nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


Dodaj komentarz

Wyprzedaże po sezonie

Sezon jeszcze się nie skończył, ale sklepy narciarskie czyszczą magazyny i robią miejsce na rowery. Warto skorzystać. Wczoraj kupiłem półsztywny pokrowiec head o długości 2 metry na dwie pary nart za dwie stówki (przecena z 590). Niestety już się skończyły, ale jest jeszcze podobny Dakine za 190…
http://www.snowshop.pl/pokrowiec-na-narty-dakine-padded-single-bozeman-2017-granatowy#19108

PS. Należałoby dodać, że nie przepadam za wyprzedażami w skiteam. Ceny bardzo wysokie, a sprzedawcy mało kompetentni. Wybór średni. Byłem parę dni temu na 17 stycznia – nie kupiłem nic.


1 komentarz

Na emeryturze też chciałbym pojeździć

fotografia – źródło: sunfrog.com

ZAWARTOŚĆ SPONSOROWANA

Mam 39 lat (tak, cały czas wciąż jeszcze 39) i coraz częściej myślę o tym, że kiedyś skończę pracę i będę również chciał żyć aktywnie i jeździć na nartach w fajnych miejscach. Pewnie w wieku 70 lat nie będę jeździł poza trasą, ale na pewno kilkudniowego wyjazdu w Alpy nie chciałbym sobie odmawiać. Cenowo całkiem korzystne i często przeze mnie uczęszczane jest Val di Sole, czyli Dolina Słońca we Włoszech. Pomysł jazdy za 30 lat w Val di Sole wydaje się kuszący, ale czy realny?

Wiadomo przecież, że nasze emerytury będą bardzo skromne – kilka razy mniejsze od naszych zarobków.

Stawiam więc dziś narciarski problem: co zrobić, by 2 razy w roku na kilka dni wyjechać na trasy do Val di Sole, kiedy przestanę pracować?

Do jego rozwiązania przyjmuję następujące założenia:

Założenia dotyczące oszczędzania:

  • zakładam, że kolejny rząd cofnie krok wstecz zrobiony przez PiS, i że wiek emerytalny się podwyższy – przyjmuję granicę 67 lat – co oznacza, że na emeryturę przejdę za 28 lat
  • będę chciał uniknąć podatku Belki i będę chciał być „zmuszony” do regularnego odkładania – dlatego wybiorę konto IKE lub IKZE (o różnicach możecie przeczytać tutaj: https://www.nntfi.pl/finanse-po-godzinach/ike-czy-ikze)
  • zakładam średnio 4% przyrostu odłożonych środków rocznie – oczywiście nikt mi tego nie zagwarantuje, ale muszę coś przyjąć, i sensownie jest przyjąć coś odrobinę powyżej zakładanej inflacji
  • chciałbym jeździć na narty 2 razy w roku między 67 a 77 rokiem życia – czyli przez 10 lat (po 77 roku życia planuję już spokojniejsze rozrywki)

Założenia dotyczące wyjazdu narciarskiego:

  • przelot Ryanairem w dwie strony – 250PLN – będę miał dużo czasu by upolować najtańsze bilety
  • 4 noce na miejscu – 800PLN
  • transfer z lotniska – 300PLN
  • skipass na 4 dni – 160 EUR
  • zakładam, że sam będę gotował i produkty kupował w markecie (i pewnie będą tam wtedy podobne ceny co w Polsce), ale na stoku chciałbym wypić codziennie jedno Bombardino i jeden Aperol Spritz 😉 – w sumie przez 4 dni: 40 EUR
  • łącznie za dwa wyjazdy zapłacę więc około 4500 PLN
  • uwzględnię też inflację (niższą od przyrostu środków) – na poziomie powiedzmy 2,5%. Krótka formuła w excelu i okazuje się, że te 4500PLN dziś – za 28 lat będzie warte znacznie mniej, a wszystkie podane powyżej ceny będą proporcjonalnie wyższe, w sumie równe około 8980PLN
  • potrzebuję więc uzbierać tyle, aby wypłacać te 8980PLN rocznie z mojego IKE

Z kalkulatora dostępnego na stronie https://www.nntfi.pl/kalkulatory/kalkulator-ike wynika, że jeśli dziś zacznę wpłacać na IKE 200PLN miesięcznie, to w wieku 67 lat będę mógł wypłacić z konta około 12.400 PLN rocznie przez 10 lat. A zatem starczy nie tylko na dwa wyjazdy do Val di Sole, ale też na wypad do Zakopanego i jeszcze na jakieś odświeżenie/zakupy sprzętu narciarskiego. Myślę, że w ciągu 28 lat zlikwidują kretyński zakaz chodzenia poza trasą i szlakiem, więc może uda się wyskoczyć na jakieś fajne skitury.

Rozumiecie doskonale, że ten post jest sponsorowany – nie ma co walić wam ściemy. Ale kiedy już napisałem to wszystko powyżej… Pomyślałem… „cholera, to chyba ma sens”. I obok oszczędzania i budowania kapitału na różne inne sposoby – postanowiłem sam założyć konto IKE Plus i wpłacać tam wspomniane 200PLN miesięcznie. I mimo, że post jest sponsorowany, mimo, że moja umowa na jego napisanie NIE zakładała żadnych dodatkowych kroków – to macie na to moje słowo – założyłem właśnie IKE, bo trochę sam siebie przekonałem…

Więcej informacji na temat IKE Plus znajdziecie tu: https://www.nntfi.pl/emerytura/ike


4 Komentarze

Poradnik: freeride w Iranie

Nie znalazłem w sieci poradnika dla narciarzy lecących do Iranu, więc sam napiszę parę słów na ten temat:

  • Obecnie najtaniej do Teheranu leci się liniami Ukrainian, ale warto rozważyć też greckiego Aegeana przez Ateny: ceny są niewiele wyższe a Aegeanem zabierasz narty i 20-kilową walizkę za free. Do Teheranu ma zacząć latać Lot, ale warunki przewozu nart nie są tam już tak korzystne.
  • Na lotnisku wymień kasę (dolary na riale). Nie licz na płatności kartą albo na działające z twoją kartą bankomaty. Nawet na stoku da się płacić tylko gotówką w lokalnej walucie. Cash is the king. [aktualizacja: po opublikowaniu tego posta, czytelnicy sugerują, że lepszy kurs wymiany można dostać w centrach handlowych w mieście… ja osobiście odradzam tylko hotele, ze wzg. na gorszy kurs]

Infrastruktura jest raczej stara – wygląda jak na Słowacji 20 lat temu. Sloty na narty przy gondoli nadają się tylko na carvery – moje Rossi S7 muszę wozić wewnątrz. Wystają.

  • Zaplanuj transfery i hotele jeszcze z Polski. Najlepiej użyć do tego irańskiej agencji turystycznej. Ja korzystałem z HomafaranKhorshid Savar – irandizinski@gmail.com – pomogą ci też w załatwieniu wizy (dostaniesz od nich specjalny numer z ich ministerstwa spraw zagranicznych, który przedstawisz w ich ambasadzie w Warszawie na Saskiej Kępie). Są komunikatywni i fajni. Napisz maila.
  • Wyrób wizę w Polsce przed przylotem, mimo że jest to możliwe na lotnisku. Często wyrobienie wizy na lotnisku może zająć ponad 2h. Być może uciekają ci właśnie fajne warunki narciarskie. Przygotuj się też na to, że tu nikomu się nie śpieszy: na lotnisku, na wyciągu, w hotelu. Iran to taki muzułmański PRL.

Pamiętaj że Iran to muzułmański reżim. Jeśli będziesz próbował tu bajerować laski, przemycać alkohol albo palić trawę i ktoś naśle na ciebie gwardię rewolucyjną – całkiem możliwe, że czeka cię areszt i więzienie w którym nikt nie przestrzega praw człowieka. A zatem szanuj ich kulturę i zachowuj się.

 

  • Internet w Iranie to dramat. Jest bardzo ocenzurowany i z reguły bardzo wolny. Nie ma fejsa, twittera, snapchata. Jest instagram. Fotki z jazdy załadujesz po powrocie z nart, no chyba że masz VPN. Ponoć przy jego użyciu, jest dostęp do wszystkich stron i serwisów (chociaż z reguły bardzo wolny)

Iran to nie Austria – tu prawie nikt nie jeździ poza trasą. No i bardzo dobrze – chyba dlatego chcesz tu przyjechać? W Dizin czy Tochal większość stoków pozatrasowych masz dla siebie. Nawet jeśli przez dwa dni porysujecie wszystko wkoło – to po przypięciu fok możesz rysować całą resztę kolejne parę dni. To jest właśnie całe piękno Iranu i zakładam, że tak pozostanie przez parę lat.

  • Iran to nie tylko narty. Zostaw sobie czas na Teheran. Zadziwi Cię jak przyjaźni są ludzie i jak niewiele wspólnego z rzeczywistością ma przekaz kreowany w mediach.
  • Ceny: w Dizin całodzienny skipass to koszt około 100PLN, Kebab na kolację (duża porcja z ryżem i warzywami) to 23PLN, nocleg na Tochal to około 200PLN za pokój ze śniadaniem, i jest w tym wjazd gondolą i skipass. Cena powrotnego biletu przez Lwów zaczyna się od 400-450PLN. Należy dodać koszmarne problemy z połapaniem się w tym co ile kosztuje, bo Irańczycy równolegle używają trzech systemów: Riale, Tumany i Tysiące Tumanów. Tysiąc tumanów to mniej-więcej złotówka. Wspomniany kebab kosztuje odpowiednio 230.000 Riali, 23.000 Tumanów i 23 tys. Tumanów. Nigdy nie jesteś pewny w czym akurat podana jest cena. Często myślisz, że coś jest 10 razy droższe niż jest w rzeczywistości.

Jeśli zamierzasz spać na Tochal na górze (hotel na wysokości 3600 metrów, wyciągi do 3900) – zrób wcześniej aklimatyzację – np parę nocy w Dizin (hotel na 2600). W Tochal jest zawsze na dyżurze lekarz. Żebyś mógł zostać na noc – będzie musiał zbadać ci saturację, tętno, ciśnienie itd). Szczególnie skitoury w Tochal (np na 3800) mogą być uciążliwe bez przygotowania.

„Narciarstwo jest oznaką zdrowia i tężyzny fizycznej” – mówi do nas łagodnie Imam Chomeini z plakatu. Tak się nam przynajmniej zdaje, bo łagodnie się do nas uśmiecha. Chyba nie mówiłby „śmierć niewiernym” na plakacie z narciarzem?

  • Opisane tu rady dotyczą północnego Iranu i pasma gór Elburs (nie mylić z Elbrus), w zasięgu kilkugodzinnej jazdy autem od Teheranu. W południowym Iranie jest jeszcze pasmo gór Zagros – najbliższe im lotnisko jest w kilkumilionowym mieście Shiraz. Iran zachwycił nas tak bardzo, że zamierzamy odwiedzić Zagros w ciągu najbliższych dwóch sezonów.

Więcej o Iranie na moim blogu:


8 Komentarzy

Dwa zdjęcia dzięki którym zrozumiesz czemu warto spróbować freeride’u w Iranie 

Dzisiejszy post tłumaczy, czemu warto spróbować freeride’u w Iranie – na podstawie dwóch fotografii zrobionych jedna po drugiej za pomocą kamery gopro.
Zacznijmy od pierwszego zdjęcia:

To „pocztówka”. Nie ma tu żadnego filtra, zdjęcie nie zaznało przycinania ani postprocessingu. Ot – zwykły zrzut z gopro. Jest bezchmurne niebo i niczym niedotknięty wcześniej stok. Stabilna baza. Na niej może 15 cm puchu, który padał mocno przez noc. Cudowne, dosłownie wymarzone warunki. Jeśli masz normalną pracę, ale starasz się sporo jeździć poza trasą, to w Europie takie warunki i nietknięty stok masz średnio raz w życiu przez parędziesiąt minut. Albo wcale. Można wręcz pomyśleć: „pojechał do Iranu i trafiło się ślepej kurze ziarno”.
Lecz dopiero po drugim zdjęciu, już nie tak ładnym jak pierwsze, można zrozumieć prawdziwe piękno freeride’u w Iranie.

Obie fotki zostały zrobione około godziny 12 w południe, druga parędziesiąt sekund po pierwszej. I chodzi o to, że wszystkie ślady na górze za moimi plecami zostały zrobione przez nas. Każda narysowana kreska należy do jednego z nas trzech: Kuby, Rafała lub mnie. Dzięki temu można zrozumieć, że takie pocztówki jak pierwsza fotka, mógłbym robić cały dzień, gdyby tylko starczyło karty na gopro!

Dla porównania: tak wyglądają kolejki przed otwarciem pierwszej gondoli w Revelstoke, w Kanadzie, po opadzie śniegu…

W Alpach zbocze takie jak to, w zasięgu trawersu z wyciągu (zaznaczam: bez przypinania fok!) byłoby zdewastowane w ciągu 30-40 minut. Kto wjechałby wyciągiem godzinę po otwarciu nie miałby już żadnej przyjemności z jazdy. Ludzie w Alpach czy Tatrach przypinają foki i dymają o 4 rano z czołówkami, żeby zjechać *raz* w takich warunkach. Potem powtarzają te idiotyczne porzekadła typu „there are no friends on powder day” itp. Na grupach i forach freeride, nikt nie powie gdzie została zrobiona fotka pierwszej kreski w Beskidach – będą, niczym grzybiarze, zazdrośnie kisić tajemnicę dla siebie w nadziei, że jak najmniej osób dowie się o danym miejscu.

W Iranie natomiast, z reguły jesteście jedynymi freeriderami w całym ośrodku. Jeździsz w takich warunkach tydzień. Cały czas, dopóki masz siłę. Jest oczywiście – jak wszędzie – paru nieporadnych deskarzy, niepotrafiących trawersować, którzy nie mają szans na dojechanie w takie miejsca. (Iran w ogóle jest jak Polska 25 lat temu – tam deski zaczynają być trendy 🙂 i bardzo dobrze!). W Iranie nie masz po prostu konkurencji. Narty, a przede wszystkich snowboard są dla nich same w sobie wystarczająco świetne, aby nie próbować czegokolwiek więcej. Podczas kiedy oni patrzą na ciebie trochę jak na szalonego Europejczyka, ty masz całą górę dla siebie.
I dlatego wrócę na pewno do Iranu zanim zostanie zadeptany. A kto mnie czyta – wie, że zawsze staram się dzielić informacjami. Link do dokładnej geolokalizacji mojej „pocztówki” jest tu: https://goo.gl/maps/782sux65wPv – to góra Tochal, u której podnóża rozciąga się Teheran – na pohybel grzybiarzom!

 

PS. w poprzednim poście – krótkie video z Dizin – zerknijcie, a jutro-pojutrze wrzucę poradnik dla ludzi wyjeżdżających na freeride do Iranu..


12 Komentarzy

Tatry 2017

O nauce dzieci napisałem już na tym blogu sporo:

  • O radach przy pierwszych krokach: tutaj
  • O patologiach wśród instruktorów: tutaj

Ten tydzień to dla mnie ciąg dalszy frajdy z nauki córek – jesteśmy w Zębie. Nie ma jeszcze ferii – więc stok pusty – zdarzyło się że na całym stoku była tylko nasza trójka. Śniegu dosypało. Czegóż chcieć więcej?

Jest też Rafał i jego córka, i po nauce maluchów udaje nam się czasem wyskoczyć w okoliczny teren na rekonesans… Nie są to ekstremalne wyprawy… Trochę foczymy, trochę zjeżdżamy, trochę gadamy… i po dwóch-trzech godzinach jesteśmy z powrotem w pensjonacie. Wspaniałe parę dni w Tatrach!

img_3537


24 Komentarze

Trzy porady narciarza dla deskarzy (i ankieta)


Pojeździłem chwilę na trasach i znowu trochę mi się ulało… Wiem, że być może rozpętuję gównoburzę, ale pozwólcie mi wyrazić swoją opinię. Jeśli deskarze ją przeczytają – być może będzie nam się wszystkim jeździć fajniej i bezpieczniej.

1. Postój zaraz za progiem

Będąc narciarzem – ile razy miałeś taką sytuację na stoku: czerwona albo czarna trasa, pusto, nie ma dzieciaków, nikt się nie uczy, więc dociskasz. Nie jak debil. Nie 90 czy 100kmh. Normalnie ale szybko: może 60, może 70, z pełnym panowaniem nad tym co robisz. Masz tę siedemdziesiątkę, wypadasz z kolejnego wypłaszczenia, a za pagórkiem siedzi (!) grupka snowboard’erów i debatuje w najlepsze. Zajmują niemal cały stok. Deskarze – ja rozumiem: wygodniej wam siedzieć niż stać, a w dodatku wolicie zatrzymywać się na stromym a nie na płaskim, bo potem łatwiej Wam ruszyć. Ale NA MIŁOŚĆ BOSKĄ: myślcie!!!

2. Widzenie peryferyjne

Dramat. Deskarz jest jak narciarz ślepy na jedno oko, a w dodatku odwracający głowę w drugą stronę. Nauczyłem się rozróżniać goofy i regular i mijać Was albo z daleka, albo z odpowiedniej strony. Błagam: na zatłoczonych stokach skręcajcie „za swoje plecy” mniej agresywnie. Większość narciarzy jest od Was szybsza, ale nawet jeśli jeździcie szybko – i tak istnieją od Was szybsi. Pamiętajcie o skręcaniu „za plecy”, a wszystkim nam ograniczy to kontuzji.

3. Górna stacja krzesełek/kanap

Ja PRDL – na to możnaby poświęcić osobny rozdział. Wbijcie sobie do głów że siada się i zapina wiązania tak, aby nie utrudniać przejazdu innym. Ostatnio było Was ze trzydziestu i nie było jak przejechać, za mną kolejni narciarze, kolejne krzesła dojeżdżają, robi się tłoczno i niebezpiecznie a Wy zrobiliście oblężenie górnej stacji i dopinacie te swoje buty czy cośtam. Jeeezu. Musiałem się wydostać z tego kotła i przyszlifowałem komuś dechę. Jaki był wyrzut! A zatem: zanim usadzisz dupę na stoku – rozejrzyj się i pomyśl!

 

Nie mam problemu z tym jak się ubieracie. Nawet jeśli oprócz koszulki, na kombinezon zaczniecie zakładać majtki. Nie mam problemu z tym co o sobie myślicie. Nawet jeśli najdalej od stoku byliście wysikać się w lesie parę metrów – MOŻECIE myśleć o sobie, że jesteście ekstremalnymi i wyluzowanymi freeriderami. Możecie też patrzeć na mnie z wyższością, albo myśleć o mnie samo najgorsze. Nie mam KOMPLETNIE problemu z takimi rzeczami. Nie przeszkadza mi to. Ale błagam: dla bezpieczeństwa swojego i innych – weźcie pod uwagę to, co napisałem powyżej. Pojeździmy wtedy na tych samych górkach i wyciągach – bezpieczniej.

Chętnie wysłucham też Waszych racji… A może zagłosujecie w ankiecie poniżej?


8 Komentarzy

Porządny ręczny serwis nart przed sezonem

Nie pisałem dotychczas na blogu zbyt wiele o serwisie nart, bo nie miałem o nim niezbyt wielkiego pojęcia. Oddawałem narty fachowcom – z różnym skutkiem – czasem było drogo, czasem tanio, czasem dobrze, czasem kiepsko. Zdarzyło się, że maszyna w jednym serwisów na skutek niefachowego użycia przyszlifowała mi mocno ślizg narty, niemalże go niszcząc. Dobry serwis jest więc kluczowym elementem przygotowania nart do sezonu. Pozwala cieszyć się nartą dłużej, lepiej, jeździć znacznie bardziej efektywnie, a być może również efektownie. Szukałem różnych źródeł, aby dowiedzieć się o serwisowaniu trochę więcej, ale często informacje w necie i na forach nie są sprawdzone, wydają się wydumane.

20161201_205229000_ios

Dlatego odwiedziłem ostatnio serwis Ski Race Center, i jego właściciela – Jacka Mieszczaka, byłego zawodnika i reprezentanta Polski. Jacek przygotował do sezonu moje narty, krok po kroku opowiadając jak to się robi, w bardzo przystępny sposób. Nie chcę by wyszła z tego postu laurka, ale naprawdę rzadko spotyka się osoby, które robią coś z pasją, mają na dany temat ogromną, popartą doświadczeniem wiedzę, a na dodatek umieją o tym bardzo ciekawie opowiadać.

 

Dzisiejszy post jest zatem dla wszystkich, którzy zadają sobie pytanie: “co dzieje się z moją nartą, kiedy oddam ją do serwisu ręcznego, i po co w zasadzie to wszystko?”.

1. Pazur
20161129_115401517_ios
Bezpośrednio przy krawędzi narty jest cienka warstwa tworzywa, tzw. ABS. Często warstwa ta wystaje odrobinę albo jest w jednej płaszczyźnie z krawędzią narty. Aby nie przeszkadzała nam w ostrzeniu narty – należy ją trochę podciąć. W tym celu używamy narzędzia, na które serwismeni mówią “pazur”. Po użyciu pazura, narta jest gotowa do ostrzenia, a krawędź odpowiednio wyeksponowana do obróbki pilnikiem.

2. Ostrzenie krawędzi
20161201_205455000_ios
Żadna maszyna nie naostrzy krawędzi tak jak człowiek z dobrym diamentowym pilnikiem. Maszyna nie nada też precyzyjnych kątów krawędziom. Jest z tym co prawda lepiej niż kilkanaście lat temu, ale wciąż dobrze naostrzone narty przygotowuje się ręcznie: zarówno dla zawodników jak i amatorów. Co ciekawe krawędź narty nie ma kąta równego 90 stopni, zwykle jego wartość wynosi 88-87st. W stosunku do płaszczyzny ślizgu – jest podcięta ułamek stopnia w górę (nieco więcej w przypadku nart zjazdowych i skicrossowych, gdzie częściej jeździ się na płaskiej narcie,mniej na krawędzi, która jak wiadomo ślizga się wolniej niż sam ślizg). Dzięki temu narta jest szybsza i łatwiej przechodzi ze skrętu w skręt. Ostrzenie zaczynamy grubym pilnikiem, a kończymy drobnym, następnie (jeśli posiadamy) wyrównujemy i polerujemy diamentem

3. Smarowanie
20161201_205941000_ios
Jeśli smar – to tylko na gorąco: Najpierw kultowa scena z filmów freeride – kapanie smarem na ślizg narty, a następnie wprasowywanie go w temperaturze optymalnej dla danego smaru (w naszym przypadku było to 120 stopni). Zupełnie innych smarów używa się jeśli startujemy w zawodach – wtedy warstw może być kilka, również rodzaj należy dostosować do temperatury, rodzaju śniegu  i wilgotności powietrza. W przypadku amatorów jeżdżących po trasach stosuje się uniwersalne smary, dobrą praktyką jest również smarowanie na bieżąco smarami bazowymi, tzw. hydrokarbonowymi, w naszym przypadku użyliśmy smaru bazowego o zakresie temperatur od -14 do -4. Po nasmarowaniu narta musi ostygnąć (najlepiej parę godzin).
4. Cyklina
20161201_210103000_ios
Cyklinowanie nart to po prostu proces usuwania zbędnej warstwy smaru ze ślizgów. Narzędzie do cyklinowania nazywa się po prostu cykliną i jest zwyczejnie naostrzonym kawałkiem plexi.

5. Szczotkowanie
20161201_210204000_ios
Po przejechaniu nart cykliną należy je wyszczotkować i wypolerować. Najwygodniej użyć okrągłej szczotki obracanej na przystosowanej do tego osi napędzanej wiertarką. Często robi się to też ręcznie.
Tak przygotowane narty są gotowe do jazdy. Prosto? Być może. Zdziwilibyście się jednak ile słyszałem historii o serwisach (szczególnie tych przy supermarketach), które uszkodziły komuś ślizgi, albo np. przykręciły wiązania tył do przodu w twin-tipach. Narty nie są tanie, dlatego warto oddać je komuś, kto zajmie się nimi z należytą starannością. I taki właśnie jest Ski Race Center przy Alejach Jerozolimskich w Pruszkowie – trzon zespołu stanowią pasjonaci nart. Można pogadać o planach na sezon, można wybrać sprzęt, zasięgnąć fachowej porady i można świetnie przygotować narty.
Uważam, że ten serwis wybije się szybko na czołówkę stołecznych serwisów narciarskich. Polecam z całego serca.


5 Komentarzy

Tanio na narty

us-dollarsPisałem już pół żartem-pół serio o tanim wyjeździe do Włoch TUTAJ.

Ten sezon dla mnie jeszcze się nie skończył, i również zaliczam go do bardzo udanych i bardzo tanich. Popatrzcie jak można ograniczyć koszty na moim własnym przykładzie:

  • Japonia w styczniu. do Japonii można było kupić w październiku bilet za 1500 PLN liniami Turkish. Ja zdecydowałem się dołożyć 200 i polecieć bezpośrednio Dreamlinerem, który się… popsuł! Stał w Warszawie na lotnisku 3 godziny a ja się wkurwiałem. Na Tokio-Narita wylądował 3h i 2′ po rozkładowym czasie. Przepisy unijne mówią, że w tej sytuacji, przy spóźnieniu ponad 3h z winy przewoźnika, należy mi się 300 EUR odszkodowania (które LOT już przelał na moje konto). Uwzględniając ten niespodziewany bonus, bilet do Tokio w dwie strony kosztował mnie 440PLN 🙂 Bilety po Japonii były bardzo tanie (np. ok. 150PLN Tokio-Sapporo). Spałem w najtańszych hotelach kapsułowych i pensjonatach – proponuję to potraktować jak egzotyczną przygodę i z uśmiechem znieść naprawdę drobne niewygody. Sushi było tańsze niż w Warszawie. Karaoke też 😉
  • Tatry w styczniu z maluchami. Zdecydowałem w tym sezonie, że pięciolatki nie muszą jeździć w Alpy i krótka podróż autem w Tatry będzie dla nich mniej męcząca. Uczyłem je na talerzyku w Zębie, gdzie 12 zjazdów kosztuje jakieś 20 PLN. Jeśli nie musicie mieszkać przy wyciągu albo w Zakopanem – cena noclegu z wyżywieniem to 55PLN za osobę dorosłą i połowę tego za malucha. Z dziećmi dochodzi jednak jeszcze jeden koszt: ubranka narciarskie. O ile moje ubrania wystarczają na wiele sezonów, o tyle maluchy szybko rosną i trzeba je wyposażyć niemal co rok. Pisałem sponsorowany post o kolekcji Tchibo TUTAJ. Zrozumiecie, że nie mogę pisać o szczegółach umowy, ale domyślicie się pewnie i tak, że dostałem niektóre ubrania do testów odrobinę taniej ;-). Myślę jednak, że Tchibo jest dobrym pomysłem na ubranie dziecka w przyszłości – i za to zdanie nie dostaję już żadnych profitów, bo umowa się już dawno zakończyła. Ciuchy są przetestowane: są naprawdę niezłej jakości, ładne, wyposażone w membrany, dobre ocieplenia, klejone szwy, wodoszczelne suwaki, no i mają jedną zasadniczą zaletę: są znacznie tańsze.
  • Noc w jamie śnieżnej w Tatrach w Lutym. No cóż. Krótko i treściwie: Wejście do Dolinki za Mnichem: 2 PLN (jak za wejście do TPN). Wykopanie jamy i nocleg – 0 PLN. Zjazd poza trasą po podejściu na fokach – 0 PLN. Jajecznica na kiełbasie w Morskim Oku – 9,50 PLN. Wspomnienia na całe życie – nie do przecenienia.
  • Szwajcaria w marcu. Skorzystałem z promocji LOT’u (bilety do Zurychu kupione znacznie wcześniej za mniej niż 300PLN) i Kolei SBB (bilet Zurych-Engelberg za 17 CHF). Posiłki w restauracjach są tam koszmarnie drogie, ale wizyta w supermarkecie Coop pozwala jednak na oddech: butelka wina – 2 CHF, lokalny szwajcarski ser – 3 CHF, salami – 3 CHF. Da się żyć. Ceny noclegów warto sprawdzać w pensjonatach bezpośrednio (nie przez booking.com) – mogą wtedy być tańsze nawet o 20%. To samo tyczy się innych lokalizacji – nie tylko Szwajcarii. Ceny wszystkich przelotów kupuję między wrześniem i listopadem. Bardzo dokładnie śledzę portal fly4free.
  • To nie koniec. Jeszcze w tym miesiącu lecę za koło podbiegunowe do Laponii. Bilety SAS’em kupiłem jeszcze we wrześniu za jakieś 800PLN. I powiem Wam, że nie mogę sie wprost tego doczekać!

Można? Można!