nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie

Heliskiing w Zermatt: zjazd z Monte Rosa / Dufourspitze

2 Komentarze

Zjazd z Monte Rosy w 2006 roku, to moje pierwsze heli w życiu: lecimy z przewodnikiem i moim mentorem – wspominałem już o nim tutaj przy okazji notki o szkoleniach lawinowych. Jak widać poniżej wszyscy jesteśmy ubrani w bluzy Subaru. Nasz przewodnik załatwił nam na ten wyjazd sponsora – dzięki temu heli jest sporo tańsze. Dziś jesteśmy zatem „Subaru Freeride Team”.

Helikopter przed dolotem do celu rzęzi już mocno i widać, że wiele wyżej ten model już polecieć nie da rady. Wysokość niemal Mont Blanc: coś koło 4500 metrów nad poziomem morza – i jednocześnie najwyższe miejsce w którym kiedykolwiek byłem.

96e499086a

Po przyziemieniu, nieopodal szczytu Duforspitze dostaję lekkiego zamroczenia: jest jakbym oglądał film albo zapalił jointa: wszystko jest tak daleko, lekko kręci mi się w głowie, nie ma nawet adrenaliny, której się spodziewałem. Zamroczenie spowodowane jest nagłym spadkiem ciśnienia i ilości tlenu w powietrzu i jest dość niebezpieczne: mózg nie pracuje jak powinien, i w takich sytuacjach często ludzie popełniają szkolne błędy, zapominają o podstawowych rzeczach, ściągają na siebie lawiny albo wchodzą głową w uruchomiony tylny rotor stojącego helikoptera. Trzeba się skupić.

Nasza trasa dziś jest bardzo zróżnicowana: na początek klasyczny big mountain. Dzikie, bardzo wysokie góry. Przyjemne i nie zbyt-wariackie stromizny. Ten kawałek to po prostu rozkosz jazdą, na dużej prędkości. Po zjeździe kilkaset metrów w dół, wszystkie dziwne objawy i pierwsze symptomy choroby wysokościowej znikają jak ręką odjął. Jest dużo-dużo endorfiny i przyjemności. Śnieg – jak to na wiosnę – raczej twardy, zmrożony, na wierzchu dość cienka warstwa świeżego opadu. Warunki przyjemne.

Potem mocny akcent i adrenalina: koszmarnie stroma rynna z lawiniskiem. Po dojechaniu na krawędź i spojrzeniu w dół w kolanach i brzuchu dostaję mrówek. Nasz guide jest skoncentrowany i poważny. Milkną żarty, kombinujemy którędy i jak to przejechać – odwrotu już nie ma. Lawina już tam zeszła więc teoretycznie prawdopodobieństwo, że zejdzie druga jest odrobinę niższe, ale z drugiej strony wszystkie szkolenia i podręczniki mówią, że dużo wypadków zdarza się właśnie w takich miejscach: tam gdzie teoretycznie wydaje się, że jest trochę bezpieczniej. Guide wydaje nam krótkie komendy, wyznacza bezpieczny odstęp, punkt spotkania i strefy „no-stop” oraz „pod-żadnym-pozorem-no-stop”. Nachylenie to jakieś 60-65 stopni i wywrotka na czymś takim oznacza w zasadzie koziołki kilkaset metrów na sam dół. Dopinamy kaski, wyjmujemy ręce z pasków w kijkach, odpinamy pasy biodrowe plecaków (wtedy nikt nie miał jeszcze ABS’ów), jeszcze raz upewniamy się, że mrugają diody nadajników lawinowych. I jazda.

9664c6b128

Udaje mi się przejechać przez żleb, i po dojechaniu do punktu spotkania przepełnia mnie mieszanka dumy, spełnienia, satysfakcji. Chwilę po złapaniu oddechu robię się zmęczony i senny. Znam to uczucie: to właśnie zeszła adrenalina. Zawsze tak było: czy to po szarpankach w jakimś klubie, czy po idiotycznym przejeździe przez miasto w wieku lat siedemnastu. Teraz jeżdżę autem spokojnie i nie szarpię się z chłopakami, ale po przejeździe taką rynną jest dokładnie tak samo. Najchętniej położyłbym się na chwilę, gdyby było gdzie. Anyway. Po krótkim odpoczynku ruszamy dalej.

Od rynny – już niedługi kawałek-trawers do szwajcarskiego schroniska Monte Rosahutte (2795). Po krótkim odpoczynku i wciągnięciu jakiejś czekolady w schronisku zjeżdżamy dalej. Najpierw jeszcze w miarę prosty i przepiękny kawałek „widokowy” wzdłuż niesamowicie wyglądających seraków. To jedno z piękniejszych zdjęć z tego zjazdu jakie mam.

965464d8d0

Końcówka, to najpierw zupełnie płaski kawałek po lodowcu – kilka kilometrów na szerokich nartach zjazdowych – na których wylewam hektolitry potu: jest maj, zarówno kurtka jak i polar już dawno przyczepione przy plecaku. To właśnie po przejechaniu takich kawałków twierdzę, że na desce snowboardowej nie ma prawdziwego freerajdu. Rzeczywistość alpejska to nie jest film z Travisem Rice: nie ma dwóch śmigłowców, które zabiorą nas na kolejną górkę, nie ma kamer ani ekipy filmowej. Musimy zjechać sami do doliny, jesteśmy zdani na siebie. W praktyce często zdarzają się takie właśnie płaskie kilkukilometrowe kawałki z głębokim śniegiem, gdzie jedziesz łyżwą i odpychasz się kijami. Narciarz zjazdowy jest skatowany. A deskarz? Mógłby tu chyba tylko usiąść i zacząć płakać.

9679c31b15

Jadąc po lodowcu – trzeba bardzo uważać na szczeliny. Jest późna wiosna – większość jest jeszcze zamknięta, ale wiele z nich przykryta jest już dość cienką warstwą śniegu, tworząc „mosty” po których można przejechać. Jeśli wjedziemy na taki pechowy środeczek, a co gorsza jeśli akurat wtedy dociśniemy krawędzie – można zwyczajnie przebić się i wpaść do środka. Mamy co prawda na sobie uprzęże alpinistyczne, a w plecakach liny, ale jedziemy pojedynczo i bez asekuracji. Szczeliny bywają głębokie – nawet na kilkanaście metrów, w dodatku w środku są zwyczajnie wylodzone, więc wyobrażacie sobie, że upadek z tej wysokości na lód zwykle nie kończy się przyjemnie i samo wyciągnięcie pechowca na powierzchnię to nie jest jedynym problem. Tym razem jednak przejeżdżamy szczęśliwie, choć do jednej szczeliny niemal po drodze wpadam…

Na samym końcu dojeżdżamy do dolnej części przygotowanych tras narciarskich dobiegających do Zermatt.

Mapa Topo 1:25k do ściągnięcia tutaj. Jeśli ktoś jest zainteresowany dokładną trasą naszego przejazdu – napiszcie komentarz – chętnie wyjaśnię.

2 thoughts on “Heliskiing w Zermatt: zjazd z Monte Rosa / Dufourspitze

  1. Po której stronie Dufora lądował Wasz helikopter, z samego szczytu chyba nie jechaliście ?

Skomentuj tutaj (pole email możesz zostawić puste)...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s