nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


4 Komentarze >

Plan na niedzielę: Portillo. Ponoć może coś popadać w nocy… Zobaczymy…
Będę jechał drogą w kierunku przełęczy Paso Internacional Los Libertadores, zwaną też Cristo Redentor – Chrystus Odkupiciel, do samej granicy z Argentyną.
Z dwudziestoma dziewięcioma serpentynami na niezwykle stromych wzniesieniach, jest to – jak twierdzi onet – jedna z najbardziej wymagających dróg na świecie.

IMG_9259.PNG

Trasa zaczyna się stromym podjazdem po chilijskiej stronie, około 50 km od miasta Los Andes, leżącego 70 km na północ od Santiago. Wkrótce potem rozpoczynają się serpentyny.
Pierwszych 20 „agrafek” pozwala pokonać ponad 4 km ze zmianą wysokości od 2275 m do 2550 m. Następnie droga wspina się łagodnie przez 2 km na wysokość 2650 m. Stąd, po przebyciu 5 km docieramy od chilijskiego posterunku granicznego na wysokości 2832 m – to najwyższy punkt przełęczy. Tutaj, w roku 1904 z okazji pokojowego rozwiązania sporu granicznego między dwoma krajami, odsłonięto 13-metrową statuę Chrystusa Odkupiciela. Dokładnie obok jest mój cel na jutro: Portillo.

Mam 4×4, a temperatury rano są na plusie, chociaż dziś powyżej 2500m było akurat trochę oblodzeń.
Trzymajcie kciuki, żeby moje małe Suzuki dało radę 😉

IMG_9260-2.PNG


Dodaj komentarz

Valle Nevado

Ostatecznie zdecydowałem się na Valle Nevado ze wzg na pogodę. Lampa full. Śniegu na tych kilkunastu trasach było pod dostatkiem. Ale jednak zjechać dalej od trasy chyba dziś nie dam rady. Dużo kamieni i skał – Chilijczycy też bardzo zdziwieni że ta zima była tak oszczędna ze śniegiem. Potraktujmy zatem to dziś jak rozgrzewkę. Adrenaliny za wiele dziś zatem nie było, może za wyjątkiem pokręconych serpentyn podczas dojazdu. Ponoć dojazd do Portillo jest jeszcze gorszy…
Za to przyjemność i endorfiny – pod dostatkiem. Trasy nieźle przygotowane, ludzi nie za wiele. Zero kolejek. Fajna przygoda. Pozytyw 🙂

IMG_9311.JPG

#uvex


Dodaj komentarz >

Santiago – wielkie, pięciomilionowe miasto u podnóża gór! Idziesz sobie jakąś ulicą a tu nagle – bach! Widok:

IMG_9251.JPG

Co moge polecic? Zgodnie z sugestiami – Pisco Sour. Wznoszę toast za siebie 😉 bo mam urodziny. Jedyne chyba w życiu trwające 30 godzin zamiast standardowych 24. Zaczęły się w Madrycie o północy naszego czasu a skończą o 6 rano (czyli o północy czasu Santiago). Salut! Życzcie mi wszystkiego najlepszego 😉

IMG_9253.JPG

Z czystym sumieniem mogę polecić też wołowinę (matko, jak ja kocham krowy!) – 250g pyszny stek – w przeliczeniu 20pln. (Czujecie?!) Ale co sie dziwic – Argentyna w linii prostej jest jakies 60km 🙂 Ameryka południowa to niesamowite miejsce dla miłośników krówek…

IMG_9252.JPG
Właśnie poznany Felipe – sympatyczny wytatuowany brazylijczyk, który przyjechał chyba do Chile na wyryw mówi, że on woli Valle Nevado, bo Portillo jest bardziej dla profesjonalistów i tam jest niebezpiecznie… Hmmm. Chyba wiem, gdzie jutro się wybiorę! 😉 więcej – jutro…


5 Komentarzy >

Na szybko: lądowanie w Santiago w kompletnej mgle na instrumenty – pierwszy raz mialem cos takiego: ziemię zobaczylem w chwili kiedy samolot dotknal jej kolami. Temperatura w Santiago: 2 stopnie, ale w ciagu dnia dużo cieplej.

Dzis już raczej nie pojeżdżę ale dam długą w miasto żeby jetlag dopadł jak najpóźniej.

A tak wyglada wschod slonca nad Andami:

IMG_9231.JPG

Bajka, nie?!

Aktualizacja:
Hostel + solo travel ma swoje zalety. Dwóch niezależnie spotkanych kolegów: Jessie z Kanady i Matt z Australii. Obaj na takim offie, że jako pracownik korporacji trochę niezręcznie się czuję (szczególnie, że noszę czyste ubrania). Jeden na jutro poleca Valle Nevado, drugi Portillo. Niestety może być słabo z jazdą poza trasą, jeśli nie chce się wpaść w kamole jak Schumacher…


Dodaj komentarz

Tam gdzie Andy wpadają do Pacyfiku…

Sucho o faktach, mój Lonely pisze tak:

  • Niesamowicie długie (4300km od północy do południa) i jednocześnie niesamowicie wąskie (średnio 170 kilometrów od wschodu do zachodu).
  • Niemalże wciśnięte między gigantyczne szczyty Andów i głębię Oceanu Spokojnego
  • Znajduje się w nim najsuchsze miejsce świata: pustynia Atacama, ale można w nim znaleźć również prawdziwie antarktyczny krajobraz: potężne patagońskie lodowce i spacerujące po nich pingwiny i cała antarktyczna fauna

A bardziej poetycko, tak:

„w Chile możesz mieć swoje plany, ale ważne, abyś pozostał otwarty na nowe doświadczenia i zmiany tych planów (…) nie wahaj się pojechać trochę dalej tam gdzie źle skręciłeś (…) bo przygoda w Chile trwa właśnie wtedy kiedy jedziesz aby doświadczyć przygody”

7 dni to zbyt mało aby poznać cały kraj… myśle zresztą, że w przypadku Chile nawet miesiąc byłby zdecydowanie za krótki

A jak będzie? Hmmm… zobaczymy… Wiem już, że jest problem ze śniegiem, a zima w Chile jest wyjątkowo ciepła… Na trasach pojeżdżę na pewno, ale poza – może być problem. Na pewno jak zwykle podczas moich wypraw – wszystko będzie się kręcić wkoło nart, ale nie zapomnę o jedzeniu, lokalnych atrakcjach, kulturze, anegdotach i spotkanych ludziach…

Nie wszystkie posty będę wrzucał na fejsa, żeby nie spamować Waszych walli. Po prostu zaglądajcie tu czasem. I warto wspomnieć przy tym o jednej istotnej rzeczy: pamiętajcie jak działa teraz fejs – pokaże Wam to co już lubicie: a więc jeśli nie lajkujecie moich postów – nie będą się Wam pokazywać kolejne. Jeśli macie dość tego bloga – nie wciskajcie mi czasem lajka z litości, ale jeśli chcecie go czytać  i dostawać aktualizacje na swojego walla – koniecznie klikajcie te lajki…

 


4 Komentarze

Gdzie do cholery jest Urbanelis?

To już jutro – 14 sierpnia! O 6 rano pociąg do Berlina, potem samolot do Madrytu i po kilkudziesięciu godzinach w podróży – Santiago de Chile!

Dzięki uprzejmości firmy SPOT LCC, udostępniam stronę, gdzie możecie na bieżąco śledzić moje położenie wysyłane przez nadajnik satelitarny, który będę nosił przy sobie. Widać będzie zawsze ostatnich kilka dni mojej lokalizacji.

Link będzie dostępny cały czas podczas podróży, tu na blogu w panelu po prawej stronie. Zapraszam!
Gdzie do cholery jest Urbanelis?