Category Archives: Uncategorized
Dwa słowa w temacie Chile:
1. Świetny blog dla wszystkich którzy się wybierają: Pewnego Razu w Chile
2. Zaraz mecz Chile-Brazylia… Nie jestem specjalnym fanem mundialu, ale ten mecz obejrzę i nie muszę chyba pisać za kim jestem?
===
aktualizacja po meczu: a jednak Brazylia… świetny mecz… szkoda Chile…
Great Things…
Great things are done when men and mountains meet
This is not done by jostling in the street.
Wielkie rzeczy stają się wtedy, kiedy ludzie spotykają się z górami.
Nie kiedy potrącają się na ulicy. [tłum. własne]
autor: William Blake (1757–1827) – angielski poeta, pisarz, malarz i mistyk.
Fotka zrobiona podczas mocno wykańczających ski-turowych podejść w norweskich fiordach w kwietniu 2013 roku. Na fotce Rafał (prowadzi) i ja (wlokę się za nim). Fotkę zrobił Marcin. Nadaje się na tapetę? 😉
Po sezonie posty na blogu nie będą tak częste jak dotychczas. Za to na instagramie postaram się wrzucać fotki kilka razy w tygodniu. Nie macie jeszcze konta i appki na komórkę? Najwyższy czas! Follow me! http://instagram.com/carnivore1977
Gogle czy okulary?
Często obserwuję instruktorów czy przewodników. Podpatruję trochę jak pracują, ale też patrzę na sprzęt jakiego używają. Jest jednak kilka rzeczy co do których ci ludzie nie są wcale zgodni: jedna z nich – to ochrona oczu. Wielu znajomych przewodników czy instruktorów używa gogli. Ale jest też co najmniej kilku, którzy w identycznych warunkach wolą jeździć w okularach… Co więc wybrać? Na co się zdecydować?
Każda z tych rzeczy ma swoje wady i zalety.
Oto wady gogli:
- W bardzo ostrym słońcu lepiej od gogli radzą sobie dobre okulary
- Gogle (nawet drogie modele z wielką szybą) mają mniejsze pole widzenia
- Kiedy masz problem z przegrzewaniem się (np przy skiturach albo intensywnej jeździe poza trasą) – gogle będą dużo bardziej parować
- Na naprawdę ciepłą pogodę, albo na duży wysiłek fizyczny – gogle są zbyt ciepłe

w Kaukazie w okularach (buff na czole)
Oto wady okularów:
- Kask i okulary nie zawsze pasują do siebie
- Okulary nie ochronią oczu od śniegu i wiatru tak dobrze jak gogle
- Okulary nie nadają się na duży mróz
- Kiedy upadniesz – okulary łatwiej spadną Ci w śnieg
- Okulary nie ochraniają dużej części twarzy tak dobrze jak gogle (np. od gałęzi, firnu przy upadku itd)
Co robię ja? Jak pisałem wielokrotnie – zawsze jeżdżę z plecakiem i z reguły wożę ze sobą jedno i drugie. Dodatkowo – jeśli zabrałem akurat ciemne gogle na ostre słońce – do plecaka chowam jasne, żółte okulary na mgłę, a jeśli zakładam jasne gogle, wtedy do plecaka idą mocne okulary przeciwsłoneczne.
A Wy jaki macie patent? Jeśli jeździcie bez plecaka – wolicie okulary czy gogle?
Narty mam w DNA?
Segregując ostatnio rodzinne fotki, moja mama trafiła na taką:
Pierwsza osoba na nartach od lewej to nie kto inny jak mój dziadek ze strony mamy – Feliks Chentko (1910-1995). Narty wyglądają na ówczesne zjazdówki długości 160-180cm – niestety detale takie jak wiązania czy buty pozostają zamazane. Kije są długie i znając wzrost dziadka wydają się mieć przynajmniej 145cm. Nie jestem w stanie podać dokładnej daty ani miejsca zrobienia fotografii. Po innych zdjęciach dziadka oraz znajomości jego życiorysu szacuję, że był to rok 1934 – 1938 gdzieś w Tatrach.
Niejaki Roman Kordys, alpinista i miłośnik narciarstwa, wspominał w wydanej w 1925 roku książce: „Narciarstwo polskie”, że na początku XX w. Zakopane było „głuchą wsią, przez turystów zupełnie nie odwiedzaną, a same narty należały w tych czasach do przyrządów tak egzotycznych, że ukazanie się narciarza na ulicach miasta wywoływało zbiegowisko”. To zapewne tłumaczy tłumek wkoło dziadka i pozostałych narciarzy na fotce. W „narciarskim” stroju dziadka uwagę przyciąga krawat (!), kamizelka, marynarka oraz uszyte zapewne specjalnie do szusowania krótsze spodnie.
Gruzja – podsumowanie
Usłyszałem ostatnio ciekawą historię: kiedy Pan Bóg rozdawał ziemię różnym narodom, wszyscy poustawiali się w kolejkę i dostawali swoje przydziały. Tylko Gruzini tańczyli się i bawili, śpiewali i pili wino. Kiedy zorientowali się że trzeba stanąć w kolejce po ziemię – było już za późno: Bóg rozdał całą ziemię i nic mu nie zostało. Jednak Gruzini prosili bardzo Boga, mówiąc, że przecież muszą mieć gdzieś swój kraj. Robili to widocznie bardzo pogodnie i grzecznie – bo Pan Bóg gdy ich wysłuchał, machnął ręką i mówi: -a niech to… macie – dam wam ten kawałek który zostawiłem dla siebie.
W tej anegdocie coś chyba musi być, bo Gruzję też scharakteryzowałbym tak:
Bardzo wyluzowany, przyjazny naród nie stroniący od zabawy, ujmująco mili ludzie no i rzeczywiście przepiękny kraj. Wyjazd na narty poza trasę, albo na trasę do nauki i stawiania pierwszych narciarskich kroków – to na pewno dobry pomysł.
Dziękujemy hostelowi Opera w Tbilisi. Jeśli tylko wybieracie się do Gruzji – warto tam się zatrzymać.
Wrażenia z Gruzji
- Tbilisi. Słuchajcie, na początek, muszę to napisać, bo mi to leży na sercu: Tbilisi jest brzydkie. Zabudowa bez planu, rozwalające się domy, wariacka jazda po ulicach, brak przejść dla pieszych. Po prostu Tbilisi potrzebuje kilka lat i trochę ucywilizowania, inwestycji w infrastrukturę. Poza tymi mankamentami, na pewno mogę napisać, że jest bezpiecznie. Po mieście jeździ masa policji. Poruszając się po centrum nie doświadczycie trzech minut, żeby nie zobaczyć radiowozu (wszystkie jeżdżą z włączonymi sygnałami świetlnymi).
- Ludzie. Po prostu przemili. Głupio to napisać, ale po prostu na początku może byliśmy trochę uprzedzeni, bo wygląd przeciętnego Gruzina nie odbiega od wyglądu terrorysty z Czeczenii, albo rezydenta mafii ormiańskiej. Kajam się za to, wstydzę się swoich uprzedzeń opartych na stereotypach, bo stosunek ludzi do nas tutaj jest PRZE-miły. Ludzie są otwarci, gościnni, pomocni, uśmiechnięci, przyjacielscy.
- Jedzenie. Tutaj znowu was zaskoczę. W necie można przeczytać, jak jest pysznie, że gruzińskie jedzenie jest wspaniałe. Będąc tutaj kilka dni, mamy trochę inne odczucia. Owszem – zdarzało się zjeść dobry barani szaszłyk Mcvadi albo kiełbasę Kupati, ale generalnie jedzenie nie urwało nam dupy. Chinkali, czyli gruzińskie pierogi, może nie są złe, ale jakoś pisząc te słowa nie mam ich ochoty powtarzać po raz trzeci. Chaczapuri (rodzaj gruzińskiej pizzy) też nie jest złe – na pewno nie. Mógłbym je zjeść jeszcze wiele razy, i na pewno spróbuję go jeszcze, jeśli kiedyś tu wrócę, ale na pewno nie będzie mi się śnić po nocach.
- Hostel Opera. BARDZO polecam. Miła obsługa, duże, naprawdę duże pokoje. Jest po polsku! Właściciel jest z Rzeszowa, obsługa z podkarpacia. Latem organizują po Kaukazie wyprawy autami terenowymi. Przyjęli nas bardzo ciepło i fajnie. Hostel nie jest w centrum, ale jest niedaleko od metra (15 minut metrem do centrum, pół lari za bilet). Kurs taksówką z centrum to 10-15 lari. Jest tanio, czysto, przestronnie. http://operahostel.pl
- Wypożyczalnia aut. Polecam również bardzo. Dużo lepiej wypożyczyć u Giorgi’ego, niż w sieciówkach. Jest taniej, ale też Giorgi podwiezie wam (i odbierze) auto tam gdzie/skąd chcecie, pokaże wam drogę i może jeszcze podrzuci was gdzie chcecie. Auta może nie są nowe, ale są czyste, sprawne. http://www.carrent.ge




