Kilkadziesiąt kilometrów od Innsbrucka znajduje się perełka – jeden z lepszych kurortów narciarskich w Tyrolu: Stubai w dolinie Stubaital. Czemu zdecydowałem się opisać Stubai?
Bo Stubai to moim zdaniem świetne miejsce w które możecie pojechać w mieszanej grupie: na trasy i poza trasy. Zwolennicy jazdy po trasach na pewno będą zadowoleni, a ci którzy jeżdżą poza trasą nie powinni być zawiedzeni. 26 wyciągów daje dostęp zarówno do 35 wyznaczonych tras, jak i do licznych terenów off-piste. Czasem, żeby założyć świeży ślad w puchu trzeba kawałek podejść – warto więc zabrać ze sobą sprzęt skiturowy lub freeturowy.
Równocześnie na Stubai dostaniecie to wszystko co w innych dużych, poważnych stacjach narciarskich: przedszkola i szkółki narciarskie, bazę gazstronomiczną / apres-ski, snow parki, wypożyczalnie sprzętu i ponad setkę kilometrów tras dla ludzi, którzy jeżdżą po trasie. To po prostu dobrze naoliwiona, porządna austriacka maszyna do robienia biznesu.
Stubai jest całkiem blisko Polski w porównaniu zarówno do włoskich Dolomitów (2-3 godziny bliżej), jak i Szwajcarii czy Francji (5-10 godzin bliżej). Maksymalna wysokość szczytu Schaufelspitze – około 3200 mnpm daje gwarancję śniegu i warunków zarówno jesienią jak i późną wiosną. To właśnie na Stubai można zjeżdżać poza trasą, kiedy w czołowych freeride’owych miejscówkach Karyntii dopiero zaczyna sypać śnieg i wystają jeszcze kamienie.
Osobiście upodobałem sobie dolinę Stubaital jeszcze w jednym celu: za każdym razem, kiedy jadę autem np. do Włoch, niezależnie od pory roku nocuję właśnie w dolinie Stubai: zaledwie 15 minut od autostrady Innsbruck-Brenner-Verona, a przy tym wspaniałe krajobrazy i czyste powietrze niezmiennie pozytywnie mnie nakręcają i wprawiają w dobry nastrój.
Jeśli nie w smak Wam ponad 10 godzin w aucie, a do Monachium akurat latają tanie linie (a warto sprawdzać Norwegiana), to do Stubaia dostaniecie się w niecałe 3 godziny pociągiem z lotniska w Monachium: http://tinyurl.com/onhquax. Pozostałe lotniska to rzecz jasna Innsbruck (tak w ogóle, to kto tam lata, do cholery? taki potencjał ma to lotnisko!), Mediolan, Bergamo, Verona.
Jeździsz na nartach, ale chciałbyś robić to odpowiedzialnie w stosunku do swojego otoczenia: do innych ludzi i do środowiska.
Co to oznacza? Wydaje mi się, że jest kilka aspektów odpowiedzialnej społecznie jazdy na nartach… Przyznaję się od razu, że nie wszystkim daję radę sprostać. Staram się jednak zwracać na to uwagę…
Wpływ na otoczenie
Czy bierzesz pod uwagę, że do tych gór gdzie akurat jeździsz, być może będą chciały przyjechać Twoje dzieci albo wnuki? Chciałbyś, żeby zachwyciły się nimi tak jak zachwyciłeś się Ty? Zostaw je więc czyste. Nieśmiecenie w górach to chyba frazes – nie wierzę, że doświadczony turysta zostawia w górach papierki albo puste butelki. Pamiętaj tylko, że jeżeli Twój wpływ na góry będzie minimalny, jest szansa, że będą one służyć dobrze również i następnym pokoleniom.
Ski-touring vs Heli-ski
Pojawia się coraz więcej informacji na temat tego jak negatywnie heliskiing wpływa na zwierzęta górskie i jak zanieczyszcza środowisko i góry.
To fakt: helikoptery robią masę hałasu, płoszą zwierzęta, i przeszkadzają innym ludziom, którzy przyszli w góry. W wielu miejscach loty helikopterów w celach innych niż ratownicze lub patrolowe (a więc w celach turystycznych i sportowych) są zwyczajnie zakazane. Tak jest w Norwegii, Tatrach, w dużej części Włoch i Francji.
Z drugiej strony powstały jednak rozprawy naukowe jak np. ta na temat wpływu Heli-ski na Karibu, które dowodzą, że heli-skiing nie ma większego wpływu na populacje dzikich zwierząt w górach.
Kolejna rzecz: podobnie jak i auta – również cywilne helikoptery stały się bardziej „eko” niż kiedyś: spalają mniej paliwa, i mają jasno określoną emisję CO2 do atmosfery. Nawet jeśli wierzyć opracowaniom jak to wymienione powyżej i uznać, że podobnie jak na auta – należy na helikoptery nakładać normy emisji spalin i w zamian za to pozwolić im latać – trzeba przyznać, że latanie hordami helikopterów po parkach narodowych – to rzeczywiście słaby pomysł.
Można mieć różne podejścia do wpływu heliskiingu na środowisko, ale trzeba przyznać fakt: jeśli RZECZYWISCIE zależy Ci na absolutnie minimalnym wpływie na środowisko, powinieneś przestawić się z helikoptera na własne nogi, a więc wejść na górę samemu, żeby samemu z niej zjechać. I w tym sensie zgadzam się w całej rozciągłości: ski-touring jest formą narciarstwa pozatrasowego, z którego rzeczywiście czerpiesz najwięcej satysfakcji z kontaktu z górami i otaczającą naturą. A przyjemność i satysfakcja z wdrapania się o tysiąc metrów w górę często przewyższa przyjemność dzikiego zjazdu w puchu.
Problem chiński
Czułbyś się lepiej, wiedząc, że siedmiolatek nie stracił palców robiąc Twoje narty? Albo, że nie zostały zrobione w fabryce, która koszmarnie truje ziemię? Jeśli tak, pewnie wolałbyś, żeby nie były robione w Chinach… Jeśli ma to dla Ciebie znaczenie, będziesz chciał unikać nart K2, Voelkl i Liberty. Pozostali więksi producenci: Rossignol, Kastle, Salomon, Head, Dynastar, Blizzard, Stockli – robią swoje narty w USA i Europie, gdzie respektowane są prawa człowieka, prawa pracy i środowisko naturalne – a więc „nasz” system wartości. Nie w każdej dziedzinie taki wybór istnieje. Często jeśli chcemy mieć zapewniony podstawowy poziom egzystencji – jesteśmy zdani na chińskie produkty. Jednak jak widać przy kupnie nart – jest wybór. Może warto z niego skorzystać?
Firmy narciarskie hołdujące zasadom odpowiedzialności społecznej
North Face
Pamiętacie jak spaliła się fabryka ciuchów w Bangladeszu i zginęło setki szwaczek pracujących po kilkanaście godzin dziennie, siedem dni w tygodniu za marne grosze? Pamiętacie jak strasznie miał to w dupie polski LPP/Reserved? Cóż. Nie wszystkie firmy tak się zachowały. North Face przystąpił do porozumień ograniczających chciwość prezesów (czy raczej sam swą chciwość poskromił) i zdziałał całkiem sporo. Tu możecie przeczytać więcej: http://wecare.vfc.com/ Poza tą inicjatywą North Face angażuje się w ochronę środowiska, klimatu i naszej planety. Więcej: http://expeditionsustainability.com/
Uvex
Uvex sponsoruje Kowalczyk i Stocha, ale wydaje się poważnie traktować sponsoring nawet w tych dziedzinach, które nie przynoszą mu ekstremalnej popularności, splendoru i prawdopodobnie zwrotu z takiej inwestycji. To dobrze świadczy o firmie. Polski oddział Uvex’a zaangażowany jest we wsparcie dla młodych, obiecujących sportowców, a także dla sportowców niepełnosprawnych. Lajkujemy. Więcej: http://www.uvex.com.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=21&Itemid=512
Mammut
Również Mammut poważnie podchodzi do spraw odpowiedzialności społecznej. Deklarują, że dbają o traktowanie fair zarówno pracowników swoich, jak i tych w całym swoim łańcuchu dostaw – firma jest członkiem organizacji Fair Wear. Produkty Mammuta są też produkowane w sposób przyjazdy dla środowiska. Więcej: http://www.mammut.ch/images/CR_Infoflyer_EN.pdf
Peak Performance
Bardzo poważnie do tematu CSR podchodzi Peak Performance. Na swojej stronie listują dokładnie działania i zasady którym hołdują. Wszystko brzmi dość konkretnie (w przeciwieństwie do bełkotu nt. CSR wielu dużych korporacji). Przykłady? Proszę bardzo: firma nie akceptuje wełny z merynosów z gospodarstw na których dochodzi do celowego okaleczania owiec podczas golenia, wprowadziła monitoring swoich dostawców w obszarze wpływu jaki wywierają na środowisko naturalne przy produkcji komponentów odzieży. PP stawia na trwałość produktów: ma sieć punktów w których można niedrogo zreperować ich ubrania bez względu na ich wiek – niestety nie wiem nic o tym w Polsce – ale jeśli kogoś to zainteresuje – obiecuję zbadać temat.
Pozostali
Myślicie, że wszystkie marki narciarskie angażują się w działalność pro-społeczną? Niestety nie. Większość nie robi nic, a niektóre robią sobie wręcz z tego jaja. Np. Intersport chwali się, że w ramach odpowiedzialności społecznej wprowadził karty lojalnościowe dla klientów (WTF?!) i że organizuje testy nart w luksusowych alpejskich hotelach. To nie żart. Tak piszą na swojej stronie.
a Wy?
A Wy macie coś do dodania w tym temacie?
A może bez sensu, że poruszam taki temat na blogu narciarskim?
Jestem cały czas w dobrym humorze dzięki tanim biletom do Biszkek i nartom w Tien-Szan w lutym 2015. Zaczynam badać temat, grzebać po forach, czytać przewodniki. Dziś dzielę się z Wami kilkoma ciekawostkami:
Kirgizja i Kirgistan to to samo.
Terytorium Kirgistanu to w 93% góry. Stolica to Biszkek. Biszkek leży w dolinie Chuy 🙂
Generalnie w Kirgistanie jest cyt. „w miarę bezpiecznie”. Wyjątki: samotnie podróżujące kobiety mogą obawiać się „porwań na żonę” (ostatnio porwali dwie Amerykanki), a wszyscy generalnie wypadków samochodowych (główna obok wódki przyczyna zgonów); Zdarza się też czasem fałszywa policja. Ale nie zabijają ani nie biją, tylko zwyczajnie kradną. No czyli generalnie „wesoła środkowa Azja” 😉
Tien-Szan – oznacza po chińsku „niebiańskie góry”. Sięgają rzeczywiście prawie do nieba – najwyższy szczyt łańcucha Tien-Szan to Pik Pobiedy – coś koło 7500 metrów, czyli grubo.
Mój przewodnik Lonely Planet nie pozostawia wątpliwości co do stopnia odludzia w górach Tien-Szan: „there is almost zero local population”, „expect no homestays or hitch-hiking”. Grrrr 😉
Średnie ceny: nocleg dla dwóch osób 10-15PLN, przekąska na ulicy 50gr-2PLN, dobra restauracja w Biszkek 20PLN, litr benzyny 2PLN. Helikopter Mi-8 na cały dzień heliski: 500USD. Ale. Przecież piszę bloga, więc jak napiszę, że było fajnie to mam nadzieję na grubą zniżkę albo w ogóle jakieś promo.
Ulubiony sport w Kirgistanie nazywa się Buzkaszi. Jest to… hmmm…. Polo zdechłą kozą. Są dwie drużyny. Chodzi o to aby wbić przeciwnikowi zdechłą kozę do bramki, a wszystko dzieje się na koniach. W grze właściwie nie ma żadnych zasad. Dozwolone jest bicie konii lub jeźdźców, przepychanie, strącanie z konia. Nie ma żadnych upomnień lub kar. No taka sytuacja po prostu.
Był już na blogu temat kurtek narciarskich. Okazuje się jednak, że damska kurtka narciarska to ZUPEŁNIE coś innego niż kurtka narciarska. Podchodzę zatem do tematu na nowo trochę inaczej: po pierwsze zakładam, że czytelniczka tego posta jeździ rekreacyjnie po trasie. Po drugie temat „damska kurtka narciarska” narzuca mi nowy aspekt / nowe spojrzenie, w temacie którego zupełnie nie czuję się ekspertem: STYL. Zobaczmy co z tego wyjdzie. Drogie Czytelniczki: TO DLA WAS!
Praktyka
Zanim przejdziemy do kolorów, fasonów i obowiązującej mody – zacznijmy od rzeczy podstawowych. No bo w końcu co z tego, że Twoja kurtka będzie w modnym odcieniu, jeżeli nie będzie oddychać albo chronić od wiatru, a Ty będziesz zaparzać się lub marznąć w niej na stoku?
A więc po pierwsze dobra membrana. Membrana ma dwa zadania: po pierwsze, powinna nie przepuszczać wody i wiatru z zewnątrz. Po drugie powinna przepuszczać na zewnątrz parę wodną i umożliwić „oddychanie” Twojego ciała. To właśnie krytyczne parametry, które Twoja membrana powinna spełnić. Ja jestem fanem membrany Gore-Tex, ale aby nie ograniczać się za nadto i pozwolić dobrać i krój i kolor (o tym za chwilę), dobra będzie też dowolna uznana membrana firm outdoorowych. Jeżesli wybierzesz membranę: Omni-Tech (Columbia), Membrain (Marmot), Hyvent (North Face) – będziesz zadowolona. Te wszystkie marki produkują dobre kurtki i dobre membrany. Jeśli wybierzesz membranę Gore-Tex – pamiętaj, że firma Gore-Tex pozwala szyć innym firmom ubrania ze swojej membrany. Jeśli zdecydujesz się więc na Gore-Tex mniej uznanej (i tańszej) firmy – to wiedz, że o ile Gore-Tex pozwolił pokazać na niej swoje logo, to odzież była audytowana i sprawdzona przez doświadczonych fachowców z Gore-Tex. Jeśli więc są metki Gore-Tex, nie powinnaś być zawiedziona parametrami technicznymi i wytrzymałością nawet, jeśli po raz pierwszy widzisz daną markę.
Po drugie ocieplenie: zakładam, że jako czytelniczka tego posta, jeździsz głównie po trasach, i wolisz nie brać ze sobą plecaka. W tej sytuacji, nie polecam Ci kupować dodatkowego izolatora (tak jak robię to ja) i wozić go w plecaku, a zamiast tego ocieplenie powinno być w samej kurtce. Odradzam zdecydowanie naturalne ocieplenie puchowe: będzie namakać i po kilku godzinach intensywniejszej jazdy – Twoja kurtka narciarska będzie mokrą pieluchą, którą w dodatku cholernie trudno wysuszyć. Zdecydowanie lepiej sprawdzają się sztuczne ocieplenia takie jak Thinsulate albo Primaloft. To patentowane rozwiązania, których używają masowo producenci kurtek. Te tkaniny całkiem nieźle izolują (tzn. będzie Ci ciepło!), a z drugiej strony kompletnie nie namakają wodą, potem, etc. Zakładam też, że dogadałabyś się z kilkoma kobietami które pracują ze mną w biurze: pewnie podchodzisz do klimatyzatora, wiecznie podkręcasz temperaturę i permanentnie narzekasz na panujący w biurze mróz. Jeżeli tak jest rzeczywiście – chyba lepiej będzie jak kupisz kurtkę mocniej docieploną niż cienką.
Po trzecie: dodatki, kieszenie itp. Pisałem już o tym w ogólnym rozdziale o membranach, więc jeśli chcesz szczegółów – przeczytaj to: https://nakreche.com/2013/12/01/gore-tex/, a w telegraficznym skrócie: ja jeżdżę z plecakiem. A Ty potrzebujesz wielu wewnętrzych i zewnętrzych kieszeni (na okulary, szmatkę do gogli, skipass, balsam do ust, chusteczki, komórkę, pieniądze, krem do opalania). Dobrze będzie, jeśli kurtka będzie mieć wodoszczelne suwaki i wywietrzniki pod pachami. Zastanów się też nad kapturem, i przymierzaj wtedy kurtkę razem z kaskiem – sprawdź, czy kaptur wchodzi na kask.
Ach kobiety…
Gdyby temat był o kurtkach męskich – w zasadzie tutaj mógłby być już koniec posta. Kobiety w tej materii są jednak inne. Ponieważ nie umiem powiedzieć sam co jest modne a co nie – sprawdziłem kilka stron plotkarskich i blogów, podglądając co też się „nosi”. Chciałbym spróbować to ocenić od strony praktycznej. Przejrzyjmy więc co w temacie damskich kurtek proponują blogerki modowe i co noszą na stoku celebryci:
SkiStyle
Na sezon 2014 jedna z tych praktyczniejszych kurtek proponowanych przez portal SkiStyle – pochodzi z damskiej kolekcji PeakPerformance. Dobra firma, dobra membrana, dużo kieszeni, fajne taliowanie. Lubię podkreśloną talię, więc Skistyle idzie tu w parze z moim osobistym gustem… Więcej dowiecie się na: http://www.skistyle.net/2013/10/ski-fashion-2014-welcome-back.html
Kasia Tusk
Kasia Tusk używa zwykłej puchówki od Peek&Cloppenberg – wygląda bardzo ładnie, ale jednak stanowczo ją odradzam. Zdecydowanie lepsze będą syntentyki. Mam też wątpliwości co do liczby kieszeni i praktycznego użycia tej kurki na stoku. Ale naprawdę wygląda fajnie. Więcej pomysłów Pani Kasi na jej blogu – Make Life Easier: http://www.makelifeeasier.pl/moda/ski-fashion
Shea Marie
PeaceLoveShea proponuje porządną kurtkę narciarską Roxy z dobrym ociepleniem, membraną i kieszeniami. Technicznie – super. Stylowo – nie mam uprawnień do wypowiadania się. Oceńcie sami na: http://peaceloveshea.com/skiing-in-the-alps/
Kate Hudson
Ja sam i kilku znajomych mamy bezpieczne (i do tej pory myślałem, że chyba niemodne) połączenia: czerwona kurtka, czarne spodnie. Poza tym czerwony jest dobrze widoczny na tle śniegu, a przy tym mocno rozróżnialny od czarnych skał czy kamieni – a więc łatwiej będzie zobaczyć mnie np. z helikoptera. Myślałem, że kobietom natomiast kolor czerwony kojarzy się z namiętnością: czerwone usta, czerwona podwiązka, czerwna sukienka – to są te „prawidłowe” czerwone zestawy… A tu nagle jakieś czterokilowe buciory w których ledwo do toalety się mieścisz, a fryzura spod kasku wygląda jak po ośmiogodzinnej drzemce… Hmmm… Myślałem, że to nie wygląda w głowach kobiet zbyt namiętnie i bardzo rzadko widywałem na stoku dziewczyny w czerwonym… A tu jednak! Kate Hudson nosi profesjonalną damską narciarską czerwono-czarną kurtkę. Można mieć drobne zastrzeżenia co do długości (czy przy upadku na pewno nie wpadnie do środka śnieg, mimo wewnętrznego kołnierza który widać na fotce? czy aby nereczki się nie przeziębią?), ale trzeba przyznać: Kate wygląda świetnie!
Kilka lat temu zauważyłem na stoku „trend matrymonialno-komunijny”: kobiety całe na biało, kremowo albo jasno-szaro. Chciałem Ci to stanowczo odradzić. Mocno niepraktyczne. Ubrudzisz ją bardzo szybko, a z każdym czyszczeniem membrana w Twojej kurtce będzie sprawować się coraz gorzej: z jednej strony będzie coraz bardziej przemakalna, z drugiej, mikropory do przepuszczania powietrza mogą zatykać się proszkiem czy płynem i kurtka przestanie oddychać – a Ty przez to się w niej zaparzysz na stoku. A więc jasną kurtkę Kate Rozz odradzam, mimo, że wygląda chyba fajnie? Więcej: http://www.pudelek.pl/artykul/64211/kate_rozz_chwali_sie_wyjazdem_na_narty/
Nie mam zbyt wielkiego doświadczenia w jeździe między drzewami. W gęstym lesie jeździłem kilka, może kilkanaście razy. Do części rzeczy doszedłem sam, do części słuchając ludzi bardziej doświadczonych ode mnie.
Jazda między drzewami różni się istotnie od klasycznego freeride’u. Z jednej strony jest dużo bezpieczniej jeśli chodzi o lawiny – w lesie schodzą rzadko, pokrywa jest poprzerywana drzewami, więc nawet jak coś schodzi, to jest dużo mniejsze ryzyko, że to Ty podetniesz i coś dużego zejdzie akurat na ciebie. Z drugiej strony w lesie możesz spotkać przewrócone konary, uskoki, no i coś z czym nie chcesz się w ogóle spotkać bliżej: rzecz jasna drzewa.
Jeśli więc wybierasz się między drzewa pierwszy raz – pewnie będziesz chciał to przeczytać…
Norwegia – ujęcie z głowy: ciężko nazwać to lasem, ale te krzaki były bardzo ostre i niemiłe w kontakcie…
Garda z przodu i gogle na oczach
Jeżdżąc między drzewami jesteś narażony na uderzenia i smagnięcia gałęziami. Musisz zawsze pamiętać o rękach uniesionych trochę bardziej do góry i trzymanych trochę bardziej z przodu niż przy zwykłej jeździe. Z pewnością wcześniej czy później taka bokserska garda oszczędzi ci poważniejszych ran i otarć na twarzy. Poza tym gałęzie bywają bardzo ostre – przy jeździe w drzewach należy bezwzględnie pamiętać o goglach, aby nie stracić oka.
Jedź agresywnie
Kilka istotnych punktów dotyczących techniki jazdy między drzewami:
Dobrze sprawdza się jazda krótkim skrętem z zachowaniem pełnej kontroli prędkości. Ważne, aby nie jechać zbyt wolno, ale bardzo istotne aby nie nabrać prędkości, która groziłaby utratą kontroli… Zderzenie z drzewem powyżej 40 km/h – to raczej pewne kalectwo albo zejście…
Przyjmij postawę agresywną, wychyl się do przodu, do stoku; W agresywnej, wychylonej do przodu postawie jesteś w stanie skręcić bez planu dużo szybciej i lepiej zareagować na nieoczekiwane uskoki niż podczas relaksu na tyłach nart. Oprócz tego taka postawa zapewnia ci lepszą ochronę wiązadeł kolanowych w przypadku kraksy.
Jedź pewnie i zdecydowanie. Przy zachowawczej, zbyt wolnej jeździe, pryska gdzieś cały fun z jazdy w drzewach. Generalna zasada przekazywana mi przez doświadczonych tree-skierów: „jeśli między drzewami zmieszczą się czubki nart – jakoś zmieścisz się też ty” – pamiętaj o tym.
Plan jazdy i zakrętów: powinieneś go mieć co najmniej na 3 drzewa naprzód. Jeśli któryś skręt nie wyjdzie, bądź w ostatniej chwili okaże się, że nie możesz go wykonać – powinieneś mieć też zaplanowaną trasę rezerwową. Nigdy nie nabieraj prędkości, ani nie ryzykuj wariantu takiego w którym musisz bezwarunkowo zakręcić w danym miejscu.
Tree-skiing – Hokkaido, Japonia: tam nauczyłem się jeździć w lesie pewniej i bardziej zdecydowanie
Jeśli wieje mocno – w lesie jest fajniej
Kiedy na otwartych stokach leży przewiany i zbity puch – gips, który niefajnie „chwyta” narty – warto zastanowić się nad wjazdem do lasu (jeśli jest gdzieś obok). W lesie nie ma wiatru i dzięki temu jest szansa na dużo przyjemniejsze warunki śniegowe i prawdziwy puch. Na Hokkaido nie raz zdarzało się, że po wjeździe do lasu śnieg zmieniał się istotnie na lepsze.
Nadgarstki nigdy w taśmach od kijów
To generalna zasada we freeride (ze wzg. na lawiny), która ma równie mocne zastosowanie w lesie: jeśli masz nadgarstek włożony w taśmę-pętlę w kijku, i drzewo, konar, pień „złapie” i uwięzi twój kijek, masz wtedy poważne szanse na wyrwanie ramienia ze stawu barkowego. Ponoć bardzo nieprzyjemna kontuzja. Zatem przed wjazdem do lasu bezwzględnie pamiętaj o wyjęciu nadgarstków z taśm.
Fly4free, opodo, flipo, skyscanner, loter, empiktravel: sprawdzam je wszystkie regularnie…
Chcielibyście pojeździć w egzotycznych miejscach? Ja bym chciał. Mam nawet swoją listę kierunków, którą modyfikuję każdego sezonu. Obecnie są na niej:
Kamczatka
Islandia
Grenlandia
Kanada (Kanadyjskie Góry Skaliste, ale też Labrador)
Chile
Japonia
Transylwania
Spitzbergen i kilka innych ciekawych miejsc.
Jeżeli macie już swoją listę – ważne jest aby połączyć ją z dobrymi datami. Musicie zrobić research w sieci. Ważne, żeby były odpowiednie warunki: np. na dużych szerokościach geograficznych musi być odpowiednio długi dzień, w niższych górach musi być wystarczająco dużo śniegu i wystarczający dzienny opad jeśli jedziecie w puch, nie może być zbyt ciepło, i nie powinno być koszmarnie zimno… Z reguły w egzotycznych miejscach dobra kombinacja idealnych warunków trwa krótko. Jeśli już lecicie na drugi koniec świata – warto się wstrzelić w odpowiedni slot.
Moje daty to:
Styczeń: Japonia
Luty: Kanada
Marzec: Kamczatka, Transylwania
Kwiecień: Islandia, Grenlandia
Maj: Spitzbergen
Sierpień: Chile
Oczywiście nie dam rady zaliczyć wszystkich kierunków, ale jeśli wyjdzie jeden lub dwa przez cały sezon – będę bardzo zadowolony. Chodzi po prostu o trafienie któregoś z nich w dobrej cenie. A kiedy już macie listę kierunków i dat – pozostaje śledzić codziennie:
Myślę, że jeśli będziecie robić to regularnie przez 2-3 miesiące – fajne bilety się znajdą. Na pewno chwilę po tym jak sam booknę – wrzucę post na bloga! I powiadam wam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą.
W skrócie w działaniu aplikacji chodzi o to, aby wszsycy członkowie danej ekspedycji/narciarze mieli iphone’y z uruchomioną aplikacją iSIS. W przypadku zejścia lawiny narciarze, których nie złapałaby lawina przełączają swoje iphone’y w tryb odbioru i poszukują zaginionych. Koncepcja prosta – identyczna jak w przypadku nadajników lawinowych. Niby wszystko ładnie, pięknie. A sama aplikacja reklamuje się nawet jako „rewolucja w ratownictwie górskim”.
W czym więc problem? Otóż moim zdaniem taka aplikacja jest bardzo niebezpieczna, a problemów jest co najmniej kilka:
Aplikacja do wyszukiwania używa protokołu Bluetooth na częstotliwości 2,4GHz. Dla porównania: klasyczne nadajniki lawinowe operują na częstotliwości 457kHz – i częstotliwość ta została dobrana tak, aby jak najlepiej propagować się przez śnieg i lód. Bluetooth na pewno nie będzie działał tak dobrze. Zasięg Bluetooth to 10m w idealnych warunkach, ale pod śniegiem może spaść o połowę. Zasięg nadajników lawinowych w praktyce (testowałem osobiście pod śniegiem) to co najmniej 30 metrów. Przy lawinie nawet średniej wielkości nie ma szans na złapanie początkowego sygnału w rozsądnym czasie przy zasięgu rzędu 5-7 metrów. W szczególnych przypadkach złapanie jakiegokolwiek sygnału z iPhone’a może okazać się niemożliwe.
iPhone ma jedną antenę Bluetooth i nie jest w stanie pokazać kierunku lokalizowanego urządzenia, a jedynie siłę jego sygnału. Nadajnik lawinowy ma 3 anteny i pokazuje dość precyzyjnie kierunek do zasypanej osoby.
Ekran telefonu jest trudny do obsługi w rękawiczkach i słabo widoczny w jaskrawym słońcu. Ekran mojego nadajnika BCA Tracker2 to stare, sprawdzone diody LED widocznie bardzo dobrze nawet w najjaśniejszym słońcu.
W świetle powyższego inne argumenty to w zasadzie szczegóły: nadajnik jest wodoszczelny, ma baterie trzymające wiele godzin i noszony jest na specjalnej uprzęży przy ciele, przez co nie ma ryzyka, że znajdzie się w przypadkowym miejscu kiedy lawina „rozbierze” cię z plecaka czy kurtki.
Reasumując: aplikacja iSis (i inne podobne) i zawarte w niej informacje są nie tylko nadużyciem ale zwykłym oszustwem. Szczerze odradzam używanie tego software’u w górach poza trasą.
Często obserwuję instruktorów czy przewodników. Podpatruję trochę jak pracują, ale też patrzę na sprzęt jakiego używają. Jest jednak kilka rzeczy co do których ci ludzie nie są wcale zgodni: jedna z nich – to ochrona oczu. Wielu znajomych przewodników czy instruktorów używa gogli. Ale jest też co najmniej kilku, którzy w identycznych warunkach wolą jeździć w okularach… Co więc wybrać? Na co się zdecydować?
na Hokkiaido w goglach (buff na twarzy)
Każda z tych rzeczy ma swoje wady i zalety.
Oto wady gogli:
W bardzo ostrym słońcu lepiej od gogli radzą sobie dobre okulary
Gogle (nawet drogie modele z wielką szybą) mają mniejsze pole widzenia
Kiedy masz problem z przegrzewaniem się (np przy skiturach albo intensywnej jeździe poza trasą) – gogle będą dużo bardziej parować
Na naprawdę ciepłą pogodę, albo na duży wysiłek fizyczny – gogle są zbyt ciepłe
w Kaukazie w okularach (buff na czole)
Oto wady okularów:
Kask i okulary nie zawsze pasują do siebie
Okulary nie ochronią oczu od śniegu i wiatru tak dobrze jak gogle
Okulary nie nadają się na duży mróz
Kiedy upadniesz – okulary łatwiej spadną Ci w śnieg
Okulary nie ochraniają dużej części twarzy tak dobrze jak gogle (np. od gałęzi, firnu przy upadku itd)
Co robię ja? Jak pisałem wielokrotnie – zawsze jeżdżę z plecakiem i z reguły wożę ze sobą jedno i drugie. Dodatkowo – jeśli zabrałem akurat ciemne gogle na ostre słońce – do plecaka chowam jasne, żółte okulary na mgłę, a jeśli zakładam jasne gogle, wtedy do plecaka idą mocne okulary przeciwsłoneczne.
A Wy jaki macie patent? Jeśli jeździcie bez plecaka – wolicie okulary czy gogle?