nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


4 Komentarze

Poza nartami

Istnieją recenzje książek zamówione przez wydawcę, istnieją też recenzje pisane po znajomości, albo na bieda-blogach „za książkę” i istnieją wreszcie recenzje niezależne. Tych ostatnich jest bardzo niewiele, i właśnie do tej ostatniej kategorii zaliczam recenzje Beaty Słamy słynącej z ciętego, ironicznego pióra, której teksty powodują często zamęt w środowisku górskim. Słama została nawet niedawno zlinczowana przez koterię paru niepodpisanych z nazwiska bieda-wydawców za krytyczne wypowiedzi o ich książkach, czy gazetach.

Powiem szczerze, że właśnie jej recenzji obawiałem się najbardziej – a to, że może wyjmie jakieś niefortunne sformułowanie z kontekstu, że obśmieje styl albo treść, i że podsumuje, bym jednak lepiej pozostał przy jeździe na nartach a nie pisaniu. No i w ostatnich „Tatrach” ukazał się jej obszerny tekst z recenzjami kilku książek górskich. Dostało się znowu kilku wydawcom, autorom i redaktorom – z czego wnioskuję, że Słama próbą linczu niebardzo się przejęła.

Z tym większą satysfakcją wrzucam tu stronę z recenzją „Poza trasą” – bo lepszej nie mógłbym sobie wymarzyć! Przeczytajcie tylko! Jeśli natomiast chodzi o same „Tatry” – tematem przewodnim numeru są dzieciaki w górach – jest m.in. o tym jak je chronić ale też jak bezpiecznie otwierać im przestrzeń. Znajdziemy tam jak zwykle sporo aktualności o TOPR i TPN, a do tego wywiady ze wspinaczami i obszerne omówienie tatrzańskiej fauny. Tatry do kupienia online: http://tatry.tpn.pl

A co z moją książką? Nie chcę zapeszać, ale muszę się pochwalić, że prowadzę rozmowy z jednym z wydawców zza oceanu dotyczące wydania „Poza trasą” po angielsku!!! Czy wydanie „Off Track” jest w ogóle możliwe? Ciężko w to uwierzyć, tym bardziej, że znalazłbym się w naprawdę wąskim gronie przekładanych polskich autorów, i byłbym bodaj jedynym (?) piszącym na górskie tematy. Cóż, w ciągu paru miesięcy pewnie będzie wiadomo…

Poza tym, idzie sezon, więc nawet jeśli nie interesuje Was mój książkowy reportaż, w „Poza trasą” znajdziecie sporo „mięsa” – a więc informacji logistycznych i narciarskich mogących się przydać w podróży w te wszystkie opisywane dzikie miejsca. Polecam!

Książka do kupienia online tutaj: https://goo.gl/8Cb4hv – zostały też pojedyncze sztuki w empikach w większych miastach – dostępność do sprawdzenia tu: https://goo.gl/cGkZUh


Dodaj komentarz >

Jak pisze Lonely Planet: „60 milionów lat temu doszło do dramatycznego zderzenia dwóch płyt tektonicznych: płyty euroazjatyckiej i afrykańskiej”. W wyniku tej kolizji, na terenie obecnego Maroka wypiętrzyły się góry: Atlas Wysoki, dzięki czemu można dziś pojeździć na nartach w Afryce. Śnieg pada tam od grudnia do marca. No i mam już bilety: Marakesz, połowa lutego. Lecę solo i też uwielbiam takie wyjazdy.

PS. A jak warun będzie słaby, to najwyżej pogadam z lokalsami, zjem trochę kuskusu, skręcę gibona no i kupię jakiś dywan.*

*) maroko słynie z kuskusu, uprawy marihuany i produkcji dywanów.

 


7 Komentarzy

Ubrania narciarskie w Warszawie

screenshot ze strony fashionhouse

Natknąłem się dość niespodziewanie na zagłębie ubrań narciarskich, sportowych, trekkingowych i wspinaczkowych w całkiem przyzwoitych cenach. Zawsze myślałem że Fashion House w Piasecznie służy dziewczynom do kupienia torebki Korsa w przecenie, więc jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem tam tuż obok siebie outlety: Salewy, Salomona, Mammuta, Hi Mountain, 4F i Mountain Warehouse. Zaczyna się sezon więc ceny mnie jakoś strasznie nie powaliły (chociaż było parę przecen), ale zamierzam zajrzeć tam w marcu.

Godziny otwarcia: pon-sob 10-21, niedziela 10-20.

A jak jest w innych miastach? Jeśli są outlety poza centrum i poza galeriami handlowymi, z podobną liczbą sklepów górskich i szansą na niezłe ceny – napiszcie w komentarzach.

PS. To nie jest post sponsorowany.


4 Komentarze >

Jedyna otwarta w październiku ślizgawka w Warszawie: Torwar.

Zima idzie do nas wielkimi krokami. W skrócie:

1. w Tatrach posypało i pojawili się pierwsi freeriderzy. (choć u mnie wciąż bardziej łyżwiarsko niż narciarsko – foto po prawej)

2.  z wydarzeń, w Warszawie w najbliższy weekend mamy Snow Expo – niestety nie będzie mnie, ale jeśli ktoś nie ma co robić – pewnie warto wpaść.

3. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że czytelnikom i redaktorom spodobał się mój ostatni reportaż w Logo, bo w kolejnym, grudniowym numerze, będę miał kolejny! Tym razem dostałem aż 6 stron i powiem Wam, że jestem trochę dumny! Poniżej foto bieżącego, listopadowego numeru – zachęcam do odwiedzenia najbliższego kiosku, bo ten numer jest bardzo narciarski.

Logo, Listopad 2017


3 Komentarze

Rękawiczki narciarskie do smartfona

Są na rynku już jakiś czas – wreszcie przetestowałem i ja. Ze znanych mi marek przeszukanych na Zalando, tylko North Face jasno pisze, że model ETIP działa ze smartfonem.

Ciepłe, z dodatkowym windstopperem, pełna rozmiarówka: S-M-L-XL (używam XL).

A tu krótki film z obsługi kalkulatora – całkiem precyzyjne jak widzicie:

Cena na Zalando 149 PLN: https://www.zalando.pl/the-north-face-etip-glove-rekawiczki-pieciopalcowe-black-th344e04a-q11.html

WRESZCIE nie będę musiał zdejmować rękawiczek, żeby obsłużyć telefon. Dobry pomysł na prezent dla narciarza?


13 Komentarzy

Górskie Koterie…

Śledzę ostatnio coraz więcej górskich portali branżowych. Z rozbawieniem czytam co spłodziły ostatnio połączone siły koterii paru wydawców, redakcji i jurorów festiwalowych.
Możecie przeczytać cały tekst tu:
https://www.goryonline.com/gorski-dom–bez–kultury—apel-wydawcow–redakcji-i-organizatorow-festiwali-gorskich,2008561,i.html

Cóż takiego robi szkalowana w każdym akapicie, Pani Red. Beata Słama?
Otóż śmie wytykać redakcjom błędy w ich książkach, pisać recenzje, które nie zawsze są pochlebne i czepia się organizacji festiwali górskich! To jest powodem dla którego czterech wydawców, trzy redakcje i dwa górskie festiwale podpisały się pod apelem o rezygnację z usług redaktorki!

TO SKANDAL! Redaktorka śmie nie spijać sobie wzajemnie z dziubków z innymi redaktorami, wydawcami i gazetkami, jak to się w środowisku od lat utarło. Mało tego! Słama przebija nadęty, patetyczny BALON relacji wśród towarzystwa wzajemnej adoracji redaktorów-jurorów-wydawców działających w systemie naczyń połączonych (nader malutkim na polskim rynku), w którym ręka rękę myje. „ja tu ci posędziuję, ty mi wyślij książkę, to ci zrecenzuję w czasopiśmie, tu nagniemy troszkę regulamin żeby twoja książka weszła, ale ja cię zaproszę na festiwal, ty mi zredagujesz, dam ci zarobić i wszyscy będziemy się lubić”.
Jej recenzje nie są koloru słodko-pierdząco-różowego. Są śmieszne, ostre, ironiczne i czepliwe – to fakt. Może nawet czasem za bardzo. Taki już charakter GDK i cała MASA ludzi go czyta (choć znacznie mniej lajkuje). Redaktorka nie zadaje sobie pytań „komu nastąpię na odcisk? a jak zjadę teraz tego wydawcę, to czy powierzy mi redakcję następnej książki? jak dowalę temu organizatorowi, to czy moja książka przejdzie w kolejnym konkursie? czy nagną do mnie zasady?”. I chwała jej za to. Nie zawsze obiektywna, ale zawsze autentyczna (Ktoś wskaże jeszcze *JEDNEGO* górskiego recenzenta, który byłby autentyczny?).

Sitwę górską widać w Polsce doskonale na przykładzie koszmarnego skandalu Majera w Lądku przed paru tygodniami. Próżno szukać wśród autorów, jurorów, wydawców czy organizatorów oburzenia na jego haniebne słowa… No ale jak się tu oburzać, jak odcinać, skoro przed chwilą się z nim ściskało i piło alkohol? O skandalu napisała nawet GW i natemat, a znane mi portale górskie: ciiiiisza. (Pytacie – co na to GDK? Zabrało głos i wyraziło opinię)

Potrzeba tu odpowiedzieć na pytanie: Czy recenzje na GDK są potrzebne w środowisku? Ciekawy jest felieton Ćwieka na ten temat dostępny na smaku książki: http://smakksiazki.pl/blogobojni-felieton-jakuba-cwieka… Zacytuję fragmenty:

W praktyce wygląda to często tak, że zdecydowanie lepiej jest zgarnąć dziesięć recenzji pochlebnych czy choćby neutralnych, nawet napisanych marnie, niż jedną, na którą wydawca w zasadzie nie ma wpływu. Stąd teksty pojawiające się zaraz po premierze to szał pochwał, a recenzje krytyczne pojawiają się wtedy, gdy do głosu dochodzą blogerzy, którym do książki nie było spieszno, nie dostali jej, a trafili w księgarni lub bibliotece.

[…]

Uważam, że potrzebujemy (…) profesjonalizacji blogosfery zaczynającej się choćby od nieco bardziej krytycznego podejścia do blogów i recenzji. Nieustanne zasłanianie się sformułowaniem „to moja opinia i mam do niej prawo” kończy dialog. (…) choć blogosfera to potencjalnie świetna ścieżka pod marketingowe przechadzki, to jednak przydałoby się nie srać tam, gdzie się jada. Nawet w imię chwilowej korzyści.

Tak – wiem coś o tym – mój wydawca się postarał i sam miałem rzeczony szał pochwał za „Poza trasą”. Problem o którym pisze Ćwiek dotyczy w szczególności polskiego górskiego środowiska – na ile zdołałem je poznać. Nie przeczytałem dotychczas ŻADNEJ krytycznej recenzji mojej książki. Czy to znaczy, że książka jest tak doskonała? Nie oszukujmy się, to moja pierwsza (być może jedyna) książka. Nie jest arcydziełem, napisałem ją dla siebie. Dała mi po prostu masę radości i satysfakcji. I ośmielam się wesprzeć tutaj Panią Redaktor, bo sam jestem w o tyle komfortowej sytuacji, że NIC NIE MUSZĘ. Żyję z czegoś innego niż pisanie. Zostanę wyklęty przez koterię? Trudno… A odpowiadając na zadane przez siebie wcześniej pytanie: recenzje GDK są dla towarzystwa górskiego, niczym powiew chłodnego, świeżego powietrza w dusznym, zatęchłym, śmierdzącym pokoju.

 

PS. Zaznaczę tylko na koniec, że nie znam osobiście Pani Redaktor, nigdy nie rozmawiałem z nią choćby nawet telefonicznie. Parę razy odgryzałem się na GDK do zbyt czepliwych moim zdaniem recenzji innych książek. Zawsze jednak z dystansem do siebie i bez obrażania Jej Samej. A jeśli kiedykolwiek GDK mnie zjedzie – spokojnie: przeczytam na pewno. Korona mi z głowy nie spadnie, i może zabiorę głos, a może nie. Ale na pewno nie tak żałośnie, jak autorzy apelu, którym cojones brakło nawet by podpisać się nazwiskiem. A zabieram głos w dyskusji, bo zawsze mierzić będą mnie koterie i układy.