nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


1 komentarz

Test plecaków JetForce: Black Diamond i Pieps

Powoli przetwarzam video z naszego ostatniego wypadu za koło podbiegunowe. Tym razem video z testu plecaków Jetforce: Black Diamond Halo 28 i Pieps Tour Pro 34. Zobaczcie.

Z racji ograniczonego czasu trwania video, należałoby dodać jeszcze parę punktów dla porządku:

  • Oba plecaki mają dedykowane pasy do noszenia nart sposobem „na ukos”; przypięte w ten sposób narty pozwalają na uruchomienie poduszki. Niestety plecaki nie mają możliwości noszenia nart sposobem A-frame – rzecz jasna właśnie ze względu na poduszkę
  • Black Diamond Halo ma możliwość noszenia kasku na dwa sposoby: jako „garb” oraz pod plecakiem – oczywiście kask nie przeszkadza w uruchomieniu mechanizmu wyzwolenia poduszki
  • Oba plecaki mają jeszcze małe kieszonki do noszenia drobiazgów: obok kieszeni głównej, oraz jeszcze mniejsza w pasie biodrowym


Dodaj komentarz

Genialne przeceny na narty freeride w Laponii

Wiem, że wciąż wiszę notkę o Laponii (przepraszam – praca mnie przygniotła). W międzyczasie, na szybko sugestia dla wszystkich ludzi którzy wybierają się do Laponii na “spring skiing”: promocje na narty freeride.

ceny są w Koronach Szwedzkich (SEK), a ich obecne osłabienie zachęca do zakupów jeszcze bardziej…

Intersport w Kirunie jest bardzo dobrze zaopatrzony w narty freeride, i na koniec sezonu (przełom kwietnia i maja) ma BARDZO dobre promocje, jakich nie spotkacie nigdzie w Polsce. Jeśli pasują Wam narty sprzed kilku sezonów w cenach grubo poniżej 1000 PLN – warto zastanowić się i zaplanować z góry odnowienie sprzętu. Zaznaczam, że nie jest to sytuacja jednorazowa: identycznie było rok temu – z tą różnicą, że teraz zrobiłem fotki i to udokumentowałem. Bilet do Kiruny kosztuje w promocjach poniżej 1000PLN z Warszawy i Gdańska w obie strony, można więc tu za rok przylecieć, pojeździć, przelecieć się na jednym z najtańszych heli w Europie, a także odnowić sprzęt.

Wrzucam tu parę przykładów:

  • Volkl Shiro 193cm, 119mm pod butem, pełen rocker – ok. 820 PLN
  • Dynastar Cham 184cm, 115mm pod butem – ok. 780 PLN
  • Nordica Girish 193cm, 110mm pod butem – ok. 980 PLN

Tak – to są faktycznie narty sprzed paru sezonów (i to raczej sprzed 4-5 niż sprzed 2-3), ale również na te nowsze są ISTOTNE przeceny (chociaż nie aż tak dobre jak te powyżej – raczej 30-50%). Są też oczywiście narty trochę krótsze, są dla kobiet, są bardziej na tury. Ja z racji wzrostu i innych preferencji zwróciłem uwagę właśnie na te.


Dodaj komentarz

Test plecaka Pieps Jetforce

Zalety Pieps JetForce:

  • Możliwość kilkukrotnego użycia w ciągu dnia
  • Po użyciu – brak konieczności napełniania/uzbrajania plecaka w specjalistycznych punktach, kupowania nabojów, itd – natychmiast po złożeniu plecak jest gotowy do ponownego użycia
  • Po paru minutach od uruchomienia balonu wentylator zmienia kierunek i automatycznie chowa balon. W scenariuszu zasypania daje to dodatkową komorę powietrzną do oddychania.
  • Przemyślane mocowanie nart do plecaka (jednak brak możliwości A-frame, ze wzg. na poduszkę)
  • Dwie niezależne kieszenie, dobre rozplanowanie, łatwy dostęp

Wady Pieps JetForce:

  • Dodatkowa waga baterii
  • Jak każdy plecak z poduszką – po uruchomieniu JetForce stawia istotny opór aerodynamiczny i utrudnia znacznie wyjechanie z pędzącej lawiny
  • Bateria i wentylator zajmują dużo miejsca – w efekcie z plecaka ponad 30 litrowego – pozostaje 24 litry do załadowania
  • Cena
  • Niezbyt wygodne/twarde pasy na ramiona

Serdecznie podziękowania dla Kuby za udostępnienie plecaka, dla Rafała za nagrywanie (test nagrany jeszcze w Iranie). Test poskutkował tym, że sam kupiłem JetForce – bardzo podobny ale od BlackDiamonda – model Halo 28. Postaram się zrobić dokładniejszy test tego plecaka w ciągu najbliższych tygodni.


Dodaj komentarz

Płachta biwakowa

Dziś chciałem napisać o kolejnym elemencie wyposażenia podczas zimowego biwaku i operacji #KapitanPlaneta. Płachta biwakowa to po prostu wodo- i wiatro- szczelny kokon na śpiwór. Jeśli nie planujesz rozbijać namiotu (co jest zakazane w TPN), to jest to niezbędny element wyposażenia na zimowy biwak wysokogórski.

Przeczytałem sporo for i rozmawiałem z ludźmi, którzy biwakowali zimą: kluczowa w płachcie biwakowej jest oddychająca membrana która wypuści parę wodną i wilgoć na zewnątrz. Płachta z wodoszczelnego nylonu spowoduje, że dość szybko twój śpiwór będzie mokry od Twojego potu, a wiadomo, że mokry puch traci znacznie właściwości izolujące. Płachty z nylonu zaczynają się od ceny ok. 100pln, a najtańsza płachta z membraną, jaką znalazłem to Salewa, model Bivibag I z membraną Powertex (czasem nazywaną PTX) – cena ok. 240pln w sklepie 8a. Waga: ok. 200 gram – więc zupełnie znośnie na skitury.

Tandem śpiwór Yeti + płachta Salewa zdały egzamin na piątkę. W śpiwór wszedłem w samej bieliźnie termicznej i przez całą noc było mi naprawdę ciepło. Śpiwór przemókł dopiero podczas operacji wychodzenia z niego i pakowania – kiedy wszystkie ściany naszej jamy były mokre (temp powyżej zera w środku). Membrana płachty działała całkiem nieźle. Do środka płachty, między śpiwór a płachtę włożyłem przed pójściem spać skiturowe wkładki do butów narciarskich, które były wilgotne. Do rana wyschły zupełnie, a dzięki temu, że były w pobliżu śpiwora – nie były bardzo przemarznięte – polecam ten patent.

Tak wygląda płachta rozłożona w domu ze śpiworem w środku:

20160224_101342000_iOS

Tak wygląda płachta w jamie śnieżnej ze śpiworem i człowiekiem w środku:

Śpiwory i płachty biwakowe zdały egzamin na piątkę. Na fotce Marcin jeszcze przed zaśnięciem. Do snu sznurowaliśmy kaptury tak, że wystawały nam tylko nosy. Było naprawdę cieplutko, mimo, że byliśmy w śpiworach w samej bieliźnie.

Z czystym sumieniem mogę ją polecić wszystkim początkującym adeptom biwaków zimowych. Nie jest to artykuł sponsorowany – płachtę kupiłem z własnych środków i nie dostałem żadnych korzyści od Salewy za napisanie tego artykułu.


6 Komentarzy

Biwak zimą w wysokich górach: jedzenie

Jeśli chodzi o tematykę zimowego biwaku, pisałem już o śpiworze puchowym do temperatury -25 stopni i ultralekkiej karimacie. Przygotowując się do biwaku warto zapoznać się z tematyką jedzenia i picia. Poniżej produkty które zabrałem ze sobą na dwudniowe wyjście w góry, oraz krótkie ich omówienie:

20160225_184221048_iOS

  • jedzenie liofilizowane czyli „liofil”: odwodnione i zapakowane próżniowo produkty. Aby przyrządzić wystarczy wlać wprost do torebki określoną ilość wrzątku, wymieszać i zamknąć na 5-10 minut. Pasta bolognese i kurczak curry z torebki – pewnie jedzone w domu nie byłyby najsmaczniejsze. Ale po parugodzinnym wejściu na fokach, potem w rakach, a potem po dwóch godzinach pracy łopatą i budowaniu jamki – smakowały naprawdę ekstra
  • tabletki z elektrolitami/mikroelementami: powodem dla którego nie należy jeść stopionego śniegu bez dodatków jest bardzo niska zawartość mikroelementów (sód, potas, magnez, itd.). Gdybyśmy jedli stopiony śnieg, to po spożyciu wręcz „wysysałby” z naszego organizmu takie mikroelementy i bardzo szybko nabawilibyśmy się ich poważnego braku (najlżejsze objawy to skurcze). Dlatego w stopionym śniegu należy rozpuszczać tabletki. Może to być np. plusz, isostar, lub elektrolity z apteki. Wziąłem 10 tabletek, wystarczyło 5.
  • energia/cukier: na wypadek mocnego zmęczenia i konieczności dalszego wysiłku – „dopalacz”, czyli cukierki ze skondensowanym cukrem z kofeiną. W zasadzie na sytuacje awaryjne, ale podczas koszmarnie trudnego zjazdu rano – zużyliśmy z Marcinem po dwa. Pewnie dalibyśmy radę bez nich, ale nie ważą wiele i polecam zabrać to dla bezpieczeństwa
  • kabanosy: na rano, kiedy nie ma czasu, by gotować wrzątek na „liofila”, a trzeba zjeść coś na szybko, dobrym pomysłem wydają się być kabanosy (długi termin przydatności, dobra zawartość tłuszczu i białka)
  • płyny: wiadomo, że w podejściach skiturowych liczy się waga, zatem bez sensu przegiąć z ilością płynów. Miałem ze sobą butelkę izotonika, Marcin mając trochę większy plecak, wziął dodatkowo nieduży termos, który bardzo przydał się szczególnie rano, kiedy wiatr i temperatura na zewnątrz skutecznie zniechęciły nas do gotowania.
  • do tego wszystkiego konieczny był oczywiście jetboil: przenośna, lekka butla z gazem i palnikiem – służąca do topienia i gotowania śniegu – podstawy przygotowania liofila czy ciepłego izotonika.

 


2 Komentarze

Plecak Black Diamond Dawn Patrol 32 + Avalung

Mój stary, wysłużony plecak Rossignola ma już 10 lat. Przyszedl czas, by go wymienić. Pisałem już wcześniej, czemu nie zdecyduję się na plecak z poduszkami powietrznymi ABS. W tej sytuacji dość jasny stał się wybór plecaka Avalung. Dla przypomnienia: w przypadku zasypania lawiną, technologia Avalung polega na pobieraniu tlenu z pokrywy śnieżnej wkoło zasypanej osoby i odprowadzania dwutlenku węgla z dala od głowy zasypanego. Zwiększa to istotnie szanse zasypanego na przeżycie pod lawiną nawet do kilku godzin.

zawartość plecaka

zawartość mojego starego plecaka

Drugi wymóg to pojemność plecaka. Wożę zawsze sporo sprzętu. Począwszy od łopaty, sondy, apteczki, folii NRC, poprzez ubranie takie jak kurtka-izolator, czapka, buff, a skończywszy na gadżetach jak np. na latarce czołowej, monopodzie do gopro, dodatkowym banku energii do gopro i telefonu czy nadajniku satelitarnym. Czasem dochodzi do tego czekan, raki albo większy aparat fotograficzny. Mój plecak musi być więc pojemny: trzydzieści litrów to absolutne minimum. Jeśli odchudzę taki trzydziestolitrowy plecak o zbędne rzeczy, powinien wystarczyć również do spakowania się na jedną noc – wystarczy tylko przytroczyć śpiwór, karimatę i spakować małą, półkilogramową płachtę biwakową.

image

skitury: Norwegia 2013

Kolejna cecha mojego plecaka jaka jest dla mnie bardzo istotna (obok Avalunga i dużej pojemności) – to możliwość przyczepienia do plecaka szerokich freeride’owych nart. Chcę nosić je w tzw. A-frame (rama w kształcie litery „A”), czyli równoległe ze spięciem rzepem na górze – tak jak na zdjęciu obok. Takie mocowanie jest pewne, stanowi stabilną ramę i jest przeze mnie ulubione na wszelkiego rodzaju skiturach. Ważne są wytrzymałe paski mocujące i zapięcia.

A więc podsumowując, szukałem plecaka z następującymi parametrami:

  • avalung
  • pojemność powyżej 30L
  • możliwość równoległego noszenia nart

Wszystkie te cechy spełnił plecak Black Diamond, model Dawn Patrol 32. Cena to około 850PLN. Zamówiłem go w Alpinsklep na warszawskim Mokotowie – i tu zaczęły się schody. Miał być po tygodniu – nie doszedł nawet w ciągu miesiąca. Wszystkiemu był ponoć winny polski dystrybutor Black Diamonda i tajemniczy „system” który coś źle wyświetlał. Otrzymałem solenne zapewnienia, że nikt w Polsce nie jest w stanie ściągnąć tego plecaka a oni zrobili wszystko, by specjalnie dla mnie był. Wszedłem na brytyjskiego amazona i kliknąłem „kup”. Po dziesięciu dniach plecak został dostarczony do domu.

po lewej lekko wypakowany plecak, po prawej na moich plecach, wypakowany, z przyczepionymi nartami, kaskiem i czekanem

Black Diamond Dawn 32: po lewej lekko wypakowany plecak, po prawej na moich plecach, wypakowany, z przyczepionymi nartami, kaskiem i czekanem

Po przetestowaniu mam parę uwag. Obok spełnienia wszystkich powyżej opisanych przeze mnie cech, to co podoba mi się w Dawn Partol 32, to:

  • bardzo stabilna rama, szerokie wygodne szelki
  • dwie osobne główne komory: jedna ładowana normalnie od góry – druga od pleców z szerokim dostępem do całej zawartości
  • dużo małych kieszeni: w pasie biodrowym, wewnątrz dużych kieszeni
  • wytrzymały materiał
  • fajny patent do noszenia kasku
  • miejsce na czekan

Minusy:

  • brak bocznych kieszeni
  • brak klasycznej klapy z góry pod którą można dołożyć kurtkę lub wystające przedmioty
  • nie kupujcie w Alpinsport na warszawskim Mokotowie, ani przez polskiego dystrybutora Black Diamonda – najlepiej wybrać od razu Amazon

 


13 Komentarzy

Dobry polski puchowy śpiwór: Yeti

pol_pl_Spiwor-puchowy-Yeti-Nora-Dry--82028_2Naturalny kaczy lub gęsi puch to absolutnie doskonały izolator: jest bardzo lekki, bardzo ciepły i pakuje się do doskonale małych rozmiarów. Nie wynaleziono jeszcze sztucznego odpowiednika o tak doskonałych parametrach jak puch. Puch ma tylko jedną, ale poważną wadę: nasiąka wodą i koszmarnie trudno się suszy. No ale jak mawiają niektórzy: „albo śliwki, albo gruszki”.

Z powodów wad puchu, nie używam go w swoich ubraniach: zamiast niego stosuję syntetyki takie jak patentowane Thinsulate czy Primaloft. Nie są tak dobre w izolacji i tak lekkie jak puch, ale schną błyskawicznie a po zmoczeniu lub zawilgoceniu tylko nieznacznie tracą właściwości izolacyjne.

Czasem bywają jednak sytuacje, kiedy puch jest nieodzowny. Jedną z nich jest zapowiadana już przeze mnie akcja #KapitanPlaneta – kiedy to planujemy spędzić w Tatrach noc,  wysoko powyżej linii schronisk i lasów, przy mocno ujemnych temperaturach, by o wschodzie słońca zjechać na nartach do Morskiego Oka. Żeby przenocnować w temperaturze -20 stopni, nie ryzykując hipotermii lub zamarźnięcia, będę potrzebował naprawdę dobrego izolatora – i tutaj puch będzie idealny.

Pamiętacie jak pisałem kiedyś na blogu o tym, że jeżeli to możliwe wybieram firmy, które produkują w Europie, nie wyzyskują dzieci i respektują prawa pracownicze? Że lepiej się czuję, kiedy wiem, że przy produkcji moich nart żaden siedmioletni chińczyk nie stracił palców? Jeśli jak ja – szukacie dobrych puchowych produktów i zależy Wam na wspieraniu europejskiej gospodarki – mam dla Was dobrą wiadomość: jest polska firma, produkująca naprawdę dobre produkty puchowe – mieści się na warszawskiej Pradze i nazywa się Yeti.

Na stronie Yeti mamy pełny asortyment śpiworów: http://www.yeti.com.pl/pl/spiwory-kurtki-kamizelki-puchowe/category/27/%C5%9Apiwory

Jeśli jak ja – stawiacie swoje pierwsze kroki w biwakach zimowych – specjalista w sklepie Yeti z przyjemnością Wam doradzi. Ja akurat miałem kumpla, któremu ufam i który doradził mi. Jego zdaniem dobry puchowy śpiwór w Tatry zimą powinien mieć przynajmniej 900-950 gramów puchu. Daje to możliwość komfortowego przespania nocy w temperaturze -16, oraz temperaturę graniczną -24, poniżej której ryzykujemy hipotermię.

Dokładnie takie parametry spełnia zimowy model Nora Dry, który właśnie kupiłem. Do niego będę musiał sprawić jeszcze jakąś płachtę biwakową, i wyposażenie do spania w górach zimą na jedną noc powinno wystarczyć. (o wyborze płachty będzie kolejna notka – póki co – intensywnie przeglądam net i fora)

Nora w wersji „DRY” ma membranę, która chroni przed wilgocią, i jest wyposażona w bardzo dobry ocieplany kaptur, którym można się otulić. Producent dodaje dwa worki do pakowania śpiwora: jeden bardzo obszerny – do przechowywania śpiwora w domu, w warunkach w jakich puch nie zbije się i nie straci właściwości izolujących. Drugi – znacznie mniejszy do pakowania śpiwora na wyprawy. Śpiwór ma dwustronny zamek który można zasuwać i rozsuwać zarówno od wewnątrz jak i od zewnątrz, z dobrze izolowanymi taśmami. Sprzedawany jest w dwóch wersjach wzrostu: normalnej i wysokiej. Do wyboru są trzy kolory – ja wybrałem pomarańczowego, z daleka widocznego „oczojeba”.

Nie opiszę Wam dziś jeszcze jak śpiwór spisuje się zimą w terenie – w tym celu musicie śledzić bloga w lutym.

Katalogowa cena śpiwora to 1355PLN, ale jeśli jesteście zrzeszeni w jakimś klubie wysokogórskim, który robi hurtowe zakupy – może ona spaść nawet do około 1000PLN.