest worek do którego można ją ubić, lub gdy jest wyposażona w dużą wewnętrzną kieszeń do której się ją samą wkłada
  • Jeśli szukasz dobrych promocji, nie musisz mieć koniecznie modeli z ostatniego sezonu w modnych kolorach i możesz trochę pojeździć lub poszukać w necie – znajdziesz kurtki Primaloft i Thinsulate poniżej 400PLN.

Jeśli jesteś zainteresowany moimi innymi szafiarskimi postami, to zachęcam do przeczytania:

To jak: mam pisać teraz o bieliźnie, czy nie? 🙂