nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


12 Komentarzy

Fotostory Spitsbergen 2015

Dziś czasu trochę więcej. Poniżej kilka fotek wraz opisem, zrobionych podczas naszej wyprawy na Spitsbergen.

 

Photo 12-04-15 12 51 57Na początku błędnie założyliśmy, że Spitsbergen jest norweski. Spitsbergen nie należy jednak do żadnego kraju, a Norwegia nim jedynie administruje. Wylatując z Norwegii, przechodzisz odprawę paszportową, wylatujesz ze strefy Schengen, a przylatując na Spitsbergen nikt Cię nie sprawdza. Jesteś w niebycie, w zawieszeniu, poza jakimkolwiek krajem. Na Spitsbergen może przylecieć lub przypłynąć każdy, i każdy może tam pracować i mieszkać dowolnie długo. Dwa główne „miasta” to norweskie Longyearbyen (około 2000 ludzi – na fotce powyżej w dolinie w oddali) i rosyjski Barentsburg (kilkadziesiąt około 500 osób). Góry na Spitsbergenie rzadko przekraczają tysiąc metrów, ale ich podstawa jest na poziomie morza.

 

S1010012Niedźwiedzie polarne mają znaczący wpływ na życie mieszkańców. Wychodzenie poza osadę bez karabinu strzelca wyborowego o wysokim kalibrze jest zakazane. Obowiązują konkretne procedury: przy poruszaniu się z bronią w mieście, musi być ona rozładowana, a np. przy wchodzeniu do baru należy oddać ją barmanowi. Widok kobiety idącej w mieście z ciężkim Mauserem nie jest niczym szczególnym. Przy wyjeździe z Longyearbyen należy broń obowiązkowo załadować, bez wprowadzania pierwszego naboju do komory. Kiedy spostrzeżesz niedźwiedzia należy broń przeładować, wprowadzić nabój do komory i być gotowym do oddania strzału. Ostatni śmiertelny wypadek z udziałem niedźwiedzia zdarzył się na Spitsbergenie w 2012 roku kiedy niedźwiedź zabił jedną a ranił ciężko dwie osoby. Rocznie kilka z nich jest zabijanych przez ludzi w obronie własnej. Parę dni przed naszym przyjazdem jeden z niedźwiedzi był odstraszany od Longyearbyen petardami i pistoletami hukowymi – udało się go odstraszyć i oszczędzić mu życie.

 

Photo 10-04-15 16 44 10Na naszą czwórkę mieliśmy dwa Mausery, kaliber 30-06. Z reguły jeden karabin miał ze sobą ktoś, kto akurat prowadził skuter, a drugi któryś z narciarzy (jak na fotce – akurat ja). Nie było to zbyt wygodne przy jeździe na nartach, ale obowiązkowe.

 

Photo 14-04-15 10 41 40Skuter śnieżny to na Spitsbergenie podstawowy środek transportu od jesieni do późnej wiosny. Ponieważ zdecydowaliśmy się nie wchodzić pod górę na nartach i fokach (Maciek jeździ na desce… ach ci deskarze – wieczne problemy!), musieliśmy użyć skutera do poruszania się po górach. Z perspektywy, mogę napisać jedno: jazda po płaskim to pestka, ale jazda po górach to prawdziwe wyzwanie. Przeżyliśmy prawdziwe momenty grozy, kiedy w kilkusetmetrowym, bardzo stromym żlebie skuter nie dał rady podjechać, skręt nie był możliwy bo groził wywrotką, a skuter w końcu zakopał się po górną gąsiennicę. Godzina szuflowania łopatami w niebezpiecznym, bardzo stromym terenie zakończyła naszą przygodę szczęśliwie. Jesteśmy teraz bogatsi o wiedzę, pod jak stromą górę skuter jest w stanie podjechać.

 

DCIM100GOPROByliśmy we czterech, i wydaje nam się, że jeden skuter na cztery osoby – to dobra decyzja. Pod górę, dwie siedzą na skuterze (kierowca i pasażer), a dwie są na linach ciągnięte przez skuter. Z góry trzy osoby może zjeżdżać na nartach, a jedna zwozi skuter. Wydaje nam się, że przy innych proporcjach nie byłoby tak fajnie. Nie muszę dodawać poza tym, że jest dużo przyjemniej, gdy koszt skutera dzieli się na cztery osoby, a nie na na dwie. Przez te cztery dni na miejscu, zrobiliśmy naszym skuterem prawie 400 km.

 

Photo 11-04-15 12 10 30Spitsbergen to nie tylko niedźwiedzie. Natura jest piękna, dzika i na wyciągnięcie ręki. Widzieliśmy pardwy, fokę, kilka kozic i dziesiątki, jeśli nie setki reniferów – jak ten na fotce. Co ciekawe renifery wyglądały też całkiem groźnie i praktycznie się nas nie bały. Podczas wjazdu w jedną z dolin wąskim kanionem, wyskakując z za góry niemal wpadliśmy na jedno ze stad. Samice skupiły się z tyłu wkoło siebie, a samiec alfa ani drgnął, dość groźnie się nam przyglądając. Do końca pobytu w tej dolinie Rafał (samiec alfa z naszego stada) nie rozstawał się z karabinem i też groźnie łypał na konkurenta.

 

Spitsbergen - zjazdŚnieg nie był idealny. Raczej mocno zmrożona lodoszreń, często zmiękczona trochę na wierzchu całodziennym słońcem. Czasem po nocy było góra dwa centymetry świeżego puchu. To za mało, żeby jazda była niczym sen, jak miało to miejsce np. w Japonii. Ale jeśli uważasz na oblodzenia, możesz mieć całkiem fajną zabawę. Niestety wydaje się, że Spitsbergen jest zbyt daleko na północ, by jazda w prawdziwym, głębokim puchu była możliwa. W lutym, czy na początku marca, kiedy opad jest większy, trwa noc polarna, a po ciemku na nartach jeździ się raczej ciężko.

 

Photo 12-04-15 23 55 26Dzień polarny. W środku kwietnia zachodzi jeszcze słońce, chociaż przez całą dobę jest jasno. Fotka powyżej została zrobiona o północy. Od 25 kwietnia słońce nie zachodzi w ogóle i kręci się tylko w koło przez pół roku. W Longyearbyen jest nawet zegar słoneczny, który przy dobrej pogodzie działa całą dobę 🙂

 

Photo 11-04-15 13 14 59Ocean Arktyczny. Podczas dobrej pogody wjeżdżaliśmy skuterem nawet na 800-900 metrów nad poziomem morza. Widoki na ocean sięgające kilkudziesięciu kilometrów były niesamowite. Zjechać na nartach można było do samej wody. W okolicy Spitsbergenu Ocean Arktyczny nie zamarza tylko dzięki prądowi zatokowemu, który istotnie ogrzewa Spitsbergen. Nie to, żeby było tam ciepło, ale bez niego byłoby jeszcze zimniej.

 

Jeśli będziecie wybierać się na Spits’a – koniecznie odezwijcie się do mnie mailowo. Chętnie doradzę i odpowiem na pytania!


Dodaj komentarz

Spitsbergen pierwszy dzień – jak było?

W punktach:

  • Byliśmy lokalną atrakcją – narciarze dopięci do skutera. Ludzie robili nam zdjęcia.
  • Śnieg – raczej średni. Głównie lodoszreń.
  • Zabawa na skuterze – wspaniała.
  • Pojechaliśmy kilkanaście kilometrów poza osadę.
  • Jazda z karabinem – jest ciężki i mało wygodny. Dość śmiesznie wygląda.
  • Bardzo udany dzień.
  • Na pewno szerzej opiszę wszystko jak wrócę.

Photo 10-04-15 16 48 31

DCIM100GOPRO

 

DCIM100GOPRO

 


11 Komentarzy

Kirgistan – film

Jeśli porównamy jazdę w Kirgistanie do jazdy na Alasce TUTAJ – to zobaczycie, że Kirgistan to lajcik. Ale mimo to wrzucam film, żeby udokumentować trochę jak było. Jeśli kiedyś będziecie się tam wybierać – warto spojrzeć…

A po drugie, to powiedziałem już Rafałowi, że jak nie kupi w końcu swojego gołpro, to mam to gdzieś i więcej nie robię filmów. Na wszystkich filmach z nart jest po prostu on i tyle. No ileż można.

Błąd
Ten film nie istnieje


17 Komentarzy

Kirgistan: narty na koniu

Używałem już różnych środków transportu na nartach: od bardziej trywialnych (wyciąg, podchodzenie) do bardziej unikalnych (łódź, latawiec, skuter, ratrak, helikopter). Pomysł z końmi świtał mi w głowie, odkąd przeczytałem o tym, że w Kirgistanie żyje ich ponad 400 tysięcy. Pomyślałem, że jeśli nie zrobimy tego tutaj, nie zrobimy już nigdy w życiu. No bo gdzie jeszcze na świecie narodowy sport to polo na koniach zdechłym kozłem? Albo w którym innym kraju narodowy drink to sfermentowane końskie mleko? Jeśli nie teraz – to nigdy. Musiałem namówić Rafała i zaczęliśmy rozpytywać. Okazało się, że Slava zna Emila, a Emil zna Omurbeka, który jest głównym leśniczym nieopodal wsi воз учук, 35km od Karakola. I tak dotarliśmy do Omurbeka – wesołego Kirgiza ze złotymi zębami od ucha do ucha. Jeśli ktoś z czytających chce to powtórzyć, to podaję namiary do Omurbeka, za jego zgodą: +996 779 78 1445 albo +996 709 78 1445 – a współrzędne GPS: 42.552571N 78.758613E – ale uwaga! da się dotrzeć TYLKO wysoko zawieszonym 4×4 (nie widzieliście nigdy takiego błota w Polsce). Myślę, że utargujecie do 30-40$ za osobo-konia za dzień. Pamiętajcie, że Omurbek musi jechać z Wami i zwieźć Wasze konie z góry po tym jak przesiądziecie się na narty. Podane ceny są przy dwóch osobach. Przy większej liczbie ludzi będzie taniej na głowę. Ale i tak te 30-40$ to taniej niż skipass w Austrii. Omurbek zrobi Wam trwający 5 minut instruktaż: naprzód tu „CIU” i lekko batem po dupie (końskiej, nie swojej ani Omurbeka), stop to „TRRRR” i lejce do siebie, lewo-prawo to lejcami lewo-prawo – koniowi skręca się wtedy głowa, a za głową idzie reszta konia – w sumie proste. No i w siodle trzeba siedzieć „kak mongoł” – czyli nisko i się nie bać, bo inaczej koń ponoć to wyczuje i was zrzuci. W sumie Omurbek był zdziwiony, że potrzebujemy instruktażu, bo w Kirgistanie na koniu umie jeździć każdy – jak na rowerze.

A jak było w drodze? Mówiąc szczerze nie dojechaliśmy tam gdzie chcieliśmy. Było nam szkoda naszych koni brnących w głębokim śniegu. Omurbek bał się chyba, że będziemy chcieli zwrotu kasy i mieliśmy wrażenie, że zabatożyłby te biedne konie na śmierć, żeby tylko weszły na górę. No ale może to tylko wrażenie zepsutego Europejczyka, który nie zna prawdziwego życia? Trudno powiedzieć. Tak czy siak, na wysokości około 2300-2400 metrów mój koń potknął się kolejny raz, ale tym razem nie oparł się na przednich kolanach, tylko zarył pyskiem w śnieg tak, że ja spadłem  z niego do przodu. Spadłem w śnieg – nic mi się nie stało, ale zdecydowaliśmy, że nie wjeżdżamy na planowane 2700. Omurbek chciał wjechać nawet na 3000, ale zapytany, czy robił to kiedyś zimą, odpowiedział szczerze z uśmiechem: „Niet, pierwyj raz”. Ot, kirgiska fantazja. Bardzo nas namawiał i przestał dopiero, kiedy powiedzieliśmy, że „dień charoszyj, dengi niet probljem, spasiba, my tiepier na łyży”. Może i dobrze się stało bo ocenialiśmy, że po roztopach jest spokojnie lawinowa trójka, a w drodze powrotnej widzieliśmy na północnym zboczu, którym mieliśmy jechać dwie urwane deski. Zjechaliśmy więc sobie bardzo-bardzo łagodnym, bezpiecznym i łatwym zboczem do domu Omurbeka. Warunki: lodoszreń, która nas spokojnie utrzymywała na powierzchni – niemal jak na trasie (myślę, że wyżej było znacznie gorzej – szreń łamliwa oznaczająca walkę i brak przyjemności z jazdy).
Uwagi dla chcących powtórzyć nasz plan: zróbcie to na przełomie stycznia i lutego – nie będzie wtedy słońca, a przez to powinien być puch zamiast szreni. W puchu fajniej się jeździ i łatwiej chodzi koniom (tak zrozumiałem od Omurbeka).
Foty:


10 Komentarzy

Kirgistan: skutery

Ok. Jesteśmy po dniu na skuterach. Jak idzie? Nie mamy szczęścia do pogody – śniegu co prawda full, ale jest bardzo „trasowo” – czyli wali mega słońce (któryś dzień z rzędu), w dzień roztapiając puch, który w nocy zamarza – i proces się powtarza: tworzy się naprawdę kiepska szreń – a jazda poza trasą to często walka. Skuter wywoził nas na jakieś 3400 – 3600 metrów. Jeździliśmy w układzie: kierowca, jeden Rafał na skuterze za kierowcą, drugi Rafał na linie na nartach za skuterem. Przewyższenia rzędu 1500 metrów każde. Sama góra: warunki w miarę, ale im niżej tym gorzej. Skupiliśmy się więc na pozytywach: ceny, wspaniałe kirgiskie krajobrazy łańcucha Tien-Shan i sześciotysięczniki wkoło. Było też całkiem dziko.

Czego się nauczyliśmy? Kirgiski kierowca skutera nie jedzie tak żeby narciarzowi było dobrze, tylko gna ze specyficzną ruską fantazją. Generalnie gna i nie patrzy za siebie, więc powinien robić to Twój kumpel który siedzi z nim na skuterze. Jak nie będzie zerkał to nawet się nie zorientujecie jak odpadniesz. Ale jest tanio. Jeśli macie podobny pomysł co my – dzwońcie do Slavo (nie mówi totalnie po angielsku): +996 551369963 – spokojnie utargujecie do 60-70$ za dzień.
Słowniczek na off-piste w kirgistanie:
  • Woditiel sniegochoda – kierowca skutera
  • Spasiba, nam nie nada gornowo gida – Dzięki, nie potrzebujemy przewodnika
  • Ja wyjebałsa – przewróciłem się mocno
  • Eta pizdiec – bardzo tu zimno

Foto ze stoków:

A na jutro planujemy coś odpalonego. Nie chcę zapeszać – nie wiem czy wyjdzie…


6 Komentarzy

Wywiad red. Małgosi Lisak w Radiu Plus – część trzecia/ostatnia

2014-11-20 08.26.00-2Czy wiecie ile rodzajów tuńczyka jest do wyboru w japońskim sushi barze? 🙂 Jeśli nie – posłuchajcie: dziś trzecia odsłona wywiadu dla Radia Plus, tym razem o wyprawie na Hokkaido. Rozmawiamy o legendarnym, japońskim puchu, o sushi i ramen, o treeskiingu, o jeździe ratrakami i skuterami śnieżnymi, o Japończykach, o adrenalinie i endorfinach. Oczywiście cała rozmowa kręci się wkoło nart poza trasą. I tak jak poprzednio: dzięki Gosi jest klimat 🙂

 

 

Linki do poprzednich części:

 


6 Komentarzy

Krippenstein – dzis…

Krippenstein lubię i bywam. Ale takich warunków jak dziś – nie widziałem nigdy.

  • Opad ostatniej nocy: 35cm
  • Nieratrakowany stok
  • Widoczność słaba – 50-150m
  • Mocny wiatr na szczycie – w porywach do 70km/h
  • Bardzo, BARDZO mało ludzi – w gondoli byliśmy we dwóch z Rafałem

Nie była to Japonia, ale było naprawdę NAPRAWDĘ zajebiście. Spójrzcie na to:

 

DCIM101GOPRO

DCIM101GOPRO

DCIM100GOPRO

Photo 27-01-15 12 59 55