nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


12 Komentarzy

Czysta furia

Mamy już bilety na Spitzbergen na kwiecień (tak, tak – okazja od SAS o której pisałem). Przygotowania są na etapie bardzo wczesnym.

1. Noclegi są tam koszmarnie drogie – znalazłem miejsca w czteroosobowym pokoju w jakimś hostelu urządzonym w barakach po górnikach z zamkniętej już kopalni: http://www.gjestehuset102.no/

2. Wypożyczenie skutera i broni – to jedyne dostępne miejsce: http://www.spitsbergentravel.com/Start/Equipment/Snowmobile-rental/ – weźmiemy taką maszynkę na dwa lub trzy dni.

3. Mapa topo wyspy: http://toposvalbard.npolar.no – poziomice co 50 metrów – nie jest zła. (dzięki Kuba)

4. Niedźwiedzie polarne – poradnik: http://www.visitnorway.com/upload/PDF/.com/Polar-bear-safety-at-Svalbard.pdf – jest dość obszerny, ale kilka zdań z niego:

Obszar w który należy celować

Obszar w który należy celować

  • Polecane są bardzo silne karabiny strzelca wyborowego, kaliber 30-06, .308 lub większy.
  • W przypadku spotkania z niedźwiedziem miej broń w pogotowiu, załaduj pierwszy nabój do komory kiedy poczujesz się zagrożony lub kiedy niedźwiedź cię zauważy
  • Jeżeli niedźwiedź idzie w twoim kierunku, ujawnij swoją obecność: zacznij klaskać i krzyczeć. Wiele z niedźwiedzi zawróci w tym momencie. Nie licz jednak, że głodny niedźwiedź odejdzie.
  • Jeżeli niedźwiedź dalej idzie w twoim kierunku, użyj pistoletu sygnałowego lub petard jeśli je posiadasz, aby spróbować go odstraszyć. Jeśli masz wyszkolonego Husky’iego, spuść go ze smyczy w tym momencie.
  • Jeżeli niedźwiedz dalej idzie w twoim kierunku i nie okazuje stachu – strzelaj by zabić. Najgroźniejszy niedźwiedź to ranny niedźwiedź. Nie celuj w głowę: czaszka jest osłonięta silnymi mięśniami, a podatny obszar głowy jest bardzo mały. Celuj w klatkę piersiową i bark.
  • Kontynuuj strzelanie aż do momentu kiedy niedźwiedź leży nieruchomo.
  • Nie podchodź do niedźwiedzia, dopóki nie będziesz na 100% pewny, że nie żyje. Nawet wtedy nie podchodź do niego z przodu.
  • Zawiadom gubernatora Svalbard
  • Bądź przygotowany na kolejne niedźwiedzie. Jeśli był jeden, jest istotna szansa, że pojawią się kolejne.

5. Trening strzelecki… Działo się. Postrzelaliśmy trochę z Rafałem z Mausera. Tak jak zasugerował w komentarzach na blogu Tomek (dzięki!) – celność to jedno, ale szybkość strzelania i sprawność obsługi broni jest niemal równie ważna, bo szarżujący niedźwiedź osiąga nawet 40-50 kilometrów na godzinę i zbliża się naprawdę szybko.

Przy okazji dowiedzieliśmy się kilku ciekawych informacji od instruktora – bardzo doświadczonego człowieka z dużą wiedzą… Nasze podstawowe pytanie, to: czemu na niedźwiedzia używa się wielkiego, ciężkiego i dość topornego w obsłudze Mausera, a nie choćby sprawdzonego Kałasznikowa czy amerykańskiego M4. Odpowiedź jest prosta: Kałasznikow mógłby nie zrobić za wiele pędzącej na adrenalinie bestii, a wszelkie pistolety, colty, magnumy zmierzwiłyby mu co najwyżej futerko. Strzelba, czy breneka nie ma szans na długim dystansie, i jedynie Mauser powali niedźwiedzia z pięćdziesięciu czy stu metrów. Wygląda więc na to, że Norwegowie się znają. I rzeczywiście przetestowaliśmy to: „klepnięcie” w bark Kałacha jest niczym klaps w pupę dla narzeczonej w porównaniu do pierdolnięcia Mausera. Do tej pory mam posiniaczony bark… A poniżej video.

 

 


7 Komentarzy

Nowy plecak lawinowy od Black Diamond: Jetforce Airbag

Na rynku pojawił się nowy plecak lawinowy od firmy Black Diamond. Wydaje się, że jest istotnie różny od plecaków lawinowych produkowanych dotychczas, w tym od słynnych ABS’ów. Główna różnica polega na użyciu wysokowydajnego wentylatora na baterie w celu napełnienia poduszek powietrznych. Rozwiązanie to posiada interesujące cechy i zalety:

  • Nie potrzebujesz nabojów sprężonego powietrza. Po prostu, w przypadku użycia poduszki, po powrocie do domu ładujesz baterię i jesteś gotowy do wypadu następnego dnia. Dzięki temu, możesz trenować odpalanie plecaka i w zasadzie nic to nie kosztuje.
  • Jedna bateria wystarcza na 3 odpalenia, a więc nawet w trakcie jednego dnia możesz uruchomić poduszkę kilka razy. Dzięki temu przy złapaniu nawet przez niewielką lawinę – unikasz myślenia „a może dam radę wyjechać” i nie musisz „oszczędzać” poduszki. Jeśli czujesz się odrobinę zagrożony – odpalasz.
  • Po około trzech minutach od uruchomienia, wentylator zmienia kierunek i poduszka jest zasysana do środka. Dzięki temu: po pierwsze dużo łatwiej składa się ją do kolejnego użycia, ale co ważniejsze, w przypadku całkowitego zasypania, za twoją głową powstaje potężna kieszeń powietrzna, która istotnie przedłuży czas twojego przeżycia.
  • Ponieważ w plecaku nie ma pojemników pod wysokim ciśnieniem ani ładunków pirotechnicznych – możesz go bez problemu przewozić samolotem.

Plecak jest sprzedawany w trzech pojemnościach: 11, 28 i 40 litrów – a więc sensowne jednodniowe modele.

Jedyną wadą jest bardzo wysoka cena: w chwili obecnej około 850 euro.

Specyfikacja:

http://eu.blackdiamondequipment.com/en/jetforce-airbag/ 

Więcej o plecaku możecie obejrzeć na tym video:

 


22 Komentarze

Test gogli UVEX Downhill 2000

ZAWARTOŚĆ SPONSOROWANA

Moje dotychczasowe bolączki z goglami:

  • przy intensywnym wysiłku mocno parują i wiecznie muszę je wycierać; czasem są zaparowane już kilka sekund po wytarciu szmatką, i w takich momentach po prostu nie ma sensu ich zakładać.
  • są za jasne w słońcu – bolą oczy, a w krytycznych przypadkach dostaję zapalenia spojówek
  • są za ciemne we mgle – nic nie widać do tego stopnia, że trzeba je zdejmować
  • niewiele lepiej jest z szybami które potrafią się adaptować do warunków oświetlenia, czyli tzw. fotochromami – ponieważ mają często zbyt ograniczony zakres adaptacji
Uvex Downhill 2000 na stoku w Chile

UVEX Downhill 2000 na stoku w Chile

Dlatego z radością podszedłem do testu gogli UVEX’a: z jednej strony chciałem zobaczyć co też UVEX wymyślił, z drugiej – byłem ciekawy (ale też sceptyczny), czy firma poradziła sobie z rzeczami, które mnie irytowały w goglach do tej pory. Gogle miałem okazję testować podczas wypadu do Chile w sierpniu 2014 zarówno na trasie jak i poza trasą. Poniżej – moje wrażenia.

Parowanie

Szyby w goglach Downhill 2000 są podwójne i zespolone ze sobą: każda para składa się z szyby przezroczystej wewnętrznej pokrytej substancjami utrudniającymi skraplanie się pary wodnej i kolorowej szyby zewnętrznej filtrującej promieniowanie UV. Szyby zainstalowane są w wentylowanych oprawkach, które zapewniają dostęp świeżego powietrza i i są skonstruowane tak, aby odprowadzać na zewnątrz ogrzane powietrze. Uzupełnieniem tego zestawu jest membrana klimatyczna: wodoszczelna i wiatroszczelna, ale przepuszczająca na zewnątrz parę wodną – czyli pot, działająca na podobnej zasadzie, co membrany w nowoczesnych ubraniach sportowych. Dzięki tym wszystkim elementom gogle praktycznie nie parują. Podczas tygodniowej jazdy w Andach nie zdarzyło się to ani razu, pomimo wystawienia gogli na poważne próby. Intensywny wysiłek fizyczny, intensywne pocenie się, zakładanie gogli na czapkę na spoconej głowie, a potem wjazdy na wyciągach przy bezwietrznej pogodzie, itd. – mimo tych wszystkich czynności gogle nie zaparowały ani razu. Jestem przekonany, że moje stare gogle nie wytrzymałyby tego wszystkiego bez wielokrotnego, irytującego zaparowania.

Wymienne szyby

Cały bajer w goglach UVEX polega na tym, że mają wymienne szyby. Miałem okazję przetestować 3 rodzaje szyb w Chile. Ich oznaczenia to S0, S1, S2, S3, S4, gdzie S0 to szyby na jazdę nocną (białe, przeźroczyste), S1 na mgłę i chumry, s2 na umiarkowane zachmurzenie bądź zmienne warunki, S3 na słońce, S4 (najciemniejsze) na lodowiec i jasne słońce wysoko w górach.

Poniższe fotki zostały zrobione już w Polsce i pokazują wygląd poszczególnych używanych przeze mnie szyb:

Szyby S1: na mgłę i duże zachmurzenie. Żółty kolor wyostrza kształty.

Szyby S1: na mgłę i duże zachmurzenie. Żółty kolor wyostrza kształty.

Różowe szyby LiteMirror Pink: na średnie zachmurzenie i zmienne warunki

Różowe szyby S2 LiteMirror Pink: na średnie zachmurzenie, przejaśnienia i zmienne warunki

Szyby S3, typu Lustra LiteMirror Silver: na ostre słońce.

Szyby S3, typu lustra – LiteMirror Silver: na ostre słońce.

Wymiana szyb, nawet w rękawiczkach, nie zajmuje dłużej niż 30 sekund: są precyzyjnie dopasowane do oprawek, i dobrze, solidnie wykonane. Po kilkunastu wymianach szyb, guma oprawki nie jest wyrobiona, dalej przylega dobrze do szyb, nie ma luzów ani przedarć.

Dzięki wymiennym szybom – mamy WRESZCIE jasność dopasowaną do otaczających warunków. W dzisiejszym narciarstwie mamy prognozy pogody, które są precyzyjne i sprawdzają się w 90%. Dzięki temu, rano, po przestudiowaniu prognozy przed wypadem na narty, zakładamy odpowiednią szybę i cieszymy się komfortową jazdą aż do kolejnego dnia. To się naprawdę sprawdza!

Pozostałe technologie użyte w goglach

  • Technologia wykonania szkieł Decentered Lens pozwala na widzenie bez zniekształceń. Mówiąc szczerze, w innych goglach nie był to problem, więc nie poczułem tu dużej różnicy
  • Welurowa pianka dostosowuje się dobrze do kształtu twarzy – to również standard wykończeń gogli dobrych producentów.
  • Silikonowo-gumowy pasek zapobiega ślizganiu się gogli po kasku.

Na koniec wypada dodać, że gogle produkowane są w Niemczech, podczas kiedy większość konkurentów przeniosła produkcję do Chin. Wiem dobrze, że w bardzo wielu segmentach nie ustrzeżemy się przed produktami chińskimi. Ze często nie mamy wyboru i musimy kupować chińskie rzeczy. Pisałem już tu, na tym blogu kiedyś o CSR. Dla mnie ma znaczenie, czy moich gogli nie wykonał siedmiolatek za głodową stawkę, lub czy może nie stracił przy tym palców. Jeżeli mam wybór – kupuję produkty wykonane w krajach respektujących prawa pracownicze i nie trujących środowiska. Jeśli jest to dla ciebie argument – wybierzesz gogle UVEX.

Podsumowanie

Gogle UVEX sprawdziły się dobrze, szczególnie mając w pamięci problemy jakie miałem z innymi goglami dotychczas. Nie parują, da się je dostosować do warunków atmosferycznych, są dobrze i solidnie wykonane. Szczerze polecam. Cena gogli z jedną parą szyb to około 400PLN.

 


8 Komentarzy

Portillo, Chile: na trasach

Pisałem już o swojej przygodzie w Portillo TUTAJ. Winien jestem jednak bardziej rzeczowy opis tego miejsca, gdyby ktoś z Was chciał pojechać tam na trasy – a uwierzcie – jest po co. (na wszelki wypadek dodam, że ponieważ to Ameryka Południowa – nazwę tej miejscowości na argentyńsko-chilijskiej granicy czytamy „Portijo”)

Portillo na trasie

Portillo na trasie

To co szokuje w Portillo to liczba czarnych tras. I mówię tu o takich prawdziwych czarnych-czarnych a nie o jakichś włoskich-czarnych albo ciemno-bordowych. Po prostu czarnych jest ponad połowa a reszta to czerwone. Niebieska jest chyba jedna czy dwie – i to bardziej na zasadzie łącznika między czarnymi trasami, albo zjazdu do samego dołu. Tu po prostu jest stromo i bardzo stromo. Nie kojarzę miejscowości w Alpach gdzie byłoby wszędzie TAK stromo jak w Portillo. Na tych najstromszych trasach mamy do dyspozycji specjalne czteroosobowe bardzo szybkie wyciągi talerzykowe: taki „kwartet” talerzyków jest tylko jeden na całym wyciągu, porusza się w przód i tył, i jest uruchamiany na życzenie przez operatora. Wjazd trwa kilkadziesiąt sekund i jest naprawdę szybki. Po wjeździe poprzeczka z talerzykami wraca na swoje miejsce na dole. Ponieważ chętnych jest bardzo niewielu – większość czasu wyciąg stoi. Nie ma żadnych kolejek, po prostu podjeżdżasz, wpinasz się, kciuk w górę do obsługi i ziuuuum na górę. Nie widziałem tego systemu nigdzie w Europie.

Kolejna szokująca rzecz: Portillo otoczone jest zewsząd wysokimi, stromymi i bliskimi górami. Słońce zagląda tutaj naprawdę na krótko. Nie ma restauracji na stokach, nie widać rodzin z dziećmi, nie zaznacie tutaj Apres-ski, nie ma snow-parków, nie wejdziecie po nartach do jacuzzi, a masaż może Wam zrobić najwyżej partner albo partnerka.

Trenują za to reprezentacje narciarstwa alpejskiego. I to nie bylejakie. Widziałem Austriaków i Amerykanów! Przyznaję bez bicia że od czasów Pirmina Zurbiggena i Alberto Tomby, czyli od jakichś 20 lat, jestem na bakier ze znajomością alpejczyków, więc nikogo nie rozpoznałem – ale w sierpniu jeździła tam reprezentacja pieprzonej Austrii i Team USA – czyli sam szczyt pucharu świata! Panowie przez rozgrzewkę nosili na kombinezonach jakieś polary, ale po godzinie je zdjęli i zasuwali w „gumach” w narodowe barwy. Do tego na stoku były obecne całe ich ekipy, trenerzy, obsługa, a wszystkie przejazdy były rejestrowane na video – po prostu full profeska.

Stoki w Portillo są doskonale utrzymane i puste. 90% krzeseł jeździ również pusta. Pozatrasowe narty oprócz mnie nosił tylko Javier, o którym pisałem już wcześniej. To istny raj zarówno dla ludzi którzy szukają wymagających tras i chcą pośmigać na tyczkach, ale też dla freaków narciarstwa pozatrasowego – jak ja. Wypadałoby dodać, że aby cieszyć się fajną i szybką jazdą po trasie, trzeba mieć do tego dobre, twarde narty gigantowe, a nie zbyt miękkie i zbyt szerokie Rossi S7, które miałem ze sobą.

Portillo polecam zdecydowanie bardziej niż pozostałe dwa chilijskie ośrodki w których byłem: Valle Nevado i El Colorado. Jedyny jego mankament, to odległość od Santiago de Chile – ponad 2 godziny drogi, w tym jazda słynną górską drogą „Chrystus Odkupiciel” o której też pisałem już tutaj.

 


4 Komentarze

Ubrania narciarskie dla dzieci: mądry wybór?

Z reguły kupuję w Lidlu wino. Akurat wpadłem po butelkę, gdy zobaczyłem kolekcję strojów narciarskich dla dzieci w mocno niewiarygodnych cenach: 55 za kurtkę i 45 za spodnie. Zatrzymałem się na chwilę myśląc, że to pewnie kompletne badziewie – i przyjrzałem się bliżej.

Ubrania są wyposażone w membranę 3000mm (tak – membrana w tej cenie!), – czyli są wiatro- i wodoszczelne. Membrana oddycha, chociaż nie podano parametrów przepuszczalności powietrza. Kurtka ma regulowany ściągacz przeciwśniegowy w pasie, spodnie mają szelki, gumki przeciwśniegowe i wysoki stan – wszystko to co ciuchy narciarskie mieć powinny. Ubrania są średnio ocieplone, zgodnie z obowiązującymi trendami: jeśli jest zimno – zakładasz dziecku dodatkowy polar, jeśli nie – nie jest spocone po kilku chwilach. Wszystskie szwy są wodoszczelne.
Jest 3 wzory kurtek dla dziewczynek, dwa wzory spodni. Dla chłopców chyba też. Pełna rozmiarówka.
Pomyślałem chwilę, mając lekkie wyrzuty sumienia: sam w końcu kupuję markowe ciuchy w cenach grubo wyższych, a dla ukochanych córeczek ma być Lidl? Po chwili jednak doszedłem do wniosku, że:
Ja spędzam na stoku 20-30 dni rocznie, i moje ciuchy obliczone są na wiele sezonów. Moje maluchy będą w tym sezonie pewnie 5 dni, a na kolejny sezon pewnie wyrosną z tych ubrań. Kupiłem. Dobra jakość. Polecam.
Aktualizacja: a tutaj widać jak się pięknie prezentowały 🙂 – https://nakreche.com/2015/02/02/nauka-dzieci-jazdy-na-nartach/
2014-10-21 21.51.05


Dodaj komentarz

Radosna notka

Jestem dziś w Szwecji. Tutaj już późna, chłodna, deszczowa jesień. Nadchodzącą zimę czuć w powietrzu i widać na ulicach. Ci, którzy zapomnieli o ciepłych płaszczach i czapkach, mają skulone ramiona, postawione kołnierze w marynarkach i wyraźnie zmarszczone miny. Przytupują sobie w miejscu czekając na pociąg. Wilgotne, zimne powietrze przeszywa najgrubsze swetry. Jest szaro, siąpi coś z nieba i na ekranach ich smartfonów co i rusz pojawiają się kropelki. Jutro już na pewno wyciągną z szaf kurtki i ubiorą się ciepło.

Uwielbiam zakładać pierwszy raz w sezonie zimową kurtkę i odnajdować w kieszeniach artefakty z minionych sezonów i zjazdów. Dziś w lewej kieszeni znalazłem kawałek opakowania japońskiej herbaty z Hokkaido… Zima chyba naprawdę niedługo… Nie mogę przestać się uśmiechać, kiedy pomyślę o tamtych zjazdach…

W Tatrach padał już pierwszy śnieg, a w Alpach Soelden i Tux lada dzień przyjmą pierwszych narciarzy spragnionych sezonu. Będzie biało i zimno. Będzie fajnie.

Trzymajcie się!


4 Komentarze

Kaski Narciarskie: Uvex – Test

ZAWARTOŚĆ SPONSOROWANA

uvex one plus pro

uvex Oneplus Pro

Podczas wyjazdu do Chile miałem okazję przetestować kask Uvex, model Oneplus Pro. Kask raczej górnopółkowy, wyposażony w bardzo dobre systemy dopasowania rozmiaru, kontroli temperatury i możliwe dodatki. Cena kasku to około 600PLN. Dziś chciałem podzielić się testem z Wami.

Wygoda i dopasowanie rozmiaru

Pamiętacie czasy, kiedy kask trzeba było dobrać idealnie na rozmiar? Jesli był odrobinę za duży, ruszał się cały na głowie, jeśli zbyt mały cisnął w głowę i nie dało się w nim długo jeździć. Nawet jeśli dobraliście idealny rozmiar – jeśli na stoku spociła się Wam głowa, kask znowu zaczynał ruszac w przód i tył i przydałby się odrobinę ciaśniejszy. Zle dobrany kask potrafił naprawdę skutecznie uprzykrzyć dzień jazdy na nartach.

Teraz ten problem odszedł w niepamięć. Uvex sprzedaje swoje kaski teraz w dwóch rozmiarach: większy i mniejszy – i każdy z nich ma dopasowywaną obręcz z pokrętłem (BOA), którym w kilka sekund dopasowujemy kask na głowę. Kasku używałem przez tydzień – z pokrętłem nie było problemu, zawsze działało tak jak należało, nigdy się nie zacięło, a obręcz nigdy sama się nie poluzowała. Kolejne kliknięcia obręczy były wystarczająco małe, aby dobrze dopasować kask do głowy.

Kask jest wygodny, bardzo lekki, a zdaniem producenta jednocześnie bardzo wytrzymały. Oczywiście w warunkach domowo-stokowych nie robiłem crash-testów – pozostaje tutaj ufać marce i firmie uvex, że model Oneplus Pro wykonany w najbezpieczniejszej dostępnej na rynku technologii hybrydowej (zewnetrzny hardshell z polikarbonu + wewnętrzna pianka typu EPS) jest rzeczywiście wytrzymały.

Kontrola temperatury

system dopasowania rozmiaru kasku

system dopasowania rozmiaru kasku

W moim przypadku – to istotna sprawa. Szukałem kasku, który łatwo i szybko dawałby się przestawić na tryb „wiosenny” np. podczas intensywnych podejść albo męczącej jazdy po szreni. W momentach zwiększonego wysiłku musisz po prostu szybko dostosować izolację, żeby po pięciu minutach nie być mokrym.

Testowany Uvex spełnił moje oczekiwania: po pierwsze w kasku są otwierane wloty powietrza. Przesuwana klamra na czubku kasku w sekundę umożliwia dodatkową wentylację. Po drugie łatwo wysuwane nauszniki to drugi krok do dobrego chłodzenia. Problemem może tutaj być potencjalne zgubienie nausznika. Mi się to nie zdarzyło, ale wyobrażam sobie, że szczególnie osoby jeżdżące bez plecaków są narażone na gubienie przedmiotów pałętających się po kieszeniach.

Kask rzeczywiście nie grzeje za bardzo jeśli tego nie chcemy i otworzymy wloty i zdejmiemy nauszniki. Jednocześnie, nawet gdy jest dość zimno kask będzie dobrze izolował głowę. W ekstremalnie zimnych warunkach, możemy założyć pod kask kominiarkę, i nie będzie nas uciskał dzięki opisanemu powyżej systemowi dopasowania rozmiaru.

Dodatki

Montaż kamery Gopro: Szukałem kasku, który nie będzie miał wlotów powietrza po środku tak, aby przykleić na środku klips do kamery. Jeśli szukacie kasku i używacie gopro – to będzie dla Was istotny parametr.

Zaczep na gogle: to w zasadzie standard w dzisiejszych kaskach, ale ważne żeby zaczep nie odpinał się sam zbyt łatwo a jednocześnie, by dał się odpiąć bez problemu w rękawiczkach. Testowany kask miał gumowy zaczep spełniający te wymagania.

Kolor

wyjmowane pady do uszu

wyjmowane pady do uszu

To w zasadzie jedyny mankament testowanego kasku: błyszczący czarny kolor był mało odporny na zarysowania. Lecąc samolotem przypinam kask do plecaka, przez co narażony jest on cały czas na otarcia w podróży. Tak było i tym razem – po tygodniu na kasku pojawiło się kilka otarć. Nie boli mnie to specjalnie, ale ci z Was, którzy szukają kasku odpornego na ślady użytkowania, wybiorą pewnie barwy matowe, a nie błyszczące.

Firma

Cóż – wiemy wszyscy, że na rynku jest pełno nowalijek: jest POC, jest 4F, są różne kaski z Biedronki. Jeśli jeździłbym sobie bezpiecznie po stoku, mógłbym rozważyć kupno np. kurtki narciarskiej albo plecaka z takiej firmy. O tyle, w przypadku kasku narciarskiego chodzi o coś znacznie więcej niż moda i kolor. Chodzi o bezpieczeństwo. Za bezpieczeństwem muszą stać lata badań, tysiące testów i sporo pieniędzy. Nie twierdzę, że Uvex jest jedyną firmą, która robi bezpieczne kaski, ale jeśli myślicie o kupnie kasku – wybrałbym TYLKO sprawdzoną firmę, obecną na rynku od WIELU lat. Uvex jest na pewno jedną z nich.

IMG_9311

a to oneplus pro na stoku 🙂