nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


19 Komentarzy

Serdeczne pozdrowienia dla strażników TPN

Tego nie da się opisać w dwóch zdaniach. Ale to trzeba opisać. Tę historię będę powtarzał zarówno swoim przyjaciołom przy wódce jak i swoim wnukom za 30 lat.

img_0069Parę dni temu kręciliśmy z TVN na Kasprowym materiał promo do mojej książki „Poza trasą” (już teraz w sprzedaży w necie, i w Empikach od środy – kupujcie!). TVN był zobowiązany do uzyskania pozwoleń na kręcenie ujęć na terenie parku narodowego, co, rzecz jasna, uczynił. Na pozwoleniu było również moje imię i nazwisko… Była cała ekipa, fajni ludzie: reporter, operator, inżynier dźwięku – generalnie mega ciekawe doświadczenie – zawsze chciałem zobaczyć jak pracuje telewizja. W międzyczasie reporter dostał telefon od kierownika produkcji, pouczonego dodatkowo przez TPN, aby broń boże nie zjeżdżać z trasy – bo nie wolno tego robić w parkach narodowych. Słabo trochę, ale TVN użył w materiale ujęć z Alaski, Norwegii czy Tienszan, zamiast obsranego Tatrzańskiego Parku Narodowego. Mówi się trudno… Ale to tylko wstęp do historii, bo teraz zaczyna się najlepsze…

Na zdjęciu (zrobionym ukradkiem) widać kalkulator czterodziałaniowy, wydruk MOJEGO BLOGA, oraz skafander strażnika przystępującego do czynności służbowych

Na zdjęciu (zrobionym ukradkiem) widać kalkulator czterodziałaniowy (do obliczania mandatów?), wydruk MOJEGO BLOGA, oraz skafander strażnika przystępującego do czynności służbowych

Po zjeździe w Kuźnicach, czekało na nas dwóch wąsatych Januszy – strażników TPN – ze srogą miną pytających o groźnego przestępcę, zacytuję: „który to Rafał Urbanelis”. W ręku mieli z pół ryzy papieru zadrukowanego MOIM BLOGIEM. Na kolorowo, na atramentówce. To był DOWÓD RZECZOWY przestępstwa. Na wierzchu pliku był wpis „Tajemnica Brokeback Mountain” o moim noclegu przed rokiem w jamce śnieżnej w Dolinie za Mnichem. Ten wpis był dowodem *koronnym*, ale były też wpisy sięgające, uwaga – 2013 roku! TPN po prostu wydrukował mojego bloga! Dotyczas myślałem, że największym fanem mojego bloga jest moja rodzina. No może miałem jeszcze parę typów (przede wszystkim Scarlett Johansson), ale nigdy, PRZENIGDY nie przypuszczałbym, że największym fanem mojego bloga, są Janusze z TPN! Wyobrażacie sobie moją minę, kiedy w leśniczówce TPN zostałem ukarany mandatem karnym w wysokości dwustu złotych, za… UWAGA… pogwałcenie Ustawy o Ochronie Przyrody?! Kiedy zapytałem, co takiego zrobiłem przeciwko przyrodzie – zaczęli mówić coś o cietrzewiach i głuszcach. Przysięgam! Wtedy – rok temu – pamiętam dobrze: nie było niebezpiecznie, wiedziałem co robię, byłem przygotowany, była zima, miałem sprzęt, było bardzo fajnie, nie naśmieciliśmy i nie hałasowaliśmy… Janusze nie mieli się do czego przyczepić, więc doszli do wniosku, że naruszyłem Ustawę o Ochronie Przyrody, nocując sobie w jamie śnieżnej zimą. I potem wydrukowali na kilkudziesięciu stronach papieru mojego bloga.

Chciałbym w tym miejscu serdecznie pozdrowić obu strażników. Wiem, że to czytacie, kochani – przyznaliście się! W dodatku do srogiej kary, zażyczyliście sobie bym opisał na blogu notkę pouczającą czytelników o tym, by nie schodzić ze szlaków na terenie parku (naprawdę myśleliście, że to zrobię?! SRSLY?!). Deklaruję jednak, że zapłacę te dwie stówy. Mam nadzieję, że starczy Wam na tusz. Następnym jednak razem, kiedy się spotkamy, może zapiszecie sobie bloga na dysku C:, albo chociaż wydrukujecie go dwustronnie? (print => options => double sided) Przyroda ucierpi wtedy znacznie mniej. Chyba nie ma tu nawet sensu rozpisywać się o tym jak bardzo ten park narodowy przypomina mi czasem tartak, jak rozjeżdżają go stare ziły z naczepami, po których smród unosi się w Kościelisku pół godziny, albo jak wasi znajomi Zakopiańczycy chodzą poza szlakiem przez nikogo niepokojeni (bo przecież są równi i równiejsi). Was przecież gówno to obchodzi, i wy możecie sobie pogratulować: dwie stówy WASZE. Mam tylko nadzieję, że za parę lat kiedy was już tam nie będzie, przyjdzie po was pokolenie, które wbrew wam działać będzie NAPRAWDĘ na rzecz przyrody i parku, zamiast drukować internet.
Żeby nie kończyc notki zbyt ponuro: o wszystkich swoich działaniach w Tatrach zobowiązuję się od teraz blogować z odpowiednim wyprzedzeniem 😉 Do zobaczenia (niekoniecznie) na szlaku, Panowie!

 

 


Dodaj komentarz

Spotkanie autorskie

Ufff. Działo się. Chciałem bardzo podziękować wszystkim, że byli. A byli ludzie których znałem od bardzo dawna i byli też tacy, których poznałem wczoraj. W szczytowym momencie w Szczycie – zabrakło miejsc siedzących, za co serdecznie przepraszam, ale – wybacznie – jest mi również miło, że przyszło aż tyle osób. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem, dziękuję, że wybaczyliście mi potknięcia i że byliście wspaniałą publicznością. Specjalne podziękowania dla Jagody (za profesjonalną moderację), Justyny (za ekstra lokal i super serwis) i Asi (za całe wsparcie organizacyjne).

Wykupiliście WSZYSTKIE książki jakie przyniosła ze sobą Asia z SQN!!! To podobno się nie zdarza! No i udało nam się ogołocić Szczyt Wszystkiego z całego wina. Oba fakty poczytuję sobie za osobisty sukces 😉

Serdeczne pozdrowienia – było mi super!

PS. W weekend wstawię obiecany post z relacją z Tatrzańskiego Parku Narodowego i skan mandatu 😉 (strażnicy czytają mojego bloga – więc po tej zajawce spodziewam się wielu wejść z domeny tpn.pl)

 


Dodaj komentarz >

spotkanie

Tych co nie są na fejsie, albo nie lubią mojego bloga na fejsie (zachęcam przy okazji – polubcie) – zapraszam serdecznie na mój wieczór autorski w kawiarni podróżniczej Szczyt Wszystkiego, przy ulicy Tarczyńskiej w Wawie, w czwartek, 16 lutego, o godzinie 19. Zaproszenie jest otwarte. Spotkanie poprowadzi Jagoda Mytych z bloga Góry Książek, a ja stawiam lampkę wina! 😉

16735287_10154993623675489_458859158_o16730785_10154993479295489_2008616130_n

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzięki za pomoc Justyna! 😉


Dodaj komentarz

„Poza trasą” – pierwsze recenzje

poza-trasa-1500px-caloscMam pierwsze recenzje swojej książki – i całą masę satysfakcji! Trochę dziwnie się czuję, jak tak czytam swoje nazwisko i widzę, że obcy ludzie coś o mnie piszą… W dodatku tak miło i fajnie…

Izabela Janaszek pisze na Portalu Górskim, między innymi:

Zbiór pięknych historii o tym jak pozory potrafią mylić, a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Urbanelis dzieli się z czytelnikiem pierwszym wrażeniem po poznaniu każdego z bohaterów i ich często pochopnej ocenie, żeby pod koniec wysunąć z tego mądre wnioski.
(…)
Książka wzbudza skrajne odczucia. Raz śmiejesz się do rozpuku, raz pojawia się zaduma i musisz odłożyć egzemplarz i pomyśleć.

tekst pełnej recenzji: http://www.portalgorski.pl/kultura/literatura/recenzje/6709-poza-trasa-rafal-urbanelis-recenzja

Anna Makowska z On The Summit recenzuje moją książkę tak:

Kiedy otrzymałam książkę Rafała Urbanelisa do recenzji, celowo nie czytałam wcześniej informacji o autorze, ani notki od wydawcy. Chciałam dać sobie szanse na samodzielne poznanie wszystkiego, bez nastawiania się czy uprzedzania. Chociaż z tym ostatnim było mi trochę trudno, bo sądziłam, że rzecz będzie o narciarstwie, a nigdy mnie ta dziedzina sportu szczególnie nie pasjonowała.  Zastanawiałam się, czy to w ogóle może być dla mnie interesujące? Jednak już od pierwszych stron zrozumiałam, że będzie to książka  przede wszystkim o podróżach, że będę zwiedzać wraz z Urbanelisem różne rejony świata, a przy okazji będę szusować po dzikich stokach. I tak właśnie było. Moje nastawienie od razu się zmieniło, a czytanie stało się przyjemnością.
(…)
Autor podróżuje często sam, ale to tylko pozorna samotność, bo wyjazdy w pojedynkę są prostą droga do interesujących znajomości, a te zaś podstawą powstania historii. Kolejne rozdziały to nowe opowieści o ludziach, którzy dzielą z nim pasję, albo pojawiają się niejako przy okazji. Historie są różne – refleksyjne, zabawne, życiowe, pouczające.

tekst recenzji: http://www.onthesummit.pl/recenzja-ksiazki-poza-trasa/

Z kolei Grzegorz Pietrzak z portalu Góry i Ludzie podsumowuje swoją recenzję tak:

Wszystkie rozdziały łączą się w jedną logiczną całość – autobiografię autora, którą odkrywamy kawałek po kawałku. Warto wspomnieć, że książka jest podzielona na dwie części. Pierwsza zawiera wspomniane już historie z życia Rafała Urbanelisa i jego przyjaciół. Druga część to praktyczny przewodnik dla osób zainteresowanych podróżowaniem i narciarstwem, zilustrowany licznymi zdjęciami. Taki układ treści to strzał w dziesiątkę, nie każdy przecież ma potrzebę czytania technicznych szczegółów dotyczących logistyki i techniki jazdy.
Reasumując – jeśli lubicie literaturę podróżniczą – książka „Poza trasą” będzie dla Was świetną lekturą. Nie musicie być narciarzami, wymagana jest tylko choćby najmniejsza pasja do podróży i wędrówek :-). Premiera już 15. lutego!

tekst recenzji: http://goryiludzie.pl/2017/02/recenzja-ksiazki-poza-trasa-rafala-urbanelisa.html

 

Serdeczne pozdrowienia dla autorów wszystkich tych miłych słów!

Książkę możecie kupić już teraz tutaj: http://www.wsqn.pl/ksiazki/poza-trasa/, a od środy w dobrych księgarniach…


10 Komentarzy

Poza trasą – przedsprzedaż

poza-trasa-okladkaTo już. Stało się. Moja książka wychodzi 15 lutego tego roku, a ja trzymam w ręku jeszcze ciepłe „szczotki”, czyli egzemplarz przedpremierowy… Wydrukowany co prawda w niższej jakości, czarnobiałe fotki i dosłownie parę niedoróbek – ale i tak jestem z siebie całkiem dumny.

O czym jest „Poza trasą”? Mi wydaje się, że książka podpada pod kategorię: reportaż podróżniczy. Wydawca z kolei pisze o niej tak:

Porywająca opowieść o prawdziwej pasji.
Miejsca tworzą ludzi. Ludzie tworzą miejsca.

Majestatyczne szczyty Tienszan. Bezdroża Alaski. Mroźne Hokkaido. Nieokiełznana Gruzja. Zaskakująca Laponia. Krippenstein – mekka narciarzy.

Tato – gruziński kelner dotknięty wojenną traumą. André – Holender, którego miłość i marzenia wygnały do dalekiej Kirgizji. Theo – pionier, zdobywca setek gór masywu Chugach. Javier – Chilijczyk pracujący w hotelu, do którego prowadzi jedna z najsłynniejszych serpentyn górskich na świecie…

Narciarstwo pozatrasowe to coś więcej niż sport ekstremalny. To przygoda życia i nieustanne przekraczanie wewnętrznych barier. To wreszcie napotkani ludzie i ich historie, które odciskają na nas niezatarte piętno.

Rafał Urbanelis pokazuje, czym jest narkotyczne uzależnienie od adrenaliny, jaką daje heliskiing, opisuje szaleństwa kiteskiingu i opowiada o zdobywaniu konno kirgiskich szczytów. Doradza, jak najtaniej pojechać na Alaskę, i… jak się zachować podczas spotkania z niedźwiedziem polarnym na Spitsbergenie.

W Poza trasą historie o zwykłych-niezwykłych ludziach i o miłości do nart splatają się w opowieść o podróży w nieodkryte rejony świata oraz samego siebie.

To chyba dobre podsumowanie i sam lepiej bym tego nie wymyślił.

Książka jest w przedsprzedaży w księgarni internetowej SQN i możecie ją kupić już teraz. Dla czytelników bloga przygotowałem specjalne kody rabatowe: NAKRECHE30 – to kod, dzięki któremu dostaniecie 30 zamiast 25 standardowych procent zniżki w przedsprzedaży. Jeśli chcielibyście egzemplarz podpisany przeze mnie własnoręcznie – użyjcie natomiast kodu NAKRECHE30PODPIS (zniżka jest ta sama, ale przyjdzie do Was książka z puli, które niebawem zacznę podpisywać). Ważne: kody działają tylko od dziś do dnia premiery!

Jak użyć kodu? Klikacie w „kup” w wylistowanej cenie, a sam kod wpisujecie w podsumowaniu zamówienia. Kod działa od dziś do dnia premiery.

By kupić książkę, trzeba kliknąć w TEN LINK

 


12 Komentarzy

Tatry 2017

O nauce dzieci napisałem już na tym blogu sporo:

  • O radach przy pierwszych krokach: tutaj
  • O patologiach wśród instruktorów: tutaj

Ten tydzień to dla mnie ciąg dalszy frajdy z nauki córek – jesteśmy w Zębie. Nie ma jeszcze ferii – więc stok pusty – zdarzyło się że na całym stoku była tylko nasza trójka. Śniegu dosypało. Czegóż chcieć więcej?

Jest też Rafał i jego córka, i po nauce maluchów udaje nam się czasem wyskoczyć w okoliczny teren na rekonesans… Nie są to ekstremalne wyprawy… Trochę foczymy, trochę zjeżdżamy, trochę gadamy… i po dwóch-trzech godzinach jesteśmy z powrotem w pensjonacie. Wspaniałe parę dni w Tatrach!

img_3537


5 Komentarzy

Diament w Beskidzie Sądeckim: Rytro

20161227_181724243_ios

fota z dziś sprzed paru godzin: PUUUSTO!

Ilekroć przypomnę sobie koszmarnie płaskie stoki i gigantyczny, dziki wręcz tłum w Białce czy Bukowinie, Witowie czy Istebnej – zniechęca mnie to mocno do nart w Polsce.
Mimo to postanowiłem spróbować ponownie. Odwiedziłem dziś Rytro w Beskidzie Sądeckim (niedaleko od Nowego Sącza) – i dla mnie jest to nieodkryty, nieoszlifowany diament wśród polskich stacji narciarskich.
Jedna, czerwona, całkiem przyzwoicie ostra trasa (szczególnie w porównaniu do wyżej wymienionych), szybka czteroosobowa kanapa, dobrze utrzymany stok i… PUSTO. Serio pusto. Zajęte może co dziesiąte krzesełko. Nie czekasz nawet chwili. Powiecie „zjazd-wjazd”? Powiecie „Alpy lepsze”? Ok. Lepsze. Ale w Rytrze za 25 złotych jeździsz do upadłego od 17 do 21. (Między 16 a 17 stok jest ratrakowany). Do tego jest dywanik dla dzieciaków i płaski orczyk dla początkujących.
Czego chcieć więcej?

Reasumując – być może nie przyjechałbym specjalnie do Rytra żeby jeździć cały tydzień po tej trasie. Zresztą pewnie nigdzie nie pojechałbym na tydzień po trasach w ogóle.

ALE:
1. Jeśli jesteście akurat w pobliżu – polecam
2. Chcecie uczyć dzieci – polecam
3. Szukacie miejsca na wypad na weekend – polecam

I zdecydowanie przy tym NIE POLECAM do żadnego z wymienionych: ani Białki, ani Bukowiny, ani Istebnej, ani Witowa. Rytro jest świetne.

PS. Meteogramy wariują i pokazują naprawdę duże opady w Beskidzie Sądeckim na jutro. Na wszelki wypadek oprócz gigantowych Salomonów, wrzuciłem też do auta parę szerokich Rossi S7. Trzymajcie kciuki. Może coś wyjdzie?


24 Komentarze

Trzy porady narciarza dla deskarzy (i ankieta)


Pojeździłem chwilę na trasach i znowu trochę mi się ulało… Wiem, że być może rozpętuję gównoburzę, ale pozwólcie mi wyrazić swoją opinię. Jeśli deskarze ją przeczytają – być może będzie nam się wszystkim jeździć fajniej i bezpieczniej.

1. Postój zaraz za progiem

Będąc narciarzem – ile razy miałeś taką sytuację na stoku: czerwona albo czarna trasa, pusto, nie ma dzieciaków, nikt się nie uczy, więc dociskasz. Nie jak debil. Nie 90 czy 100kmh. Normalnie ale szybko: może 60, może 70, z pełnym panowaniem nad tym co robisz. Masz tę siedemdziesiątkę, wypadasz z kolejnego wypłaszczenia, a za pagórkiem siedzi (!) grupka snowboard’erów i debatuje w najlepsze. Zajmują niemal cały stok. Deskarze – ja rozumiem: wygodniej wam siedzieć niż stać, a w dodatku wolicie zatrzymywać się na stromym a nie na płaskim, bo potem łatwiej Wam ruszyć. Ale NA MIŁOŚĆ BOSKĄ: myślcie!!!

2. Widzenie peryferyjne

Dramat. Deskarz jest jak narciarz ślepy na jedno oko, a w dodatku odwracający głowę w drugą stronę. Nauczyłem się rozróżniać goofy i regular i mijać Was albo z daleka, albo z odpowiedniej strony. Błagam: na zatłoczonych stokach skręcajcie „za swoje plecy” mniej agresywnie. Większość narciarzy jest od Was szybsza, ale nawet jeśli jeździcie szybko – i tak istnieją od Was szybsi. Pamiętajcie o skręcaniu „za plecy”, a wszystkim nam ograniczy to kontuzji.

3. Górna stacja krzesełek/kanap

Ja PRDL – na to możnaby poświęcić osobny rozdział. Wbijcie sobie do głów że siada się i zapina wiązania tak, aby nie utrudniać przejazdu innym. Ostatnio było Was ze trzydziestu i nie było jak przejechać, za mną kolejni narciarze, kolejne krzesła dojeżdżają, robi się tłoczno i niebezpiecznie a Wy zrobiliście oblężenie górnej stacji i dopinacie te swoje buty czy cośtam. Jeeezu. Musiałem się wydostać z tego kotła i przyszlifowałem komuś dechę. Jaki był wyrzut! A zatem: zanim usadzisz dupę na stoku – rozejrzyj się i pomyśl!

 

Nie mam problemu z tym jak się ubieracie. Nawet jeśli oprócz koszulki, na kombinezon zaczniecie zakładać majtki. Nie mam problemu z tym co o sobie myślicie. Nawet jeśli najdalej od stoku byliście wysikać się w lesie parę metrów – MOŻECIE myśleć o sobie, że jesteście ekstremalnymi i wyluzowanymi freeriderami. Możecie też patrzeć na mnie z wyższością, albo myśleć o mnie samo najgorsze. Nie mam KOMPLETNIE problemu z takimi rzeczami. Nie przeszkadza mi to. Ale błagam: dla bezpieczeństwa swojego i innych – weźcie pod uwagę to, co napisałem powyżej. Pojeździmy wtedy na tych samych górkach i wyciągach – bezpieczniej.

Chętnie wysłucham też Waszych racji… A może zagłosujecie w ankiecie poniżej?