nakreche

narty, na wiele sposobów, subiektywnie

Wiązania Marker Kingpin – opinia: król jest nagi?

29 Komentarzy

źródło fotki: Backcountry Skiing Canada

Wiązania Kingpin Markera parę lat temu wdarły się przebojem na rynek. Są lekkie, łatwe w obsłudze i przeznaczone dla klasycznego skitouringu: sportu w którym przy podejściu liczy się każde sto gram. Rynek skitourowych wiązań pinowych (czyli tych najlżejszych) zdominowany był wcześniej przez firmę Dynafit, ale od jakichś 4-5 lat, po wygaśnięciu części patentów Dynafita, można było zauważyć, że Kingpiny systematycznie zwiększają swój udział w rynku. Nie mam żadnych statystycznych dotyczących udziału Kingpina w rynku, ale scena freeride w Polsce nie jest aż tak duża: jeśli czyta się fora internetowe i ma dziesiątki bliższych i dalszych znajomych, którzy turują i jeżdżą freeride, z łatwością można zaobserwować trendy. Rzecz jasna łatwo podważyć moje obserwacje, ale uważam, że większość polskich freeriderów zgodzi się, że o ile 5-7 lat temu znacząco ponad połowę (a pewnie bliżej 60-80%) polskiego rynku miał Dynafit, to obecnie podobną część ma Marker Kingpin.

Sam jechałem na Kingpinach parę razy (pożyczony sprzęt) i nie miałem do nich większych zastrzeżeń. Faktycznie lekkie (to przecież ich główne założenie) i łatwe w obsłudze. Nie miałem okazji przetestować ich wypinania, bo akurat się nie przewróciłem.

Ale kilkoro znajomych nie miało tyle szczęścia co ja: zerwane więzadła ACL, złamana noga i inne lżejsze kontuzje łączył wspólny mianownik: Marker Kingpin. Przy kolejnej osobie i kolejnej kontuzji zdecydowałem się napisać posta na grupę facebook’a freeriderzy, w którym opisałem swoje obserwacje. Odzew jaki dostałem na priv i maila przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Oczywiście pod postem wywiązała się dyskusja i sporo było jednoznacznie pozytywnych recenzji wiązań, jednak ciężko było zignorować wszystkie historie jakie przeczytałem i dostałem na maila i czata facebook’a.

Typowa kraksa na Kingpinach

Historie te układały się w jeden wzór i większość brzmiała bardzo-bardzo podobnie, mniej-więcej tak:

Jeżdżę na nartach X lat, w tym freeride Y lat. Kupiłem Kingpiny. Wiązanie miałem ustawione na 6-7-8 w skali DIN przez serwis. Do pewnego momentu wypinały się bardzo dobrze, kiedy trzeba. Aż w końcu nadszedł ten moment, kiedy przy niegroźnym upadku wiązanie się nie wypięło. Złamałem nogę. Zerwałem więzadło. Naderwałem ścięgno. Strzaskałem piszczel. (niepotrzebne skreślić)

I tak dalej…

Tych historii dostałem łącznie 16. Wszystkie z nich opisywały poważne kontuzje jakie były skutkiem wadliwego (zdaniem piszących) działania wiązania. Najlżejsze z nich, to naderwania więzadeł/ścięgien, najpoważniejsze – wieloodłamkowe złamania nogi. Za każdym razem ofiara wypadku miała wiązania ustawione poniżej (a czasem zdecydowanie poniżej) wymagań, które wynikałyby ze skali i definicji DIN. Zarówno z punktu widzenia wagi jak i umiejętności/stylu jazdy (dwa najważniejsze parametry).

Oprócz wymienionych historii dostałem również kilka ocen i opinii o wiązaniach z przeciwnego bieguna: wg. niektórych piszących, wiązania miały wypinać się zbyt często (np. przy podejściu lub agresywnej jeździe), generalnie wtedy kiedy nie powinny, i kiedy wypięcie mogło stanowić niebezpieczeństwo dla narciarza. Historii tego typu było zdecydowanie mniej (około 2-3), w tym jedna pochodziła od ratownika TOPR. Wszystkim piszącym obiecałem z góry anonimowość, jednak wszystkie historie mam udokumentowane z imienia i nazwiska w razie potrzeby.

Reakcja dystrybutora?

Być może jest jednak coś, co umyka mi w ocenie tematu. Być może są jakieś sprawy techniczne, albo istnieją dane statystyczne, które stałyby w sprzeczności z wnioskami jakie próbuję tu wyciągać. Postanowiłem zapytać u źródła, zapytałem więc dystrybutora Markera na Polskę: poznańską firmę SAT.

Poinformowałem o tym, że piszę na blogu notkę i zapytałem kto mógłby mi odpowiedzieć na wątpliwości i pytania dotyczące tego wiązania. Od mojego pytania upłynął tydzień, i nie dostałem dotychczas żadnej odpowiedzi.

A co na to biomechanika?

Sporą dawkę wiadomości i bardzo techniczne artykuły nt. wiązań pinowych (w Stanach, mówi się na nie „wiązania techniczne”) można znaleźć na portalu wildsnow.com. Wypowiadają się w nich konstruktorzy wiązań, ludzie uczestniczący w tworzeniu norm ISO dla wiązań, testerzy wiązań z maszynami mierzącymi naprężenia itp. Wydawało mi się, że mówię po angielsku nieźle, ale do tłumaczenia tych dyskusji i wszystkich słów z zakresu fizyki, biomechaniki i anatomii ludzkiej potrzebowałem słownika. Nawet po przetłumaczeniu na polski, musiałem przypomnieć sobie nazwy ludzkich kości i więzadeł, czy definicję momentu siły, ale w końcu przebrnąłem przez sporą część tych dyskusji. Do tego wszystkiego, aby w pełni wyczuć kontekst wypowiedzi, musimy czytać między liniami i zdawać sobie sprawę, że strona jest amerykańska (a tam łatwo rzuca się bardzo drogimi pozwami sądowymi). Np. w dyskusjach pod artykułami, jeden z twórców norm ISO wiązań pisze o przewagach jednych sposobów wypięć nad innymi, zaczynając tak: „z powodów prawnych nie mogę w tej wypowiedzi użyć nazw niektórych marek”, a następnie całkiem pozytywnie wypowiada się na temat wiązań Dynafita,G3, czy Fritschi.

Dokładna analiza sposobów wypięć, czy wpływu na anatomię człowieka przekracza ramy tego krótkiego artykułu – zainteresowanych odsyłam na WildSnow. Ciekawe dyskusje i artykuły pod nimi:

https://www.wildsnow.com/18803/comparo-toe-jaw-closure-strength-marker-g3-dynafit/

https://www.wildsnow.com/15123/tech-binding-release-testing-acl-broken-leg/

https://www.wildsnow.com/15495/marker-kingpin-toe-pins-possibly-loosen/

https://www.wildsnow.com/22871/ski-world-panics-kingpin-discontinued/

Marker Kingpin vs. Dynafit Radical vs. skrzynki

Na wildsnow jest jednak jeden szczególnie interesujący artykuł, porównujący bardzo fachowo i technicznie wiązania Kingpina i Dynafita – tutaj: https://www.wildsnow.com/18358/dynafit-radical-2-marker-kingpin-comparo/. Konkluzję i interesujące wnioski z tego porównania można streścić w kilku zdaniach, a zainteresowanych głębszą analizą odsyłam do źródła.

Mając wybrów między Dynafit Radical, a Marker Kingpin, musisz zadać sobie pytanie: do czego będę używał tego wiązania. Jeśli w zdecydowanej większości do touringu – Radical jest po pierwsze lżejszy, po drugie bezpieczniejszy od Kingpina (głównie ze względu na obracane przody wiązań). Jego wadą natomiast jest “pływanie” tyłów nart i niedostatecznie dobre prowadzenie i kontrolę nart przy dużych prędkościach (ze względu na konstrukcję tyłów). Jeśli zatem zamierzasz używać wiązania również na trasach, gdzie kontrola nart przy wysokich prędkościach na twardych nawierzchniach jest kluczowa – wybierz Kingpiny ze względu na konstrukcję tylnej części wiązania.

Warto tutaj podkreślić, że autorzy nie dokonali próby porównania tych wiązań z ciężkimi wiązaniami skrzynkowymi (wildsnow – to strona typowo skiturowa, gdzie ludzie liczą często pojedyncze gramy), mimo, że w tym i w innych artykułach określili jednoznacznie niebezpieczeństwa związane z użyciem Kingpina. Ja poszedłbym dalej i porównał trzy parametry przy wyborze wiązania: wagę, bezpieczeństwo oraz kontrolę trakcji przy dużych prędkościach. Parafrazując więc autorów z wildsnow i dodając do równania ciężkie wiązania skrzynkowe, mielibyśmy następującą sytuację:

  1. Jeśli więc zależy Ci przede wszystkim na bezpieczeństwie i wadze (rezygnujesz z trakcji): wybierzesz Dynafit Radical
  2. Jeśli zależy Ci przede wszystkim na bezpieczeństwie i trakcji (rezygnujesz z niskiej wagi): wybierzesz wiązanie skrzynkowe – np. Salomon Guardian.
  3. Jeśli zależy Ci przede wszystkim na wadze i trakcji (rezygnujesz z ***bezpieczeństwa***!!!!): wybierzesz wiązanie Marker Kingpin

A sprzedawcy swoje…

To w zasadzie zupełnie osobny temat, ale jednak warto o nim wspomnieć, dla pełnego obrazu. Będąc w warszawskim Snow-And-Surf na Al. Niepodleglości, i pytając o konkretny model wiązań turowych innej firmy, dostałem odpowiedź od sprzedawcy: „a po co to? bierz Kingpiny – najlżejsze i najlepsze!”. Sprzedawca nie zapytał mnie kompletnie do czego będę ich używał. Nie ważne było, czy będę robił w nich tysiące metrów wertikala każdego dnia, czy może raczej potrzebuję czasem podejść w górę z wyciągu. A może wręcz potrzebuję ich tylko awaryjnie, by podejść średnio raz w sezonie w sytuacji, gdzie drop poniżej okaże się zbyt wysoki dla mnie by zjechać/skoczyć, więc trzeba będzie wyjść kilkadziesiąt metrów w puchu w górę i poszukać innej linii zjazdu? To wszystko nie miało żadnego znaczenia dla sprzedawcy. Nie zająknął się też o generalnych o wadach każdego wiązania pinowego (brak regulacji wypięcia przodu, i tak dalej). A przecież mogę nie zdawać sobie z tego sprawy. Przecież nie wiadomo jak jeżdżę. Jedyne co słyszałem w tym sklepie, to „bierz Kingpiny”.

Snow and Surf nie był jedyny, chociaż najbardziej nachalny. Było jeszcze kilku mniej nachalnych sprzedawców z innych sklepów, od których słyszałem, że „w końcu i tak się przekonam i kupię sobie pinowe wiązania” (a skoro pinowe, to tylko jedne się nadają, szczególnie, że przecież ostatnio jeżdżę na Voelklach).

Nie chcę snuć teorii spiskowych, czemu tak bardzo wielu ludziom zależy na sprzedaży tego konkretnego modelu (a tak to właśnie wygląda z mojej perspektywy), ale: po pierwsze, warto zauważyć jak agresywnie Marker działa (przynajmniej na polskim rynku) i jak duży kawałek tortu zdobył dzięki temu ostatnimi laty… A po drugie, warto pamiętać, jak działają sprzedawcy w innych branżach. Przeczytacie np. tutaj: https://noizz.pl/big-stories/kupujesz-sprzet-rtv-wystrzegaj-sie-sklepowych-konsultantow-sprzedawca-duzej-sieci/l0r90dr

Dyskusja: ciąg dalszy

Pod moim postem na freerajderach wywiązała się przy tym dyskusja. Część ludzi broniła Kingpina, część postulowała brak możliwości wyciągnięcia wniosków z różnych powodów. W dyskusji padały różne kontrargumenty. Myślę, że mogę te kontrargumenty podzielić na następujących pięć grup. Warto się z nimi zapoznać, by mieć pełen obraz sytuacji i samemu wyrobić sobie zdanie w tej sprawie.

Kontrargument#1: Może te Kingpiny były źle ustawione?

Przecież nie mam kluczowych parametrów do ustawienia wiązania jak np. długość skorupy buta albo wzrost – może więc ludzie za bardzo skręcają wiązanie i potem łamią nogi? Cóż… Jeśli słyszę od kogoś „ważę 90kg, jeżdżę 20 lat, jeżdżę szybko/agresywnie, wiązania miałem ustawione na DIN=8”, to przyznacie, że ani skorupa buta, ani wzrost nie mają tu kompletnie ŻADNEGO znaczenia. Przy takich ustawieniach wiązania powinny wypinać się wręcz ZA często, niezależnie od tego jak dużą stopę ma narciarz – i możecie to łatwo sprawdzić w tabelkach ustawień wiązań.

Kontrargument#2: To normalne, że ludzie odnoszą kontuzje na nartach, a o Kingpin mającym taki udział w rynku słychać po prostu najwięcej

Czy na podstawie takich anegdotycznych historii można wyciągać jakieś wnioski? Tak jak pisałem, scena freeride w Polsce jest bardzo mała. Nie słyszałem żadnych (dosłownie: ZERO) podobnych historii od ludzi, którzy parę lat temu używali tylko wiązań pinowych Dynafita, które wtedy były dominujące na rynku. Próbowałem jednak coś zebrać też o Dynaficie. Dowiedzieć się. A usłyszałem szesnaście razy o kraksach na Kingpinach, które powinny się wypiąć, ale się nie wypięły. To skłania do myślenia.

Kontrargument#3: To tylko zbiór szesnastu historii. Nie masz statystyk. Nie da się wyciągać żadnych wniosków na tej podstawie.

Dla jednych 16 historii spośród setek albo nawet tysięcy polskich freeriderów – to bardzo mało. Dla mnie 16 historii poważnych kontuzji do których sam zdołałem dotrzeć, i które łączy JEDEN model wiązania – to CHOLERNIE dużo. Jak jest dla ciebie? 16 to dużo czy mało? Odpowiedz sobie sam.

Kontrargument#4: Mam Kingpina od X lat. Działa idealnie, zawsze się wypinał

Super. Dokładnie tak samo jak większość ludzi, którzy wysłali mi swoje historie. Z małą różnicą. U nich nie było happy endu. Zgadzam się przecież, że generalnie, w przeważającej większości przypadków wiązanie działa poprawnie. Chodzi DOKŁADNIE o przypadki, kiedy jest inaczej – w tym rzecz w całej tej dyskusji i poście.

Kontrargument#5: To byli jacyś Janusze freeride’u. Prawdziwym pro’som to się nie zdarza.

To już totalna bzdura. Pytałem o doświadczenie (albo nie musiałem pytać, bo je znam) przy każdej relacji. Te historie pochodzą w większości od doświadczonych i bardzo doświadczonych freeriderów. Jako przykład pozwolę sobie zacytować Pawła:

Jeżdzę na nartach całe życie, jakieś 25 lat, spędzam w sezonie ostatnio pomiędzy 30 a 150 dni i kupuje nowe wiązania i po tygodniu rozwalam kolano, to szczerze? Nigdy w życiu nie założę narty z tym wiązaniem na nogi […]

Jeśli Paweł nie jest doświadczonym freeriderem, to nie wyobrażam sobie kto nim jest…

Konkluzja

Skrzynki: prawdziwi skiturowcy ich nienawidzą. Są ciężkie, a w dodatku unosząc but, podnosisz pół wiązania. Nie nadają się na długie trawersy, ani dla ludzi, którzy przede wszystkim podchodzą.

Czy coś jest na rzeczy? A może to tylko luźno związane historie, jakie można opisać o dowolnym wiązaniu? Ocena należy do czytelnika. Dla mnie jasne jest, że coś w tym temacie jest, i dlatego zdecydowałem się na tego posta na blogu. Po zebraniu materiału przekraczającego moje oczekiwania i wysłuchaniu wielu naprawdę doświadczonych freeriderów, ja osobiście nie zamierzam kupować tego konkretnego modelu wiązań Markera.

29 thoughts on “Wiązania Marker Kingpin – opinia: król jest nagi?

  1. Pingback: Wiązania skiturowe | nakreche

  2. Po prawie 30 latach uprawiania narciarstwa zjazdowego, kilka lat tamu przesiadłem się na skituring / freeride. Używam wiązań Dynafit TLT Radical ST oraz butów Dynafit One Px, narty to Atomic Aspect. Powiem tak. Na w/w zestawie mógłbym z powodzeniem startować w amatorskich zawodach w slalomie gigancie. Nie występuje nic takiego jak niepewne trzymanie tyłów nart, ani jakiekolwiek inne niepewne trzymanie but/wiązanie/narta. Spokojnie używam tego sprzętu do freeride jak i jazdy po twardej jak beton trasie, nieraz jadąc powyżej 90 km/h, zarówno na krawędzi jak i „na krechę” jak w typowych ziazdówkach. Doskonały sprzęt. Przy dobrze dobranych i spasowanych butach wszystko trzyma jak beton. Czy nie jest przypadkiem tak, że 90 % ludzi wypisujących cuda na forach po prostu nie potrafi dostatecznie dobrze jeździć, a przyczyn problemów doszukuje się w sprzęcie ?

    • Tomku, komentarze dotyczące „pływania” dynafita nie pochodzą ode mnie, ale od fachowców z wildsnow – to uznana strona, na której wypowiadają się konstruktorzy wiązań, zawodnicy, testerzy, team riderzy itd… Wierzę, że dobrze Ci służą.

      • Testerzy mają jeden problem. Trafiając na doskonały produkt, nie mogą napisać „Ten produkt jest doskonały, nie ma na rynku nic lepszego”. Muszą wypełnić rubrykę „zalety” jak i „wady”. I czasem doszukują się niestworzonych rzeczy. Testerowi pięta w bucie (o ile jest naprawdę profesjonalnie i doskonale dobrany) pływa na boki powiedzmy 1 mm w lewi i prawo, ale on zwali to na pływanie tyłów wiązań. W Dynafitach pływanie tyłu jest możliwe w trzech przypadkach: zbyt duży dystans pomiędzy tyłem buta a bazą wiązania (musi być to ustawione za pomocą przyrządu z dokładnością do 0,1 mm) albo używaniem niektórych butów innych, niż oryginalne buty Dynafita (inne tolerancje i inna pozycja tylnego gniazda pod trzpienie blokujące tył wiązania), albo nieosiowym zamocowaniem przodu vs tyłu wiązań na narcie (tu także tolerancje idą w dziesiątki mm). Potwierdzone przez wiele osób. Kupując zestaw wiązania-buty Dynafit, mamy 100% trzymania jak w normalnych, zjazdowych wiązaniach. Co do testów i opinii na forach, zdecydowana większość jest pisana przez tzw. „pisarzy”, nie prawdziwych doświadczonych narciarzy, oni nie mają czasu na pisanie wielostronicowych opinii.

      • Testerzy mają jeden problem. Trafiając na doskonały produkt, nie mogą napisać „Ten produkt jest doskonały, nie ma na rynku nic lepszego”. Muszą wypełnić rubrykę „zalety” jak i „wady”. I czasem doszukują się niestworzonych rzeczy. Testerowi pięta w bucie (o ile jest naprawdę profesjonalnie i doskonale dobrany) pływa na boki powiedzmy 1 mm w lewi i prawo, ale on zwali to na pływanie tyłów wiązań. W Dynafitach pływanie tyłu jest możliwe w trzech przypadkach: zbyt duży dystans pomiędzy tyłem buta a bazą wiązania (musi być to ustawione za pomocą przyrządu z dokładnością do 0,1 mm) albo używaniem niektórych butów innych, niż oryginalne buty Dynafita (inne tolerancje i inna pozycja tylnego gniazda pod trzpienie blokujące tył wiązania), albo nieosiowym zamocowaniem przodu vs tyłu wiązań na narcie (tu także tolerancje idą w dziesiątki mm). Potwierdzone przez wiele osób. Kupując zestaw wiązania-buty Dynafit, mamy 100% trzymania jak w normalnych, zjazdowych wiązaniach. Co do testów i opinii na forach, trzeba do tego podchodzić baaardzo krytycznie.

  3. A co sadzisz o vipecu?

  4. Bardzo ciekawe informacje!

    Polecanie kingpinow jest rzeczywiscie powszechne – takze przez profesjonalnych producentow, nie tylko przez sprzedawcow. Przy odbieraniu nart z jednej z manufaktur popatrzylem na to, jakie narty zamawiaja inni klienci manufaktury (staly sobie gotowe do odbioru lub zostawione do serwisu). I co? – zadne (polecane tu) kingpiny! Praktycznie same toporne, ale wiarygodne wiazania z ruchoma platforma. W wiekszosci Markera… Czyli nie wszyscy ulegaja nowemu trendowi (choc kingpinow faktycznie jest ostatnio masa).

    Nie wyobrazam sobie ryzykowania agresywnej jazdy w zlodzonym zlebie na narcie, ktora przy kazdym skoku na krawedz mozna zgubic. Albo ryzykowac zlamanie w wyniku braku wypiecia, gdy to okaze sie konieczne, a wiazanie zawiedzie. Lepiej jednak wtargac ciezsze narty i jechac pewnie, niz ryzykowac dla oszczednosci wagi.

    • W ramach uzupelnienia: ciekawa jest awersja niektorych ludzi do kingpinow, skoro manufaktura je poleca, a klienci z premedytacja montuja jednak Barony.

      Pozdrawiam!

    • P.hr. Prezentujesz skrajny kawałek spektrum – wyczynowców. Dla nich kingpin oczywiście też nie będzie odpowiedni – z powodów o których piszesz… (ponoć niektórzy jeżdżą na zablokowanych przodach). Ja nie spędzam tyle czasu w strefach „no-fall” co Ty. Trzymam kciuki, że narty wypinały ci się TYLKO tam gdzie trzeba! 🙂 pozdrowienia!

  5. Ci sprzedawcy o dobrze sprzedają – dostają od Markera i ich dystrybutora zaproszenia na “testy” (czytaj: darmowe wczasy w alpach). To taka sama patologia jak lekarze i koncerny farmaceutyczne. No może nie taka sama bo coraz więcej jest uczciwych lekarzy.

  6. Byłem na testach Markera i całej grupy. Nie były to wczasy w alpach:) LOL! Normalna prezentacja sprzętu:) Tak jak zresztą innych producentów. Porównywanie tego do koncernów farmaceutycznych i wypisywania leków na receptę to duuuże nadużycie. W końcu to jednak klient decyduje.

    • dzięki za ten wpis Marcin. Wiele zależy od tego, czy firmy (mówię teraz ogólnie, a nie o jednej – konkretnej) zapraszają na te testy wszystkich sprzedawców, czy tylko tych, którzy zrobią najlepszy wynik… czy wiesz może, czy dystrybutorzy mają możliwość śledzenia, który sprzedawca z którego sklepu robi jaki wynik? mógłbyś napisać mi na priv – blog.nakreche@gmail.com ? gwarantuję pełną anonimowość. dzięki raz jeszcze…

  7. Generalnie wiązania, a szczególnie wiązania pinowe powinno się po zamontowaniu sprawdzić na maszynie. Maszyna weryfikuje aktualną jakość działania sprężyn i wogóle jakość montażu. Dzięki temu mamy pewność że wiązanie wypnie wtedy kiedy powinno. Jeśli dany egzemplarz ma jakieś wady w działaniu wypinania, to też to wyjdzie, Czy wszystko wypina się tak jak powinno? Brakuje mi w tym artykule wogóle wspomnienia o tym aspekcie. Było by wielce interesujące czy poszkodowani mają zaświadczenia z serwisu z takiej maszyny? Generalnie wiązań pinowych nie powinno się montować bez takiego sprawdzenia.

    Jeśli chodzi o bezpieczeństwo wiązań, to polecam się przyjrzeć tematowi elasticity. Jeśli ktoś chce mieć bardzo bezpieczne wiązanie pinowo-hybrydowe, to powinien szukać wiązania z większym elasticity (vertical i horizontal) i we wszystkich trzech osiach. Przód wiązania powinien mieć horizontal elasticity a tył wiązania vertical i forward elasticity. Posługuję się sformułowaniami angielskimi, bo łatwiej wtedy coś znaleść w internecie wyszukując po tych słowach. Po polsku nic na ten temat nie znajdziecie.

    • Dzięki za komentarz… Z tego co jednak rozumiem, zwykła maszyna do wiązań alpejskich nie nadaje się do testowania wiązań pinowych (będę rozmawiał z fachowcami od maszyn w piątek, więc jeszcze wrzucę update). Czy masz inne informacje?
      Więcej o testach wiązań pinowych na maszynie: https://www.wildsnow.com/15123/tech-binding-release-testing-acl-broken-leg/

      • Wrzuć Rafał update jak najszybciej, bo to co napisałeś jest słabe.
        Napisałem o maszynie, bo sam tak robię ze swoimi wiązaniami pinowymi. Maszyna sprawdza jak but się wypina z wiązania, jej jest obojętne czy but siedzi w wiązaniu pinowym czy alpejskim.
        Korzystam z serwisu, który montuje i testuje wypinanie wiązania zarówno alpejskie jak i pinowe.

        • Poczekaj, ale jak przylozysz z boku „w piny” siłę na maszynie – to przecież zwykly kingpin się nie wypnie?

        • Rozmawiałem z fachowcami. Stanowczo mówią że ich maszyna (za parędziesiąt tyś pln) nie nadaje się do testowania wiązań pinowych. I że być może jest jakaś która się nadaje ale oni takiej nie znają. Maszyna do wiązań alpejskich albo skrzynek/frame da złe wskazania do ustawienia pinowych/technicznych. Będę jeszcze badał temat i odzywał się do innych fachowców. Czy masz więcej informacji nt przydatności tych maszyn do pinów?

          • przecież mechanizm wypinania wiązań pinowych działa zupełnie inaczej niż wiązań zjazdowych… Np. bardzo mocne uderzenie w przód buta z boku wypnie go z wiązań zjazdowych, a (w skrajnym przypadku) uszkodzi wiązanie pinowe… W Dynafitach but wpierw musi wypiąć się z tyłu, a dopiero potem jest wyrywany z pinów, w zjazdowym zwykle wpierw wypina się przód potem tył. Zupełnie inna filozofia. W trudnym terenie na wiązanie działają większe siły boczne, dlatego przód w pinowych musi trzymać jak beton, inaczej często dochodziłoby do samoczynnego wypięcia.

      • Uzupełniłem swoją wiedzę i tak.
        Firma Koenig we Wrocławiu posiada maszynę Wälzholz-Huber Jetbond : http://koenigserwis.pl/image/data/tekst_serwis/diag.jpg

        Obecnie ten produkt został przejęty przez firmę Montana i występuje w dwóch wersjach: Jetbond ST/SK i Jetbond M.
        Na zdjęciu widać że w maszynie jest obecna narta z wiązaniami TLT: http://www.vanclsport.cz/images/skialpove-pasy/7-jetbond-m.jpg

        Nie piszcie więc bzdur że wiązań TLT/Kingin nie da się sprawdzać na maszynie.
        W Warszawie prawdopodobnie serwis Skiteam ma Jetbonda.

        Podzwoniłem trochę po serwisach skitour w Polsce, i rzeczywiście mało kto posiada maszynę Jetbond lub podobną.
        Serwisy powinny nadrobić tą zaległość !!!

        • Wielkie dzięki za ten risercz. W kolejce czeka artykuł o testach na maszynie. Jeśli pozwolisz – wspomnę o tym, że Ty (mariowro) pomogłeś odpowiedzieć na pytania o wiązania skiturowe. Innymi słowy, trzeba sprawdzać czy maszyna to jetbond, a jeśli tak – to nadaje się na test wiązań pinowych, tak? Czy przy wprowadzeniu parametrów do maszyny podaje się wtedy też rodzaj wiązania? Wiesz może?

        • Możesz napisać mariowro czyli Mariusz Jasiński,
          Rafał, przejdź się do tego Skiteam 🙂
          Albo możesz przyjechać do Wrocławia i Cię zaprowadzę do Koniga, to sobie zrobisz reportaż z diagnostyki wiązań pinowych 🙂

          • Dzięki za to. Faktycznie wpadnę może do skiteamu. Wrocka nie planuję – trochę daleko – ale dzięki za oferte i raz jeszcze za zbadanie tematu!

  8. Są inne firmy które produkują dobre wiązania.
    Np.ATK

  9. Pingback: Znowu Kingpin: modele z roku 2017/2018 – wezwanie serwisowe Markera | nakreche

Skomentuj tutaj (pole email jest nieobowiązkowe)...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.