nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie


8 Komentarzy

Barrio Bellavista

Tym razem zupełnie nie-narciarsko. Chciałem Wam dziś napisać o przeuroczej dzielnicy Bellavista w Santiago – mieszkam tu! Nie sposób pisać o Bellavista nie zaczynając od noblisty Pablo Nerudy – narodowego wieszcza Chile – bardzo tutaj uwielbianego, nazywanego przez wielu (nie tylko Chiliczyków) największym poetą wszchczasów… Moja znajomość poezji kończy się w zasadzie na Gałczyńskim i Szymborskiej, ale mimo to zaryzykuję i zanim opiszę wam Bellavistę – wkleję tutaj ostatni wiersz z cyklu „Dwadzieścia poematów o miłości i jedna pieśń rozpaczy”, w tłumaczeniu Demonique:

Mogę pisać wiersze najsmutniejsze tej nocy.

Pisać na przykład: „Ta noc rozgwieżdżona,
i drgają błękitne gwiazdy w oddali”.

Nocny wiatr krąży po niebie i śpiewa.

Mogę pisać wiersze najsmutniejsze tej nocy.
Kochałem ją i czasami ona też mnie kochała.

W takie noce jak ta miałem ją w ramionach.
Całowałem ją tyle razy pod niebem bezkresnym.

Ona mnie kochała, czasami ja ją też kochałem.
Jakże nie było kochać jej wielkich zapatrzonych oczu .

Mogę pisać wiersze najsmutniejsze tej nocy.
Myśleć, że jej nie mam. Żałować, że ją straciłem.

Słuchać nocy ogromnej, jeszcze ogromniejszej bez niej.
A wiersz spada na duszę jak na łąkę rosa.

Cóż, moja miłość nie mogła zatrzymać jej.
Noc jest rozgwieżdżona, a ona nie jest ze mną.

To wszystko. Daleko ktoś śpiewa. Gdzieś daleko.
Moja dusza nie może się pogodzić z tym, że ją straciłem.

Jakby dla przybliżenia jej, mój wzrok jej szuka.
Moje serce jej szuka, a ona nie jest ze mną.

Ta sama noc jak przedtem bieli te same drzewa.
My, ci jak wtedy, już nie jesteśmy ci sami.

Już jej nie kocham, to pewne, ale jakże ją kochałem.
Mój głos szukał wiatru, aby dotknąć jej słuchu.

Z innym. Będzie z innym. Jak przed moimi pocałunkami.
Jej głos, jej jasne ciało. Ich oczy bezkresne.

Już jej nie kocham, to pewne, ale być może ją kocham.
Tak krótka jest miłość, a tak długie jest zapominanie.

Że w takie noce jak ta miałem ją w swoich ramionach,
moja dusza nie może się pogodzić z tym, że ją straciłem.

Chociaż to byłby ostatni ból, jaki mi sprawia,
i to są ostatnie wiersze, jakie z nim piszę.

Fajne, prawda? Neruda posiadał w Bellavista dom nazwany La Chascona (wolne tłum. „Kołtun” – na cześć włosów jego kochanki – adres Fernando M. de la Plata 192), który jest miejscem pielgrzymek jego fanów z całego świata. Ale Bellavista to nie tylko Pablo Neruda. Bellavista to też zagłębie całej artystycznej bohemy, galerii, wystaw, ale też knajpek, restauracji, klubów, street art i street food. Dla większości mieszkańców Santiago, Bellavista to też synonim imprezy – bo Bellavista nie śpi nocą… Hałas dobiega właściwie zewsząd: uliczni grajkowie na gitarach, głęboki bas z klubów, gitary i bębny z hosteli, gwar tłumu przelewającego się przez ulice, czy latynoskie rytmy ze szkół samby czy salsy.

Murale w Bellavista to nieodłączny element krajobrazu. Pomalowane są kluby, knajpy ale też zwykłe domy czy nawet garażowe bramy...

Murale w Bellavista to nieodłączny element krajobrazu. Pomalowane są kluby, knajpy ale też zwykłe domy czy nawet garażowe bramy…

Nie dane było mi jednak posmakować całonocnych imprez w Bellavista. Dzięki kombinacji choroby po zmianie czasu oraz zamiłowania do nart – padałem do łóżka codziennie po 21, i wstawałem między 5 a 6 rano. Nie wiem jak przespałbym te noce bez zatyczek do uszu wygrzebanych w dramacie z apteczki, a kupionych jeszcze z myślą o chrapaniu Rafała na norwskiej łajbie ponad rok temu. Na szczęście, zatyczki zrobiły swoje – i jeśli myślicie o mieszkaniu w jakimkolwiek hostelu w Bellavista – a nie zamierzacie imprezować każdej nocy – pamiętajcie, że są absolutnie nieodzowne. Każdego poranka, pakując przed siódmą sprzęt narciarski do auta, widziałem zdziwione miny ludzi wracających do hostelu po całej nocy wrażeń…

Mój hostel

Mój hostel

Ale dzięki temu włóczyłem się godzinami po uliczkach i zakamarkach w dzień, po powrotach z nart, o 15 czy 16, kiedy Bellavista jest jeszcze senna. Bo to w sumie zabawne: Bellavista niczym jej mieszkańcy – tak żywa nocą, jest tak samo senna i cicha w dzień w porównaniu do reszty hałaśliwego Santiago, jakby rzeczywiście musiała regularnie odsypiać tę conocną imprezę. Restauratorzy rozstawiają stoliki z kartą śniadań, grubo po pierwszej po południu, i dopiero od godz. 18 Bellavista zaczyna się budzić… O 21 zaczynają się zapełniać restauracje, choć w klubach jest jeszcze zupełnie pusto.

Na szczęście Bellavista nie jest ZBYT turystyczna… Owszem: jest kilka sklepów z pamiątkami, kilku operatorów tourów, ale póki co, to zdecydowanie dzielnica dla lokalsów, dla mieszkańców Santiago, którzy przychodzą tu zjeść, wypić i się pobawić. Mi kojarzy się z podobnymi dzielnicami światowych stolic: Gazi w Atenach, nowojorskim Brooklynem czy choćby Starą Pragą w Warszawie. Szkoda tylko, że jak w przypadku innych podobnych miejsc, Bellavista stanie się zapewne za kilka lat mainstreamowa. Czynsze pójdą w górę, drogie restauracje zajmą miejsce tanich, developerzy wstawią swoje plomby ze szkła, a artyści będą zmuszeni wynieść się gdzie indziej… Dlatego o ile jesteście w Santiago – koniecznie pojedźcie czerwoną linią metra do Baquedano i zobaczcie Bellavistę taką jak jeszcze jest teraz!

 


17 Komentarzy

Chile – przygotowania

Lama, Andy, Chile :-)

Lama, Andy, Chile 🙂

Dla tych, którzy nie ogarnęli ostatniego posta: rzutem na taśmę zdobyłem okazję roku – bilety do Santiago de Chile w drugiej połowie sierpnia – czyli w szczycie puchowego sezonu w Andach za mocno niewiarygodną cenę: 1000pln.

Do wylotu do Chile zostało mi 7 tygodni – przygotowania w pełni! Tym razem lecę zupełnie sam! Podekscytowałem się jak małolat… Tym samym dzisiejszy post będzie lekko frywolny i słabo ogarnięty – mam nadzieję, że mi to wybaczycie… Żeby wczuć się w klimat lepiej, zanim zaczniecie czytać dalej – kliknijcie play poniżej… (w tej piosence niejaka Bebe ugania sie za facetem po mieście przez tytułowe siedem godzin [Siete Horas]). Jeśli wolicie mp3 – jest tutaj.

Natomiast obok na fotce możecie podziwiać chilijskie lamy w Andach 🙂

 

A więc co jest grane, w sprawie Chile, w punktach:

1. Kondycja…

2. Opcje na jazdę

  • jeszcze nie zdecydowałem się na konfigurację sprzętową którą zabiorę ze sobą. (freeride czy freetouring)
  • znalazłem posiadacza ratraka 150km od Santiago!
  • znalazłem dobre górki niedaleko Los Andes (100km od Santiago) na skitury.
  • oprócz tego może uda się heliski (helicoptero), jeśli tylko dostanę jakieś promocyjne warunki albo podłączę się do grupy… na pierwszy rzut oka, wygląda na to, że heliski nie jest tak bardzo uregulowane jak w Europie… to dobry znak! 🙂
  • intensywnie eksploruję tematy – czekam na odpowiedzi mailowe przynajmniej z 4-5 źródeł

3. Słownictwo

Ponoć w Chile z angielskim krucho… Umiem się już przedstawić (Me llamo Rafael), zapytać o drogę do toalety, oraz powiedzieć kilka przydatnych fraz:

  • ¿Cuánto cuesta llegar a esa montaña? – Ile kosztuje, aby dostać się na tamtą górę?
  • ¿Qué nivel de riesgo de aludes es hoy? – Jaki stopień zagrożenia lawinowego dziś mamy?
  • Dejeme ahi, por favor – Proszę zostawić mnie tam.
  • Me paseo bastante mal. ¿Me lleva de nuevo por favor? – Jeżdżę raczej słabo. Czy na pewno wróci pan po mnie?

4. Przewodnik

Jak zwykle korzystam z LonelyPlanet. Zaawansowanym obieżyświatom nie muszę polecać. Początkującym polecam gorąco! To absolutnie najepsze przewodniki na rynku. „Chile” jest w drodze i będzie u mnie za 2-3 dni. Ta lektura jest bardzo istotna przy samotnej podróży na drugi koniec świata.

Zrzut ekranu 2014-06-21 o 18.26.565. Miejscówka

Ponieważ górki, które planuję odwiedzić są w odległości 50-200km od Santiago w różnych kierunkach, zatrzymam się w samym Santiago. To chyba też niezły wybór, bo przecież lecę sam. Znalazłem fajną jedynkę w hostelu ze śniadaniami za 300PLN za całe 6 nocy.

Po obejrzeniu zdjęcia pokoju (obok) pomyślałem, że nie będę miał jak otworzyć w nim walizki, ale po chwili przypomniałem sobie, że przecież nie lecę z walizką, tylko pakuję się do pokrowca na narty! 🙂

Nie, nie zakładam śniadań wysokiej jakości.

6. i bardzo ważne na koniec…

(trrrrrr-tam-da-dam!) Wiele wskazuje, że będę miał partnera ekspedycji do Chile! Tzn. nie chodzi mi, że z kimś tam lecę. Nie mam też na myśli mężczyzny w nieformalym związku uczuciowym. Chodzi mi o partnera-sponsora. Jeszcze nie mogę pisać konkretów, bo nie ma umowy. Ale wszystko jest na dobrej drodze! Trzymajcie kciuki!

Ukłony! Vamonos!

R.